niedziela
| 22 września 2019

Wyniki ostatnich badań przerażają. Dotyczy to nie mniej zanieczyszczeń, co wiedzy o ich pochodzeniu.

 

„Świadomość jest jedyną rzeczą, która jest potrzebna…”

 

– napisał na Twitterze Julian Rodríguez, publikując film, na którym zarejestrowano ilość plastikowych śmieci odnalezionych we wnętrzu „rozbieranej” ryby.

 

Przerażającymi są wyniki ostatnich badań według których do oceanów może trafiać 8 milionów ton plastiku rocznie. Jaką drogą? W zdecydowanej większości płyną wraz z wodami rzek. Ostatnie badania szacują, że ponad jedna czwarta wszystkich tych odpadów pochodzi w większości z 10 rzek, z czego osiem to rzeki azjatyckie.

 

Do najbardziej zanieczyszczonych zalicza się Jangcy, Żółtą Rzekę, Hai, Perłę, Amur, Mekong, Indus, Deltę Gangesu oraz Niger i Nil w Afryce. Sam Jangcy zrzuca ok. 1,5 miliona ton odpadów plastikowych do Morza Żółtego.

 

 

„Rzeki niosą śmieci na duże odległości i łączą prawie wszystkie obszary lądowe z oceanami”

 

 

– wyjaśniał Christian Schmidt, hydrogeolog z Centrum Badań Środowiskowych Helmholtza w Lipsku.

 

Jak twierdził badacz to właśnie rzeki powinny stać się podstawowym polem bitwy w walce z zanieczyszczeniem mórz i oceanów.

 

Schmidt i jego współpracownicy opublikowali dane na temat koncentracji tworzyw sztucznych w 57 rzekach różnej wielkości na całym świecie. W trakcie pomiarów skupili się głównie na butelkach i torbach plastikowych a także mikrowłóknach i plastikowych koralikach.

 

 

„Lepsze metody zbierania i zarządzania odpadami w najbardziej zanieczyszczonych regionach pomogłyby powstrzymać falę plastiku, ale kluczowe znaczenie ma również podnoszenie świadomości społecznej”

 

 

– mówi Schmidt.

 

Jak się okazuje właśnie ta świadomość jest często najbardziej problematyczna, a konieczna wiedza mało dostępna.

Bardzo szybko w społeczeństwie upowszechniła się potrzeba stosowania biodegradowalnych „jednorazówek”. Podstawowy konsument nie posiada jednak wiedzy co do warunków, które muszą być spełnione, żeby owa biodegradowalność zaistniała.

 

Jak udowodnili naukowcy z Uniwersytetu w Plymouth w Wielkiej Brytanii biodegradowalne worki, reklamówki i inne pojemniki są takimi tylko i wyłącznie w określonych warunkach środowiskowych.

Naukowcy zakopali w ziemi na trzy lata pięć różnych reklamówek.Były wśród nich dwa oksy-biodegradowalne worki, biodegradowalną reklamówkę, kompostowalny worek oraz konwencjonalną polietylenową reklamówkę.

 

„Po trzech latach byłem naprawdę zdumiony, że w workach wciąż można przenosić zakupy. Kiedy widzisz coś oznaczonego jako biodegradowalne, automatycznie zakładasz, że ulegnie szybszemu rozkładowi. Badanie jednak pokazuje, że wcale tak nie jest”

 

– skomentował wynik badań Imogen Napper z Uniwersytetu w Plymouth.

 

Jedynymi, które rozpadły się na fragmenty były pozostawione na świeżym powietrzu biodegradowalne worki. Cała reszta materiału badawczego, zakopana w ziemi, czy pozostawiona w wodzie po trzech latach nadal posiadała większość swych pierwotnych właściwości. W torbach z powodzeniem można było przenosić zakupy.

Jak udowodniono sam znak biodegradowalności nie ma dużego znaczenia, jeżeli nie zostaną zachowane odpowiednie warunki. Największy problem stanowi jednak fakt braku takiej wiedzy wśród konsumentów.

 

Efekt finalny jest taki, że wszelkie elementy plastykowe są intrygujące i zanęcające wiele gatunków ryb, które plastyk traktują jak pokarm, na co wskazują ich wnętrzności.

 

 

DP
graf. R. Wyrostkiewicz


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco



Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.