poniedziałek
| 16 września 2019
Ewa Zajączkowska | 04 kwietnia 2019

"Mam nadzieję, że groźba spalenia domu pozostanie jedynie wpisem w internecie." Pani Magdalena Dach walczy o swoje psy!

Przez ostatnie kilka dni wiele osób podsyłało mi historię pani Dach, mówiąc, że powinnam się tym zająć. Walka z Animalsami nie należy do najłatwiejszych, więc do ponownego wchodzenia na drogę wojenną podchodziłam nieco sceptycznie. Jednak przeczytałam, to, co pani Magdalena  napisała na swoim Facebooku. Jej post ma blisko 500 udostępnień, mnóstwo osóby wspiera panią Magdalenę dobrym słowem oraz finansowo. Podczas walki z Animalsami, których fundacyjne konta zasilane są milionami, szary człowiek nie ma szans, dlatego konieczna jest pomoc.

 

"Chyba nie mogę dłużej milczeć. Spróbuję w kilku słowach odnieść się do burzy tak sprawnie podgrzewanej przez kilka nieprzychylnych mi osób. Dziękuję raz jeszcze za głosy wsparcia. Dziękuję też za te wszystkie życzenia choroby, kalectwa i śmierci. Mam nadzieję, że groźba spalenia domu pozostanie jedynie wpisem w internecie"

 

- czytamy w emocjonalnym wpisie na Facebooku pani Magdaleny Dach.

 

Pani Magdalena w długim wpisie opisuje swoją "współpracę" z Fundacją Mondo Cane, której prezesem jest pani Katarzyna Śliwa Łobacz, jedna z "bohaterek reportażu "Ciemna strona Animalsów", który możecie obejrzeć TUTAJ. Według wpisu pani Magdaleny, przedstawicielki Mondo Cane wysłały kogoś do domu pani Dach po odbiór psa przekazanego pod opiekę tymczasową i nagle, kilka godzin później, uznały za konieczne odebranie pani Magdalenie wszystkich psów, przebywających pod jej opieką. Take nagłe olśnienie jest dość typowe dla Animalsów, którzy pomagają przez jakiś czas w opiece nad zwierzętami, by w przypływie jakichś głębszych przemyśleń, może finansowych, uznać, że lepiej zabrać wszystko, co się w domu rusza.

 

Pani Magdalena Dach opisuje dalej historię wyżła weimarskiego, którego stan to się polepszał, to pogarszał pod jej opieką.

 

"Nie wiem jak wytłumaczyć rozhisteryzowanym internautom, że psy chorują. Że chyba każdy, kto zajmuje się zwierzętami wie, że czasem zwierzę wygląda zwyczajnie źle. Nie wiem też jak apelować do zwyczajnej logiki, że skoro kilkanaście psów nie miało oznak żadnego wychudzenia a jeden miał, to nie znaczy, że tego jednego wytypowałam do nie karmienia. Pies miał od dawna zwiększone porcje posiłków, niestety konse- choroba nie wybiera"

 

- pisze u siebie pani Dach.

 

Standardowo osoba zaatakowana przez Animalsów musi tłumaczyć, że "nie jest wielbłądem" i że miała wszystkie dokumenty psów, że psy były pod opieką weterynarza, ale jak Animalsi będą chcieli powiedzieć, że było inaczej, to powiedzą i nie będzie z tego dla nich żadnych konsekwencji. Znając kilka historii Fundacji Mondo Cane, jestem skłonna uwierzyć pani Magdalenie, aczkolwiek robię to dość ostrożnie.

 

"Kolejnym psem, którego stan tak bardzo wszystkich zbulwersował była moja weteranka, która ponad 5 lat temu miała uraz żuchwy. Niestety mimo dwukrotnych operacji nie udało się umocować jej na miejscu. Do wyboru mieliśmy dwie opcje – eutanazji, bądź funkcjonowania psa z wywieszonym ciągle językiem, śliniącego się, zbierającego resztki pokarmu na sobie i wszystkie śmieci do mokrej sierści. Pies był golony, aby poprawić jego komfort życia. I tu biję się w pierś, dlatego że podczas interwencji suka była przed tym zabiegiem, a jej stan był właśnie taki. Niestety, już usłyszałam, że powinnam była ją uśpić i nie byłoby całego zamieszania"

 

- czytamy we wpisie pani Magdaleny.

 


Tutaj również pokuszę się o małą prywatę, bo o dziwo, dość powszechną metodą dbania o dobrostan zwierząt jest ich usypianie. Pan Grzegorz Bielawski, dobry znajomy pani Katarzyny Śliwy-Łobacz wie o tym najlepiej, gdy odbierając 28 sztuk bydła mlecznego spod Garwolina, po miesiącu, 20 z nich oddał do rzeźni. Ot, taka to ochrona zwierząt...

 

Dla mnie jednym z ciekawszych fragmentów wpisu pani Magdaleny jest ten:

 

"W dniu interwencji początkowo nie było mnie w domu. Nie wiem ile osób wtargnęło do mojego mieszkania pod moją nieobecność, grzebało w moich rzeczach, wypuściło wszystkie moje psy i przede wszystkim zrobiono takie zdjęcia, żeby miały jak największy zasięg medialny. Zdjęcia z wyżłem i informacją o odbiorze 20 psów pojawiły się jeszcze przed godziną 17 w internecie, a przecież psy odebrano dopiero około godziny 23. I w sumie 12 a nie 20. Pomieszczenie gospodarcze opisano jako łazienkę a kupę obok pokoju szczeniaków jako coś niespotykanego. I na tej podstawie setki ludzi uznały za zasadne, aby życzyć mi śmierci. Może dla niektórych to dziwne... szczeniaki robią kupy. "Interwencja" trwała od ok. 15 do ok. 23. W tym czasie zwierząt nie pozwolono wypuścić z domu."

 

zdjecie Ewy

Na zdjęciu Magdalena Dach z psami

Wchodzenie na prywatną posesję pod nieobecność właściciela to norma. To samo wydarzyło się na warszawskiej Białołęce, gdy właścicielki 4 ha ziemi nie było w domu, a przedstawiciele fundacji znanej fundacji, której prezes niedawno ogłosił bankructwo, przekroczyli próg posesji by "zobaczyć zwierzęta". Robienie zdjęć i ciekawych ujęć by rozpętać burzę w sieci to również stały element kampanii Animalsów. Nie ma lepszego sposobu na zbieranie nieopodatkowanych darowizn.

 

Jak podaje pani Magdalena, do tej pory nie otrzymała żadnego pisma z gminy, policji, czy prokuratury o nakazie odebrania zwierząt. Pani Magdalenie nie pozostawiono żadnego protokołu z interwencji i odebrania zwierząt, dlatego trudno będzie udowodnić w sądzie w jakim stanie zostały zwierzęta odebrane, ile ich było, gdzie obecnie przebywają. Nie ma żadnej osoby odpowiedzialnej za interwencję.

 

Pani Magdalenie odebrano TYLKO psy rasowe, posiadające rodowód. Nad tymi, przeznaczonymi do adopcji najwidoczniej pani Magdalena już się nie znęcała. Przypadek? Nie sądzę. Dokładnie tak samo było w przypadku pani Urszuli Gańko, której Pogotowie dla Zwierząt i Fundacja SOS Bokserom odebrały 28 rasowych buldożków francuskich, nierasowego kundelka pozostawiając pod opieką pani Urszuli.

 

"Nie poinformowano gdzie zostają przewiezione psy, dopiero własnymi drogami udało nam się ustalić, że trafiły do kliniki dr Wąsiatycza w Poznaniu, kliniki, która jest stroną w sprawie, współpracuje z Fundacją i już usłyszałam, że doba pobytu psa w klinice to około 250 zł"

 

- czytamy dalej we wpisie.  

 

"Od lat zajmowałam się psami. Nie tylko prowadziłam szkolenia, byłam wykwalifikowanym kynoterapeutą/dogoterapeutą, egzaminatorem psów terapeutycznych... Zemściło się na mnie to, że chciałam pomagać. Zrobiono ze mnie potwora, człowieka, który znęca się nad zwierzętami, mimo, że osoby które mnie znają wiedzą, że nigdy w życiu nie pozwoliłabym skrzywdzić żadnej istoty żywej. Dlaczego usuwano pozytywne dla mnie komentarze, dlaczego hejtowano i zastraszano osoby, które mnie broniły? Forma, w której przeprowadzono interwencję godzi w podstawowe prawa człowieka i w mojej opinii w sposób w jaki ją przeprowadzono był całkowicie bezprawny"

 

- pisze na swoim Facebooku pani Magdalena Dach.

 

sliwa biedron

Na zdjęciu Robert Biedroń, Katarzyna Śliwa-Łobacz i Andrzej Rozenek

Fundacja Mondo Cane podaje się za właściciela odebranych psów, które przecież do kogoś należą, nawet jeżeli przebywały z jakiegoś powodu w domu tymczasowym.

 

"Rozbito mnie na tysiąc kawałków – w sumie ci, którzy życzą mi śmierci powinni być usatysfakcjonowali, moje serce nie żyje, trzyma mnie tylko rozum i chęć dowiedzenia się, co stało się z psami. Tak wygląda moja wersja wydarzeń. Argumenty i racje oceni i wyrok wyda sąd, mimo że opinia publiczna już wydała wyrok. Najbardziej przerażający jest fakt, że tak naprawdę każdego hodowcę może spotkać taki los. Nie życzę tego nikomu i rozumiem obawy osób, które mnie wspierają, ale boją się głośno odezwać. Tak naprawdę osoba przedstawiająca się jako „inspektor” może stawić się jutro w domu każdego z Was i powołując się na paragraf 7 Ustawy o Ochronie zwierząt są w stanie nie tylko zabrać Wasze psy, ale zamienić Wasze życie w koszmar"

 

- podsumowuje pani Magdalena.

 

Jako ciekawostkę na koniec dodam, że pani Katarzyna Śliwa-Łobacz, to była asystentka społeczna posła Pawła Suskiego z Platformy Obywatelskiej, bardzo dobra koleżanka Grzegorza Bielawskiego, którego Pogotowie dla Zwierząt w końcu może zostać zdelegalizowane oraz zbankrutowanego Cezarego Wyszyńskiego, który nie może podjąć zatrudnienia niezgodnego z jego "prozwierzęcym" sumieniem, by spłacić ponad pół miliona długu.

sliwa lobacz

Od lewej Grzegorz Bielawski, Cezary Wyszyński, Katarzyna Śliwa-Łobacz et consortes

Wniosek jest taki: Nie ważne, czy stoisz po stronie Animalsów i współpracujesz z nimi, czy jesteś całkowicie im przeciwny. Jeżeli będą chcieli Cię dopaść i zniszczyć, zrobią to wszelkimi możliwymi sposobami i wykorzystają swoje interwencyjne metody albo polityczne znajomości do osiągnięcia zysków.

 

Ja natomiast podchodzę ostrożnie do wszystkich osób współpracujących z Animalsami, jednak polecam wesprzeć panią Magdalenę finansowo, by mogła stanąć do równej walki z Mondo Cane w sądzie. Bezkarność Animalsów musi się wreszcie zakończyć!

 

Link do zbiórki TUTAJ

 

Ewa Zajączkowska
Fot. Facebook Magdalena Dach/Facebook Katarzyna Śliwa-Łobacz.

Opublikował:
Ewa Zajączkowska
Author: Ewa Zajączkowska
O Autorze
Dziennikarz, publicysta, komentator polityczny. Absolwentka Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie. Z pasji nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie. Antysocjalistka, wolnorynkowiec. Serce po prawej stronie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.