Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Robert Maj 21-11-2014 01:00:00

Polscy producenci mleka wściekli na ministra Sawickiego

Polscy producenci mleka wściekli na ministra Sawickiego

Sytuacja na rynku mleka w Polsce pogarsza się, spadają ceny mleka i opłacalność jego produkcji, zmniejszyła się rentowność branży - poinformował dziś prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich Waldemar Broś...

Sytuacja na rynku mleka w Polsce pogarsza się, spadają ceny mleka i opłacalność jego produkcji, zmniejszyła się rentowność branży - poinformował dziś prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich Waldemar Broś. W jego ocenie, konieczna jest pomoc Komisji Europejskiej.


Jak mówił prezes KZSM na konferencji prasowej zorganizowanej z okazji XXIII targów Mleko-Expo 2014 na trudną sytuację wpłynęło rosyjskie embargo, jak również mniejszy popyt na produkty mleczarskie ze strony zagranicznych odbiorców.

Podstawowe znaczenie ma jednak relatywnie niskie spożycie produktów mleczarskich w naszym kraju. W przeliczeniu konsumpcja w 2013 r. była na poziomie 205 l rocznie na osobę, podczas, gdy w Stanach Zjednoczonych wyniosła ona ponad 520 litrów.

Przekłada się to na spadek cen skupu mleka, które tylko w tym roku obniżyły się o prawie 20 proc. Obecnie średnia cena mleka kształtuje się na poziomie 1,25 zł za litr, podczas gdy w grudniu ub.r. rolnik średnio dostawał 1,54 zł za litr mleka. 

Spadają także ceny zbytu produktów mleczarskich. Mleko w proszku, masło czy sery kosztują o ponad 35 proc. mniej niż rok temu. Dodatkowo na opłacalność wpływają unijne kary, które muszą zapłacić rolnicy za ubiegłoroczne przekroczenia limitów produkcji mleka - wyliczał Broś. Dodał, że obniżyła się też rentowność branży mleczarskiej. W pierwszej połowie 2013 r. zysk netto był na poziomie 2,47 proc., a w pierwszej połowie tego roku wynosił 1,37 proc. Mimo to, w tym roku wyniki w handlu zagranicznym będą wyższe niż w ubiegłym.

Wartość eksportu produktów mleczarskich prawdopodobnie wyniesie 1,7-1,8 mld euro wobec 1,5-1,6 mld euro w 2013 r. Taki wynik w eksporcie zostanie osiągnięty dzięki większemu wolumenowi eksportu, gdyż ceny przetworów mleczarskich na rynku światowym spadły.

Zdaniem Brosia, znacznie trudniejszy będzie następny rok, dlatego branża mleczarska apeluje do ministra rolnictwa, by interweniował w Komisji Europejskiej o uruchomienie tzw. siatki bezpieczeństwa. Broś wyjaśnił, że chodzi o uruchomienie interwencyjnych zakupów mleka w proszku, masła i serów, ale po cenach realnych, a nie tych, które obecnie obowiązują, a zostały ustalone kilka lat temu.

Jego zdaniem opieszałość KE w podejmowaniu decyzji o wsparciu sektora skutkuje większym załamaniem się rynku. Według prezesa KZSM, minister nadal powinien przekonywać KE, by zniosła opłaty za nadprodukcję mleka w ostatnim roku kwotowania.

Od 1 kwietnia w UE nie będzie już limitów w tym zakresie. Jednak - jak zaznaczył - sprawa jest trudna, bo KE takiej zgody nie chce wydać tłumacząc, że wpłynęło by to negatywnie na jej budżet. Limity produkcji przekroczyło w ubiegłym roku kwotowym tylko 6 państw. Broś zaznaczył, że odstąpienie od kar jest możliwe, bo Unia jako całość limitu produkcji mleka nie przekracza.

Kolejnym krokiem, który spowodowałby zmniejszenia opłat za nadprodukcję jest zmiana współczynnika tłuszczowego, co zmniejszyłoby w Polsce nadprodukcję mleka o 2 proc. Polska ma ustalony ten współczynnik na 3,9 proc., ale wielu rolników go przekracza i osiąga nawet 4,5 procent. I dlatego tacy rolnicy mają w praktyce obniżaną kwotę mleczną, a więc wpadają w nadprodukcję i kary.

Obecny na otwarciu targów minister rolnictwa Marek Sawicki zwrócił uwagę konieczność współpracy nie tylko samych rolników, ale także handlowców z przetwórcami, dostawcami i producentami. Zaapelował, aby zarówno zyskami, jak i stratami dzielić się sprawiedliwie i nie przerzucać obciążeń tylko na najsłabsze ogniwo czyli na rolników.

Te propozycje jednak nie satysfakcjonują hodowców krów. Są rozżaleni, że władza lekceważy ich problemy. Bardzo mało mówi się o mleku, bo wszyscy koncentrują się na rynku owoców i warzyw. Tymczasem sytuacja na rynku mleka stale się pogarsza, bo spadają ceny skupu i ceny produktów mlecznych - podkreśla Krzysztof Banach, wiceprezes Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Rolnicy obawiają się też dotkliwych kar za przekroczenie kwot mlecznych, które mogą zrujnować niejedno gospodarstwo. W tej sytuacji producenci mleka są coraz bardziej zdesperowani.

Rolnicy z Podlasia, województwa warmińsko-mazurskiego pytają: kiedy mamy jechać do Warszawy autobusami na strajk - relacjonuje Krzysztof Banach. Część hodowców krów postuluje przeprowadzenie nie tylko dużej, ale i bardzo głośnej manifestacji przed kancelarią premier Ewy Kopacz, parlamentem i ministerstwem rolnictwa.

W takim stylu, jak dzieje się to np. we Francji, gdzie dochodzi choćby do wylewania mleka na ulice i przyprowadzania krów przed budynki rządowe. Rolnicy twierdzą, że ich dotychczasowe protesty były „za grzeczne” i przez to nieskuteczne.

Rolnicy i mleczarnie oczekują wsparcia państwa w sporze z sieciami handlowymi, które wymuszają obniżanie cen zbytu nabiału. Krzysztof Banach skarżył się na posiedzeniu sejmowej komisji rolnictwa, że gdy mleczarnie się opierają, to dyskonty i markety podpowiadają im, aby obniżyły ceny skupu rolnikom, to wtedy zejdą z kosztów.

Tymczasem ceny surowca i tak od wielu miesięcy spadają – pod koniec ubiegłego roku litr mleka kosztował średnio około 1,60-1,70 zł, a teraz niewiele ponad 1,20 złotego. Co więcej, zdaniem rolników i przetwórców, tylko sieci handlowe korzystają na obecnej sytuacji, bo wymuszają obniżkę cen, ale na półkach sklepowych produkty mleczne nie tanieją.

Obok cen ogromnym zmartwieniem rolników jest ryzyko znacznego przekroczenia kwot mlecznych. W tej chwili ta „nadprodukcja” wynosi 7 proc. i może się jeszcze zwiększyć. To zaś grozi ogromnymi karami, wynoszącymi nawet 80 groszy za każdy litr mleka sprzedany do mleczarni ponad przyznany rolnikowi indywidualny limit – w skali kraju unijne grzywny mogą sięgnąć nawet 1 mld zł.

Kary, jakie grożą polskim producentom, mogą doprowadzić do bankructwa wiele gospodarstw. Logika nakazywałaby więc ograniczyć produkcję, ale to nie takie proste. Tego się nie da wyhamować, tu cykl produkcji trwa 2-3 lata - mówi Waldemar Broś. Do zmniejszenia dostaw mleka pewnie dojdzie, ale nie będą one duże. Broś dodaje, że jedynym sposobem na szybkie zmniejszenie dostaw mleka byłoby wybicie tysięcy krów.

Tego jednak nie możemy zrobić, aby w przyszłości nadal być znaczącym producentem mleka w UE. Inaczej wyprą nas Niemcy, Włosi, Francuzi czy Holendrzy - przekonuje. Dlatego branża mleczarska oczekuje od rządu wzmożenia działań, które doprowadzą do zniesienia przez Komisję Europejską kar za nadprodukcję w ostatnim roku kwotowym 2014/2015.

Wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke mówi, że takie działania zostały podjęte, Polska zabiega o zniesienie kar, ale raczej nie uda nam się ich uniknąć, bo nie ma na to zgody większości państw UE.

Na dziś sytuacja jest bardzo trudna, bo 8 państw unijnych przekroczyło kwotę mleczną, a 20 nie - wyjaśnia Plocke. Z kar nie chce też rezygnować KE, bo unijni biurokraci już wpisali wpływy z grzywien od rolników do projektu budżetu na 2015 rok. Zrobili to, choć nie wiadomo, jak wysokie jeszcze będą te kary.

Dużą pomocą dla mleczarstwa byłoby uruchomienie dopłat do przechowywania masła i mleka w proszku na realnym poziomie, bo teraz stawki są zbyt niskie. Konieczne są także dopłaty do wywozu produktów mleczarskich poza UE.

Krzysztof Banach postuluje też, aby UE wypłaciła rolnikom rekompensaty za zniesienie kwot mlecznych. I przypomina, że podobny mechanizm wypłaty ekwiwalentów zastosowano już choćby na unijnych rynkach cukru i chmielu. Organizacje rolnicze i spółdzielnie mleczarskie postulują, aby ekwiwalent wynosił minimum 30 groszy z 1 litra mleka, i wskazują, że w 2006 roku Agencja Rynku Rolnego wykupywała kwoty mleczne od rolników po znacznie wyższych cenach – 1,30 złotego.

źródło: PAP, fot.: MF



Autor: Tomasz Racki 23-01-2022 20:10:16

Jagody goji mogą chronić przed utratą wzroku związaną z wiekiem

Jagody goji mogą pozytywnie wpływać na wzrok. To tylko jeden z licznych prozdrowotnych aspektów spożywania tych owoców.

Regularne spożywanie małych porcji suszonych jagody goji może chronić przed związanym z wiekiem zwyrodnieniem plamki żółtej, czyli główną przyczyną utraty wzroku u seniorów – donosi pismo „Nutrients”. Jak wynika z badania przeprowadzonego na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis, regularne spożywanie niewielkich ilości jagód goji może opóźniać lub wręcz zapobiegać rozwojowi zwyrodnienia plamki żółtej związanego z wiekiem, czyli AMD, u zdrowych osób w średnim wieku.

Seniorzy powinni spożywać jagody goji

AMD jest zaś główną przyczyną utraty wzroku u seniorów; szacuje się, że na chorobę tę cierpi kilkadziesiąt milionów ludzi na świecie, a w Polsce ok. 1,2 mln.

„AMD wpływa na centralne pole widzenia, przez co zaburza zdolność czytania i rozpoznawania twarzy” – tłumaczy prof. Glenn Yiu, współautor badania z Wydziału Okulistyki i Nauk o Widzeniu.

Wraz ze swoimi kolegami Yiu odkrył, że u zdrowych osób w wieku od 45 do 65 lat, spożywających 28 gramów (ok. garść) jagód goji pięć razy w tygodniu przez 90 dni, doszło do zwiększenia gęstości ochronnych pigmentów w oczach. Dla kontrastu: uczestnicy eksperymentu, którzy zamiast jagód spożywali komercyjny suplement „dla zdrowia oczu” przez taki sam okres, nie doświadczyli tego wzrostu.jagody goji 2

Pigmenty, o których mowa, to luteina i zeaksantyna. Odfiltrowują one szkodliwe niebieskie światło i zapewniają ochronę antyoksydacyjną. Pomagają też zachować prawidłową funkcje narządu wzroku podczas starzenia.
„Luteina i zeaksantyna są jak filtr przeciwsłoneczny, tylko że dla oczu – wyjaśnia główna autorka badania, biolog żywienia Xiang Li. – Im wyższe są ich poziomy w siatkówce, tym lepsza ochrona”.

„Nasze badanie wykazało, że w zdrowych oczach można zwiększyć stężenie tych pigmentów dzięki niewielkiej dziennej porcji jagód goji” – dodaje.

Jagody goji od dawna w medycynie

Jagody Goji są owocem dwóch gatunków krzewiastych roślin występujących w północno-zachodnich Chinach: kolcowoju chińskiego (Lycium chinense) lub kolcowoju szkarłatnego (Lycium barbarum). W postaci suszonej stanowią powszechny składnik chińskich zup; są też spożywane w postaci naparów ziołowych. Najczęściej zaś są po prostu przekąską.

W medycynie chińskiej stosowane są od wieków jako specyfik na „rozświetlenie oczu”. Li, która dorastała w Chinach, zaciekawiła się tym tematem i postanowiła sprawdzić, czy istnieją jakieś fizjologiczne podstawy owego „rozjaśniania”.
„Istnieje wiele rodzajów chorób oczu, więc nie byłam pewna, która z nich wymaga leczenia poprzez rozjaśnianie” – żartuje Li.

Zbadała więc bioaktywne związki obecne w jagodach goji i odkryła, że zawierają one duże ilości luteiny i zeaksantyny, o których wiadomo, że zmniejszają ryzyko chorób oczu związanych z AMD. Według Li forma zeaksantyny, z którą mamy do czynienia w goji, jest wysoce biodostępna, co oznacza, że łatwo się wchłania w układzie pokarmowym i organizm może z niej korzystać.

Czym jest AMD?

Obecnie w leczeniu pośrednich stadiów AMD stosuje się specjalne suplementy diety, zwane AREDS, zawierające witaminy C, E, cynk, miedź oraz luteinę i zeaksantynę. Jak dotąd nie wykazano natomiast, by jakakolwiek znana terapia była skuteczna we wczesnych stadiach choroby.

Yiu przypomina, że przyczyna AMD jest złożona i wieloczynnikowa. Obejmuje mieszankę zagrożeń genetycznych, zmian związanych z wiekiem oraz czynników środowiskowych, takich jak palenie, dieta i ekspozycja na słońce. Wczesne stadia AMD nie dają żadnych objawów, jednak da się je wykryć dzięki regularnym, kompleksowym badaniom okulistycznym.

„Nasze odkrycie pokazuje, że jagody goji mogą poprawiać pigmentację plamki u zdrowych dorosłych osób. Następnym krokiem będzie sprawdzenie wpływu tych owoców na pacjentów z wczesnych stadiach AMD” - podsumowują autorzy publikacji.

Czytaj także: Zwykła aronia, a jednak superowoc

PAP/fot. wikimedia


Autor: Polska Agencja Prasowa 23-01-2022 17:30:00

Zakupy w grudniu robiliśmy częściej niż w analogicznym okresie w 2020

Zakupy w grudniu robiliśmy częściej niż w 2020. Jak wynika z obserwacji zachowań, ruch w wielkopowierzchniowych sklepach spożywczych wzrósł przed ostatnimi świętami o 9,2%.

Grudniowy ruch w sklepach był większy niż rok wcześniej o ponad 9%. Jak wynika z obserwacji zachowań ponad miliona konsumentów, ruch w wielkopowierzchniowych sklepach spożywczych wzrósł przed ostatnimi świętami o 9,2% względem analogicznego okresu 2020 roku. Z kolei liczba klientów zwiększyła się o 2,8%.  Można też zauważyć, że w ciągu dwóch lat średni czas wizyty w ww. formacie wydłużył się. Natomiast skrócił się w supermarketach i hipermarketach.

Grudniowy ruch w sklepach był większy niż rok wcześniej

Dzięki najnowszemu raportowi firmy technologicznej Proxi.cloud oraz platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH wiemy, jak wyglądały zakupy spożywcze przed ostatnim Bożym Narodzeniem. Sytuacja została porównana z analogicznymi okresami lat 2019-2020. Za pośrednictwem tzw. geofencingów zebrano dane zachowań ponad miliona konsumentów. Uwzględniono ich wizyty w przeszło 7 tys. sklepów w dniach od 1 do 24 grudnia każdego analizowanego roku.

– W 2021 roku widoczne było odbicie w porównaniu z 2020 rokiem. Spożywcze sieci handlowe odnotowały o 9,2% wyższy ruch, a także pozyskały o 2,8% więcej klientów rok do roku. Wciąż jednak wiele brakuje do tego, żeby wrócić do poziomów sprzed pandemii. W ostatnim okresie przedświątecznym wielkopowierzchniowe placówki spożywcze odnotowały o 23,9% mniejszy ruch niż w 2019 roku, a liczba unikalnych klientów spadła o 29,6% – komentuje Adam Grochowski z Proxi.cloud.zakupy online

Natomiast porównując dane z końcówki 2021 roku z analogicznym okresem 2019 roku, widać, że każdy format zanotował większe spadki bazy klientów niż ruchu. Jak podkreśla Mateusz Chołuj z Proxi.cloud, w dużo większym stopniu zakupy w danym gospodarstwie domowym robi tylko jedna osoba. Natomiast każdy klient odwiedzał w tym okresie sklepy średnio o 8% częściej niż 2 lata wcześniej, mimo trwającej pandemii.

– Zestawiając najnowsze dane z tymi z 2020 roku, zauważamy wyższą dynamikę wzrostu ruchu niż bazy klientów. Utwierdza nas to w przekonaniu, że ten trend zostanie z nami na dłużej. To jest szczególnie istotne dla producentów FMCG, bo decyzje o wyborze marek dla całego gospodarstwa są w dużej mierze zależne od wyznaczonego shoppera – zaznacza Adam Grochowski.

Zakupy w dyskontach zyskują popularność

Autorzy raportu zwracają także uwagę na utrzymujący się trend częstszego wybierania przez konsumentów dyskontów kosztem sklepów innych formatów. Ostatnio udział hipermarketów w łącznym ruchu wyniósł 15,7%, w 2020 roku – 17,2%, a w 2019 roku – 16,9%. Z kolei dyskonty, z wynikiem 61,9%, zyskały 2,1 p.p. względem 2020 roku oraz 3,6 p.p. w porównaniu z 2019 rokiem. Natomiast największy spadek w ciągu dwóch lat odnotowały supermarkety – o 2,4 p.p. Zdaniem ekspertów z UCE RESEARCH, ten wynik boli podwójnie, bo łączny ruch zmniejszył się od 2019 roku o 23,9%.

– Wzmożony ruch w sklepach spożywczych zauważalny jest na 2 tygodnie przed świętami. To dla producentów powinien być okres zintensyfikowanych działań aktywacyjnych i komunikacji. Natomiast w ub.r. Polacy w większym stopniu zaczęli robić zakupy świąteczne na ostatnią chwilę. Ruch w sklepach na 6 dni przed Wigilią wzrósł o 13,9% rok do roku, podczas gdy dla całego okresu przedświątecznego było to 9,2% – dodaje Mateusz Chołuj.

W końcówce 2021 roku dyskonty odnotowały o prawie 13% większy ruch niż w 2020 roku. Ponadto miały prawie 10% więcej shopperów rok do roku. Jednak ubiegłoroczne dane oznaczają spadki względem 2019 roku, odpowiednio o 19,2% i 21,9%. Ostatnio aż 52% klientów tych placówek robiło tam zakupy częściej niż 2 razy w tygodniu. Z kolei 28% kupowało w nich średnio raz w tygodniu i rzadziej. W grudniu ub.r. średni czas wizyty w dyskoncie wyniósł 19,45 minut, a więc był krótszy niż w 2020 roku (20,23 min.), a zarazem dłuższy niż w 2019 roku (19,26 min.).

– Dyskontom nadal sporo brakuje do poziomu z 2019 roku pod względem ruchu czy wielkości bazy klientów. Jednak wiele wskazuje na to, że sytuacja powoli wraca do normy. Polacy robią tam mniejsze zakupy z większą częstotliwością, tak jak miało to miejsce przed pandemią. Producenci FMCG mogą zatem liczyć na wyższy footfall, a zatem jest też więcej okazji na przekonwertowanie klienta dyskontowego – mówi Adam Grochowski.

Z kolei supermarkety zaliczą zeszłoroczny okres przedświąteczny do zdecydowanie mniej udanych, co podkreśla Mateusz Chołuj. Wprawdzie odnotowały one o 6,4% większy ruch w porównaniu z 2020 rokiem, ale baza ich klientów skurczyła się o 10,8%. Natomiast zestawiając ubiegłoroczne dane z tymi z 2019 roku, widać mniejszy o 31,1% footfall. Liczba unikalnych klientów spadła o 38%.

– Średni czas wizyty w supermarkecie w okresie świątecznym praktycznie się nie zmienił rok do roku. Ostatnio wyniósł 18,39 minut, czyli 3 sekundy krócej niż w 2020 roku. Natomiast w porównaniu z 2019 rokiem spadł o 1 minutę i 8 sekund, co prawdopodobnie w dużej mierze spowodowane było mniejszym ruchem. To prawdopodobnie przełożyło się na krótszy czas oczekiwania przy kasie. Przywiązani do supermarketów zostali ich regularni klienci. Ich udział w całej bazie klientów wzrósł rok do roku o 6 p.p. – w 2020 roku wyniósł 27%, a rok później – 33%. Średnio jeden klient odwiedzał supermarkety ostatnio częściej aż o 19,3% niż w 2020 roku. W porównaniu z 2019 rokiem nastąpił pod tym względem wzrost o 11,1% – analizuje Adam Grochowski.

Czytaj także: Zakupy przez internet poza Polską robią najczęściej mężczyźni

fot.pixabay.com


Autor: Polska Agencja Prasowa 23-01-2022 13:30:44

Inflacja uderza w Europę i USA. Wzrost cen zagraża światowym gospodarkom

Inflacja daje się we znaki Europie i USA. W Stanach Zjednoczonych inflacja w grudniu w ujęciu rocznym wyniosła 7 proc., co jest najwyższym poziomem od 1982 r.

Dane z Europy i Stanów Zjednoczonych wskazują, że świat zmaga się z nienotowaną od dekad inflacją. Coraz droższe są ceny gazu, żywności i paliwa. W Stanach Zjednoczonych inflacja w grudniu w ujęciu rocznym wyniosła 7 proc., co jest najwyższym poziomem od 1982 r. W Wielkiej Brytanii i Niemczech wzrost cen jest największy od 30 lat, w Holandii od wprowadzenia euro 20 lat temu.

Inflacja w USA i Wielkiej Brytanii 

Według szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella wzrost cen jest "poważnym zagrożeniem" dla gospodarki i największą przeszkodą ku jej pełnej odbudowie po pandemii. Sondaże wskazują też, że jest ona jednym z największych problemów politycznych ciągnących w dół notowania prezydenta Joe Bidena.

Zjawisko wysokiej inflacji w Wielkiej Brytanii zaczęło narastać wiosną 2021 r. W grudniu roczna stopa inflacji wzrosła do 5,4 proc., czyli najwyższego poziomu od marca 1992 r. W swojej grudniowej prognozie Bank Anglii przewidywał, że szczyt inflacji nastąpi w kwietniu 2022 roku, gdy dojdzie ona do 6 proc., ale część analityków obawia się, że szczyt będzie na poziomie nie 6 proc., lecz 7 proc.

Ceny szybują w górę również w całej Europie

Na Węgrzech inflacja rok do roku w grudniu 2021 roku wyniosła 7,4 proc. To najwyższy wskaźnik od 2007 roku. Najbardziej wzrosły ceny paliwa (o 25,9 proc.) oraz tytoniu (o 12,7 proc.). Ceny żywności podniosły się średnio o 8 proc.

Według metody stosowanej przez Europejski Urząd Statystyczny Eurostat inflacja w Holandii nadal rośnie i wyniosła w grudniu 6,4 proc. w skali roku. To największy wzrost od wprowadzenia euro w 2002 r. W listopadzie wzrost cen towarów i usług wyniósł 5,9 proc. i zdaniem Holenderskiego Urzędu Statystycznego (CBS) był konsekwencją gwałtownego wzrostu cen gazu, energii elektrycznej i paliw. Jednocześnie, podobnie jak w innych krajach, rosły ceny żywności, alkoholu i tytoniu.

W Niemczech w ubiegłym roku odnotowano najwyższą stopę inflacji od niemal 30 lat. We wrześniu inflacja przekroczyła granicę 4 proc. W listopadzie wyniosła 5,2 proc. Według wstępnych szacunków, ceny konsumpcyjne w grudniu były w Niemczech o 5,3 proc. wyższe niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku.

Do rekordów dochodzi na Ukrainie. Średnioroczna inflacja za 2021 r. u naszych wschodnich sąsiadów wyniosła 10 proc. Średnie ceny artykułów spożywczych w grudniu 2021 roku w porównaniu z grudniem 2020 r. wzrosły o ok. 13 proc. Narodowy Bank Ukrainy oczekuje spadku inflacji do 5 proc. pod koniec 2022 r.inflacja w Europie

Według wstępnych danych bułgarskiego Krajowego Instytutu Statystycznego w grudniu inflacja w Bułgarii wyniosła 7,8 proc. w stosunku do grudnia 2020 r. To najwyższy wskaźnik w ciągu ostatnich 10 lat. Projekt budżetu na 2022 r., który ma zostać przyjęty w marcu, zakłada spadek inflacji do 4,9 proc. w skali rocznej.

Jak podaje Instytut Statystyczny Istat, roczna inflacja we Włoszech wyniosła w grudniu 3,9 proc. Jest najwyższa od 2012 roku. Instytut zaznaczył, że główną siłą napędową inflacji jest wzrost cen energii. 3,9- procentowa inflacja oznacza, że wydatki każdej rodziny na konsumpcję wzrosną w tym roku średnio o ok. 1200 euro - prognozuje organizacja obrony praw konsumentów Codacons. Według jej ekspertów we Włoszech trwa "prawdziwy kryzys cenowy, który pogłębi się w najbliższych miesiącach".

W Szwecji w grudniu 2021 roku odnotowano inflację na poziomie 4,1 proc. w ujęciu rocznym (wskaźnik KPIF). Był to najwyższy wzrost cen w tym kraju od prawie 30 lat.

Francja radzi sobie stosunkowo dobrze względem innych krajów europejskich, choć inflacja przyspieszyła w całym 2021 r. do 1,6 proc. średniorocznie. Narodowy Instytut Statystyczny potwierdził także nieco wcześniej tego samego dnia wzrost cen konsumpcyjnych we Francji o 2,8 proc. w grudniu r/r.

Także Portugalia jest jednym z państw UE, które w najmniejszym stopniu doświadczają inflacji. Z szacunków rządu Antonio Costy przedstawionych w połowie stycznia wynika, że poziom inflacji wynosił tam 2,6 proc., podczas gdy średnia unijna wynosiła wówczas 4,9 proc. W całym roku 2021 średni poziom inflacji w Portugalii wyniósł 1,3 proc.

Hiszpania ze swoją szybko rosnącą inflacją znajduje się w zupełnie innej sytuacji niż Portugalia. W grudniu przekroczyła inflacja przekroczyła 6,7 proc., czyli poziom nienotowany w Hiszpanii od dekad. Bank centralny Hiszpanii, który w najbliższym czasie ma podać dokładne liczby dot. inflacji w minionym roku, oszacował, że w 2021 r. sięgnęła ona poziomu 3,7 proc.

Dane europejskie i amerykańskie ustępują jednak katastrofalnej sytuacji w Turcji. W ciągu 2021 r. wartość liry tureckiej spadła o 40 proc. Inflacja w grudniu wynosiła ponad 36 proc.

Przeczytaj również: PSB: ceny materiałów budowlanych w grudniu 2021 wzrosły r/r średnio o 24 proc.

fot.pixabay.com

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.