poniedziałek
| 16 września 2019

Jesteśmy ciekawi, jak Państwo zareagowaliby na wypuszczenie przez polski rząd obligacji państwowych, z których zysk przeznaczony byłby na „walkę” ze zmianami klimatycznymi.

 

Na walkę ze zmianami klimatycznymi, czyli na co by były przeznaczone pieniądze? Na zawracanie kijem Wisły, na wywoływanie deszczu, którego tam nam ostatnio brak, na samoistne gaszenie pożarów, a może to kolejny sposób, żeby Państwo wydrenowało kieszenie swych obywateli?

 

Na szczęście, rzecz dotyczy Niemiec i tamtejszego społeczeństwa. Jedna z partii koalicyjnych (CSU) proponuje wypuszczenie oprocentowanych obligacji rządowych, a pozyskane w ten sposób fundusze zamierza, jak wspominaliśmy przeznaczyć na projekty ochrony klimatu. O dziwo, tym razem przeciwnikami propozycji obligacyjnej są lewicowi Zieloni (Grupa Landtag Green).

 

Wchodząc nieco w szczegóły, sama idea jest dla nich do przyjęcia, a różnica zdań polega za ich sprzeciwie wobec oprocentowania państwowych papierów dłużnych. Zatem, Zieloni chcą, aby obywatele nie zarobili w ogóle na rządowych kartkach papieru nominowanych w euro. Jednym słowem, zgodzą się na wprowadzenie do obiegu obligacji, ale w wersji uniemożliwiającej zarobek inwestorów.

 

Obecne oprocentowanie niemieckich obligacji państwowych oscyluje w granicach ćwierci procenta, a CSU zamierza wypuścić pulę „klimatycznych” papierów oprocentowaną na 2 punkty procentowe w skali roku.

 

Komentując przedsięwzięcie niemieckich polityków należy zadać pytanie dotyczące przejrzystości w wydawaniu tak pozyskanych miliardów euro. Kto miałby pieczę nad celowością i opłacalnością wydawanych sum. W jaki sposób obywatele decydowaliby, jakie sumy i na jakie przedsięwzięcia uzbierane pieniądze byłby inwestowane.

 

Nie ulega wątpliwości, że wpływ pożyczających pieniądze Państwu niemieckiemu skończyłby się w momencie zakupu tychże obligacji. Zapewne większa część pieniędzy trafiłaby do koncernów samochodowych na „badania” dotyczące ochrony środowiska, prace „koncepcyjne” niemieckiego przemysłu, a więc na cele, których niewymierne efekty byłby nie do sprawdzenia, a pieniądz ściągnięty z kont bankowych depozytariuszy.

 

To jest clou zagadnienia. Państwo niemieckie boryka się z problemem braku możliwości pozyskania funduszy z kont swych obywateli, którzy powierzyli oszczędności prywatnym bankom. Rzecz w tym, że oprocentowanie bankowe za obracanie pieniędzmi klientów wynosi częstokroć zero w skali roku, a w niektórych bankach, klient przetrzymujący w nich pieniądze musi za to dopłacić.

 

Jak widać, nie chodzi o klimat, nie chodzi o dobro społeczeństwa, ale wymyśla się różnorakie sposoby uszczknięcia kawałka z „pieniężnego tortu”, którym zarządzają bankowcy.

 

Źródło: br.de/PP
Fot.pixabay.com


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.