wtorek
| 12 listopada 2019
Daria Wyrostkiewicz | 13 października 2019

Powołamy Związek Zawodowy Rolników z prawdziwego zdarzenia!

Powołamy Związek Zawodowy Rolników z prawdziwego zdarzenia!

Z Michałem Kołodziejczakiem, założycielem AGROunii rozmawia Daria Wyrostkiewicz.

Pana przygoda z polityką, a może raczej z partiami politycznymi, skończyła się szybciej niż zaczynała. Długie zapowiedzi i szybka porażka. AGROunia nie jest jeszcze gotowa na politykę czy polityka nie jest gotowa na AGROunię?

Przygoda z polityką zaczęła się od pierwszych naszych działań. Już wtedy bardzo mocno na nią oddziaływaliśmy. Rozmowy z posłami różnych partii pokazały, że w Polsce nie ma osób, które tematami rolnictwa zajmują się na serio. Główną motywacją było to, żeby w Sejmie znaleźli się ludzie rozumiejący problemy rolnictwa, mający receptę na ich rozwiązanie. Obserwując kampanię wyborczą, widzimy, że niestety takich osób w Sejmie nie będzie. Przyzwyczailiśmy wszystkich do tego, że perfekcyjnie przygotowujemy się do podejmowanych przez nas wyzwań. Najwyraźniej do tego przygotowaliśmy się za słabo. Nie chcę w żaden sposób tłumaczyć się, że coś poszło inaczej niż planowałem. Wielu osobom bardzo przeszkadzał nasz samodzielny angaż w wybory i
istotnie odczuwaliśmy spiętrzenie problemów na naszej politycznej drodze. Wielu przyzwyczaiło się, że rolnicy mają na nich pracować, „zawodowi politycy” również, i niełatwo było im zaakceptować nową sytuację. Nam pracowało się bardzo ciężko, gdyż zmagaliśmy się z przeciwnościami, które nieoczekiwanie stawały przed nami. Nie ze wszystkimi udało nam się uporać, w efekcie czego zmuszony byłem podjąć decyzję o wycofaniu się.

„Nowy Lepper”, „lider rolników”, Michał Kołodziejczak – często słyszał Pan o sobie w mediach. Udało się Wam na pewno zaistnieć. Jak chcecie teraz, podczas nowej kadencji Sejmu, niezależnie od tego, kto będzie rządził, przekuć ten medialny sukces na sukces dla polskiego rolnictwa?

Sukcesy też były. Choć faktycznie ciężko przebić się przez związkowo-polityczno-biznesową ścianę oporu i niechęci wprowadzania pozytywnych zmian dla rolników i konsumentów. Zdążyliśmy się przyzwyczaić, że media umniejszają tę część naszej działalności. Nie dzielimy czasu na okres przed i po wyborach. Choć nie wszystko widać, ciągle pracujemy. Nasze rozwiązania znane są w Ministerstwie Rolnictwa i spotkały się z szeroką akceptacją ministra Ardanowskiego. Media towarzyszą nam od samego początku, ponieważ jako jedyni prezentujemy szerokie spojrzenie na różne gałęzie polskiego rolnictwa. By pokazać ogrom problemu polskich gospodarstw rodzinnych, często używaliśmy niekonwencjonalnych metod, co faktycznie było bardzo ciekawe dla mediów. Czynników, dzięki którym byliśmy obecni w mediach, było zawsze dużo, co – mam nadzieję – potwierdzimy w niedalekiej przyszłości.

Kiedyś minister Ardanowski nazwał Was „pustką intelektualną”. Wy wielokrotnie nie byliście mu dłużni. Później podaliście sobie ręce. Więc nie wszystko jest takie złe?

Minister Ardanowski znany jest z barwnego języka. W tym przypadku dość mocno przesadził. Zdajemy sobie sprawę, że napsuliśmy mu sporo krwi i to była oznaka jego bezradności oraz chęć pokierowania opinii publicznej w niewłaściwym (ale wygodnym dla niego) kierunku. Minister ostatecznie wycofał się z tych słów i to jest odpowiednia informacja, by zakończyć ten wątek.

Dobrze, to inny wątek w takim razie. Nie tylko środowiska tzw. ekoterrorystów udających ekologów, ale także niektórzy posłowie PiS dążą do likwidacji hodowli zwierząt futerkowych czy ograniczenia hodowli bydła i trzody chlewnej, promując przepisy tzw. odległościowe czy odorowe. Rolnicy i hodowcy mają się czego obawiać?

Ekolodzy i niektórzy posłowie są przedstawicielami biznesu, który nie ma nic wspólnego z dobrem zwierząt. Oni forsują swoje, a hodowcy zwierząt swoje. Kto wykaże się lepszą organizacją i większym profesjonalizmem, ten wygra. Kto to będzie? Ten, kto szerzej spojrzy na problem. AGROunia ciągle zmaga się z problemem pojedynczego załatwiania spraw przez niektóre osoby. Przykładem są producenci zwierząt futerkowych, którzy naszym działaniom się jedynie przyglądają. Jednocześnie chcą załatwić swój interes – w tym samym czasie (bardzo słusznie w mojej ocenie) wygrać wojnę z ekologami. Budowanie świadomości rolników, konsumentów, agroprzedsiębiorców oraz środowisk towarzyszących będzie prowadziło w konsekwencji do sukcesu. Dziwi mnie, że niektórzy obrońcy polskich hodowli boją się naszej skuteczności i zamiast upatrywać w tym możliwość odniesienia wspólnego sukcesu, widzą zagrożenie.

Jakie plany na jesień i zimę ma Michał Kołodziejczak?

Michał Kołodziejczak zrobi bardzo dużo, by w końcu był w Polsce Związek Zawodowy Rolników z prawdziwego zdarzenia. To przedsięwzięcie chcę zacząć od spotkania się z przedstawicielami związków rolniczych między innymi z Francji. W Polsce trudno szukać przykładu. Wielkim wyzwaniem jest zmiana niebezpiecznego trendu przejmowania rynku produkcji przez duże koncerny; będziemy pracować nad zwiększeniem udziału polskich gospodarstw rodzinnych w dostarczaniu produktów rolnych do konsumenta. Mam nadzieję, że już tej zimy zaczniemy to zmieniać. Są przesłanki mówiące, że po wyborach rolnicy bardzo mocno przypomną o swoich ciągle nierozwiązanych problemach. Ukonstytuuje się nowy Sejm i rząd, będziemy od nich wymagać dwa razy więcej niż do tej pory.


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.