środa
| 17 lipca 2019

Ze Szczepanem Wójcikiem, prezesem Instytutu Gospodarki Rolnej, na temat sytuacji na rynku jabłek rozmawia Marta Wiszczycka.

Marta Wiszczycka: Jaki był ten rok dla producentów jabłek?

Szczepan Wójcik: Właściwie to warto zapytać, jaki jest. Zbiory to tylko pewna część ogółu działań, które muszą wykonać sadownicy. Kluczowym punktem dla zachowania rentowności gospodarstw jest sprzedaż. Bez tego nie ma pieniędzy, a do dziś sadownicy głowią się jak zarobić, bo ten rok był dla nich niełatwy.

Marta Wiszczycka: Z jakiego powodu?

Szczepan Wójcik: Paradoksalnie nie chodzi o suszę… w każdym razie nie w kontekście, o którym można by pomyśleć. Ten sezon okazał się bowiem rekordowy pod względem zbiorów. Podaż znacznie przewyższyła popyt. W porównaniu z ubiegłym rokiem sadownicy zebrali ponad 1 mln ton jabłek więcej. To daje astronomiczny wolumen 5 mln ton. Jesteśmy liderami w produkcji jabłek w całej Unii Europejskiej.

Marta Wiszczycka: Jak je sprzedać?

Szczepan Wójcik: Około 1,5 mln z nich to jabłka deserowe i te właśnie trafią na półki sklepowe w Polsce i zagranicą. Całą reszta to jabłka przemysłowe. Tu pojawia się kilka możliwości. Można je zagospodarować do produkcji biogazu, ale ceny uzyskiwane wówczas przez rolników są bardzo niskie. Można wytworzyć z nich koncentrat, z którego potem produkowane są soki i to jest zdecydowanie najpopularniejsze rozwiązanie. Nawet Narodowy Holding Spożywczy, którego powstanie zapowiadał minister Ardanowski ma zająć się między innymi właśnie skupowaniem jabłek na koncentrat. Tu jednak konkurencja jest ogromna. Nawet tak potężna spółka jak wspomniany holding może mieć problem z wygraniem rynkowej walki z zagranicznymi firmami, które zawładnęły polskim rynkiem przetwórczym i skupami. Jest jednak jeszcze jednak możliwość, która w mojej opinii jest w Polsce zupełnie nie wykorzystana.

Marta Wiszczycka: O czym pan myśli?

Szczepan Wójcik: O cydrze. Polska ma surowiec – i to w dobrej cenie. Mamy technologię i doświadczenie oraz duży i chłonny rynek zbytu. Sukces Cydru Lubelskiego pokazuje, że popyt jest i że wciąż przerasta on podaż. 5 lat temu w naszym kraju konsumenci spożywali 2 mln litrów cydru, a tylko do października 2018 roku kupili go ponad 50 mln litrów. To dynamika, która pozwala realnie myśleć o Polsce jako potencjalnym światowym liderze na tym rynku, bo nasze cydry cenione są przede wszystkim poza granicami kraju. Wspomniałem o Cydrze Lubelskim, ale nie dajmy się nabrać – polskie jabłka, ale większościowy kapitał niemiecki. Nasi zachodni sąsiedzi zauważyli jednak klarujące się trendy. Czas na to, aby polskie firmy zaczęły realnie zagrać przedsiębiorstwom o przeważającym kapitale obcym. To tyczy się nie tylko rynku cydru, ale rolnictwa w ogóle. Widzę jednak, że w Polakach budzi się silny patriotyzm konsumencki. Zaczynamy zdawać sobie sprawę z faktu, że kapitał ma narodowość.

Marta Wiszczycka: Jakie są zatem przeszkody? Poza – rzecz jasna – silną konkurencją?

Szczepan Wójcik: Ramy ustawowe. Z producentów należy zdjąć jarzmo zakazu reklamy cydru. Zmienić należy też prawo, które w tej kwestii jest wadliwe. Najlepsze cydry zawierają ponad 5% alkoholu, ale od jego 4,5% zawartości wzrasta stawka akcyzy. Do 4,5% wynosi ona 97 zł od 100 l, ale powyżej, aż do 8,5% jest to już 158 zł/100 l. Dlaczego mamy karać producentów, którzy chcą wytwarzać cydr wyższej jakości? To absurdalne. Premier Morawiecki zaproponował w ubiegłym roku zerową stawkę akcyzy dla małych i średnich wytwórców. Czekam na wejście w życie tych regulacji z nieskrywaną niecierpliwością.


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.