Opinie

Paradoks rolnika: Wyprodukować dużo wcale nie znaczy zarobić

Paradoks rolnika: Wyprodukować dużo wcale nie znaczy zarobić

Polskie rolnictwo jesienią 2026: mniej zbiorów, ciasne marże i walka o płynność

Polskie rolnictwo weszło w jesień 2026 roku z problemem, który dobrze zna wielu gospodarzy: samo zebranie plonu nie oznacza jeszcze dobrego wyniku ekonomicznego. W tym sezonie szczególnie wyraźnie widać rozjazd między kosztami prowadzenia gospodarstwa, wielkością produkcji a ceną, jaką ostatecznie można uzyskać za towar.

Najnowsze dane GUS nie pozostawiają wątpliwości — krajowe zbiory są słabsze niż przed rokiem. Zbiory zbóż ogółem oszacowano na około 35,5 mln ton, czyli o 5 proc. mniej niż w 2025 roku. Jeszcze większe spadki dotyczą niektórych ważnych upraw: produkcja rzepaku i rzepiku ma być niższa o 17,3 proc., ziemniaków o 15,4 proc., a buraków cukrowych o 15,5 proc.

W normalnych warunkach mniejsza podaż powinna dawać producentowi argument do wyższych cen. Rolnicy doskonale wiedzą jednak, że rynek rolny nie działa tak prosto.

Rynek zbóż coraz bardziej zależny od sytuacji za granicą

Sytuacja na krajowym rynku zbóż coraz trudniej daje się wyjaśnić wyłącznie wielkością polskich zbiorów. Dla producentów pszenicy, kukurydzy czy rzepaku równie ważne stają się dziś notowania na europejskich giełdach, kurs złotego, eksport z regionu Morza Czarnego oraz sytuacja w największych krajach produkujących zboża.

Na początku października w części punktów skupu pojawiły się pierwsze oznaki poprawy cen. Pszenica konsumpcyjna była oferowana najczęściej w granicach około 880–950 zł za tonę, natomiast sucha kukurydza w wielu miejscach zbliżała się do 900–1000 zł za tonę. Są to jednak stawki lokalne i mogą wyraźnie różnić się pomiędzy regionami oraz odbiorcami.

Na ceny w Polsce coraz szybciej przekładają się wydarzenia na rynku europejskim. Każde większe zakłócenie eksportu zbóż z Ukrainy lub Rosji, zmiana notowań na giełdzie MATIF czy nowe prognozy zbiorów potrafią w krótkim czasie zmienić nastawienie kupujących.

Dla gospodarstw oznacza to, że decyzja o sprzedaży ziarna wymaga dziś obserwowania znacznie szerszego rynku niż tylko lokalnego cennika skupu. Cena oferowana przez najbliższego odbiorcę jest bowiem coraz częściej końcowym efektem wydarzeń rozgrywających się daleko poza Polską.

Koszty pozostają ciężarem, którego nie widać w samym cenniku skupu

Drugim elementem układanki są nawozy, paliwo i pozostałe nakłady.

Dobrym przykładem jest kalkulacja Wielkopolskiej Izby Rolniczej dotycząca pszenicy ozimej. We wrześniowym modelu koszt samego nawożenia jednego hektara przekraczał 2,2 tys. zł. Oczywiście każde gospodarstwo ma inną technologię, gleby, dawki i ceny zakupu, więc nie można takiej kalkulacji automatycznie przenosić na każde pole. Pokazuje ona jednak skalę obciążenia, zanim rolnik w ogóle zacznie liczyć ochronę roślin, paliwo, pracę, amortyzację i zbiór.

Państwo uruchomiło z tego powodu nadzwyczajne wsparcie do zakupionych nawozów oraz oleju napędowego. Nabór prowadzony przez ARiMR trwa od 1 do 23 października. Dotyczy określonych zakupów dokonanych między 1 marca a 31 sierpnia 2026 roku. Do 6 października do Agencji wpłynęło około 70,5 tys. wniosków dotyczących obu form wsparcia.

Sama skala zainteresowania jest ważną informacją. Pokazuje, że płynność finansowa wielu gospodarstw pozostaje napięta, nawet jeżeli na pierwszy rzut oka nie widać tego w statystykach produkcji.

Równolegle ARiMR przyspieszyła wypłatę zaliczek płatności bezpośrednich i obszarowych. Do 6 października na konta rolników trafiło już blisko 9 mld zł.

Dla gospodarstwa jesienią takie pieniądze nie są abstrakcyjną „dopłatą”. To często środki potrzebne na materiał siewny, nawożenie, paliwo, ratę maszyny albo uregulowanie zobowiązań wobec dostawców.

Trzoda chlewna pokazuje, dlaczego sama wielkość produkcji niewiele mówi

Szczególnie trudna pozostaje sytuacja producentów świń.

Według GUS pogłowie trzody chlewnej w czerwcu 2026 roku wynosiło około 9,2 mln sztuk i było o 0,9 proc. większe niż rok wcześniej. Nie mamy więc do czynienia z prostą historią gwałtownego zaniku produkcji.

Problem leży przede wszystkim w ekonomice.

Regionalne notowania Wielkopolskiej Izby Rolniczej za wrzesień pokazywały ceny tuczników od około 4,60 do 5,80 zł/kg, ze średnią około 5,03 zł/kg.

Przy kosztach pasz, energii, weterynarii, pracy, budynków i finansowania właśnie rentowność, a nie sama liczba świń w kraju, staje się najważniejszym pytaniem. Gospodarstwo może produkować dużo i jednocześnie tracić zdolność do inwestowania oraz odtwarzania majątku.

To problem znacznie poważniejszy niż chwilowy spadek ceny, bo długotrwała nierentowność prowadzi ostatecznie do rezygnacji z produkcji.

Są też dobre wiadomości. Polski drób odzyskuje ważne rynki

Na tle trudnej sytuacji części sektorów pozytywnie wyróżnia się eksport drobiu.

8 października Arabia Saudyjska zniosła ostatnie ograniczenia dotyczące importu polskiego mięsa drobiowego, jaj i produktów z nich wytworzonych. Oznacza to możliwość eksportu z całego terytorium Polski. Kilka dni wcześniej podobną decyzję podjęły Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Nie oznacza to oczywiście, że od następnego tygodnia cena drobiu automatycznie wzrośnie. Otwarcie rynku to dopiero możliwość zawierania kontraktów, odbudowy relacji handlowych i zwiększania sprzedaży.

Długoterminowo jest to jednak bardzo ważne. Dla kraju posiadającego dużą produkcję drobiarską dostęp do dodatkowych rynków poza UE zmniejsza uzależnienie od kilku największych odbiorców.

Inwestycje nie znikają, ale muszą dziś dawać konkretny efekt

Od 7 października trwa również nabór dotyczący inwestycji poprawiających dobrostan bydła i świń. Maksymalna pomoc wynosi 150 tys. zł, a refundacja może sięgać 65 proc. kosztów kwalifikowanych. Nabór potrwa do 6 listopada.

W aktualnych warunkach warto jednak patrzeć na inwestycję inaczej niż kilka lat temu. Nie chodzi tylko o to, czy można dostać dotację. Najważniejsze pytanie brzmi: czy inwestycja rzeczywiście zmniejszy koszty, poprawi zdrowotność stada, ograniczy pracęchłonność albo zwiększy bezpieczeństwo produkcji?

Przy drogim kapitale i niskich marżach każda nowa złotówka stałego kosztu ma większe znaczenie.

Najważniejsza walka toczy się dziś o marżę

Obraz polskiego rolnictwa jesienią 2026 roku nie jest ani jednoznacznie katastroficzny, ani szczególnie optymistyczny.

Mamy niższe zbiory wielu ważnych upraw, dużą zmienność cen, trudną sytuację w części produkcji zwierzęcej i nadal wysokie koszty. Z drugiej strony otwierają się nowe rynki eksportowe, na rynek trafiają zaliczki dopłat, a gospodarstwa mają do dyspozycji kolejne instrumenty inwestycyjne.

Najważniejsze jest jednak coś innego.

Rolnik nie żyje z rekordowej wartości eksportu kraju, liczby ton zebranych w Polsce ani wysokości pojedynczej dotacji. Rolnik żyje z różnicy pomiędzy tym, ile kosztuje wyprodukowanie kilograma mięsa, litra mleka czy tony zboża, a ceną, jaką ostatecznie otrzyma.

I właśnie ta różnica — marża — będzie najważniejszym słowem polskiego rolnictwa w najbliższych miesiącach.

Artykuł przygotowano na podstawie danych GUS, ARiMR, MRiRW, Wielkopolskiej Izby Rolniczej oraz bieżących notowań punktów skupu. Dane cenowe należy traktować jako aktualne dla wskazanego momentu i źródła, a nie jednolitą cenę obowiązującą w całym kraju.

O tym, co ważne dla polskiej wsi

Subskrybuj na YouTube

Polecane