środa
| 19 czerwca 2019

Ze Szczepanem Wójcikiem, prezesem Instytutu Gospodarki Rolnej, rozmawia Marta Wiszczycka.

Marta Wiszczycka: Panie Prezesie, w okolicach Torunia z tamtejszej hodowli wypuszczono z klatek ponad 2 tys. zwierząt. Hodowca oskarża ekologów. Jak pan to skomentuje?

Szczepan Wójcik: Dowodów jeszcze nie ma, ale policja szuka sprawców tego bestialstwa i wierzę w to, że znajdzie winnych. Czy mogli być to ekolodzy? Nie, każdy kto ma jakiekolwiek pojęcie o ekologii i choć odrobinę sumienia, nie skazałby tysięcy zwierząt na śmierć. Mogła być to jednak grupa pseudoekologów czy – mocniej – ekoterorrystów. Norki amerykańskie, które wypuszczono z  klatek albo już padły, albo padną w najbliższych dniach lub godzinach. To zwierzęta hodowlane i – wbrew temu, co wydaje się aktywistom – są to zwierzęta znacznie różniące się od dzikiej norki. Mają inną budowę czaszki, inny – niezwykle wrażliwy – układ pokarmowy, pozbawione są wielu instynktów, którymi cechuje się norka dzika. Mają zupełnie inny behawioryzm. Dążę do tego, że te zwierzęta w zasadzie nie potrafią samodzielnie polować, nie mogą odżywiać się tym, co – mówiąc kolokwialnie – znajdą i tak dalej. Poza hodowlą, padną.

M.W.: Czy podobne sytuacje już się zdarzały?

S.W.: Oczywiście, krótkowzroczność pseudoekologów znacznie przekracza granice kontynentów. Podobne akty miały miejsce w USA, Chinach czy na Łotwie. Skutek jest zawsze taki sam – śmierć z głodu. Do tego dochodzą straty dla inwestora. Trzeba być jednak wyjątkowym zwyrodnialcem, aby podobnego czynu dopuścić się akurat teraz, kiedy młode karmione były przez matki. Wie Pani, jak brzmi taka ferma? Jest to wszechogarniający pisk zwierząt padających z głodu.

M.W.: Jakie rozwiązania powinny zostać wprowadzone?

S.W.: Bezwzględne ściganie takich przestępców i ogromne kary więzienia oraz grzywny. To ostudziłoby zapał przy podobnych próbach.

M.W.: Są takie rozwiązania?

S.W.: To proceder przestępczy, więc odpowiedzialność płynie wprost z Kodeksu Karnego. Instytut Gospodarki Rolnej przygotował jednak zbiór procedur, które w myśl z kolei Kodeksu Cywilnego, znacznie ograniczałyby możliwość popełniania podobnych przestępstw. Pamiętajmy, że w wielu przypadkach jako sprawców włamań na fermy identyfikowano tak zwanych „ekologów”.

M.W.: Problem jest szeroki?

S.W.: Bardzo. To zjawisko ekoterroryzmu, pseudoekologii, ekoharaczu, ekobiznesu – jakkolwiek go nie nazwiemy, przybiera w Polsce monstrualne rozmiary. To w naszym kraju, biorąc pod uwagę całą Unię Europejską, podobnych akcji jest najwięcej. To u nas blokuje się największą liczbę inwestycji rolnych, to u nas samozwańczy ekolodzy będą mogli wchodzić bez pozwolenia na fermy i roznosić choroby, stresować zwierzęta czy odbierać je właścicielom. Atakowane były przecież nie tylko hodowle zwierząt futerkowych, ale także gospodarstwa utrzymujące bydło mleczne i mięsne, drób, trzodę chlewną czy inny rodzaj żywego inwentarza. To wszystko w myśl chorej ideologii humanizującej zwierzęta i dehumanizującej ludzi.


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.