Polityka rolna

Jacek Podgórski (IGR): Rządy okresu transformacji ustrojowej z uśmiechem wyprzedawały polskie rolnictwo obcokrajowcom

Na temat suszy rolnej i możliwych form pomocy dla poszkodowanych rolników z Jackiem Podgórskim – dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej – rozmawia Marta Wiszczycka.

Rolnicy wciąż protestują. Swoją irytację tłumaczą także szkodami wyrządzonymi przez suszę. Słusznie kierują swój gniew w stronę ministerstwa rolnictwa?

Niesłusznie. Resort wyciąga rękę do rolników poszkodowanych suszą rolną i ta pomoc już staje się widoczna. Przypomnę, że w ubiegłym tygodniu uruchomiony został program pomocowy, którego szczegóły omawiane były na posiedzeniu Rady Ministrów. Jeśli dodamy do tego wcześniejsze programy, okaże się rolnicy mogą liczyć na realne rekompensaty – bo właśnie w kategorii rekompensat należy o tych funduszach myśleć. Na pomoc bezpośrednią rząd przeznaczył 799,5 mln zł, z czego około 700 mln zł na dopłaty do hektara zniszczonych upraw. Szacunki gmin mówiły o 563 mln zł strat na około 2 mln hektarów. Jak łatwo policzyć, suszą dotkniętych zostało ponad 63% gruntów ornych.

Mówi pan o konkretnej pomocy. Na co mogą zatem liczyć rolnicy? Konkretnie właśnie.

Mówię o linii kredytów preferencyjnych na wznowienie produkcji rolnej, o odroczeniu płatności składek lub pomocy w ich opłacaniu, o poręczeniach i gwarancji spłaty kredytów, o dotacjach udzielanych przez ARiMR gospodarstwom, w których zniszczonych zostało przynajmniej 30% upraw, o ulgach w podatku rolnym, których na wniosek rolnika może udzielić wójt, burmistrz czy – rzadziej – prezydent miasta, o rozłożeniu na raty czy nawet odroczeniu płatności za dzierżawę ziemi będącej w Zasobie Własności Rolnej Skarbu Państwa, o pomocy finansowej dla rolników trudniących się chowem lub hodowlą ryb słodkowodnych czy o pomocy ARiMR w spłacie odsetek od kredytów.


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco


Skąd zatem ataki w ministerstwo?

To element gry politycznej. Jak inaczej można to nazwać, kiedy nagle okazuje się, że wiele gmin w Polsce odmawia powoływania komisji szacujących szkody. Przecież to absurd i działanie wprost na szkodę polskiej wsi i samych rolników. Potem nagle przedstawiciele partii, które rządzą tych samorządach, pojawiają się przed ministerstwem na protestach. Cel obstrukcji prowadzonej przez niektórych samorządowców jest aż nadto oczywisty. Nie mam w tej kwestii żadnych wątpliwości.

Protestujący narzekali też na ceny w skupach. Mowa głównie o owocach miękkich.

I wcale się nie dziwię. Jeśli ceny na półkach sklepowych są ponad 1000% wyższe niż w skupach, to jak to nazwać? Przecież to jest zwykłą kradzież. Ale na tę kradzież pozwalały z uśmiechem na twarzy poprzednie rządy. Myślę tu głównie o pierwszych gabinetach po okresie transformacji, które radośnie odsprzedawały polski sektor przetwórczy, ale także skupy, obcemu kapitałowi. Nie trzeba było długo czekać na zmowy cenowe, które zaczęły wykańczać najpierw mniejszych, a potem także większych polskich producentów.

A rolnicy nie mogą się postawić?

Musieliby się zjednoczyć, to znaczy masowo korzystać z przywilejów dedykowanym grupom producenckim czy spółdzielniom rolnym. Postawiło się natomiast ministerstwo. Rząd przyjął nowelizację ustawy znacznie rozszerzającej zakres ochrony przed wykorzystywaniem nieuczciwej przewagi kontraktowej. Sam minister rolnictwa zgłosił także sprawę potencjalnej zmowy cenowej do UOKiK. To są właściwe kroki, choć w tej materii wciąż pozostaje wiele do zrobienia.


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco


 

Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.