niedziela
| 19 stycznia 2020

WSTYD! 190 krów z lubuskiego, o życie których jesienią 2018 r. upomnieli się politycy, aktorzy i obrońcy zwierząt, dogorywa pod gołym niebem

Piotr Pałys | 31 grudnia 2019
WSTYD! 190 krów z lubuskiego, o życie których jesienią 2018 r. upomnieli się politycy, aktorzy i obrońcy zwierząt, dogorywa pod gołym niebem

Przepychanki własnościowe, weterynaryjne, prawne, samorządowe, a krowy od ponad roku nadal żyją na polach. Co z tego, że teren jest ogrodzony. Miały iść pod nóż, kiedy o ich życie upomnieli się notable, świat filmu i obrońcy zwierząt, twierdząc, że zrobią wszystko, by je ocalić, ale i poprawić ich los. Okazuje się, że najlepiej dla nich byłoby pójść do rzeźni, jak tysiące innych krów, ale ktoś uparł się, że "wolne krowy" należy ratować...

Po tym, jak w 2018 roku w gminie Deszczno woj. lubuskie, właściciel zdziczałego stada, nad którym od dawna nie panował, dostał od Powiatowego Lekarza Weterynarii z Gorzowa decyzję, która nakazywała zabicie stada i jego utylizację, doszło ogólnopolskiej debaty w tej sprawie. Kiedy historia stała się głośna, nie brakowało deklaracji aktorów, polityków, ale i „etatowych” obrońców zwierząt, mówiących o darowaniu krowom życia i rychłym znalezieniu im gospodarstwa, w którym znajdą godne warunki egzystencji.

Dziś, los krów prawie niczym się nie różni od tego sprzed wielu miesięcy. Izabela Kwiatkowska z Biura Ochrony Zwierząt w Zielonej Górze nazwała ją wręcz katastrofalną. Nie mają zadaszenia i egzystują na 60 hektarach, pod gołym niebem. Jest problem z ich karmieniem i utrzymaniem od strony finansowej. Pewne jest, że ich prawny status wydaje się jeszcze gorszy, niż przed ich „uratowaniem”. Dlaczego?

Latem tego roku, wreszcie miały trafić do rezerwatu w Czarnocinie, lecz jednak do tego nie doszło. Nadzór prawny i finansowy nad krowami sprawuje Biuro Ochrony Zwierząt w Zielonej Górze. Codzienną opiekę nad nimi zajmuje się rolnik z Borka (powiat gorzowski) Pan Grzegorz Piotrowski. Przed świętami, kolejny raz miano je przemieścić w odpowiednie dla nich miejsce do rolnika z gminy Santok, który zadeklarował, że jest w stanie objąć opieką całe stado. Temu przeciwstawił się wójt Santoka, który nie chce widzieć na swym terenie zdziczałego stada.

Kolejny problem, z jakim „zderzyły się krowy” jest to, że ich fizyczny opiekun (rolnik z Borka) zapowiedział, że nie wyda zwierząt, nim nie zostaną z uregulowane rachunki za jego pracę i paszę. Żąda 340 000 złotych.

Jednym słowem, kwadratura koła. Wszyscy chcą zarobić na stadzie, wypromować swoje nazwisko, ale kiedy przychodzi do prawdziwych działań, nie ma komu rozciąć węzła wzajemnych interesów.

"To tylko krowy"…Ludzie mają twardszą skórę. Nie wiadomo, czy nie lepiej by było uśpić bydło, niż robić na nich ”złoty, medialny interes”?

 

Źródło: polsatnews.pl/PP
Fot. pixabay.com


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.