Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Ewa Zajączkowska-Hernik 17-05-2019 15:44:14

W procedowaniu ustawy „odorowej” dziwi pośpiech, który może prowadzić do naruszenia prawa

W procedowaniu ustawy „odorowej” dziwi pośpiech, który może prowadzić do naruszenia prawa

Rozmowa z dr. Grzegorzem Chocianem, specjalistą w zakresie ekologii. (Dr Grzegorz Chocian, Prezes Zarządu i wspólnik EKOTON sp. z o.o., od 21 lat specjalizujący się w ochronie środowiska na rzecz rozwoju inwestycji infrastrukturalnych i rolnictwa. Współautor kilkuset analiz środowiskowych, w również dla ferm hodowlanych. W latach 2010‒2012 ekspert kluczowy ds. ochrony środowiska, zaakceptowany przez Bank Światowy. Prezes Fundacji Konstruktywnej Ekologii Ecoprobono, powołanej m.in. dla ograniczenia zjawisk nieuzasadnionego blokowania inwestycji).

 

Skąd Pana zdaniem akurat teraz w rządzie Prawa i Sprawiedliwości istnieje tak silne nastawienie, by uregulować kwestie zapachów na wsi?

 

Należałoby się zastanowić, dlaczego dopiero teraz, skoro problem trwa nie lata, tylko dziesięciolecia. Raczej dziwi pośpiech i procedowanie sprawy w trybie „na wczoraj”, bez logicznego vacatio legis i w efekcie w sposób mogący poważnie naruszać prawa nabyte.

 

Wśród rolników pojawiają się opinie, że ustawa odorowa to uderzenie w środowisko producentów rolnych. Czy Pana zdaniem obawy rolników są słuszne, czy może jednak doszło do złej interpretacji zapisów projektu ustawy?

 

Nie chcę się zajmować polityką. Założenie, by sprawę wreszcie uregulować, jest usprawiedliwione, ponieważ obecny stan jest całkowicie anachroniczny i nie służy nikomu w Polsce. Skłóceni są wszyscy: hodowcy, mieszkańcy, pracownicy urzędów, politycy, media. Zadowoleni są tylko eksporterzy mięsa i innych produktów z, konkurujący z polskimi hodowcami za granicą, czyli korzysta tylko zagraniczna konkurencja. Dlatego inicjatywę Ministerstwa Środowiska, by uregulować obszar niekończących się sporów, oceniam pozytywnie. Niestety projekt ustawy to przykład dobrych chęci, którymi zgodnie z polskim porzekadłem wiadomo co jest wybrukowane. Odnoszę nieodparte wrażenie, że projekt przygotowały osoby, które nie uczestniczą lub rzadko uczestniczą w procedurze oceny oddziaływania przedsięwzięć na środowisko. Im dłużej ją czytam, tym bardziej zastanawiam się, czy ktoś źle życzy ministrowi i hodowcom.

 

Głównym uderzeniem według części rolników ma być określenie minimalnej odległości gospodarstw rolnych od zabudowań mieszkalnych, użyteczności publicznej, szpitali, gospodarstw agroturystycznych, granic uzdrowisk i obszarów ochrony uzdrowiskowej, parków narodowych i ich otulin. Minimalna odległość ma obowiązywać, gdy DJP w danym gospodarstwie przekroczy liczbę 210. Czy to nie zablokuje polskich gospodarstw i nie doprowadzi do jeszcze większego rozdrobnienia rolnictwa?

 

Obawy rolników są częściowo uzasadnione, gdyż samo uregulowanie odległości nie jest uderzeniem w hodowców. Stabilność i jasność zasad zawsze pomaga. W wielu krajach wprowadza się normy odległości, aby ograniczać negatywne skutki oddziaływania odorów na mieszkańców, przy czym w tych krajach obowiązują odpowiedniki miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. W Polsce znowu proponuje się protezę rozwiązania, która nadal będzie uwierać. Ustawą uderza się tylko w hodowców, proponuje się ograniczenia dla inwestora, a brak ograniczeń dla osób zamierzających usytuować swój dom w sąsiedztwie istniejącego lub planowanego miejsca chowu lub hodowli zwierząt. I w tym sensie rolnicy mają słuszne obawy. Taki stan na pewno sparaliżuje dalszy rozwój gospodarstw i będzie rodził pokusę tak zwanego dzielenia przedsięwzięć na członków rodziny i sąsiadów, aby nie przekraczać 210 DJP. To oznacza, że ustawa wprowadzi kolejny stan fikcji. Nie zmniejszy uciążliwości zapachowych, nie odsunie obiektów hodowlanych od zabudowy znacząco bardziej niż w o robi to już istniejące prawo i wynikające z obowiązkowych obliczeń planowane emisje. Nie rozwiąże kluczowego problemu niekończących się kłótni i blokowania inwestycji, co jest, jak stwierdza się w uzasadnieniu, powodem przedkładania projektu ustawy.

 

Rolnicy stawiają tezę, że ustawa uderzy nie tylko w największych producentów rolnych, alerównież w gospodarstwa rodzinne. Jak to będzie funkcjonowało, gdy w obrębie 500 m od domu, budynku użyteczności publicznej etc. będzie kilku gospodarzy, których suma DJP przekroczy 210?

 

I niestety ich obawy są uzasadnione. Jeśli na gruncie obowiązujących dotychczas ustaw skumulowane przedsięwzięcia kilku rolników swymi oddziaływaniami nie wykroczą poza granice nieruchomości tych hodowców, formalnie nie ma podstaw do protestów, nawet przy mniejszej odległości niż 210 m. Ale po wejściu tej ustawy będą, ponieważ nie będzie miało znaczenia, czy przekraczane są normy emisyjne wynikające z pomiaru kumulowania się oddziaływań, czy nie. Mówi o tym art. 2 ust. 3 punkt b projektu ustawy (wersja z 28 marca 2019). Będzie tak się działo niezależnie od tzw. róży wiatrów, ważnej dla oceny rozprzestrzeniania się zanieczyszczeń. Będzie to rodziło kolejne konflikty, bowiem pojawią się skargi jednego hodowcy na drugiego. Obecnie normami emisyjnymi są objęte emisje np. amoniaku czy siarkowodoru. Można, a nawet trzeba przedstawić graficznie rozprzestrzenianie się zanieczyszczeń do powietrza. Można udowodnić, że wszystko jest zgodne z normą, ale przecież w tej ustawie nie o to chodzi. Chodzi o subiektywne odczuwanie odorów i skłonność do konfliktów sąsiedzkich. Niestety inwestor zawsze na tym źle wychodzi. Najlepiej wychodzi importer np. mięsa z zagranicy. W tym kontekście w stosunku do nowych przedsięwzięć powinna być wprowadzona jakaś prosta, zrozumiała dla każdego norma.

 

Część rolników sugeruje, że lepszym rozwiązaniem byłoby ograniczenie powstawania nowych przedsięwzięć rolnych do 500 m, ale od zwartej zabudowy wiejskiej w myśl prawa budowlanego, zaś od pozostałych zabudowań ograniczenie tej minimalnej odległości np. do 250 m. Czy według Pana taki kompromis jest możliwy?

 

Tu chcę stanąć w obronie mieszkańców. Taki kompromis jest bardzo zły i nie da się go obronić na gruncie innych praw. z Zastanówmy się, czy mieszkaniec domu na kolonii ma mniejsze prawa niż mieszkaniec domu w zwartej zabudowie? Każdy z nas ma takie same prawa. Ale skoro tak, to dotyczy to też praw inwestora, często również mieszkańca tej samej gminy, który nie może być traktowany gorzej od swego sąsiada, tylko dlatego, że ma chęć rozwoju przedsięwzięcia. Otóż prawo musi być symetryczne dla każdego, a nie dla wybranych. Skoro inwestor musi odsunąć się o np. o 500 m od najbliższej zabudowy, to wójt czy burmistrz nie powinien mieć prawa wydawania warunków zabudowy dla domów mieszkalnych i budynków użyteczności publicznej w odległości mniejszej niż 500 m od istniejącej lub zaplanowanej inwestycji, dla której wydano decyzję środowiskową. To takie proste i logiczne. Tylko że nowa ustawa powinna przewidywać taki zapis, a nie przewiduje. To narusza prawa mieszkańców będących hodowcami.

 

Czy ustawa odorowa, Pana zdaniem chroni małych przed „nieuczciwą konkurencją z dużymi przedsiębiorstwami rolnymi”, a dużym zapewnia „stabilność inwestycyjną”, jak twierdzi Ministerstwo Środowiska?

 

Wręcz przeciwnie, wykończy małych hodowców, ponieważ jest niesprawiedliwa, niesymetryczna, gangsterska. Choćby z uwagi na zachowanie nierówności stron w postępowaniu administracyjnym i brak vacatio legis, również brak poszanowania dla procedur będących w toku. Wielkich hodowców i przedstawicieli dużych kapitałów zagranicznych stać na powtórzenie procedury i zakup nieruchomości w innym miejscu. Gospodarstw rodzinnych, nawet tych średnich, nie stać. Przecież to ich zakłady pracy. Dlaczego mają być skazani na emigrację, gdy mają w pobliżu „ojcowiznę”, na którą po wielu latach ciężkich debat i dokumentowania już uzyskali decyzję środowiskową lub jej zdobycie jest blokowane kolejnymi niedorzecznymi wymogami.

 

Czy ci rolnicy, którzy zakupili grunty i mają pozytywne decyzje środowiskowe, ale jeszcze nie złożyli projektu budowlanego do Starostwa Powiatowego i przed 1 lipca 2019 r. z różnych przyczyn tego nie zrobią, stracą zainwestowane pieniądze?

 

Mogą stracić i zapewne stracą, gdyż praktyka w urzędach, zwłaszcza w roku wyborczym, w stosunku do inwestorów jest skandaliczna w. Co więcej, art. 10 planowanej ustawy (wersja z 28 marca 2019) jest gangsterski w stosunku do posiadaczy prawomocnej decyzji środowiskowej, czyli dokumentu, który jest wydawany właśnie po zbadaniu oddziaływania, w tym emisji gazów i pyłów do powietrza, z planowanego przedsięwzięcia. Odbywa się to w trybie ustawy z dnia 3 października 2008r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (tekst jednolity Dz.U. 2018 poz. 2081). Duże fermy, powyżej 210 DJP zawsze przechodzą pełną ocenę oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko. To bardzo pracochłonna i długotrwała procedura, która odbywa się z udziałem społeczeństwa. Trwa niejednokrotnie 2–3 lata i kosztuje więcej niż niejeden nowy samochód. Powtórzę jeszcze raz. Zgodnie z art. 72 ust. 3 ustawy OOŚ decyzję środowiskową – czyli prawo nabyte – inwestor, np. hodowca może wykorzystywać do wystąpienia o np. o pozwolenie na budowę do 6 lat od uprawomocnienia się tej decyzji, a zgodnie z art. 72 ust. 4 nawet do 10 lat, jeśli przedsięwzięcie ma przebiegać etapowo. Odebranie tego prawa to nic innego jak kradzież prawa nabytego. To prosta droga do odszkodowań od twórcy takiej rozbójniczej ustawy. Nie zmienia tego art. 10 ust 2 planowanej ustawy, gdyż dotyczy postępowań o uzyskanie innych decyzji administracyjnych, do których jako załącznik składa się właśnie decyzję środowiskową. Co więcej, art. 10 planowanej ustawy jest niespójny z art. 11, gdzie zauważa się istnienie decyzji środowiskowej. A to nie koniec wątpliwości. Ustawa definiuje uciążliwość zapachową jako m.in. „stan dyskomfortu, subiektywnie odczuwany przez człowieka”. i Chcę podkreślić, że czytając ten projekt ustawy i zdając sobie sprawę z tego, że niewiele ona zmieni, a na pewno ograbi hodowców z praw nabytych, właśnie odczuwam taki „stan dyskomfortu”. Zdobycie decyzji środowiskowej dla przedsięwzięcia powyżej 210 DJP kosztowało często bardzo dużo pieniędzy i nawet kilka lat starań w ramach obowiązującego prawa. Komu teraz zależy na tworzeniu tak złego prawa? Cui bono? Na projekcie widnieją podpisy tylu ważnych osób. Czy to oznacza, że wszystkie te osoby proponują i akceptują taki gangsterski rabunek prawa nabytego?

 

Rozmawiała Ewa Zajączkowska


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco


Opublikował:
Ewa Zajączkowska-Hernik
Author: Ewa Zajączkowska-HernikWebsite: https://swiatrolnika.info/redakcja
O Autorze
Dziennikarz, publicysta, komentator polityczny. Absolwentka Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie. Z pasji nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie. Antysocjalistka, wolnorynkowiec. Serce po prawej stronie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora


Autor: Monika Faber 07-12-2021 12:27:00

Zarząd #EUnitedAgri przekłada zaplanowany protest rolników w Brukseli

#EUnitedAgri podjął decyzję o przełożeniu terminu, w którym ma odbyć się protest rolników w Brukseli. Podkreślił jednak, że to nie koniec walki o rolnictwo.

,,W odróżnieniu od części polityków europejskich, którzy chcąc zaspokoić własne ambicje i aspiracje ideologiczne, nasze działania cechują się przede wszystkim odpowiedzialnością. Na co dzień jesteśmy bowiem odpowiedzialni za bezpieczeństwo żywnościowe oraz utrzymanie łańcucha produkcyjnego w złożonym systemie gospodarki rolnej – tym systemie, którego nie rozumieją urzędnicy i komisarze” – przekazał zarząd.

Protest rolników w Brukseli przełożony

Zarząd #EUnitedAgri po nocnych obradach poinformował, że przekłada zaplanowany na 13. i 14. grudnia protest rolników w Brukseli.

,,Na wczorajszym, trwającym do późnych godzin nocnych, posiedzeniu Zarządu #EUnitedAgri, czyli platformy zjednoczonego europejskiego rolnictwa, w skład której wchodzą organizacje i związki z 13 krajów Unii Europejskiej, podjęliśmy decyzję o przełożeniu zapowiedzianego na 13. i 14. grudnia protestu rolników w Brukseli” – poinformowali organizatorzy.

,,Najważniejszy cel – jakim jest stworzenie Platformy #EUnitedAgri, czyli sojusz rolników pochodzących z różnych państw, którzy są odważni, zdesperowani i zdecydowani, aby walczyć o przyszłość europejskiego rolnictwa oraz o bezpieczeństwo europejskiego konsumenta – został osiągnięty” – dodano.

,,Czas, jaki zyskaliśmy, planujemy wykorzystać do budowy jeszcze większego poparcia, budowania struktur, zbierania kapitału ludzkiego oraz poszerzenia współpracy z nowymi krajami, tak, aby platforma #EUnitedAgri stała się znaczącą siłą w Unii Europejskiej reprezentacją rolników” – wyjaśnia zarząd .

#EUnitedAgri zapowiada dalsze zrzeszanie się europejskich rolników

Przypomnijmy, że do platformy #EUnitedAgriProtest rolnikow 0212, zainicjowanej przez Instytut Gospodarki Rolnej, już teraz przyłączyli się rolnicy reprezentujący 13 państw Unii Europejskiej. Zapowiadają, że będą mówić wspólnym, a zatem zdecydowanie bardziej donośnym głosem.

,,Jako prezes Instytutu Gospodarki Rolnej, organizacji, która wyszła z inicjatywą zjednoczenia europejskiego rolnictwa wobec zagrożenia, jakimi są szkodliwe projekty takie jak: zakaz chowu klatkowego, Fit For 55 oraz inne ograniczenia produkcji rolnej, zapewniam, że spotkają się one ze zdecydowaną reakcją unijnych rolników skupionych wokół naszej, zorganizowanej wokół Polski inicjatywy. Usilne sugestie policji brukselskiej, kolejne komunikaty na temat rozwoju pandemii, a także zapowiedzi dotyczące planowanych lockdownów w kolejnych krajach, w tym w Belgii, zmuszają nas do zmiany kierunku planowanych działań. Odpowiedzialność nakazuje nam wprawdzie walczyć o interesy konsumentów i producentów, ale mamy również świadomość podejmowanych prób w celu utrudnienia przeprowadzenia naszej manifestacji. Nie sztuką jest bowiem wyprowadzić na ulice kilkadziesiąt tysięcy rolników i zablokować dojazd do kilku miast za pomocą ciągników i maszyn rolniczych – robiliśmy to już w Polsce podczas prób wprowadzenia „Piątki dla zwierząt”” – mówi Szczepan Wójcik Prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

,,Jako nowa organizacja na europejskim rynku, zawsze będziemy stali po stronie europejskich – w tym polskich – rolników, a wszystkie próby uderzenia w rolnictwo spotkają się ze zdecydowaną reakcją naszej organizacji” – dodał.

,,Uważamy, że grupy antyhodowlane, które dziś działają w Brukseli, mają zbyt duży wpływ na komisarzy oraz unijnych biurokratów. Decyzje podejmowane pod ich wpływem mają destrukcyjny wpływ na rolnictwo i rozwój gospodarczy poszczególnych państw Unii Europejskiej. W odpowiedzi na szkodliwe projekty rolnicy połączyli się. Pierwszym wydarzeniem miała być organizacja protestu w Brukseli, lecz w trosce o powodzenie tego ważnego projektu, zdrowie uczestników stawiamy na pierwszym miejscu” – wyjaśnił Szczepan Wójcik.

,,Nasz protest rolników ma być głosem wsi i ostatnią rzeczą, której byśmy chcieli, to jego niekontrolowane przejście w regularną bitwę z brukselską policją. Manifestacja dojdzie do skutku na początku przyszłego roku, dłużej rozgoryczonych ludzi nie będziemy w stanie i tak utrzymać. Unia Europejska jest dziś bowiem pozbawiona jednego z najważniejszych przymiotów stanowiących o bezpieczeństwie wolnych narodów – produkcji żywności. Nie pozwolimy, aby utopijne wizje komisarzy zachwiały filarem bezpieczeństwa, za który odpowiadamy! Organizujemy się nadal!” – mówi Szczepan Wójcik Prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

Czytaj też: Przeworska: Eksperci potwierdzają, że Zielony Ład nie będzie dobry dla rolników


Autor: Polska Agencja Prasowa 07-12-2021 10:30:00

Zamek w Stobnicy tematem sądowego sporu. Interwencja Sądu Najwyższego

Zamek w Stobnicy stał się tematem kolejnego sporu. Sąd Najwyższy musi zdecydować, gdzie rozpocznie się proces ws. budowy.

Akt oskarżenia w tej sprawie skierowano w grudniu ub. roku, jednak sąd w Obornikach (woj. wielkopolskie) uznał, że nie jest właściwym do jego rozpoznania. Budowa tzw. zamku w Stobnicy (pow. obornicki, woj. wielkopolskie) jest zlokalizowana na obszarze Natura 2000. Inwestorem jest poznańska spółka D.J.T. O inwestycji zrobiło się głośno latem 2018 roku. Wówczas CBA rozpoczęło badanie prawidłowości wydanych decyzji w związku z jej realizacją.

Budowa zamku okazała się dużą aferą

W sierpniu 2018 r. minister środowiska polecił Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska wszczęcie pilnej kontroli procesu wydania decyzji ws. budowy obiektu jakim jest zamek w Stobnicy. Sprawa została też skierowana do prokuratury.

Pod koniec grudnia ub. roku Prokuratura Okręgowa w Poznaniu skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko sześciu osobom, związanym z budową tzw. zamku w Stobnicy – urzędnikom i przedstawicielom inwestora. Zarzucono im m.in. poświadczenie nieprawdy, niedopełnianie obowiązków oraz prowadzenie budowy zagrażającej środowisku i prowadzeniu jej wbrew przepisom ustawy o ochronie środowiska.

Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Poznaniu sędzia Aleksander Brzozowski powiedział w poniedziałek PAP, że Sąd Rejonowy w Obornikach, który został wskazany w wyniku rozstrzygnięcia sporu kompetencyjnego jako właściwy do rozpoznania sprawy, wystąpił do Sądu Najwyższego o skierowanie jej do innego, równorzędnego sądu, "z uwagi na dobro wymiaru sprawiedliwości".

Sędzia przyznał, że do momentu rozpoznania wniosku obornickiego sądu przez SN proces ws. tzw. zamku w Stobnicy nie może się rozpocząć. "Dopiero gdy Sąd Najwyższy zdecyduje, czy sprawa ma się jednak toczyć w Obornikach i tego wniosku nie uwzględni - wtedy sąd w Obornikach będzie musiał przystąpić do procedowania" – zaznaczył Brzozowski dodając, że SN może też wyznaczyć inny sąd.

"To już nie jest spór kompetencyjny, bo Sąd Okręgowy wskazał Sąd Rejonowy w Obornikach jako właściwy do rozpoznania sprawy. Ale sąd w Obornikach postanowił skorzystać z innej możliwości. Chwilowo nie może wszcząć kolejnego sporu kompetencyjnego, ponieważ nie pojawiły się żadne nowe okoliczności, które wskazywałyby na właściwość innego sądu niż sąd w Obornikach" - powiedział rzecznik.
Sędzia Brzozowski wyjaśnił, że akt oskarżenia ws. zamku w Stobnicy początkowo wpłynął do Sądu Rejonowego Poznań - Grunwald i Jeżyce w Poznaniu, który to sąd uznał, że jest niewłaściwym miejscowo do rozpoznania sprawy i w styczniu przekazał sprawę do sądu w Obornikach.

"W tym postanowieniu wskazano, że właściwym jest Sąd Rejonowy w Obornikach, albowiem czyny objęte aktem oskarżenia zostały popełnione na obszarze dwóch sądów: Grunwald i Jeżyce w Poznaniu oraz SR w Obornikach. Generalnie właściwy jest sąd miejsca popełnienia przestępstwa, ale jeżeli popełniono je w okręgu kilku sądów, to właściwy jest sąd, w którym wszczęto jakieś czynności w ramach postępowania przygotowawczego" – wyjaśnił.

Zamek w Stobnicy problemem administracyjnym

Dodał, że poznański sąd uznał, iż skoro zawiadomieniezamek w stobnicy 2 o przestępstwie wpłynęło do prokuratury w Obornikach, to tamtejszy sąd jest właściwym do rozpoznania sprawy. Jednak sąd w Obornikach w marcu wszczął w tej materii spór kompetencyjny wskazując, że obornicka prokuratura nie podjęła w sprawie Stobnicy żadnych czynności tylko przekazała zawiadomienie Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu, a ta wszczęła postępowanie.

"Ten spór (o zamek w Stobnicy) został rozstrzygnięty w kwietniu przez Sąd Okręgowy w Poznaniu, który jako właściwy wskazał Sąd Rejonowy Poznań Stare Miasto w Poznaniu" – powiedział Brzozowski. Wyjaśnił, że sąd okręgowy stanął na stanowisku, iż skoro prokuratura okręgowa, która wszczęła śledztwo ws. tzw. zamku, ma siedzibę na obszarze SR Stare Miasto, to ten sąd powinien rozpoznać sprawę.

SR Stare Miasto uznał jednak, że nie jest właściwym do przeprowadzenia procesu ws. Stobnicy, bowiem na obszarze jego działania nie popełniono żadnego przestępstwa ujętego w akcie oskarżenia i sprawę powinien rozpoznać sąd w Obornikach.

"Sąd w Obornikach wszczął kolejny spór kompetencyjny, tym razem z SR Stare Miasto w Poznaniu i ten spór ostatecznie w październiku przegrał. SR w Obornikach został wskazany przez sąd okręgowy jako właściwy do rozpoznania sprawy" – podkreślił sędzia Brzozowski.

Rzecznik sądu okręgowego powiedział PAP, że tego typu spory kompetencyjne zdarzają się, podobnie jak wystąpienia do Sądu Najwyższego o przeniesienie sprawy do innej jednostki z uwagi na dobro wymiaru sprawiedliwości. "To nie jest instytucja, której się nie używa" – zaznaczył.

Sędzia Brzozowski nie potrafił ocenić, ile czasu zajmie Sądowi Najwyższemu rozpatrzenie wniosku obornickiego sądu. Decyzja SN będzie ostateczna i nie można się od niej odwołać.

Historia zamku w Stobnicy

Budowa tzw. zamku w Stobnicy to inwestycja poznańskiej spółki D.J.T. prowadzona na obszarze Natura 2000. Powstający na skraju Puszczy Noteckiej obiekt ma liczyć 14 nadziemnych kondygnacji i mieć kilkudziesięciometrową wieżę. W sierpniu 2018 r. minister środowiska polecił Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska wszczęcie pilnej kontroli procesu wydania decyzji dotyczących budowy. Sprawa została skierowana do prokuratury, zaczęło też ją badać CBA.

Pod koniec kwietnia 2019 roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu poinformowała, że uchyliła decyzję z maja 2015 r. określającą warunki prowadzenia robót dla przedsięwzięcia polegającego na budowie tzw. zamku w Stobnicy i wniosła sprzeciw wobec jej realizacji. W 2015 r. RDOŚ uznała, że inwestycja nie będzie miała negatywnego wpływu na środowisko.

Powodem wznowienia postępowania i uchylenia poprzedniej decyzji oraz wniesienia sprzeciwu wobec realizacji przedsięwzięcia, było ujawnienie w trakcie realizacji inwestycji okoliczności dotyczących powierzchni przekształconej na potrzeby przedsięwzięcia, odbiegającej od deklarowanej wcześniej przez inwestora powierzchni ok. 1,7 ha. Według RDOŚ faktyczna powierzchnia inwestycji przekroczyła 2 ha.

Regionalna Dyrekcja podkreśliła, że ma to wpływ na klasyfikację przedsięwzięcia jako "mogącego potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, dla którego wymagana jest decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach, której inwestor nie przedłożył w toku postępowania pierwotnego".

GDOŚ 31 lipca 2019 r. utrzymał w mocy decyzję RDOŚ w Poznaniu. Inwestor odwołał się w tej sprawie do sądu. Wskutek zaskarżenia decyzji GDOŚ przez inwestora, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyrokiem z 11 marca ub. r. uchylił tę decyzję. 30 czerwca 2020 r. GDOŚ złożył skargę kasacyjną od wyroku WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

W połowie lipca ub.r. w związku z inwestycją zatrzymano i przedstawiono zarzuty siedmiu osobom - urzędnikom i przedstawicielom firmy budującej tzw. zamek w Stobnicy. Według poznańskiej prokuratury, pozwolenie na budowę zostało wydane pomimo niezgodności projektu budowlanego z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, z przepisami techniczno-budowlanymi, a także pomimo braku wymaganych prawem budowlanym opinii, uzgodnień, pozwoleń i sprawdzeń.

Pod koniec grudnia ub. roku Prokuratura Okręgowa w Poznaniu skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko sześciu osobom, związanym z budową tzw. zamku w Stobnicy. Zarzuty dot. m.in. poświadczenia nieprawdy, niedopełniania obowiązków oraz prowadzenia budowy zagrażającej środowisku i prowadzeniu jej wbrew przepisom ustawy o ochronie środowiska. Oskarżeni, urzędnicy i przedstawiciele firmy budującej w Stobnicy, nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im przestępstw.

W sierpniu po rozpatrzeniu odwołań Prokuratury Okręgowej w Poznaniu i Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Poznaniu oraz inwestora Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego unieważnił pozwolenie na budowę wydane w 2015 r. przez starostę obornickiego i uchylił zaskarżoną w tej sprawie decyzję wojewody wielkopolskiego z 2020 r. Prace przy budowie tzw. zamku zostały wstrzymane. Inwestor odwołał się od decyzji GINB do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Czytaj również: Zamek w Stobnicy doprowadził do odwołania wielkopolskiego wojewody

PAP/fot.twitter.com/Wincent19589186


Autor: Michał Rybka 07-12-2021 10:00:00

Ostrzeżenie GIS: Salmonella Enteritidis na skorupkach i w treści jaj

Główny Inspektorat Sanitarny wydał nowe ostrzeżenie – stwierdzenie Salmonella Enteritidis na powierzchni skorupek oraz w treści jaj konsumpcyjnych.

Na podstawie badań przeprowadzonych przez Państwową Inspekcję Sanitarną stwierdzono obecność pałeczek Salmonella Enteritidis na powierzchni skorupek oraz w treści jaj. Spożycie produktu bez właściwej obróbki termicznej może powodować przeniesienie bakterii z jaj na inne powierzchnie, może prowadzić do zakażenia człowieka i wystąpienia salmonellozy. Ostrzeżenia GIS dotyczą zawsze określonych produktów lub ich partii, dlatego zwróć uwagę na te informacje.

Szczegóły zepsutego produktu:

Produkt: 10 Świeżych jaj z chowu klatkowego, klasa A, klasa wagowa L, Jaja młodości Genowefa Kowieskasalmonella2

– Numer partii/ Data minimalnej trwałości: 06.12.2021
– Kod na skorupkach jaj: 3PL 14261338

Producent: Produkcja Jaj Konsumpcyjnych Genowefa Kowieska, Żelków Kolonia, ul. Siedlecka 35, 08-110 Siedlce, numer zakładu pakowania jaj: PL 14265903

Wygląd omawianej wytłaczanki widoczny na grafice. 

Decyzje przedsiębiorcy i organów urzędowej kontroli

Producent poinformował wszystkich odbiorców przedmiotowej partii jaj celem ustalenia stanów, zabezpieczenia, wycofania z rynku i przekazania do utylizacji. W dniu 03.12.2021 r. PLW w Siedlcach pobrał urzędowe próby z podejrzenia z kurnika o numerze identyfikacyjnym 14261338. Producent oświadczył, iż do dnia otrzymania wyników prób urzędowych nie będzie wprowadzał na rynek jaj z kurnika o nr WNI 14261338.

Organy Inspekcji Weterynaryjnej oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej monitorują działania podejmowane przez przedsiębiorców. Warto dodać, że kilka dni temu salmonella została wykryta w filetach z piersi kurczaka.

Bakteria Salmonella Enteritidis – co robić po jej wykryciu?

Nie należy spożywać partii jaj określonej w tym ostrzeżeniu, szczególnie na surowo, z uwagi na potencjalne zagrożenie dla zdrowia. Należy również pamiętać, że bakterie obecne na powierzchni skorupek mogą zostać przeniesione na inne powierzchnie w wyniku kontaktu z zanieczyszczonymi jajami.

Zasady ostrożności w obchodzeniu się z jajami znajdują się na stronie internetowej Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu.

Czytaj także: Metka tatarska wycofana ze sklepów z powodu wykrycia salmonelli

źródła:gov.pl/fot.gov.pl

 

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.