PILNE!

Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro

Wiadomości / Świat / Mieszkańcy wsi pod Charkowem: spadały na nas rakiety, bomby i granaty

Mieszkańcy wsi pod Charkowem: spadały na nas rakiety, bomby i granaty

Autor: Magdalena Podgórska 2022-06-08 08:04:00
Mieszkańcy wsi

Wieś Mała Rohań była celem rosyjskiego ataku już pierwszego dnia wojny. Mieszkańcy wsi przeżyli straszne chwile rosyjskich bombardowań.

Wieś leży kilka kilometrów od Charkowa, od granicy z Rosją dzieli ją zaś kilkanaście kilometrów. Na miejsce dotarła reporterka PAP. "Spadało na nas chyba wszystko, co mogło spaść. Bomby, rakiety, granaty. Ciężko tu żyć" – mówi jeden z ocalałych mieszkańców, Wasyl.

Mieszkańcy wsi: taki ruski mir

Jego zniszczony po ostrzałach dom stoi na końcu wioski. Na podwórku widać samochody ze śladami po pociskach, a kilkanaście metrów dalej rozbity rosyjski czołg. Tuż przy czołgu dwie mogiły.

„U nas tutaj jest wojna, taki ruski mir” – podkreśla Wasyl

Rosjanie stacjonowali tuż przy jego domu. „Rozmieścili przed naszą wioską czołgi, a 24 lutego wjechali” – relacjonuje mężczyzna.

„Schroniliśmy się z rodziną w piwnicy i tak w niej siedzieliśmy dopóki nie przestali strzelać. Chcieliśmy siedzieć tam dalej, bo strach było wychodzić, ale woda podeszła do piwnicy i nie dało się tam już dłużej zostać” – wyjaśnia.

Teraz z córką wyjeżdża nocować do Charkowa. Boi się zostawać na noc. Co gorsza czuje, że Rosjanie lada moment znów mogą zaatakować wieś. Tym bardziej, że od kilku dni nie ustają ataki na rejon Charkowa. Rosjanie starają się odbudować swoje pozycje, codziennie bombardowane i ostrzeliwane są otaczające miasto wioski i dzielnice. Ukraińska armia na nowo umacnia obronę i buduje nowe umocnienia.

Mieszkańcy wsi wspominają bombardowania

„Strasznie było, gdy nad nami latały rakiety, bomby, samoloty” – opowiada zaś Lida, starsza kobieta, która także chroniła się w piwnicy swojego domu. Nie udało jej się wyjechać. Rosjanie okrążyli wszystkie drogi wyjazdowe. Na szczęście, co podkreśla, jej syn zdołał wywieźć wnuka do sąsiedniej wsi.

„Wszyscy młodzi, którzy mieli samochody zabierali maleńkie dzieci i mimo ostrzałów, starali się stąd uciec, ale my, starsi zostaliśmy i przez cały ostrzał siedzieliśmy w piwnicy” – dodaje.
Na długo przez pierwszym wystrzałem kobieta słyszała, że zbliża się wojna. „Biden o tym mówił, ale nikt z nas tutaj w to nie wierzył, nawet mój mąż, ale ja przeczuwałam, że jednak będzie” – przyznaje.

Ukraińcy wierzyli w pokój

„Mąż mówił, że Putin na pewno na nas nie napadnie i wciąż uspokajał, że żadnej wojny nie będzie - podkreśla. - A gdy to wszystko się zaczęło, już nic nie czułam, tylko strach. I do tej pory ten strach nie ustaje, bo jesteśmy zostawieni sami sobie. Nie wiemy, co teraz będzie, kiedy i skąd może coś na nas nadlecieć. Cały czas są ostrzały, oni cały czas nie odpuszczają” – dodaje.

Hala, przyjaciółka Lidy, nadal nie może uwierzyć, że dożyła kolejnej wojny. Wspomina, że na tych terenach Ukraińcy i Rosjanie żyli obok siebie, jak dwa bratnie narody, a Ukraina wiele razy wykarmiła Rosję.

„I żeby teraz Putin na nas napadał, to niewyobrażalne. Nie spodziewałam się tego. To nie tak powinno być” – podkreśla Hala. „My nie chcemy się bić, my chcemy pokoju” – dodaje.

Czytaj także: Nawet ruskie miny przeciwczołgowe nie zabiją ukraińskich rolników

PAP/fot. pixabay