
Od 1 maja 2026 r. tymczasowo obowiązuje handlowa część umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a państwami Mercosuru. 9 października Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi podało dane za pierwsze cztery miesiące jej stosowania, od maja do sierpnia. Na pierwszy rzut oka wynika z nich uspokajający wniosek: rolnicy „bali się na zapas”. Zagrożenie przychodzi jednak z innej strony i uderza w opłacalność polskiego eksportu na rynkach zachodnich. W tle trwa spór o umowę przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE).
Jeśli patrzeć wyłącznie na polskie granice, dane MRiRW wypadają bardzo korzystnie. Zestawienie ma w zamyśle dowodzić, że obawy rolników przed gwałtownym otwarciem rynku były nieuzasadnione.
Według ministerstwa wartość importu mięsa drobiowego z krajów Mercosuru do Polski spadła od maja do sierpnia o 83 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2025 r. W liczbach bezwzględnych to zaledwie 1 mln zł i 62 tony mięsa, wobec 5,76 mln zł i 304 ton rok wcześniej. Wartość importu kukurydzy zmniejszyła się o 23 proc.
Resort zastrzega, że kontyngenty na część produktów będą rosły stopniowo w kolejnych latach, więc na tym etapie nie można przesądzać o długoterminowym wpływie umowy na rynek.
Te wybiórcze liczby są dziś mocnym argumentem, który ułatwia decydentom odpieranie zarzutów protestujących rolników. Eksperci ostrzegają jednak, że takie wąskie spojrzenie zasłania prawdziwe zagrożenie.
Inny obraz wyłania się z danych Eurostatu i analiz „Tygodnika Poradnika Rolniczego”. Pokazują one zjawisko, które bezpośrednio zagraża polskiemu rolnictwu, a które zostało pominięte w oficjalnych danych krajowych.
Do Polski trafiają śladowe ilości drobiu z Mercosuru, ale import taniej wołowiny do całej Unii Europejskiej mocno wzrósł. W maju i czerwcu, czyli w pierwszych dwóch miesiącach stosowania umowy, przywóz wołowiny z Brazylii do UE był o ponad 27 proc. większy niż rok wcześniej, a ze wszystkich państw Mercosuru o około 14 proc.
Dla Polski to groźne, bo eksportujemy około 80 proc. swojej wołowiny, głównie do innych krajów UE. Największymi odbiorcami są Włochy i Niemcy, a w dalszej kolejności Hiszpania, Niderlandy i Francja. Producenci wołowiny przyznają, że to właśnie z tych rynków wołowina z Mercosuru zaczęła wypierać polskie produkty.
Od 3 września UE wstrzymała import wołowiny i drobiu z Brazylii, bo kraj ten nie dał wystarczających gwarancji, że przestrzega unijnych zasad stosowania antybiotyków w hodowli. W przypadku wołowiny zakaz nadal obowiązuje i w Brukseli nie ma decyzji o jego zniesieniu.
Niskie koszty produkcji w krajach Ameryki Łacińskiej sprawiają, że mięso stamtąd łatwo wygrywa w Europie walkę cenową. Polski sektor rolny nie traci więc zysków przez zalew krajowego rynku, ale przez szybką utratę najważniejszych odbiorców na Zachodzie.
Równolegle sprawą umowy z Mercosurem zajmuje się Trybunał Sprawiedliwości UE. Toczą się tam dwa ważne postępowania, które mogą zaważyć na przyszłości rolnictwa.
Pierwsze wszczął Parlament Europejski. 21 stycznia 2026 r. europosłowie zdecydowali o skierowaniu do TSUE wniosku o opinię, czy porozumienie z Mercosurem nie narusza traktatów unijnych.
Drugie to skarga Polski, jedynego państwa UE, które zaskarżyło umowę. 10 maja 2026 r. Polska wniosła do TSUE skargę o stwierdzenie nieważności decyzji Rady UE o podpisaniu i tymczasowym stosowaniu umowy. Zażądała też wstrzymania tymczasowego stosowania umowy do czasu wyroku. 29 września Trybunał odrzucił ten wniosek, bo uznał, że Polska nie wykazała, iż stosowanie umowy może wyrządzić poważną i nieodwracalną szkodę. Nie przesądza to jednak o wyniku samej skargi.
Polska wołowina stoi dziś niemal wyłącznie na silnym eksporcie. Skupianie się instytucji centralnych na wybiórczych danych o imporcie bezpośrednio do Polski całkowicie zniekształca więc obraz sytuacji.
Wyroki w Luksemburgu jeszcze nie zapadły, ale europejski rynek nie czeka na orzeczenia. Polscy eksporterzy i hodowcy już dziś zaczynają przegrywać z bardzo niskimi cenami z Ameryki Południowej.