
Najlepszym tego dowodem jest sprzeciw organizacji rolniczych wobec projektu ustawy UD418, zakładającego podwyższenie akcyzy na alkohol. Głos Instytutu Gospodarki Rolnej (IGR) oraz wspierających go środowisk Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników to nie jest zwykła branżowa obrona własnych interesów. To twardy, poparty liczbami głos ekonomicznego realizmu, który zderza się z dogmatycznym, doraźnym fiskalizmem państwa.
Podstawowym grzechem autorów projektu UD418 jest całkowite zignorowanie faktu, że przemysł spirytusowy, browarniczy i winiarski nie funkcjonują w próżni gospodarczej. Są one kluczowym ogniwem i stabilizatorem polskiego rynku rolnego. Każda regulacja, która sztucznie ogranicza popyt na legalne produkty tych branż, automatycznie odcina polskich rolników od rynków zbytu.
Skalę tego powiązania obrazują twarde dane za 2024 rok przedstawione przez IGR:
Wprowadzenie kolejnych obciążeń w te sektory to bezpośrednie uderzenie w sadowników, producentów kukurydzy, zbóż, ziemniaków i chmielu. Ministerstwo Finansów, szukając szybkich wpływów budżetowych, de facto niszczy bazę surowcową polskiego rolnictwa.
Nie można analizować projektu UD418 w oderwaniu od obecnej, i tak już dramatycznej sytuacji na polskiej wsi. Polscy producenci rolni od dłuższego czasu funkcjonują w warunkach skrajnie nierównej konkurencji. Masowy napływ surowców rolno-spożywczych z Ukrainy, produkowanych bez unijnych obostrzeń środowiskowych i przy znacznie niższych kosztach pracy, zdestabilizował krajowy rynek.
W tej sytuacji obowiązkiem państwa powinno być wzmacnianie pozycji krajowych przetwórców i ochrona stabilnych łańcuchów dostaw. Tymczasem proponowane zmiany podatkowe idą w dokładnie odwrotnym kierunku. Zamiast tarczy ochronnej dla polskiego rolnictwa, resort finansów proponuje kolejne obciążenie, które osłabi krajowy popyt i postawi polskich producentów w jeszcze trudniejszej sytuacji wobec zagranicznej konkurencji.
Analiza ekonomiczna uczy, że prosty mechanizm „wyższa stawka równa się wyższe wpływy” ma swoje bardzo wyraźne granice. Przekroczenie optymalnego poziomu opodatkowania (opisywane w ekonomii jako krzywa Laffera) przynosi skutki odwrotne do zamierzonych.
Jak wskazuje Instytut Gospodarki Rolnej, dane z ostatnich lat wyraźnie pokazują, że dotychczasowe podwyżki akcyzy nie przełożyły się na proporcjonalny wzrost wpływów budżetowych. Wchodzimy w fazę, w której dalsze podnoszenie stawek zaczyna niszczyć legalną bazę podatkową.
„Istnieje realne ryzyko spadku legalnej sprzedaży, przesunięcia części popytu do szarej strefy, wzrostu zakupów transgranicznych oraz ograniczenia produkcji. W takim scenariuszu państwo nie tylko nie osiągnie zakładanych wpływów, ale dodatkowo osłabi legalną gospodarkę i zmniejszy popyt na krajowe surowce rolne.”
Sankcjonowanie prawa, które wypycha konsumentów do szarej strefy, jest kapitulacją państwa wobec nielegalnego handlu. Tracą na tym wszyscy: budżet, legalni przedsiębiorcy, rolnicy oraz bezpieczeństwo konsumentów.
Zarówno Instytut Gospodarki Rolnej, jak i działacze Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników nie odrzucają samej idei odpowiedzialnej polityki fiskalnej czy zdrowotnej. Sprzeciwiają się jednak chaosowi regulacyjnemu i wprowadzaniu nagłych zmian poza stabilną, przewidywalną mapą drogową.
Rolnicy i przetwórcy podejmują decyzje inwestycyjne oraz kontraktacyjne z wieloletnim wyprzedzeniem. Gwałtowne i nieprzemyślane zmiany podatkowe niszczą zaufanie obywatela do państwa i uniemożliwiają jakiekolwiek planowanie gospodarcze.
Organizacje rolnicze domagają się:
Projekt UD418 w obecnej formie jawi się jako klasyczny przykład polityki krótkowzrocznej. Próba doraźnego ratowania budżetu kosztem stabilności polskiego rolnictwa i przetwórstwa jest błędem, za który w dłuższej perspektywie zapłacimy wszyscy. Czas, aby decydenci w Warszawie zaczęli słuchać tych, którzy realnie tworzą polskie PKB, zanim koszty tych błędów staną się nieodwracalne.