środa
| 20 listopada 2019

Pamiętamy doskonale aferę związaną z zatrzymaniem i osadzeniem w areszcie dwóch pracowników leśnych, właściciela zakładu usług leśnych i jego syna.

Wraz z ich zatrzymaniem i osadzeniem w areszcie nie było z nimi kontaktu, nie miała z nimi kontaktu również najbliższa rodzina.

W tym samym czasie w mediach rozgorzała niesamowita nagonka wraz z kontrowersyjnymi w stosunku do wydarzeń zdjęciami. Media opanowała narracja wyłącznie jednej strony, to znaczy wypływająca ze środowisk aktywistów oraz pracowników takich mediów jak Gazeta Wyborcza, TVN, czy w końcu Polsat.

Od samego początku sprawa stała się z tego powodu niezwykle kontrowersyjna, w żaden sposób nie można było zweryfikować wydarzeń "na gorąco" a jedyne co nastąpiło, to medialny lincz jednej ze stron zainteresowanych sporem wokół Puszczy Białowieskiej.

Cała sytuacja związana z wykonywaniem obowiązków dziennikarskich przez pracowników Polsatu od samego początku nie była dość jasna i klarowna. Nie były też jasne okoliczności wykonania dokumentacji zdjęciowej z zarzucanych czynów oskarżonym, pojawiły się przesłanki, by twierdzić, że dokumentacja ta została wykonana w zupełnie innym miejscu aniżeli doszło do konfrontacji pracowników z dziennikarzem jak wynika z relacji różnych osób.

Nie jest też do końca wiadome, w jaki sposób oskarżonym udało się usunąć karty pamięci z profesjonalnej kamery o co posądzał ich poszkodowany.

Nie wiadomo też, w jaki sposób poszkodowany doznał kontuzji kręgosłupa, skoro przeprowadzona obdukcja tego nie wykazała.

Nie ustalone jest, na ile doszło do faktycznej napaści a na ile pracownicy spotkali się z agresją i prowokacyjną postawą dziennikarza w miejscu objętym zakazem wstępu.

Nie wiemy, na ile osoba poszkodowana oraz aktywiści świadczący przeciwko skazanym są osobami wiarygodnymi, biorąc pod uwagę ich założone cele, aktywność i dotychczasowe działania na terenie Puszczy Białowieskiej, które aktywiści sami nazywali "społecznym nieposłuszeństwem" zdając sobie sprawę z łamania prawa i przyznając się do tego nawet przed kamerami.

Wiemy natomiast, że przedstawiciele mediów współpracowali z aktywistami donoszącymi na Polskę do organów międzynarodowych manipulując przekazami medialnymi, jak choćby użycie stwierdzeń - "wycinka pierwotnej puszczy" i opatrywanie takich relacji zdjęciami zielonego lasu, zamiast faktycznego przedstawienia uschniętych w wyniku gradacji drzew.

Wiemy też o prowokacyjnych postawach zarówno aktywistów, jak również dziennikarzy, w tym łamania obowiązującego prawa przez dziennikarzy i należy tutaj przytoczyć Art. 10 ustawy Prawo Prasowe, a mianowicie: Zadania i obowiązki dziennikarza, gdzie w pod punktem pierwszym znajdujemy zapis:

 


"Zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa"

 

Z relacji może wynikać, iż zasada ta została złamana a uprawnienia dziennikarskie przekroczone.

Uprawnienia takie były poniekąd przekraczane wielokrotnie poprzez najścia dziennikarzy na obszary objęte zakazem wstępu z tytułu grożącego niebezpieczeństwa pośredniego i bezpośredniego w wyniku wykonywanych prac.

Z perspektywy czasu można wnioskować, iż najścia te nie tyle miały za zadanie relacjonowanie faktycznych działań i podstaw prawnych tychże działań na obszarach zarządzanych przez Lasy Państwowe a protokolarnie przekazanych podmiotom gospodarczym celem ich realizacji, co sporządzanie "sensacyjnych" materiałów prasowych na potrzeby wyłącznie jednej ze stron sporu. Trudno więc mówić o rzetelności dziennikarskiej w rozumieniu Ustawy.

Kolejną kontrowersję stanowi fakt ferowania oskarżeń i formułowania zarzutów a nawet sugerowania przez dziennikarzy różnych mediów, jak choćby dla przykładu dziennikarza TOK FM, wyciągnięcia konsekwencji formalno - prawnych ze strony Lasów Państwowych wobec osób, którym zarzucano czyny karalne, pomimo braku weryfikacji podanych informacji do publicznej wiadomości z osobami, które miały dopuścić się tych czynów.

Jakub Medek 29 lipca 2017skierował się na Tweeterze do Rzecznika Lasów Państwowych w słowach pytanie:

 


"Jak rozumiem, Lasy Państwowe już rozwiązały umowę z tym Zakładem Usług Leśnych? (sic!) "

 

Bez cienia wątpliwości nie mamy tutaj do czynienia z pytaniem, ale wyrażeniem oczekiwania zastosowania sankcji formalno-prawnych jeszcze przed wydaniem wyroku przez Sąd I Instancji, co w rozumieniu znowu Ustawy Prawo Prasowe może sugerować jej złamanie.

 

Podobnie ma się rzecz do artykułu opublikowanego w Gazecie Wyborczej, która dała wiarę wyłącznie jednej ze stron nie weryfikując informacji w jakikolwiek sposób ze stroną, której miały zostać postawione zarzuty, w którym to artykule przywołano wpis wspomnianego dziennikarza TOK FM.


(źródło - http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22166245,dziennikarza-w-puszczy-pobili-pracownicy-firmy-wycinajacej-drzewa.html)

 

O ferowaniu wyroków mówi Art. 13 Ustawy Prawo Prasowe, gdzie pod punktem pierwszym umieszczono zapis - "Nie wolno wypowiadać w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w I instancji." i zapis ten należy w tym przypadku traktować nierozłącznie z zapisem mówiącym o zachowaniu szczególnej staranności i rzetelności w pozyskiwaniu informacji.

 

Rozwijając ten wątek należy tutaj wyraźnie podkreślić, iż ustawa Prawo Prasowe przewiduje takie ograniczenia celem wyeliminowania z przekazów medialnych tak zwanych "przedsądów", co może skutkować stygmatyzacją osoby pozwanej jeszcze przed wydaniem prawomocnego wyroku. Dlatego też ustawodawca nałożył takie ograniczenia, by zadośćuczynić zapisom europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności każdego człowieka i domniemania niewinności.

 

Wiemy natomiast, że wokół Puszczy Białowieskiej narosły napięcia z powodu działań aktywistów, blokadą prac i maszyn, przeszkadzaniem w pracy i nachodzeniem na obszary objęte zgodnie z obowiązującymi przepisami zakazem wstępu na miejsca prac o szczególnym zagrożeniu dla zdrowia i życia.

W żaden sposób nie jest moją intencją podważanie wydanego wyroku przez Niezawisły Sąd.

Pragnę jedynie wykazać, że Prawo Prasowe stanowi w Polsce martwy akt prawny, o ile sam dziennikarz nie będzie się chciał do niego zastosować w sposób odpowiedzialny.


Nadużywanie uprawnień i kompetencji w przekazach medialnych jak możemy poniekąd przekonać się niemal na co dzień rodzi silne podziały społeczne, sieje dezinformację, wywołuje frustrację i napięcia, które mogą skutkować emanowaniem tychże emocji nie tylko w sposób werbalny,ale także fizyczny a przez to są w stanie przekreślić czyjeś marzenia i życiowe plany.


Jestem przekonany o tym, iż przy zachowaniu przestrzegania ustawy Prawo Prasowe, czyli zachowaniu rzetelności dziennikarskiej, etyki zawodowej i respektowaniu innych aktów prawnych, jak zarządzenia i inne ustawy a także przy zachowaniu elementarnych zasad współżycia społecznego przez środowisko dziennikarskie, do incydentu, który został zwieńczony wyrokiem skazującym nigdy by nie doszło.

 

9 lipca b.r., Sąd w Białymstoku skazał właściciela i pracownika zakładu usług leśnych (49-latek i jego 24-letni syn) na karę roku więzienia, wypłaty pokrzywdzonemu 5 tys. zł zadośćuczynienia oraz naprawienie szkody w kwocie ponad 14 tys. zł za zniszczenie kamery oraz prawie około 5 tys. zł za skradzione dwie karty pamięci. W sumie prawie 20 tys. zł

 

Wyrok nie jest prawomocny, obrona zapowiedziała apelację.

 

Artur Hampel

fot.:Artur Hampel

 

 


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.