PILNE!

Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro

Hodowla / Zwierzęta futerkowe / Zieloni chcą oddać polski biznes Putinowi i Łukaszence

Zieloni chcą oddać polski biznes Putinowi i Łukaszence

Autor: Świat Rolnika 2022-06-10 10:22:00
zwierzęta futerkowe

Zieloni chcą wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. We czwartek poinformowali o złożeniu odpowiedniej ustawy do laski marszałkowskiej.

Mamy zebranych 76 podpisów posłów z różnych klubów pod projektem ustawy o ochronie zwierząt, zakazującym hodowli ich na futra, składamy projekt w Sejmie – poinformowała w czwartek posłanka Małgorzata Tracz (KO-Zieloni). Projekt ustawy Zieloni przedstawili na konferencji w Sejmie w ostatni wtorek. W założeniach ustawy, jak wtedy informowała Tracz, znalazłby się zakaz hodowli zwierząt na futra obowiązujący od 2027 r. – tak, by „hodowcy mieli możliwość przygotować się na zmianę branży”.

Polska liderem w hodowli zwierząt futerkowych

Hodowla zwierząt futerkowych w Polsce – wbrew zapewnieniom aktywistów antyhodowlanych i lewicowych polityków – to perspektywiczny sektor gospodarki rolnej. Polska, po błędnej decyzji duńskiego rządu dotyczącej wybicia wszystkich norek amerykańskich w kraju, jest dziś światowym liderem zarówno względem skali jak i jakości hodowli na świecie. 
Średnie zatrudnienie na fermach zwierząt futerkowych w Polsce wynosi ok 13 pracowników. Przy czym „ferma, w której hodowanych jest 10 000 samic, jest potencjalnym źródłem zatrudnienia dla około 15 pracowników stałych i dodatkowych 10 w sezonie. Ferma utrzymująca powyżej 25 tys. samic to z kolei zatrudnienie dla 45 stałych i 25 sezonowych pracowników. 

Branża pozwala dziś na zatrudnienie kilkudziesięciu tysięcy osób łącznie z kooperantami z czego około 10 tys. osób pracuje bezpośrednio przy hodowli, a kilkanaście tysięcy osób zatrudnionych jest w przedsiębiorstwach produkujących wyposażenie ferm, mieszanek paszowych, produktów leczniczych, a także w powiązanych zakładach przetwórstwa rybnego i mięsnego.

Historia manipulacji

Według aktywistów, którzy w ostatnich latach atakowali hodowców zwierząt futerkowych, na 810 fermach funkcjonujących w naszym kraju pracuje… około 900 osób. Tymczasem… Dane Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, na których bazowali aktywiści, nie obejmują pracowników podmiotów, które nie zgłosiły hodowli zwierząt na futra jako działalności dominującej wg. kodu PKD (01.49.Z). Dane KRUS nie uwzględniają osób spowinowaconych z właścicielem, podczas gdy większość ferm to rodzinne gospodarstwa rolne. Dane nie obejmują także agencji pracy oraz outsourcingu. Innym problemem utrudniającym oszacowanie zatrudnienia jest brak w rejestrach informacji od spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, które mogą do Krajowego Rejestru Sądowego zgłosić zaledwie do 10 kodów PKD. Ponadto publiczne rejestry nie obejmują umów cywilnoprawnych.

Aktywiści, dane których wielokrotnie wykorzystywali politycy w antyfutrzarskich kampaniach, manipulują jednak także innymi danymi, a pamiętać należy, że procenty to wciąż nie żywe liczby:

• 0,16% polskiego eksportu (wg GUS 2019 r. wyniósł on 235,8 mld euro), o których mówią aktywiści, oznacza 1,6 mld zł z tytułu eksportu pochodzącego z hodowli zwierząt futerkowych
• 0,08% PKB (wg GUS w 2017 r. wyniósł 1 989 mld zł), o których mówią aktywiści, oznacza 1,6 mld zł z tytułu produkcji surowca dostarczanego przez hodowle zwierząt futerkowych
• 0,06% polskiego rynku pracy (pracujących wg GUS w 2018 r. było 15,9 mln osób), o których mówią aktywiści, oznacza 9570 osób zatrudnionych bezpośrednio w branży

Kłamstwem jest także zaszczepiana opinii publicznej informacja dotycząca rzekomej powszechności wprowadzania zakazów hodowli zwierząt futerkowych w Europie. Z trzynastu krajów europejskich, w których obowiązuje zakaz hodowli zwierząt futerkowych tylko trzy można było określić mianem istotnych graczy na światowych rynkach (Dania , Holandia i Norwegia). W jednym kraju znajdowała się tylko jedna ferma. W dwóch funkcjonowały tylko hodowle roślinożernych szynszyli, w pięciu państwach w momencie wprowadzania zakazu hodowli zwierząt futerkowych nie istniała żadna ferma, a pozostałe trzy kraje hodowały łącznie tyle zwierząt, ile utrzymywanych jest na jednej średniej wielkości fermie w Polsce.
Okazuje się zatem, że eksperci ówczesnego Banku Zachodniego WBK nie pomylili się, umieszczając w rankingu Eksportowe TOP50 2016 branżę hodowli zwierząt futerkowych na 3. miejscu najbardziej perspektywicznych gałęzi polskiej gospodarki.

Zieloni chcą sprzedać nas Rosji…

Ministerstwo rolnictwa Rosji regularnie nakłania do przejęcia polskiego biznesu

„Rosyjscy producenci skór zwierząt futerkowych mają szansę stać się dziś światowymi liderami. Możliwość tę stwarza dziś Unia Europejska, która rozważa wprowadzenie całkowitego zakazu hodowli zwierząt futerkowych. Wyczerpany pandemią koronawirusa i ciągłą potrzebą obrony przemysł futerkowy światowych liderów, takich jak Polska czy Dania, przezywa dziś ciężkie czasy. I w tej sytuacji rosyjscy producenci futer mówią wprost: albo teraz, albo nigdy!” – czytamy w komunikacie, który pierwotnie ukazał się w dzienniku Komsomolskaja Prawda, a który już rok temu powieliło rosyjskie ministerstwo rolnictwa

Już podczas pierwszych ataków legislacyjnych wymierzonych w polskie hodowle zwierząt futerkowych, które miały miejsce kilka lat temu, we wschodnioeuropejskiej prasie pojawiały się artykuły o podobnej treści. Wówczas prym w lansowaniu bliźniaczej narracji wiodła Ukraina. Dziś pałeczkę przejęła Rosja, która chciałby zająć miejsce Polski i przejąć wart miliardy euro biznes.

„Tak, Polska zwiększa dziś obroty produkcji. Warto jednak pamiętać, że rząd sąsiedniej republiki nie jest zadowolony z tego rodzaju hodowli zwierząt i od kilku lat stara się pozbyć branży futrzarskiej z Polski (…) 28 czerwca 2021 roku w Brukseli rozpoczął się szczyt ministrów rolnictwa Unii Europejskiej, na którym między innymi Niemcy zamierzali wprowadzić zakaz hodowli zwierząt futerkowych, ale obejmujący całą Unię Europejską. Wszystko to stwarza możliwości rosyjskim producentom” – pisze dalej rosyjski resort rolnictwa.

… I Białorusi

Aleksandr Łukaszenka zapowiedział w październiku ubiegłego roku, że Białoruś robi wszystko, by stać się istotnym graczem na rynku hodowli zwierząt futerkowych – donosiła wówczas agencja Interfax.

Podczas  jesiennego walnego zgromadzenia przedstawicieli członków Białoruskiego Republikańskiego Związku Towarzystw Konsumenckich prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko zapowiedział, że dołoży wszelkich starań, aby jego kraj – wykorzystując decyzje kilku państw Unii Europejskiej – stał się liczącym się graczem na światowym rynku hodowli zwierząt futerkowych.

Łukaszenka wskazał na błędy Duńczyków, którzy – w konsekwencji fatalnych decyzji tamtejszego rządu – doprowadzili do zniszczenia hodowli zwierząt futerkowych w kraju, który do tej pory był liderem na rynku globalnym.

„Dlaczego nie zajęliśmy rynku? To bonanza. Wtedy rynek był niezrównoważony w wyniku tak idiotycznych decyzji polityków. Dlatego zgodnie z moim rozkazem, pod gwarancjami rządu, przyznano środki kredytowe na wsparcie ferm futrzarskich” – wyjaśnił Łukaszenka.

„W przyszłości praca powinna być zorganizowana tak, aby ten obszar nie wymagał już środków budżetowych, ale przynosił stabilny dochód. Będziemy przykładać do tego szczególną uwagę i wdrożymy kontrole” – podkreślił prezydent.

Łukaszenka zaznaczył, że w ostatnich latach zrobiono w tej dziedzinie wiele, zainwestowano odpowiednie środki i – mimo trudności na rynku – osiągnięto niemały sukces.

Zieloni chcą zniszczyć polskie rolnictwo?

Zieloni swoimi działaniami doprowadzić mogą wprost do likwidacji kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy i oddania za bezcen polskiego biznesu wschodniej konkurencji. Mogłaby być to sytuacja analogiczna względem tego, co w latach transformacji ustrojowej – wyprzedając kapitał polskiego rolnictwa i przemysłu – uczyła polityka ówczesnego rządu. 

W projekcie Zielonych przewidziano również degresywny system odszkodowań dla hodowców, który ma zachęcić do szybszego przebranżowienia się. Przewiduje on rekompensatę w wysokości 50 proc. średniorocznych dochodów w pierwszym roku po zakończeniu działalności, 40 proc. w kolejnym itd. Pracownicy ferm mieliby także otrzymać odprawy wypłacane z bliżej nieokreślonych źródeł. Tymczasem, jeśli Polska miałaby zostać objęta zakazem, rolnikom należałyby się odszkodowania na takim samym poziomie jak w innych krajach Wspólnoty. 

Duńska branża futrzarska otrzymała na przykład od państwa blisko 19 mld koron (ponad 2,5 mld euro), czyli niemal 11 487 400 000 zł tytułem zadośćuczynienia za szkody, jakie pociągnęło za sobą wybicie około 15 mln sztuk norek2 w ramach zapobiegania potencjalnemu szerzeniu się koronawirusa.

Wysokość rekompensat podlegała indywidualnej ocenie uzależnionej od wskazanych przez duński rząd kryteriów. W ten sposób – wyłączając bezpośrednie odszkodowania dla hodowców zwierząt futerkowych w Danii – rekompensatom podlegały m.in.: utrata przyszłej prognozowanej podstawy dochodu na lata 2022-2030, kredyty hodowców, zobowiązania względem kontrahentów, rozbiórka lub odbudowa budynków gospodarczych, straty w sprzęcie, straty branż kooperujących z hodowlami norek: sektor paszowy, dom aukcyjny, transport, inne. Tego jednak Zieloni nie wiedzą lub wiedzieć nie chcą – łatwiej ustalić „korzystne” dla projektodawcy przepisy, które nie uwzględniają realnej sytuacji ekonomicznej. 

Nie jest to pierwszy taki atak

Pierwszym podejściem do wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt na futra była zaproponowana w 2020 r. przez PiS tzw. piątka dla zwierząt. Zaproponowano wówczas nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, m.in. zakazującą hodowli zwierząt na futra i ograniczającą ubój rytualny. Rozwiązania te wywołały protesty środowisk rolniczych. Senat wprowadził do nowelizacji poprawki, ale nie zostały one poddane pod głosowanie w Sejmie, a więc nie mógł zakończyć się proces legislacyjny noweli w parlamencie, by mogła trafić na biurko prezydenta i po jej ewentualnym podpisaniu wejść w życie.

We wrześniu 2020 r. 15 posłów PiS zostało zawieszonych w prawach członka partii po głosowaniu, mimo dyscypliny partyjnej, przeciwko projektowi "piątki dla zwierząt". Był wśród nich ówczesny minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, który w efekcie odszedł ze stanowiska. W listopadzie cała piętnastka, włącznie z Ardanowskim, została przywrócona w prawach członków partii.

Czytaj także: Posłanka Zielonych żeruje na tragedii hodowcy norek? Psy i koty też uśpi?