Polityka rolna

donald-trump

TTIP: Marzenia o erze „sprzed Trumpa”

Mimo jednoznacznej zmiany w podejściu amerykańskiej administracji do umowy o wolnym handlu z UE, unijni twardogłowi wciąż łudzą się, że uda im się powrócić do ery sprzed Donalda Trumpa. Zawieszenie rozmów o TTIP postrzegają oni raczej jako porażkę we wzajemnych relacjach, niż okazję do ponownego przemyślenia sensu kompleksowej liberalizacji handlu transatlantyckiego.

Trzeźwego obserwatora poczynań nowego prezydenta USA dziwić może fakt, że podczas jego wizyty w Brukseli Donald Tusk i Jean-Claude Juncker zdecydowali się na lament nad rozlanym mlekiem i podjęcie próby przekonania Trumpa do pomysłu umowy o wolnym handlu. Już na samym początku swojego urzędowania Trump podeptał porozumienie transpacyficzne, które z punktu widzenia interesów gospodarczych USA było niewątpliwie ważniejszym układem od tego zawieranego z Unią Europejską. Przekreśleniu TTIP przez Waszyngton zapewne nie towarzyszyło nawet zawahanie.

Komu w Unii tak bardzo zależy na reaktywowaniu umowy? Odpowiedź ukryta jest w słowach samego Trumpa. To on nazwał Unię „wehikułem dla niemieckiej dominacji w Europie”. Według nawet tych optymistycznych prognoz największym beneficjentem TTIP byłyby właśnie Niemcy. Chodzi tu zwłaszcza o zaodrzański przemysł motoryzacyjny oraz chemiczny.  Z drugiej strony sferami najbardziej narażonymi na turbulencje byłyby średnio- i małopowierzchniowe rolnictwo państw członkowskich oraz bezpieczeństwo żywności, która docierałaby na Stary Kontynent.

Unia Europejska poczuła wiatr w żaglach po francuskich wyborach prezydenckich i dąży do przyspieszenia inicjatyw integracyjnych, również tych o znaczeniu ponadunijnym. Pogłębiona strefa wolnego handlu z USA nie byłaby niczym innym, jak zadaniem ciosu chińskiej gospodarce, która coraz bardziej rozpycha się w kierunku Europy. Obecna polityka Białego Domu wyklucza porozumienie transpacyficzne, więc ewentualne zbliżenie do UE byłoby postrzegane jako przeciwwaga dla ekspansji chińskiej. Z drugiej strony państwa Europy Środkowo-Wschodniej widzą swoją dużą rolę w związku z importem z Azji w ramach mającego powstać „Nowego Jedwabnego Szlaku”. I tu znów pojawia się interes niemiecki. To właśnie niemieckie porty (podobnie jak holenderskie) najdotkliwiej odczują uruchomienie lądowego korytarza transportowego z Europy do Chin. Dziś ogromna część towarów z Państwa Środka przybywa do Europy drogą morską i ląduje w Bremerhaven i Rotterdamie.

Konsekwentne protekcjonistyczne podejście Donalda Trumpa do amerykańskiej gospodarki z pewnością nie może podobać się w Berlinie i w Paryżu. Dla nas może okazać się nadzieją na przyspieszenie gospodarczej integracji z Dalekim Wschodem.

 

Michał Jerzy Kowalczuk/fot. pixabay.com

Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.