Logo Świat Rolnika


Hodowla

Łukasz Warzecha: Zakaz hodowania zwierząt w klatkach? To absolutne szaleństwo!

Pod koniec września prozwierzęca fundacja CIWF wystartowała z kolejną akcją, uderzającą w sektor rolniczy. Tym razem prozwierzęcy aktywiści postanowili stworzyć Europejską Inicjatywę Obywatelską "Koniec Epoki Klatkowej", która ma na celu wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt w klatkach na terenie całej Unii Europejskiej.

Na potrzeby akcji jak zwykle przygotowano mnóstwo materiałów promocyjnych, opatrzonych w propagandowe hasła i krzykliwe nagłówki takie jak: "przekleństwo bycia matką", "zwierzęta tracą szansę na godne życie", "klatka pozbawia autonomii", które pod płaszczem ochrony zwierząt, stawiają ich dobro ponad ludzkimi wartościami. Do akcji jak zwykle przyłączyła się m.in. Fundacja Viva Akcja dla Zwierząt i Otwarte Klatki. Do czego zmierza wizja organizacji ekologicznych? Czy kolejny pomysł aktywistów może być realnym zagrożeniem dla polskich i europejskich hodowców? Komentarza w tej sprawie udzielił nam publicysta Łukasz Warzecha.

– Pierwsza moja refleksja jest taka, że to jest absolutne szaleństwo. Trudno mi sobie wyobrazić, nawet z jakimś bardzo długim vacatio legis, likwidację hodowli zwierząt w klatkach. Po pierwsze, oznaczałoby to gigantyczne utrudnienia i koszty dla rolników, hodowców, ale oznaczałoby także gigantyczny wzrost cen dla konsumentów, dlatego, że byłaby to hodowla dużo bardziej kapitałochłonna, z której produkcja byłaby znacznie mniejsza

– ocenił nasz rozmówca.

– To widać już na przykładzie rezygnacji z hodowli klatkowej kur. Mamy jajka z hodowli na wolnym wybiegu, które są zdecydowanie droższe od jajek z hodowli klatkowej. Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że ekooszołomy tak do tego podchodzą, ponieważ oni z zasady nie liczą się z ludźmi. Oni się liczą tylko z własnym zyskiem, z własnymi ideami. Podkreślam ten zysk, dlatego, że jak pisałem już i mówiłem wielokrotnie – mechanizm działania tych środowisk jest identyczny, jak wielu podobnych środowisk, na ogół lewicowych, czyli np. zawodowych antyfaszystów lub ludzi od tzw. polityki miejskiej. Jednym słowem, oni zawsze muszą sobie wykreować jakiś cel i muszą do tego celu dążyć, ponieważ od tego zależą: granty, datki, mobilizacja ludzi, którzy im wpłacają pieniądze, a wobec których stosują mniej lub bardziej wyszukaną socjotechnikę, żeby te pieniądze uzyskać, więc zawsze jakiś cel musi być. Oni nigdy nie dojdą do ostatecznego celu tak, żeby mogli powiedzieć np. "No, wreszcie mamy taki stan, jakiego oczekiwaliśmy. Możemy naszą działalność ograniczyć". Oni po prostu z tego żyją. Zawsze będą szukali jakiegoś kolejnego celu, no i jak rozumiem, to jest taki właśnie następny cel

– zauważył publicysta.

Czy podjęta inicjatywa może być realnym zagrożeniem dla polskich i europejskich hodowców?

– Myślę że nie, dlatego, że fakt, że chodzi o regulacje na poziomie całej Unii Europejskiej, oznaczałby, że to musiałoby uderzyć w hodowców w krajach, gdzie to lobby rolnicze jest bardzo silne, np. we Francji. Nie sądzę, żeby była jakakolwiek szansa na przeforsowanie tego projektu. W moim odczuciu tutaj bardziej chodzi o to, żeby gonić króliczka, niż żeby go złapać, czyli żeby mieć właśnie taki cel, na który będzie można zbierać pieniądze, mobilizować ludzi, żeby te pieniądze wpłacali, mobilizować ich do udziału w kampaniach, które zawsze się łączą z jakimiś darowiznami, czy datkami. I na takim pomyśle likwidacji hodowli klatkowej można jechać całymi latami, bo wiadomo, że on nie zostanie zrealizowany, więc zawsze będzie można się domagać, żeby z hodowlą klatkową skończyć

– podsumował Łukasz Warzecha.

Magdalena Siemienas
źródło: wSensie.pl
fot. FB Łukasz Warzecha

Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.