środa
| 19 czerwca 2019
Robert Wyrostkiewicz | 07 kwietnia 2019

Więzienie, bo zabijał karpie bez ogłuszenia...UJAWNIAMY kuriozalne uzasadnienie wyroku sądu. „Ich krew dotykała krwi innych ryb”

Więzienie, bo zabijał karpie bez ogłuszenia...UJAWNIAMY kuriozalne uzasadnienie wyroku sądu. „Ich krew dotykała krwi innych ryb”

 

59-letni rolnik dorabiał sobie do renty inwalidzkiej (1000 zł) sprzedając na targowisku żywe karpie na Wigilię. Zabijał je gilotyną (wbrew upiornej nazwie, to bardziej humanitarne narzędzie niż nóż). Za orzekanie tak wążnej sprawy zabrała się sama prezes Sądu Rejonowego w Krotoszynie, Dorota Wojtkowiak-Mielicka i bez mrugnięcia okiem skazała na 3 miesiące bezwzględnego pozbawienia wolności Wojciecha Cz. z Rozdrażewa. Ten nie miał nawet adwokata, przyznał się do winy i dopiero teraz – po akcji zbiórki pieniędzy zorganizowanej przez Leszka Świerzewskiego z Pudliszek – będzie bronił się podczas apelacji wsparty przez mecenasa opłaconego ze zrzutki publicznej przez ludzi dobrej woli. Główny grzech rolnika miał polegać na zabijaniu karpii bez wcześniejszego ich ogłuszania.

 


Jak ujawnił „Świat Rolnika” ta sama sędzia w czerwcu zeszłego roku skazała ordynator oddziału rehabilitacji w Koźminie Wlkp. Iwonę P. jako winną znęcania się nad podwładnymi (mobbing, ośmieszanie, znęcanie się psychiczne) na karę trzech miesięcy więzienia – ale w odróżnieniu od sprzedawcy karpi - w zawieszeniu (trzy miesiące w zawieszeniu na jeden rok). Ale być może ludzie nie są tak medialni jak bożonarodzeniowe karpie…

 


Czytaj także: Oto ona! Za zabijanie karpi skazała na bezwzględne więzienie. Sprawdziliśmy! Zobacz jaki wyrok zasądziła wcześniej za znęcanie się nad ludźmi!

 


Tym razem weszliśmy w posiadanie uzasadnienia wyroku z 11 marca 2019 r. Sądu Rejonowego w Krotoszynie II Wydziału Karnego, gdzie za zabijanie karpi bez wcześniejszego ogłuszenia skazano wspomnianego wyżej inwalidę na trzy miesiące więzienia, zapłatę 1000 zł na organizację prozwierzęcą (dokładnie tyle, ile wynosi jego miesięczna renta!) oraz zapłatę 1709 zł Fundacji Viva! jako zwrot kosztów postępowania. Dla Vivy to detal, wszak na same usługi pocztowe oraz behawioralne działania psychologów zwierzęcych wydają ponad milion złotych, ale pan Wojciech jest inwalidą, ma rentę z powodu stawu kolanowego, a w pazdzierniku - jak ustalił "Świat Rolnika" - ma przejść operację.

 

 

Wracając do uzasadnienia, zdaniem sądu gilotyna, którą „Trynkiewicz od karpi” zabijał ryby była zbyt tępym narzędziem i zamiast uciąć głowę za jednym zamachem, ucinał np. za jednym lub dwoma...

 

 

„Gilotyna nie była ostra i obcinanie głów żywym, nieogłuszonym rybom trwało dłużej, wymagało użycia siły i wykonania kolejnego zamachu w chwili, gdy ryba jeszcze żyła”

 

 

- prezes Sądu Rejonowego w Krotoszynie, Dorota Wojtkowiak-Mielicka malowniczo opisała dłuższą (o sekundę, dwie?) agonię karpia, wyciągając na światło dzienne argument z tępoty. Zdaniem części komentatorów tępota jest tu de facto kluczowym zjawiskiem ciążącym na całym krotoszyńskim orzecznictwie.
Po tak barwnym opisie ucięcia głowy ryby gilotyną – co zdaniem wielu fachowców jest zdecydowanie bardziej humanitarne niż np. zabijanie milionów ryb na statkach przez powolne uduszenie – sędzia dodała do krwawego obrazka dodatkową garść grozy.

 


„Miejsce to nie było osłonięte i mogli obserwować to bez ograniczeń przypadkowi przechodnie wśród których mogły być dzieci”

 


- pisała sędzia nadając patetyczny wymiar lekturze uzasadnienia kuriozalnego wyroku.

 


W tym momencie wydaje się, że z powodzeniem mogłyby paść słowa z innego, jak się dzisiaj okazuje, proroczego materiału:

 


„A gdyby tu było nagle przedszkole w przyszłości i wasz synek mały przechodził w przyszłości, którego jeszcze nie macie? Więc nie mówcie mi, że siedzi z tyłu!”

 


Co ciekawe, aby uzasadnienie nie wyglądało licho, prezes sądu opisała fakt zabijania karpi bez wcześniejszego ogłuszenia, bez użycia parawanu i z możliwością wystawienia tego aktu na widok dzieci (czy faktycznie przechodziło jakieś dziecko, tego nie wiemy), powtarzając niemal identyczne zdania kilka razy. Poza nimi w uzasadnieniu znajdują się jednak także inne orzecznicze kurioza.

 


„Ponadto oskarżony nie mył i nie opłukiwał urządzenia i kolejne ryby miały kontakt z krwią poprzednich”

 


- pisała Dorota Wojtkowiak-Mielicka, dodając, że kontakt krwi karpia z krwią innego karpia; że to zjawisko „Powodowało dodatkowe i zbędne cierpienie w rozumieniu art.4 ust.12 Ustawy o ochronie zwierząt”. W jaki sposób? Nie wiadomo.

 


Jak brzmi wspomniany art.4 ust.12? Zacytujmy i osądźmy sami, czy inwalida z Krotoszyna poprzez styk krwi karpia z krwią innego karpia (w końcu zabijał ryby, a nie sprzedawał spinek do włosów dla dziewczynek w PEPCO!) wypełnił zapisy ustawowe o tej formie przestępstwa:

 


„"szczególnym okrucieństwie" - rozumie się przez to przedsiębranie przez sprawcę działań charakteryzujących się drastycznością form i metod, a zwłaszcza działanie w sposób wyszukany lub powolny, obliczony z premedytacją na zwiększenie rozmiaru cierpień i czasu ich trwania”.

 


Dla przypomnienia puenty wyroku zawartej w orzeczeniu zacytujemy kluczowy zapis uzasadnienia wyroku:

 


„Sąd uznał, że oskarżony Wojciech (…) w dniach 11 i 14 grudnia 2018 r. w Krotoszynie na targowisku miejskim znęcał się ze szczególnym okrucieństwem nad sprzedawanymi karpiami w nieustalonej ilości, w ten sposób, że publicznie przy możliwym udziale nieletnich zabijał ryby bez uprzedniego ogłuszania przy pomocy urządzenia typu gilotyna”.

 


Całość wyroku sąd oparł na interpretacji art. 34 ust. 1 Ustawy o ochronie zwierząt, który dotąd był stosowany do klasycznych ubojni (bo mowa w nim o ubojniach!), zwłaszcza w przypadku bicia na mięso krów czy świń, a nie np. pojedynczych karpi czy myszek polnych zabijanych drewnianymi łapkami (nota bene bez wcześniejszego ogłuszenia).

 


„Zwierzę kręgowe w ubojni może zostać uśmiercone tylko po uprzednim pozbawieniu świadomości przez osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje”

 


- brzmi zapis cytowanego w uzasadnieniu artykułu, gdzie ustawodawca później i w konsekwencji opisuje klasyczne dla ubojni rozwiązania jak osobne pomieszczenia itd. Sąd podzielił jednak zdanie mecenas Katarzyny Topczewskiej z wegetariańskiej Fundacji Viva!, że karp to to samo co krowa w ubojni, bo kręgowiec i basta, a ubojnia to miejsce ubijania, więc… wygląda na to, że ubojnią jest nasz dom, jeśli kładziemy łapkę na myszy (a więc na kręgowce ujęte ustawowo), a my wówczas nie jesteśmy już niczym więcej jak przestępcami.

 


Sąd rozpisywał się także o „zmysłowości” ryb uzasadniając bezwzględną winę 59-letniego inwalidy rolnika.

 


„Wszystkie kręgowce posiadają wykształcony układ nerwowy, odczuwają ból i strach (…) Oskarżony zdawał sobie sprawę, że ryby są żywymi stworzeniami i wyposażone zostały w zmysły”

 


- rzewnie uzasadniała sędzia z Krotoszyna, ocierając się o misterium stworzenia świata.

 


Zdaniem sądu, rolnik odnośnie ryb „Powinien więc zadbać o to, by przed uśmierceniem zadawać im minimalne cierpienie”.

 


Ergo, gdyby walnął ogłuszając młotkiem karpia (co nie zawsze jest skuteczne, bo zależy od celności strzału) i potem uciął głowę (te źle ogłuszone, co zawsze się zdarza, cierpiałyby podwójnie) to byłby wzorowym ubijaczem od karpi, a tak – został rybnym Trynkiewiczem i musi iść do więzienia. Bo zabił bez wcześniejszego ogłuszania... Voilà!

 


I być może era stoisk z zakrwawionymi rybami faktycznie powinna odejść do lamusa, ale żeby starszych ludzi wsadzać za to do więzienia, to chyba lekka przesada. Nie dla Fundacji Viva!, która na swojej stronie napisała o sukcesie z powodu bezwzględnego więzienia dla inwalidy i - nazwijmy rzecz po imieniu - prostego człowieka, który poszedł do sądu w polarze, bez adwokata, przeznał się, żałował i dostał tzw. pajdę od specyficznie wrażliwej kobiety sędzi, która za znęcanie się nad ludźmi zasądzała kary w zawieszeniu!

 


Jednak jeśli sąd uznał, że faktycznie doszło do przestępstwa (i dlatego należało odwiesić wyrok wcześniejszy 59-latka za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu) to jeśli powiedziało się A, należało powiedzieć B. Żelazna logika zobowiązuje także w Krotoszynie.

 


„Oskarżony przywoził na targowisko żywe karpie w plastikowym zbiorniku z wodą. Jeżeli klient chciał i przyszedł z pojemnikiem z wodą oskarżony sprzedawał klientom żywe ryby”

 


- napisała w uzasadnieniu wyroku Dorota Wojtkowiak-Mielicka, prezes Sądu Rejonowego w Krotoszynie.

 


Tym samym, zdecydowana większość klientów była – zgodnie z logiką sądu – zleceniodawcami przestępstwa, jego uczestnikami wyrażającymi akceptację na przestępstwo i konsumentami ryb zabitych w wyniku czyny zabronionego. Dlaczego nie zostali ścigani? Czy ich udział w przestępstwie nie powinien być penalizowany? Być może ten poziom absurdu wymiar sprawiedliwości wspierany przez wiceministra Patryka Jakiego oraz jego koleżankę, mecenas Katarzynę Topczewską z Fundacji Viva! zostanie osiągnięty w przyszłym roku….

 


Czytaj także: Patryk Jaki rekomenduje koleżankę adwokat z kontrowersyjnej fundacji. Jej zaskakujący poradnik resort wysyła w tysiącach egzemplarzy!

 


Zapytaliśmy o to ministra Jakiego w drodze zapytań dziennikarskich. Resort unika jakichkolwiek odpowiedzi i pomimo naszych próśb i ponagleń – milczy. Łamanie Konstytucji i Ustawy prawo prasowe (unikanie odpowiedzi zadanych w trybie prasowym) podniósł w swojej interpelacji poselskiej do ministra Zbigniewa Ziobro poseł Paweł Szramka z Kukiz’15, który powtórzył pytania „Świata Rolnika” o filozofię prozwierzęcą w wydaniu krotoszyńskiego sądu, wiceministra Patryka Jakiego oraz jego koleżanki z wegetariańskiej, bogatej brytyjskiej Fundacji Viva!, której instrukcje dla sędziów Jaki nagrodził finansowo, wydrukował i wysłał do tysięcy instytucji związanych z wymiarem sprawiedliwości. Być może tym razem ministerstwo odpowie na proste pytania i dowiemy się czy łapka na myszy w naszym domu to już przestępstwo wyczerpujące art. 34. Ust.1 ustawy o ochronie zwierząt czy jeszcze nie…


Robert Wyrostkiewicz
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco


Opublikował:
Robert Wyrostkiewicz
Author: Robert Wyrostkiewicz
O Autorze
Robert Wyrostkiewicz - publicysta wSensie.pl i redaktor naczelny "Warszawskiego Wieczoru", "Białostockiego Wieczoru" i "Sokólskiego Wieczoru", wcześniej dziennikarz śledczy, informacyjny, reporter m.in. w "Warszawskiej Gazecie", Polskim Radiu Radio dla Ciebie, "Niedzieli", "Naszej Polsce", Fronda.pl czy Prawy.pl; redaktor Naczelny serwisu Archeolog.pl i publicysta pism archeologiczno-historycznych (m.in. "Odkrywca", "Zakazana Historia"). Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i były wiceprezes Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Muzealnik, nieskończony archeolog i poszukiwacz skarbów...
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.