Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Polska Agencja Prasowa 05-01-2022 12:30:00

Drogi gaz to efekt rosyjskiej manipulacji – przekonuje Piotr Naimski

Drogi gaz

Drogi gaz był tematem rozmowy Piotra Naimskiego w Polski Radiu 24. Wysokie ceny gazu to efekt przede wszystkim manipulacji rosyjskiej – przekonywał sekretarz stanu.

Pytany w Polskim Radiu 24, co się stało, że "nagle tak skokowo musimy płacić więcej za energię", a rachunki za ogrzewanie u niektórych odbiorców "wystrzeliły do góry o kilkaset procent", Naimski powiedział, że jest to efektem "tego, co się dzieje poza Polską", a przede wszystkim "manipulacji rosyjskiej".

Polityczna gra gazem Władimira Putina

„Wzrosły gwałtownie, radykalnie i w sposób właściwie nienotowany jeszcze nigdy ceny nośników energii, czyli gazu i ceny węgla także, w Europie. To jest spowodowane kilkoma czynnikami, przede wszystkim manipulacją rosyjską, rosyjskiego Gazpromu, rosyjskiego rządu trzeba powiedzieć, bo Gazprom przecież jest po prostu narzędziem rosyjskiego rządu do uprawiania polityki zagranicznej" – mówił Naimski.

Jak dodał, Gazprom "ograniczył radykalnie dostawy gazu do Europy Zachodniej i spowodował ten wzrost cen, który był spowodowany także kwestiami pogodowymi". W tym kontekście wskazał na "dużo mniej wiatru jesienią", co spowodowało, że wiatraki służące za odnawialne źródła energii nie dostarczały energii. Drogi gaz jest jedną z przyczyn drogiej energii.

"Ceny gazu wzrosły na tyle, że uruchamiane były elektrownie węglowe, do tej pory nieużywane przez dłuższy czas, czy przeznaczone do +odstawienia+, bo mamy przecież europejską politykę dekarbonizacji" – wyjaśnił. Jak dodał, ceny gazu wzrosły tak bardzo, że elektrownie, które przestawiły się na węgiel, okazały się tańsze od elektrowni, które mogłyby wykorzystywać gaz.

Jednocześnie zaznaczył, że PGNiG większość gazu musi kupować za granicą i – jak przyznał – "tu zaczął się rzeczywisty problem". "Mamy jeszcze długoterminowy kontrakt rosyjski, uwolnimy się od niego pod koniec grudnia tego roku" – powiedział. Dodał, że część gazu PGNiG kupuje na rynkach europejskich, a gdy Gazprom nie dostarcza gazu na giełdy europejskie, to podaż tego paliwa się zmniejsza i ceny "bardzo idą w górę".

"Cena gazu bardzo waha się, z dnia na dzień. Ten pik cenowy miejmy nadzieję, że może mamy już za sobą dlatego, że te ceny spadły w ostatnich dniach, co oczywiście poprawia sytuację" – powiedział pełnomocnik rządu. Zwrócił uwagę, że także sytuacja pogodowa i temperatury, które mamy obecnie w Polsce i w Europie zmniejsza zużycie gazu, co również – jak dodał – "wpływa na całą sytuację".

Drogi gaz problemem całej Europy

Naimski odniósł się również do informacji Drogi gaz 02dotyczących ewentualnego blackoutu i uwagi Polskiego Radia 24, że "Austria, Niemcy i Szwajcaria przygotowują swoich obywateli na możliwe tej zimy braki w dostawach prądu". Pytany, czy my też musimy się z tym liczyć, odpowiedział: "Nie. To publicystyka i dezinformacja".

"Media mówią o blackoutach, a blackout to jest przerwanie dostaw energii. My mamy okresowo w szczytach zapotrzebowania – jeżeli mamy niską temperaturę, mało wiatru, zbieg różnych okoliczności – to wtedy mamy krótkotrwałe problemy. Ale sobie z tym umiemy poradzić" – wskazał pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Zwrócił uwagę, że Krajowy System Elektroenergetyczny zarządza całym systemem i "możemy w przypadkach krytycznych – a zdarzało się tak już kilka razy – dokupić energię za granicą od dostawców europejskich". Sprecyzował, że jest to możliwe, "ale w ograniczonym zakresie".

Podsumowując pełnomocnik rządu, zagwarantował, że "blackouty nam na pewno nie grożą". "Bo to jest kwestia pewnych zdarzeń losowych, awarii czy wręcz katastroficznych scenariuszy. Natomiast możemy się być może liczyć w szczególnych przypadkach z ograniczeniami energii, ale z tym też sobie radzimy. To jest oczywiście bolesne i kosztowne" - wskazał Naimski i przypomniał, że ostatni raz to się zdarzyło w 2015 roku. "Także przestrzegałbym przed sianiem paniki i dezinformacji w tych kwestiach" – powiedział pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

W grudniu 2021 r. Urząd Regulacji Energetyki podał, że w wyniku zatwierdzonego przez prezesa URE wzrostu stawek taryfy na gaz największego sprzedawcy PGNiG OD, miesięczne rachunki gospodarstw domowych używających gazu do przygotowania posiłków wzrosną ok. 9 zł netto miesięcznie. Urząd podał też, że od 1 stycznia 2022 r. łączny średni wzrost rachunku za prąd przeciętnego gospodarstwa domowego wyniesie ok. 24 proc., co oznacza wzrost o ok. 21 zł netto miesięcznie.

Media donoszą jednak, że podwyżki cen gazu dla odbiorców sięgają nawet kilkuset procent. Dotyczy to głównie podmiotów prowadzących działalność gospodarczą, samorządów, ale i również części wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, które mają własne kotłownie gazowe (kotłownie zbiorcze).

We wtorek weszła w życie ustawa o dodatku osłonowym, która ma pomóc niektórym gospodarstwom domowym w pokryciu części kosztów energii oraz rosnących cen żywności.

Minister aktywów państwowych Jacek Sasin zapowiedział we wtorek, że przygotowane zostały rozwiązanie ustawowe zakładające, że spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe będą w całości objęte taryfami na gaz, a lokale użytkowe będą z nich wyłączane. Jak mówił, rozwiązanie polega na tym, że spółdzielnie i wspólnoty zostaną co do zasady uznane za zbiory lokali mieszkalnych i w związku z tym automatycznie zostaną objęte taryfami na gaz. Obowiązek zgłaszania w celu wyłączenia spod taryfy będzie dotyczył lokali użytkowych, sklepów itp. – wyjaśnił. Drogi gaz może być tańszy.

Czytaj również: Komisja Europejska chce zielonej klasyfikacji dla energii nuklearnej i gazu

PAP/fot.pixabay



Autor: Tomasz Racki 23-01-2022 18:33:45

Ceny gazu w najbliższym czasie nie spadną. Sprawdź, dlaczego

Eksperci są zdania, że w długoterminowej perspektywie nie powinniśmy spodziewać się obniżek ceny gazu. To zła wiadomość dla gospodarki.

„Aktualna sytuacja na rynku gazu w długiej perspektywie skłoni Unię Europejską nie do rewizji polityki klimatycznej, ale do jej zintensyfikowania i przyspieszenia prac nad rozwojem odnawialnych źródeł czy komercyjnymi zastosowaniami wodoru” – ocenia Grzegorz Onichimowski, ekspert Instytutu Obywatelskiego i były prezes Towarowej Giełdy Energii. Jak podkreśla, na rynku gazu nie ma już powrotu do historycznie niskich cen notowanych jeszcze wiosną ubiegłego roku, bo Europa będzie potrzebować w kolejnych latach bardzo dużo błękitnego surowca. W kolejnych miesiącach jednak wzrosty powinny wyhamować. Wiele zależy jednak od czynników takich jak pogoda i polityka Gazpromu, która może windować ceny na europejskich giełdach.

Ceny gazu mogą być jeszcze wyższe

„Myślę, że nie czekają nas już dalsze podwyżki cen gazu. Oczekiwałbym raczej delikatnych obniżek. Wszystko zależy od czynników takich, jak chociażby pogoda. Jeszcze we wrześniu, październiku wszyscy prognozowali, że czeka nas długa i ostra zima. Teraz, na początku stycznia, nie jesteśmy już tacy pewni. Być może ta zima wcale nie będzie taka sroga, a co za tym idzie, na giełdowych rynkach ceny się uspokoją i pójdą w dół. Zobaczymy, na ile podąży za tym nasz krajowy monopolista. Prawdopodobnie będzie jakiś nacisk ze strony politycznej, który spowoduje, że trochę te swoje apetyty powściągnie” – mówi Grzegorz Onichimowski.

Nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie ceny gazu od kilku miesięcy dynamicznie rosły, bijąc historyczne rekordy. Firmy i podmioty, które są odbiorcami gazu ziemnego i LNG, dotkliwie odczuły już skutki tych podwyżek w swoich budżetach. Rząd wprowadził co prawda szereg mechanizmów osłonowych, które jednak uchronią przed radykalnymi podwyżkami głównie gospodarstwa domowe. Natomiast w przypadku przedsiębiorców rachunki za gaz wzrosły nawet kilkukrotnie.doplaty bezposrednie egzekucja komornicza ceny gazu

Dlatego ceny gazu rosną

„Jest kilka przyczyn podwyżek cen gazu. Pierwsza wiąże się z geopolityką. Chodzi o to, żeby zmusić odbiorców rosyjskiego gazu do przejścia z powrotem na umowy długoterminowe” – wyjaśnia ekspert Instytutu Obywatelskiego. „Rosja przez wiele lat sprzedawała gaz głównie na podstawie umów długoterminowych, a dzisiaj jest zmuszona do sprzedawania dużej ilości tego surowca na giełdach, gdzie ceny są bardzo zmienne. W 2019 i 2020 roku były dla odmiany bardzo niskie i Rosjanie bardzo by chcieli, żeby ich odbiorcy przeszli z powrotem na umowy długoterminowe. Zresztą, oni z tych długoterminowych umów się wywiązują, natomiast nie dostarczają gazu na giełdy, na tzw. rynek spotowy, rynek transakcji natychmiastowych” – dodaje.

Drugi cel działania Rosji wiąże się z gazociągiem Nord Stream 2, który czeka na zakończenie procesu certyfikacji przez niemieckie organy regulacyjne. Według ekspertów Gazprom winduje ceny gazu na giełdach, ponieważ chce w ten sposób wymusić zgody administracyjne na uruchomienie przesyłu.

„Zobaczymy, jak zakończy się ta cała rozgrywka z Rosją. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że nasza sytuacja nie jest taka beznadziejna. Oczywiście Europa przesadziła, jeśli chodzi o zależność gazową od Rosji, ale z drugiej strony to Rosja jest dużo bardziej zależna od Europy. Procent gazu, który Europa kupuje od Rosji, jest dużo niższy niż procent gazu, który Rosja sprzedaje Europie” – mówi Grzegorz Onichimowski. „W związku z tym długoterminowo Rosja nie może sobie pozwolić na to, żeby przykręcić kurek, bo to będzie oznaczać dla nich wyjście z rynku. Zostaną zastąpieni przez kogoś innego, głównie przez eksporterów LNG takich jak Katar czy Australia. To zaś mogłoby przysporzyć Rosji problemów budżetowych. Dlatego uważam, że oni wrócą na rynek, tylko pytanie, kto komu da się przepchnąć w tym konflikcie” – dodaje.

Monopolizacja rynku gazu nie sprzyja obniżkom cen

Jak ocenia, obok polityki Gazpromu i ożywienia gospodarczego po pandemii, które dodatkowo napędziło popyt na gaz, przyczyną rosnących cen jest też monopolizacja polskiego rynku przez PGNiG.

„Po kilku latach starań o złamanie monopolu PGNiG wydaje się, że aktualny rząd jest zdeterminowany, żeby ten monopol odtworzyć. Wyraźnie widać, jakie są tego skutki. PGNiG po prostu narzuca takie ceny, jakie chce” – ocenia były prezes Towarowej Giełdy Energii. „Trzecia kwestia to jest struktura zakupów gazu w Polsce. I tu jest kilka znaków zapytania, czy tajemnic, bo obserwujemy olbrzymie wzrosty cen detalicznych. Natomiast nie możemy zapominać, że Polska jest w dużo lepszej sytuacji niż większość państw europejskich, bo 1/4 polskiego gazu pochodzi z własnego wydobycia, w związku z czym tu zmiany kosztów nie ma. Druga 1/4 pochodzi z zakupów LNG, czyli tutaj też to są długoterminowe umowy i nie było zmiany kosztów” – dodaje.

Obniżek cen gazu nie ma co się spodziewać

Rynkowi eksperci wskazują, że wpływ na kształtowanie się cen gazu na europejskich rynkach będzie mieć w nadchodzących miesiącach m.in. pogoda. Jeżeli pozostałe zimowe miesiące okażą się stosunkowo ciepłe, wówczas presja na ceny powinna osłabnąć. Na zahamowanie wzrostów może też wpłynąć sytuacja epidemiczna – w przypadku kolejnej fali pandemii i nowych lockdownów popyt na błękitny surowiec też powinien się zmniejszyć.

„Długoterminowo raczej nie ma jednak co liczyć na to, że ceny gazu będą dramatycznie spadać, bo tego surowca potrzeba coraz więcej. Europa potrzebuje więcej gazu, ponieważ uważa, że jest on idealnym paliwem przejściowym od energetyki węglowej do nowoczesnej energetyki opartej o OZE, ewentualnie energetyki jądrowej. A to będzie trwało co najmniej kilkanaście lat” – mówi Grzegorz Onichimowski.

Atrakcyjną alternatywą jest rynek płynnego gazu LNG. Pojawia się na nim coraz więcej producentów i dostawców, ale z drugiej strony rośnie też zainteresowanie ze strony odbiorców.

„Koncerny paliwowe zaczynają nabierać zielonego koloru i inwestowanie w źródła kopalne przestało być modne. Co za tym idzie, mamy do czynienia z odwrotem od inwestycji w wydobycie i to może długoterminowo utrzymywać wysokie ceny. W każdym razie do tak niskich cen, jakie mieliśmy na początku epidemii raczej już nie wrócimy” – prognozuje ekspert rynku energetycznego.

Ekspert Instytutu Obywatelskiego ocenia również, że aktualna sytuacja na rynku gazu w długiej perspektywie skłoni Unię Europejską do zintensyfikowania swojej polityki klimatycznej i przyspieszenia prac nad rozwojem odnawialnych źródeł, magazynów energii czy nad komercyjnymi zastosowaniami wodoru.

„Wszystko po to, aby doprowadzić do sytuacji, w której moc konwencjonalnych elektrowni opartych o gaz będzie wprawdzie stosunkowo wysoka, ale ich wykorzystanie będzie jak najmniejsze” – mówi Grzegorz Onichimowski. „Chodzi o to, żeby mieć jak najwięcej energii ze źródeł odnawialnych, a źródła gazowe traktować jako rezerwę na taką pogodę, kiedy jest bardzo mało wiatru i słońca. Wtedy te rezerwowe źródła trzeba będzie wykorzystać. Natomiast latem przez ok. 90 proc. czasu źródła odnawialne będą wystarczające do pokrycia zapotrzebowania” – dodaje.

Czytaj także: Analitycy: Ceny gazu utrzymają się na wysokich poziomach do końca 2022 r.

Newseria/fot. pixabay

 


Autor: Tomasz Racki 23-01-2022 16:08:01

Ceny w grudniowych promocjach urosły ponad 2,5-krotnie bardziej niż te regularne

Analiza blisko 34 tys. cen promocyjnych w polskich sklepach wykazała, że artykuły kupowane w grudniu 2021 r. miały o prawie 22% wyższe ceny niż rok wcześniej.

Aż 11 z 12 monitorowanych kategorii zdrożało, a tylko 1 grupa nieznacznie potaniała. Zdecydowanie najbardziej, bo o blisko 70%, poszły w górę produkty tłuszczowe. Mocno podrożały też tzw. inne artykuły – o ponad 41%. Mięso odnotowało skok o przeszło 25%. Ponadto 5 innych kategorii wzrosło dwucyfrowo, w tym nabiał, warzywa, używki, napoje i owoce. Jedynie produkty sypkie wykazały spadek. Eksperci komentujący wyniki zwracają uwagę na to, że ceny w promocjach poszły w górę ponad 2,5-krotnie bardziej niż te regularne. To wskazuje na fakt, że rosnąca inflacja postawiła sieci handlowe pod ścianą. Znawcy tematu dodają, że obecnie na oferowanie naprawdę dobrych dla konsumentów rabatów mogą sobie pozwolić tylko najwięksi gracze na rynku.

Droższe zakupy w promocji

Najnowszy raport „INDEKS CEN PROMOCYJNYCH W SKLEPACH”, autorstwa UCE RESEARCH, Grupy BLIX i Hiper-Com Poland, pokazuje, że w grudniu ub.r. zakupy promocyjne w sklepach były droższe średnio o 21,9% niż w analogicznym okresie 2020 roku. Tak stwierdzono po analizie ofert wszystkich działających na rynku dyskontów, hipermarketów, supermarketów, sieci convenience i cash&carry. Wzięto pod uwagę 12 grup towarowych, 45 produktów, 20,5 tys. akcji rabatowych oraz blisko 34 tys. cen eksponowanych w promocjach. Wykazano również, że aż 11 kategorii produktowych zdrożało, a tylko 1 potaniała.ceny w sklepach rosna alkohol

„Wysoka dynamika wzrostu cen promocyjnych wynika z faktu, iż w 2021 roku większość surowców rolnych notowała rekordowe poziomy cenowe. Tak było w przypadku zbóż, roślin oleistych, mleka, wołowiny, drobiu i wielu warzyw. To podniosło ceny detaliczne mąki, mięsa wieprzowego i drobiowego, olejów, margaryn, masła, serów i wielu innych art. W rezultacie możliwości udzielania wysokich rabatów były znacznie mniejsze niż w latach ubiegłych. Dodatkowym utrudnieniem był ogólny wzrost kosztów w łańcuchach produkcji i dystrybucji żywności” – mówi Grzegorz Rykaczewski z Santander Bank Polska.

Natomiast Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy BLIX, informuje, że ceny promocyjne poszły w górę przeszło 2,5-krotnie bardziej niż regularne. Potwierdzają to nasze wewnętrzne dane, ale także te oficjalnie podawane przez GUS. Do tego ekspert wyjaśnia, że sieci handlowe powstrzymywały się przed podwyżkami tak długo, jak tylko mogły, ale w końcu doszły do ściany. Mimo silnej pozycji negocjacyjnej, musiały kupować produkty drożej, bo koszty produkcji znacznie się zwiększyły.

Dlatego ceny rabatowe były wyższe

„Wyższe ceny rabatowe to efekt wzrostu kosztów produkcji i logistyki oraz wysokiej inflacji. Przez cały ubiegły rok obserwowaliśmy, jak te wartości szły w górę, więc kolejny skok w grudniu nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem. Sieci handlowe oraz producenci, organizując promocje, nie mogą sobie przecież pozwolić na stratę rentowności” – komentuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Te produkty podrożały najmocniej

Z zebranych danych wynika, że w grudniu zeszłego roku w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku najmocniej podrożały produkty tłuszczowe – aż o 67,2%. Najbardziej drastyczną podwyżkę odnotował olej. Wyniosła ona 85,4%. Do tego masło poszło w górę o 42,9%. Natomiast margaryna do pieczenia zdrożała o 35,2%.

„Zmieniła się geografia światowego rynku tłuszczowego. Z powodów pogodowych spadła sprzedaż i produkcja światowych liderów rynku oleju, tj. Kanadyjczyków. To zachęciło naszych producentów, którzy mieli relatywnie dobre zbiory, do zażądania wyższych cen, zwłaszcza w sytuacji wzrostu kosztów energii i paliw. Rynek poszybował cenowo, także w ramach promocji, która nie może być już tańsza w tzw. trudnych czasach” – tłumaczy dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W zestawieniu kategorii z największymi podwyżkami 2. miejsce zajęły tzw. inne artykuły. Wzrost wyniósł 41,1%. W tej grupie najmocniej podrożały karmy dla psów i kotów – odpowiednio o 43,9% i 41,3%. Natomiast pieluchy dla niemowląt potaniały o 22,7%. Jak stwierdza dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX, karmy drożeją wraz ze wzrostem kosztów produkcji ich składników. Z kolei spadek cen pieluch ekspert tłumaczy większą konkurencją cenową w związku z wprowadzeniem na rynek nowej marki.

„Rynek karm dla zwierząt rośnie od kilku lat. Wcześniej były możliwe wysokie rabaty. Jednak w sytuacji większych kosztów energii i problemów z importem komponentów, w tym produktów tłuszczowych i mięsnych, konieczne były podwyżki cen promocyjnych. Muszą być one opłacalne, zwłaszcza w dobie inflacji” – zwraca uwagę dr Faliński.

Natomiast 3. pozycję w tym zestawieniu zajmuje mięso, które zdrożało o 25,4%. Cielęcina poszła w górę o 34,8%. Drób podskoczył o 23%, wołowina zdrożała o 21,5%, a wieprzowina – o 5,6%. Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland podkreśla, że w tym segmencie zawsze największe różnice odnotowuje cielęcina jako najdroższe mięso. Wszystkie czynniki mające wpływ na podwyżki cen końcowych, np. rosnące koszty produkcji, są tu najbardziej wyraźne.
„Wzrosty cen mięsa wołowego i drobiowego to połączony efekt niższej podaży oraz wyższego niż przed rokiem popytu w sektorze HoReCa. Istotnym czynnikiem są rosnące koszty żywienia zwierząt, wynikające z wyraźnie wyższych niż przed rokiem cen pasz” – zaznacza Mariusz Dziwulski z PKO Banku Polskiego.

Poza ww. wzrostami aż 5 innych kategorii odnotowało dwucyfrowe podwyżki. Zdrożały takie grupy towarowe, jak nabiał – o 21,8% (m.in. ser żółty – o 26,7%), warzywa – 21,3% (np. ziemniaki – o 44,9%, cebula – o 44,3%), używki – o 19,9% (herbata czarna – o 41,7%), napoje – o 14,1% (woda niegazowana – o 36%), a także owoce – o 11,4% (mandarynki – o 18,6%).

„Zmniejszona produkcja mleka u głównych eksporterów na świecie w 2021 roku przyczyniła się do podwyżek cen wszystkich produktów mleczarskich. Z kolei warzywa były droższe niż rok wcześniej wskutek słabszych zbiorów w kraju. W przypadku ziemniaków spadek produkcji w 2021 wyniósł 10% w relacji rocznej” – podaje Mariusz Dziwulski.

Tylko 3 kategorie odnotowały jednocyfrowe wzrosty, tj. pieczywo o 7,9% (chleb – 7,9%), dodatki spożywcze – o 2,4% (keczup – o 10,2%), a także chemia gospodarcza – 1,2% (płyn do mycia w górę – wzrost o 5%). Dr Łuczak ostrzega, że pieczywo, które jeszcze miesiąc temu miało stosunkowo atrakcyjne ceny w promocji, może wkrótce mocno zdrożeć. W związku ze skokowymi podwyżkami od stycznia br. opłat za gaz oraz prąd istotnie wzrosną koszty prowadzenia piekarni.

„Pieczywo drożeje wraz rosnącymi cenami surowców do produkcji. Do tego dochodzą zwiększone koszty m.in. energii, paliw oraz wynagrodzeń. Przyspieszenie dynamiki cen mąki na koniec 2021 roku, wyższe koszty nośników energii oraz dalsze podwyżki pensji minimalnej spowodują, że tempo wzrostów cen pieczywa prawdopodobnie zwiększy się do ponad 10%” – zapowiada ekspert z PKO Banku Polskiego.

Produkty sypkie w grudniu były tańsze

Jedynie produkty sypkie odnotowały spadek i to symboliczny – 2,2%. Tu najmocniej na minusie jest cukier – 6,9%. Natomiast mąka podrożała o 9,4%. Ekspert z Grupy BLIX uważa, że podatek cukrowy wpłynął na zmniejszenie popytu na słodzone napoje. Producenci cukru, chcąc utrzymać wolumen sprzedaży, oferują atrakcyjne ceny. Sieci handlowe mogły więc zaoferować większe obniżki, żeby bardziej zachęcić do zakupów w okresie świąteczno-noworocznym.
„W tym roku sieci handlowe nadal nie będą dopłacać do promocji. W obecnych warunkach ekonomicznych na ostre promowanie będą mogli sobie pozwolić tylko specjaliści od sprzedaży w największej skali – głównie dyskonty. Zapewne skorzystają ze strategii niskiej ceny promującej i kompensowania sobie obniżek na inne sposoby. To skutecznie stosowane podejście, sprawdzające się także w czasie inflacji” – podsumowuje dr Maria Andrzej Faliński.

Czytaj także: Wino będzie znacznie droższe. Podwyżki nawet o 20 procent

Monday news/fot. pixabay


Autor: Tomasz Racki 23-01-2022 09:42:08

Andrzej Gantner: Szczyt cen żywności dopiero przed nami

„Najgorsze zobaczymy za chwilę, ponieważ do tej pory widzieliśmy głównie inflację handlową” – powiedział Andrzej Gantner, wiceprezes PFPŻ.

Obok cen energii, kosztów użytkowania mieszkania i paliw to właśnie żywność jest jednym z kół zamachowych rozpędzającej się inflacji. Rosną bowiem koszty wytworzenia produktów, opakowań, surowców i półproduktów. Dodatkowo przerwane globalne łańcuchy dostaw powodują, że są też problemy z dostępnością niektórych produktów. Zdaniem Andrzeja Gantnera z Polskiej Federacji Producentów Żywności szczyt podwyżek jest jeszcze przed nami. Rozwiązaniem problemu nie będzie ani zniesienie VAT-u na podstawowe produkty, ani wprowadzenie cen regulowanych.

Ceny żywności szybko rosną

„Ceny żywności rosną szybko, ponieważ bardzo szybko rosną koszty jej wytworzenia, przede wszystkim energii, niektórych surowców, dodatkowo mamy bardzo duży wzrost kosztów pracy. Mamy jeszcze podatki wpływające na wzrost cen, chociażby podatek handlowy czy cukrowy, który bardzo gwałtownie podniósł ceny napojów” – mówi  Andrzej Gantner, dyrektor generalny i wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności. „Zasadniczo podwyżki kosztów produkcji producenci często starają się wkładać we własne koszty i wtedy ceny nie rosną. Natomiast tak wielkich podwyżek przy niskiej marżowości, jaką charakteryzuje się produkcja żywności, w żaden sposób nie można już zamortyzować własnymi kosztami i trzeba przekładać na ceny produktów żywnościowych.”inflacja anlitycy podwyzki

Wszechobecna drożyzna

Jak wskazują dane GUS, w grudniu 2021 roku ceny żywności i napojów bezalkoholowych były wyższe niż rok wcześniej o 8,6 proc. Jest to jednak średnia; za niektóre produkty trzeba płacić po kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt procent więcej niż w grudniu 2020 roku. Przykładowo mięso drobiowe zdrożało o 30,1 proc., wołowe o 19 proc., cukier o 22 proc., tłuszcze roślinne o 24,5 proc., a zwierzęce o 18,6 proc.

Dwucyfrowo wzrosły także ceny innych podstawowych produktów, takich jak pieczywo (14,3 proc.), jaja (11,5) czy warzywa (11,6). Po dotychczasowych odczytach widać, że żywność i napoje bezalkoholowe drożeją w coraz szybszym tempie. W marcu 2021 roku artykuły spożywcze (bez alkoholi) drożały o 0,5 proc., w listopadzie już o 6,4 proc., a w grudniu o 8,6 proc. Całoroczna inflacja w tej kategorii wyniosła 5,1 proc.

Gantner: Najgorsze przed nami

„Najgorsze zobaczymy za chwilę, ponieważ do tej pory widzieliśmy głównie inflację handlową. Ceny rosły z powodu podejścia handlu, który zresztą też ma zwiększone koszty. Natomiast z dużym prawdopodobieństwem w I kwartale tego roku zobaczymy już efekt podwyżek producenckich” – przekonuje dyrektor generalny i wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności. „Raczej będziemy mówili o dwucyfrowych wzrostach niż jednocyfrowych” – dodaje.

Trudna sytuacja na zagranicznych rynkach

Na rosnące koszty produkcji nakłada się również sytuacja na rynkach światowych, niedobór niektórych surowców oraz przerwanie łańcuchów dostaw środków do produkcji żywności. Swój udział w ostatecznych cenach ma też koszt surowców rolnych, podbijany przez kataklizmy spowodowane zmianami klimatycznymi. Na przykład cena kontraktów na kawę w ciągu ostatniego roku się podwoiła. Tymczasem detaliczna cena kawy w polskich sklepach w listopadzie była wyższa tylko o 0,8 proc. niż 12 miesięcy wcześniej, a w okresie styczeń–listopad jedynie o 0,2 proc. To może oznaczać, że szczyt podwyżek tego produktu dopiero nadejdzie.

„Obawiam się, że nawet zejście z 5-proc. VAT-u na niektóre produkty żywnościowe do zera nie spowoduje, że nagle zobaczymy obniżki cen żywności na półkach” – ocenia Andrzej Gantner.

Inflacja utrudnia rządowe działania

Rząd stara się powstrzymać wzrost cen administracyjnie, rezygnując z akcyzy na surowce energetyczne czy VAT-u na podstawowe produkty spożywcze i redystrybuując pieniądze do najuboższych (Tarcza Antyinflacyjna i Tarcza Antyinflacyjna 2.0). Jednak zdaniem ekonomistów przy tak wysokiej inflacji, z jaką mamy do czynienia, ruch ten nie wpłynie znacząco na wyhamowanie wzrostu cen, o ich obniżeniu nie wspominając.

„Ideologicznie rezygnacja z poboru VAT-u na żywność jest bardzo dobra, ponieważ przy tym, jak mocno inflacja uderza w kieszenie Polaków, szczególnie tych najgorzej sytuowanych, pobieranie jeszcze dodatkowego podatku wydaje się wręcz niemoralne: – ocenia wiceprezes PFPŻ. „Problem tylko polega na tym, że gdybyśmy mieli inflację na poziomie 1–2 proc., to zejście z 5 proc. do zera faktycznie moglibyśmy zauważyć w swoich kieszeniach, szczególnie że mówimy tu o produktach z koszyka podstawowego. Natomiast w sytuacji tak potężnej inflacji ten ruch z podatkiem VAT właściwie pozostanie niezauważony przez konsumentów i nie powstrzyma dalszego wzrostu cen” – dodaje.

Kolejnym pomysłem, o którym politycy zaczęli głośno mówić, jest wprowadzenie cen maksymalnych na najważniejsze produkty spożywcze, tak żeby urzędowo ograniczyć możliwość ich podniesienia ponad wyznaczony poziom. Osoby pamiętające jednak lata 70. i 80. przypominają, że skutkiem sztucznego utrzymywania niskich cen produktów jest brak tych produktów w sklepach i ich reglamentacja. Na taki ruch w przypadku sześciu podstawowych produktów zdecydowały się już Węgry.

„To byłby koniec wolnego rynku w Polsce i powrót do gospodarki, którą mieliśmy za czasów socjalistycznych. Poza tym ktoś to musi wytworzyć, więc jeżeli cena będzie za niska, to przedsiębiorcy przestaną wytwarzać te produkty, bo nie będą w stanie pokryć swoich kosztów. To oznacza, że tych produktów za chwilę zacznie brakować” – wskazuje Andrzej Gantner. „Za czasów socjalizmu wszyscy w którymś momencie dostaliśmy kartki, które nam pozwalały kupić tylko określoną liczbę tych produktów, nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek o zdrowych zmysłach chciał wrócić do tego modelu. Szczególnie że ten model kompletnie zbankrutował” dodaje.

Czytaj także: Od 1. lutego VAT na żywność będzie zerowy. Jest nieoficjalna zgoda KE

Newseria/fot. Pixabay/newseria

 

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.