Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Świat Rolnika 22-05-2015 01:00:00

Wielka ubojnia, wielki problem

Wielka ubojnia, wielki problem

Zastój panujący w produkcji trzody chlewnej w Polsce prowadzi do braku żywca na rynku. W okresie niepewności i stagnacji w naszym kraju pojawił się duży gracz rynkowy, firma Pini Bresaola z Włoch. Jedna z największych ubojni i...

Zastój panujący w produkcji trzody chlewnej w Polsce prowadzi do braku żywca na rynku. W okresie niepewności i stagnacji w naszym kraju pojawił się duży gracz rynkowy, firma Pini Bresaola z Włoch. Jedna z największych ubojni i rozbieralni tusz wieprzowych w Europie założyła w naszym kraju firmę Pini Polonia Sp. z o.o. i zbudowała w tempie błyskawicznym potężny zakład o powierzchni 28 tys. m2, w którym obecnie bije się 12 tys. sztuk świń na dobę. Wartość inwestycji przekroczyła 130 mln zł.

Zatrudnienie w zakładzie od 2011 znalazło 800 osób, a po uruchomieniu następnej linii produkcyjnej na dwie zmiany wzrośnie do 1500. Ponadto już w marcu 2015 r. w kutnowskiej strefie ekonomicznej rozpocznie produkcję zakład przetwórstwa mięsnego Pini Polonia Uno. W nowym zakładzie pracować będzie od 200 do 300 osób. Zakład będzie produkował mięso wędzone.  

- Firma rozpoczęła pracę 19 kwietnia 2010 roku i rozwija się bardzo dynamicznie - mówi Piero Pini, prezes firmy. - Dzisiaj posiadamy umowy z kilkuset mniejszymi i większymi producentami trzody chlewnej w Polsce. Obecnie nasz ubój wynosi 12 tys. sztuk na dobę, a docelowo planujemy osiągnąć 18 tys. sztuk na dobę - dodaje.

Intensywna produkcja to jedna sprawa, a dbałość o zachowanie norm czystości środowiska naturalnego to druga, aczkolwiek to podstawowe wymagania dla tego typu zakładu.

- Zapewniam, że wszystko jest zgodne z normami prawa. Niestety, nie możemy informować o rozwiązaniach technologicznych, ponieważ jest to naszą tajemnicą, ale wszystkie normy zostają zachowane - wyjaśnia właściciel Pini. - Wokół zakładu na Węgrzech (Hungary Meat), który już funkcjonuje kilka lat, nie ma żadnych uciążliwości zapachowych i ludzie mają swoje domy w bezpośredniej okolicy zakładu - dodaje Pini.

Hodowcy trzody chlewnej z okolic Kutna nie są jednak zbyt optymistycznie nastawieni do powstałej wielkiej ubojni. Tomasz Sołtyszewski, prowadzący hodowlę zarodową świń w gminie Bedlno uważa, że taka ubojnia jest zagrożeniem.

- Dużym zagrożeniem jest powstanie takiego giganta, bijącego tysiące sztuk świń dziennie dla okolicznych mniejszych ubojni. Drobne ubojnie lokalne, do których sprzedaję tuczniki już zamykają produkcję. Po zniknięciu takich ubojni potentaci narzucają swoje czasami bardzo niekorzystne dla hodowców ceny. Poza tym tucz kontraktowy produkowany w tych bardzo dużych ubojniach jest eksportowany na wschód, a nam zostają odpady po uboju oraz skażenie środowiska wokół takich zakładów - mówi Sołtyszewski. - Teraz ubojnia w Kutnie związała kontraktami terminowymi hodowców jednak przy ciągłych wahaniach cen na rynku, gdyby producenci chcieli zmienić odbiorcę nie mają możliwości sprzedaży tucznika do innych ubojni. Te małe lokalne ubojnie zapewniały stabilność cen i harmonijny rozwój hodowli trzody w Polsce - dodaje.
 
Jan Król, który prowadzi hodowlę zarodową w gminie Wartkowice uważa, że dla takich hodowców jak on wejście na rynek mięsny tak dużej ubojni nie wiele zmieni.

- Ja sprzedaję tuczniki do pobliskiego zakładu mięsnego, który dobrze płaci oraz ma renomę w woj. łódzkim jako producent świetnych wiejskich wyrobów mięsnych. Dla takich ubojni i przetwórni mięsa wejście Pini na rynek nic nie zmieni, bo hodowcy przywiązani do takiego lokalnego zakładu nie sprzedają trzody do ubojni w Kutnie.

Piotr Włodarczyk, hodowca z Zelgoszczy pod Strykowem, twierdzi, że Pini wywozi za granicę dużą część wyprodukowanego mięsa.

- Sądzę, że ubojnia w Kutnie wywozi towar na Ukrainę i do Rosji, więc tego mięsa w naszym kraju nie ujrzymy, a także zysków ze sprzedaży, które zostaną przetransferowane za granicę - podkreśla hodowca.

Dariusz Bolonek, który zajmuje się skupem trzody chlewnej w miejscowości Tążewy w gminie Pabianice, obawia się bardziej negatywnego wpływu powstania potężnej ubojni w Kutnie na lokalne ubojnie o średniej wielkości.

- Najbardziej ucierpiały lokalne ubojnie, mające przerób do 1000 sztuk trzody dziennie. Najmniejsze zakłady nie były i nie są zbytnio poszkodowane ponieważ taki kolos jak Pini nie interesuje się najmniejszymi ubojniami, które znajdą na rynku odpowiednie nieduże ilości, które zapewnią im działanie. Ja nie sprzedaję żywca do ubojni w Kutnie, ale od właścicieli większych zakładów wiem, że często ma miejsce brak żywca na rynku lokalnym w woj. łódzkim - opowiada Bolonek.

Zdzisław Korolewski, pośrednik zajmujący się skupem i sprzedażą bydła mięsnego i tuczników ze Złotnik w gminie Dalików uważa, że dla niego skutki działania ubojni w Kutnie są korzystne.

- Krótkoterminowe skutki działania ubojni w Kutnie dla mnie są korzystne ponieważ, po pierwsze rośnie cena tucznika fermówki oraz z mniejszych gospodarstw wiejskich, ale także podejście odbiorców mojego towaru znacznie się zmieniło. Chętniej kupują i mniej jest wybrzydzania na jakość sprzedawanych sztuk. Jednak efekty długoterminowe oddziaływania ubojni z Kutna po paru latach działania nie są korzystne, szczególnie dla średnich ubojni i masarni lokalnych, które dużo tracą ponieważ nie wytrzymują wyścigu cen z tym zakładem. Duże zakłady mięsne sprowadzają w miarę potrzeby towar z zagranicy - dodaje.

Jak widać, zdania uczestników różnych segmentów rynku mięsnego w woj. Łódzkim co do wpływu jaki wywiera działalność tak dużej firmy jak Pini Polonia Sp. z o.o. na produkcję trzody chlewnej w Polsce są rozbieżne. Jedno jest pewne – działalność tak dużej ubojni zmieniła nie do poznania w ciągu ostatnich trzech lat nasz rynek mięsny.

Tekst i zdjęcie: Tomasz Kodłubański

 



Autor: Polska Agencja Prasowa 28-01-2022 19:30:35

e-petrol.pl: Ceny paliw wysokie, ale ma się to zmienić od 1 lutego

Eksperci e-petrol.pl informują, że ceny paliw są jeszcze wysokie, jednak od 1 lutego zaczną obwiązywać niższe stawki VAT na paliwa i tankowanie będzie tańsze.

Zdaniem ekspertów nie będzie jednak takich obniżek, jak się spodziewano. "Coraz droższa ropa naftowa powoduje, że na stacjach benzynowych w Polsce znowu widzimy podwyżki. Te zmiany nie powinny jednak budzić dużych obaw u kierowców, bo już w przyszłym tygodniu zaczną obwiązywać niższe stawki VAT na paliwa, dzięki którym tankowanie od wtorku będzie wyraźnie tańsze" – poinformował w piątkowym komunikacie e-petrol.pl.

Ceny paliw wyższe niż zakładano

Analitycy portalu prognozują, że na początku lutego zapłacimy 5,17-5,29 zł za litr benzyny 95-oktanowej, 5,29-5,41 zł za litr diesla oraz 2,69-2,76 zł za litr autogazu. Zwracają jednak uwagę, że prognozy sprzed kilku tygodni, wskazujące na to, że dzięki obniżce VAT cena paliw na stacjach może spaść poniżej 5 zł za litr, były zbyt optymistyczne.

"Na drodze do wyraźnie tańszego tankowania pojawił się wzrost cen na giełdach naftowych, gdzie w ostatnich dniach notowania ropy Brent przekroczyły poziom 90 dolarów za baryłkę" – stwierdzili w swoim komentarzu.

e-petrol.pl przypomniał, że w mijającym tygodniu w oficjalnych cennikach krajowych producentów paliw dominowały podwyżki, które były napędzane wzrostem cen ropy naftowej i postępującym osłabieniem złotówki w relacji do amerykańskiego dolara.

"Dzisiaj średnia cena 95-oktanowej benzyny w rafineriach wynosi 4755,40 zł/metr sześc. i jest o 119 zł wyższa niż w ubiegły piątek. W przypadku oleju napędowego skala zwyżki na przestrzeni tygodnia jest nieco mniejsza i wynosi niecałe 95 zł, a metr sześcienny diesla jest dzisiaj w hurcie wyceniany średnio na 4938,80 zł" – wymienił e-petrol.pl.

Portal zaznaczył jednak, że co prawda paliwo na stacjach wyraźnie drożeje, ale niedługo będzie taniej.

"Końcówka stycznia przyniosła zauważalne podwyżki cen na stacjach. Aż o 10 groszy w górę poszła cena oleju napędowego i litr tego paliwa w detalu kosztuje średnio 5,89 zł. Niewiele mniej, bo o 9 gr podrożała 95-oktanowa benzyna i średnia ogólnopolska cena tego paliwa to w tym tygodniu 5,83 zł/l" – przypomnieli analitycy.

Dodali, że z tej zwyżkowej tendencji wyłamał się jedynie autogaz, który po dwugroszowej obniżce kosztuje 3,09 zł/l.

"Operatorzy rynku detalicznego podnieśli ceny, ratując swoje marże, które w ostatnim czasie utrzymywały się na niskim poziomie. Taką decyzję ułatwiła im z pewnością oczekiwana obniżka stawki VAT na paliwa z 23 proc. na 8 proc., która wejdzie w życie od 1 lutego" – zauważył portal.

Ceny paliw zależne od sytuacji na Wschodzie

Zdaniem ekspertów, ceny paliw 02dzięki obniżce podatku w przyszłym tygodniu ceny paliw na stacjach wyraźnie spadną, więc kierowcom łatwiej będzie pogodzić się z ostatnimi korektami w górę.

Według e-petrol.pl cena ropy zbliża się do poziomów, które nie były osiągane przez ostatnie lata – a wszystko za sprawą obaw o stabilność sytuacji w Europie Wschodniej oraz na Bliskim Wschodzie.

"Rosyjskie wojska koncentrujące się przy wschodniej granicy Ukrainy oraz pociski balistyczne jemeńskich Huti uderzające w terytorium Zjednoczonych Emiratów Arabskich można obciążyć częścią winy za “premię ryzyka” i niepokoje o napływ ropy na rynki światowe" – wyjaśnili analitycy portalu.

Zwrócili uwagę, że OPEC+ zwiększa produkcję w dotychczas zaplanowanym tempie 400 tys. baryłek dziennie, które jest zbyt wolne.

"Nawet wysoka ilość zachorowań na nowy wariant COVID-19 nie stanowi przeciwwagi dla “czynników prowzrostowych”, bowiem nigdzie nie dochodzi do drastycznych ograniczeń w działalności gospodarczej" – stwierdzili eksperci z e-petrol.pl.

Według nich, jeśli chodzi o przepływ ropy, skala zagrożenia dla Europy w razie ewentualnej akcji zbrojnej Rosji na Ukrainie jest trudna do oszacowania. Ich zdaniem pewnym optymizmem mogą napawać słowa Paula Sheldona z S&P Global Platts Analytics. "Jego zdaniem Rosja nie odetnie zasadniczych dostaw energii do Europy, m.in. świadoma, że taki ruch może zbliżyć Stany Zjednoczone i Europę, a także zwiększyć dywersyfikację zaopatrzenia Starego Kontynentu w surowce, co eliminowałoby częściowo jej przychody z eksportu" – stwierdził e-petrol.pl.

Czytaj też: Ceny paliw od grudnia do połowy stycznia spadły o blisko 20 gr

PAP/fot.pixabay

 


Autor: Polska Agencja Prasowa 28-01-2022 15:33:21

Kobieta wpadła do studni i prawie się utopiła. Uratowali ją strażacy

W czwartek wieczorem jedna z mieszkanek Bełżyc (województwo lubelskie) wpadła do studni. Z przydomowej 12-metrowej studni uratowali ją strażacy.

Na miejsce wezwano straż pożarną z Bełżyc i Specjalistyczną Grupę Ratownictwa Wysokościowego z Lublina. Kobieta została wyciągnięta i przewieziona do szpitala. Cała akcja była bardzo trudna, a mieszkanka Bełżyc miała ogromne szczęście, że się nie utopiła. Obecnie policja wyjaśnia okoliczności i przyczyny zdarzenia.

Kobieta wpadła do studni

,,Do zdarzenia doszło przed godziną 18, kiedy Wpadla do studni Belzyce 02otrzymaliśmy zgłoszenie, że na jednej z posesji w Bełżycach przy ulicy Lubelskiej 54-letnia kobieta wpadła do studni" – powiedział Andrzej Szacoń, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie.

Dodał, że "studnia miała 12 metrów i była bardzo wąska, a cała akcja była bardzo trudna".

,,Kobieta miała dużo szczęścia, że się w tej studni nie utopiła. Gdyby wpadła głową, to nie miałaby szansy się obrócić. Na szczęście wpadła nogami w dół i w wodzie była zanurzona do ramion" - powiedział.

Na miejsce skierowano straż pożarną z Bełżyc, Specjalistyczną Grupę Ratownictwa Wysokościowego, pogotowie i policję.

,,Jednak zanim grupa wysokościowa dojechała, to strażacy z Bełżyc przy użyciu technik wysokościowych ewakuowali kobietę ze studni i przekazali ją ratownikom medycznym. Kobieta była przytomna i bardzo wychłodzona" – przekazał.

Szacoń podkreślił, że każda z jednostek straży pożarnej w całej Polsce realizuje ratownictwo wysokościowe w stopniu podstawowym, czyli posiada podstawowy z tego zakresu sprzęt i ludzi.

,,To dzisiejsze zdarzenie pokazuje, że ten zakres podstawowy sprawdził się i dobrze, bo dzięki temu akcję przeprowadzono szybciej" – podsumował.

Obecnie policja wyjaśnia okoliczności i przyczyny zdarzenia.

Czytaj też: Martwy noworodek w studni! Makabryczne odkrycie na wsi! To dziecko Ukrainki z pobliskiego gospodarstwa?

PAP/fot.KMPSP Lublin


Autor: Polska Agencja Prasowa 28-01-2022 12:30:00

Kukiz deklaruje: Nie poprę ustawy o tzw. weryfikacji szczepień pracowników

Paweł Kukiz powiedział, że nie poprze projektu nowej ustawy covidowej wniesionej przez PiS. Nie będę głosował i na to PiS jest przygotowane – oznajmił polityk.

W czwartek późnym wieczorem grupa posłów PiS wniosła do Sejmu projekt nowej ustawy covidowej, który zakłada m.in. wprowadzenie rozwiązań umożliwiających pracownikom nieodpłatne testowanie w kierunku SARS-CoV-2, a także żądanie przez pracodawców informacji o negatywnym wyniku takiego testu.

Kukiz swoją deklaracją przysporzy problemów partii rządzącej

Kukiz był pytany w programie "Sedno Sprawy" w Radiu Plus, czy poprze projekt nowej ustawy covidowej. "Nie, ja już mówiłem od dawna, że generalnie za tymi ustawami szczepionkowymi nie będę głosował i na to PiS jest już od dawna przygotowane" – powiedział.

Zaznaczył, że generalnie na całym świecie jest "chaos i działanie po omacku", jeśli chodzi o przepisy dotyczące walki z pandemią.

Polityk krytycznie wypowiadał się też na temat zapisów projektu PiS dotyczących odszkodowań za zakażenie się w miejscu pracy koronawirkukiz2 28.01usem. "Nawet szkoda czasu na dyskusję, ja nie zagłosuję za taką ustawą" – zadeklarował Kukiz.

Kontrowersyjny projekt ustawy PiS

W myśl projektu PiS, pracodawcy będą mogli żądać od pracowników oraz osób wykonujących na ich rzecz pracę na podstawie umów cywilnoprawnych podawania informacji o posiadaniu negatywnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2. "Konieczność wprowadzenia takich rozwiązań jest podyktowana potrzebą upowszechnienia wykonywania testów diagnostycznych, będących skutecznym narzędziem służącym zapobieganiu rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2" – wskazano w uzasadnieniu.

Projekt zakłada ponadto, że pracownik, który nie poddał się testowi diagnostycznemu, nadal będzie świadczył u pracodawcy pracę na dotychczasowych zasadach. Nie będzie z tego względu delegowany do wykonywania pracy poza stałe miejsce pracy bądź wykonywania pracy innego rodzaju, jednak w przewidzianych w projekcie ustawy sytuacjach będzie mógł zostać zobowiązany do zapłaty świadczenia odszkodowawczego z tytułu zakażenia wirusem SARS-CoV-2.

Zgodnie z informacjami dostępnymi na stronie sejmowej, projekt został skierowany do pierwszego czytania w komisji zdrowia.

Czytaj także: Będzie dobrowolny ZUS? Kukiz: Rozmawiałem wstępnie z prezesem PiS

źródła:PAP/fot.twitterwprost,tvpparlament

 

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.