W polskiej polityce od lat obowiązuje ta sama, cyniczna zasada: jeśli chcesz przeforsować przepisy drastycznie ograniczające prawo własności i oddające władzę w ręce prywatnych organizacji, nie mów o tym głośno. Znajdź jedno emocjonalne, chwytliwe hasło, z którym nikt nie odważy się dyskutować. W przypadku poselskiego projektu ustawy zawartego w Druku 700 taką „parawanową” rolę odegrała walka z trzymaniem psów na łańcuchach.
To polityczny majstersztyk szantażu emocjonalnego. Każdy, kto wzywa do rozsądku i zadaje pytania o szczegóły kilkudziesięciostronicowej ustawy, natychmiast słyszy zarzut: „Czyli co, popierasz znęcanie się nad zwierzętami?”. Dyskusja zostaje zamordowana na starcie.
Sytuacja robi się jednak kuriozalna, gdy zdamy sobie sprawę z faktów: sprawa uwięzi oraz czipowania psów i kotów została już uregulowana w odrębnych ustawach uchwalonych przez parlament. Skoro więc sztandarowe postulaty dostały własne rozwiązania prawne, to co naprawdę zostaje w Druku 700?
Odpowiedź powinna mrozić krew w żyłach każdego polskiego gospodarza. To nie ustawa o dobrostanie – to gotowy mechanizm konfiskaty majątku, rozmontowania prawa własności i zalegalizowania dochodowego ekobiznesu.
Każda norma prawna ingerująca w majątek obywatela musi być precyzyjna. Rolnik musi wiedzieć, co jest legalne, a co grozi sankcją. Druk 700 wprowadza tymczasem pojęcia tak miękkie i nieostre, że ich interpretacja zależeć będzie wyłącznie od dobrej (lub złej) woli wkraczającego na podwórko aktywisty.
Według autorów projektu:
Co to oznacza w realiach produkcji zwierzęcej? Kto i na jakiej podstawie oceni w oborze czy chlewni „potrzeby psychologiczno-społeczne” krów lub świń? Czy standardowy zabieg weterynaryjny lub chwilowy stres zwierzęcia podczas załadunku nie zostanie uznany za „jednorazowe spowodowanie cierpienia”? W zestawieniu z silną pozycją organizacji prozwierzęcych te definicje stanowią idealny bat na każdego rolnika.
Najbardziej bulwersującym elementem całej konstrukcji prawnej Druku 700 jest mechanizm finansowy stworzony dla organizacji społecznych. Projekt wprowadza obowiązkowy system nawiązek pieniężnych orzekanych przez sądy:
Komu sąd ma zasądzić te pieniądze? Tej samej organizacji społecznej, która brała udział w ujawnieniu sprawy, występowała w procesie jako oskarżyciel posiłkowy lub przyczyniła się do skazania właściciela!
[Interwencja aktywistów] ➔ [Oskarżenie rolnika] ➔ [Wyrok skazujący] ➔ [Do 100 tys. zł premii dla organizacji]
W każdym innym obszarze państwa taki układ nazwanoby podręcznikowym konfliktem interesów. Podmiot, który oskarża, ma bezpośredni interes finansowy w tym, by doprowadzić do skazania rolnika! Projekt idzie zresztą tak daleko, że przewiduje zasady podziału „łupu”, gdy w procesie uczestniczy kilka organizacji naraz. Ustawodawca wręcz zachęca do polowania na rolników, tworząc prawny i finansowy regulamin przyznawania nagród.
Projekt Druk 700 drastycznie rozszerza przepisy dotyczące przepadku zwierząt oraz mienia. Zwierzę będzie można skonfiskować rolnikowi nie tylko w przypadku skazania, ale nawet wtedy, gdy postępowanie zostanie umorzone lub warunkowo umorzone! Co więcej, zabrać można nawet zwierzę nienależące do sprawcy, jeśli właściciel „mógł przewidzieć” uchybienia.
Prawdziwym zagrożeniem dla infrastruktury gospodarstwa są jednak zapisy o przepadku narzędzi i przedmiotów służących do popełnienia wykroczenia. W realiach wsi pojawiają się pytania, na które autorzy ustawy milczą:
Pozostawienie tak szerokiego pola do interpretacji oznacza, że rolnik w własnym gospodarstwie przestaje być bezpieczny.
System odbiorów interwencyjnych to także potężny cios w finanse samorządów i lokalnych społeczności. Druk 700 nakłada na gminy bezwzględny obowiązek pokrywania kosztów utrzymania odebranych zwierząt do czasu ewentualnego wyegzekwowania środków od skazanego.
Gmina najpierw wyłoży pieniądze, a potem „może” spróbuje je odzyskać od byłego właściciela. Jeżeli egzekucja okaże się bezskuteczna – a tak dzieje się w większości przypadków – rachunek na dziesiątki lub setki tysięcy złotych zostanie w budżecie gminy. To są dokładnie te same pieniądze, za które buduje się lokalne drogi, remontuje szkoły czy finansuje oświetlenie wsi.
Co więcej, projekt wprost nakazuje gminom płacić za bezdomne i odebrane zwierzęta nawet wtedy, gdy rzeczywiste koszty przekroczą kwoty uchwalone wcześniej w gminnym programie. Samorządność i planowanie budżetowe stają się fikcją.
Nie miejmy złudzeń – w walce z rzeczywistym, jednoznacznym okrucieństwem wobec zwierząt państwo powinno działać twardo i bezwzględnie. Problem w tym, że Druk 700 nie służy ochronie zwierząt.
Druk 700 to niebezpieczny model systemowy, w którym państwo:
Czas najwyższy, aby polska wieś i samorządy powiedziały stanowcze „NIE” dla prywatyzacji państwowych uprawnień i tworzenia ekobiznesu kosztem ciężkiej pracy rolnika.
Jak w praktyce wygląda mechanizm tzw. odbiorów interwencyjnych i gdzie trafiają pieniądze z tego procederu? Sprawdź materiał śledczy przygotowany przez Fundację Polska Ziemia, który obnaża finansowe kulisy ekobiznesu. Przypomnijmy sobie głośny reportaż naszej redakcji z 2018 roku:
https://www.youtube.com/watch?v=IXBqHQ4W-Ac