sobota
| 14 grudnia 2019

"Zjawisko pseudohodowli w pewnym stopniu zostało ograniczone. Wysokość kar działa studząco na środowisko pseudohodowców. W roku 2018 przeprowadziliśmy ok. 700 kontroli. W ich wyniku z naszego grona zostało wyrzuconych osiemnastu hodowców. Czy to to dużo? Dla mnie dużo… Chciałbym, żeby nie było ich w ogóle. Z kolei przyjrzeć się warto działaniom nie tyle samych hodowców, co przemilczanych medialnie tzw. animalsów, którzy nierzadko kradną zwierzęta z hodowli pod pretekstem interwencji dla ich dobra, a później zarabiają na tych samych zwierzętach potężne pieniądze"

 

‒ mówi Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego.

 

Robert Wyrostkiewicz: Portal NaTemat.pl opublikował materiał dotyczący podarowania psa przez Parę Prezydencką wieloletniej pracownicy Kancelarii Prezydenta, która odchodziła z pracy. W artykule postawiono zarzut, że rasowy czworonóg pochodził z pseudohodowli. Co Pan na to?

 

Piotr Kłosiński: Myślałem, że nic mnie już w świecie manipulacji dziennikarskich nie zaskoczy. A jednak… Po pierwsze, materiał został posklejany tak, by zaatakować prezydenta Andrzeja Dudę. Po drugie, Kancelaria kupiła zwierzę od znanego hodowcy, z kompletem szczepień, z rodowodem. Dziennikarz próbował sprawdzić, czy hodowca był zarejestrowany w Polskim Związku Kynologicznym. Ale nie wpadł lub nie chciał wpaść na to, że PZK nie ma ogólnopolskiego rejestru oraz że nie jest jedynym związkiem kynologicznym. Akurat ta pani, hodowca, była członkiem naszej organizacji, wchodzącej w skład międzynarodowej World Kennel Union, i jest ceniona ze względu na swoje starania w procesie hodowli psów.

 

Jeśli dobrze zrozumiałem, dziennikarz NaTemat.pl sprawdził, że podarowany pies nie jest zarejestrowany w Związku Kynologicznym w Polsce, a więc uznał, że nie pochodzi z zarejestrowanej hodowli…

 

Uznał, gdyż nie miał wiedzy, ale napisał, szkalował i tysiące ludzi przeczytało, że prezydent Duda sprezentował psa z pseudohodowli. Dziennikarstwo lat 50. wyglądało podobnie.  

 

Ale pseudohodowle istnieją. Akurat nie ta wykreowana przez NaTemat.pl, ale jest to zjawisko coraz głośniejsze.

 

Zawsze istniały i niestety zapewne zawsze istnieć będą. Tacy ludzie również hodują psy… Należałoby się nimi zająć. My walczymy z takim osobami. Przy naszym Porozumieniu powołaliśmy do życia Inspektorat Ochrony Zwierząt, który zajmuje się kontrolą i doraźną interwencją w terenie. Interwencje to ostateczność, ale kontrole przeprowadzamy często i zawsze są niezapowiedziane.

 

Czy to powszechne zjawisko? Mam na myśli dzikie hodowle zwierząt…

 

Zjawisko pseudohodowli w pewnym stopniu zostało ograniczone. Wysokość kar działa studząco na środowisko pseudohodowców. W roku 2018 przeprowadziliśmy ok. 700 kontroli. W ich wyniku z naszego grona zostało wyrzuconych osiemnastu hodowców. Czy to dużo? Dla mnie dużo… Chciałbym, żeby nie było ich w ogóle. Z kolei przyjrzeć się warto działaniom nie tyle samych hodowców, co przemilczanych medialnie tzw. animalsów, którzy nierzadko kradną zwierzęta z hodowli pod pretekstem interwencji dla ich dobra, a później zarabiają na tych samych zwierzętach potężne pieniądze. Jesteśmy empatyczni, łatwo nabieramy się na piękne i tkliwe zdjęcia, zrzutki na paliatywne leczenia jakiegoś zwierzaczka, ale musimy wiedzieć, że to jest milionowy rynek, a w Polsce mamy już pierwsze wyroki sądów dla nieuczciwych obrońców zwierząt.

 

Ci od lat forsują w Sejmie prawo dające im większą swobodę działania i nieskrępowaną niemalże możliwość przeprowadzania interwencji w domu posiadacza chociażby jednego zwierzęcia, obojętnie jakiego.

 

Obojętnie jakiego, bez powiatowego lekarza weterynarii, bez nakazu prokuratorskiego, na bazie wizji dwudziestolatków w chińskich mundurkach z naszywką „Inspektor ds. zwierząt”. To projekt posła Czabańskiego. Mam nadzieję, że podobne absurdy to już przeszłość, ale takie pomysły legislacyjne wciąż czekają na swój dzień. Zawsze protestowaliśmy przeciwko przepisom umożliwiający bez zgody właściciela i przy jego sprzeciwie wejście na teren prywatny osobom, które nie dysponują do tego żadnym prawem ani wiedzą! Ostatnio w Falentach w państwowym instytucie animalsi zabrali cielaki. Bo były chore i źle wyglądały. Owszem, ale później okazało się, że zwierzęta były w trakcie leczenia weterynaryjnego, a nie jest niczym niezwykłym, że na tak duże stado zawsze kilka sztuk jest chorych. Jednak dziennikarze TVN, relacjonując przebieg akcji, jak zwykle pokazali smutne oczy zwierząt, a empatia ludzi i ich bezrefleksyjność sprzyja narracjom środowisk, które bazują na emocjach i nierzadko oszukują nas w sferze faktów. Za tym wszystkim oczywiście stoi i polityka, i władza, i pieniądze. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść…

 

Wrócimy więc do niej w kolejnym numerze.

 

Zgoda.

 

Rozmawiał Robert Wyrostkiewicz

Wywiad ukazał się z magazynie "Świat Rolnika BIZNES" nr 2 (lipiec)/2019

Opublikował:
Robert Wyrostkiewicz
Author: Robert Wyrostkiewicz
O Autorze
Robert Wyrostkiewicz - publicysta wSensie.pl i redaktor naczelny "Warszawskiego Wieczoru", "Białostockiego Wieczoru" i "Sokólskiego Wieczoru", wcześniej dziennikarz śledczy, informacyjny, reporter m.in. w "Warszawskiej Gazecie", Polskim Radiu Radio dla Ciebie, "Niedzieli", "Naszej Polsce", Fronda.pl czy Prawy.pl; redaktor Naczelny serwisu Archeolog.pl i publicysta pism archeologiczno-historycznych (m.in. "Odkrywca", "Zakazana Historia"). Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i były wiceprezes Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Muzealnik, nieskończony archeolog i poszukiwacz skarbów...
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.