Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Piotr Pałys 03-06-2019 20:12:54

Horror w Rosji! Stado umierało na oczach wszystkich. Polityk-hodowca sprzedawał mięso bez wyrzutów. Kogo uznano winnym? Szok!

Horror w Rosji! Stado umierało na oczach wszystkich. Polityk-hodowca sprzedawał mięso bez wyrzutów. Kogo uznano winnym? Szok!

W Rejonie Kurganinskim i Kaukazkim Kraju Krasnodarskiego Federacji Rosyjskiej, w lipcu 2018 roku, w gospodarstwach hodowlanych „Vozdvizhenskaja” (firma Agrofarm)  należących do rodziny Witalija Ochkałasowa (szef Regionu Kaukazu na terytorium Krasnodarskim) rozpoczął się horror związany z masowym pomorem bydła rogatego.

 

Przez 8 miesięcy, stado sukcesywnie wymierało na oczach jego właścicieli, a pikanterii temu zdarzeniu dodaje fakt, że nie doszło do żadnych działań zaradczych; nie zdiagnozowano choroby na jaką padają zwierzęta, a co najważniejsze, do lutego 2019 roku nie zarządzono kwarantanny.

 

Na dobrą sprawę, nie było wiadomo, czy pomór jest groźny również dla ludzi!

 

Czy władze, których lokalnym przedstawicielem jest właściciel feralnej hodowli zrobiły cokolwiek w tej sprawie? Z całą pewnością, tak! Nie zważając na niebezpieczeństwo, jakie niesie zaraza, mięso zarażonych krów było sprzedawane. Żywe sztuki dostarczały mleka, które również trafiało do obrotu handlowego.

 

Według doniesień „Nowoj Gazjety” (nr 21 /2019) Gubernator Kraju Krasnodarskiego, komisja śledcza oraz regionalna administracja weterynaryjna są świadomi sytuacji epidemiologicznej w wymienionej hodowli oraz procederu handlu padliną i zarażonym mlekiem.

 

Kiedy cielęta w wieku 1 do 10 dni zaczęły masowo padać, zarządzono sekcje zwłok, które nie dały jasności na co choruje bydło. Szybkie testy wykazały jednak obecność koronawirusa, rotawirusa i paciorkowca.

 

Niestety, nigdy nie doszło do wykonania dokładniejszych badań, ponieważ według zeznań weterynaryjnego asystenta medycznego hodowli „Vozdvizhenskaja” Poliny Bryzgałowej, główny lekarz weterynarii Aljeksjej Szaklein, wraz z zarządem firmy, zabronili pracownikom kontaktowania się z administracją weterynaryjną.

 

W ten sposób ukryto masową śmierć zwierząt i nie przeprowadzono kwarantanny gospodarstwa.

 

Mimo nacisków zarządu firmy, Bryzgałowa na własną rękę ujawniła sprawę pomoru.


Przybyli na miejsce specjaliści, w ordynarny sposób zafałszowali wyniki badań, przeprowadzając testy na zupełnie inne choroby niż występujące w hodowli.

 

Werdykt brzmiał banalnie: przyczyna śmierci zwierząt nieznana.

 

Kolejna próba ratowania zwierząt podjęta przez Polinę Bryzgałową i Darię Padalkiną polegająca na zawiadomieniu współwłaścicielki Agrofarmu – Tatiany Witalijskiej Ochklasowej, by w następstwie zawiadomienia bydłu zaaplikować szczepionki przeciwko koronawirusom, rotawirusom, nie przyniosła efektu.

 

Zaraza rozprzestrzeniała się dalej, w tym na inne gospodarstwa.

 

Bryzgałowa i Padalkina, za sprawą pracodawcy, oskarżone o przyczynienie się do powstania epidemii, zostały zwolnione z pracy pod koniec lipca 2018 roku.

 

Właściciele feralnej hodowli, mimo masowego pomoru zwierząt w połowie lipca 2018 roku zdecydowali o rotacji 175 krów, pomiędzy zakażoną hodowlą, a inną („Stjepnoje”) należącą do tego samego koncernu. Mimo protestów szefowej hodowli „Stjepnoje”, Amalii Sjergjejewej i uświadomieniu właścicieli koncernu o potencjalnym zagrożeniu dla kolejnego stada bydła, jej zdanie nie zostało uwzględnione.

 

Już w sierpniu tego samego roku, wirusy zdziesiątkowały zapłodnione krowy oraz nowonarodzone cielaki przewiezione do nowej hodowli „Stjepnoje”. Ich zwłoki pozostawione zamieniły się w pewnego rodzaju mumie.

 

Sekcja zwłok wykazała, że wszystkie zakażone krowy urodziły się z białymi nalotami płucnymi wypełnionymi ropą. Objawy wskazywały na gruźlicę, która u bydła nie podlega skutecznemu leczeniu i jest przenoszona na ludzi.

 

Najmniejszy prątek gruźlicy jest groźny dla ludzi, bydła i ptactwa. Jej patogen w mleku przeżywa w temperaturze do minus 269 stopni Celsjusza i jest aktywny przez okres roku.

 

Weterynarz w hodowli „Stjepnoje” Aleksander Sjergjejew początkowo nie powiedział nikomu o sprawie, obawiając się zwolnienia, a mięso padłych zwierząt trafiło do sprzedaży. Lokalni handlarze kupowali padłe sztuki, a dokumenty świadczyły, że przyczyną ich śmierci jest nieopłacalność ich utrzymywania np. ze względu na urazy kończyn, wieku, spadku produkcji mleka, utraty funkcji rozrodczych.

 

Pracownicy hodowli „Stjepnoje” świadomie ukrywali przyczynę pomoru, przygotowując padłe sztuki na sprzedaż. Natychmiast po śmierci krów, podcinali im gardła, aby spuścić krew, a dzięki temu tusza nie ulegała zepsuciu. Czasem, handlarze zabierali chore, wycieńczone bydło i wywozili żywca na zewnątrz farmy.

 

Do końca sierpnia 2018 roku padło pierwszych 10 sztuk.

 

We wrześniu, weterynarz w „Stjepnoje” Aleksander Sjergiejew postanowił oficjalnie zawiadomić właścicieli hodowli oraz odpowiednik rosyjskiego powiatowego lekarza weterynarii o rozprzestrzeniającej się zarazie.

 

W odpowiedzi, został uwięziony i pobity przez swych pracodawców, którzy nie chcieli słyszeć o jakichkolwiek stratach związanych z pomorem zwierząt.

 

Zgłoszenie policji faktu pobicia i nielegalnego pozbawienia wolności niczego nie przyniosło.


Na domiar złego, Sjergiejew został dowieziony przez policję na farmę, a jego zadaniem było policzenie krów. Okazało się, że bydła nie ma.

 

1 października 2018 r. zostało wszczęte przeciwko weterynarzowi Sjergiejewowi postępowanie karne pod zarzutem kradzieży 120 krów, a wraz z tym spowodowania szkód materialnych na dużą skalę. 

 

Miejscowy klan przedsiębiorców, oligarchów, władz, policji, wydziału śledczego regionu Kaukazu okazał się organizacją na wskroś mafijną, a jedynymi winnymi okazali się pracownicy hodowli i chore zwierzęta…

 

Piotr Pałys

źródło: https://www.novayagazeta.ru/articles/2019/02/22/79659-mogli-zarazitsya-ne-tolko-korovy-no-i-lyudi 

fot. novayagazeta/collage RW

Opublikował:
Piotr Pałys
Author: Piotr Pałys
O Autorze
Dziennikarz, elektrotechnik, muzealnik, spełniony poszukiwacz i kolekcjoner.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora


Autor: Polska Agencja Prasowa 08-12-2021 12:40:23

Wścieklizna w Warszawie. Stołeczny ratusz ostrzega

W Warszawie i na Mazowszu nadal odnotowuje się coraz to nowe przypadki wścieklizny u zwierząt – poinformował stołeczny ratusz.

Jednocześnie władze Warszawy apelują o zachowanie czujności i ostrożności oraz proszą, by dbać o siebie i swoje zwierzęta. Wścieklizna to groźna choroba zakaźna może doprowadzić do śmierci, dlatego ratusz apeluje do mieszkańców "o zachowanie ostrożności w sytuacji spotkania dzikich zwierząt na swojej drodze".

Szczepienie psów w Polsce jest zabiegiem obowiązkowym

"Pamiętajmy o tym, że lisy, jeże, nietoperze i inne mogą być zarażone wścieklizną" – przekazano. Nie wolno dotykać zwierząt, nawet rannych, które potrzebują pomocy. W takich przypadkach należy powiadomić odpowiednie służby.wscieklizna2 08.12

Urząd przypomina też, że szczepienie przeciw wściekliźnie psów jest obowiązkowe, a kotów zalecane. W Polsce obowiązkowemu ochronnemu szczepieniu przeciwko wściekliźnie podlegają psy powyżej 3. miesiąca życia, a następnie nie rzadziej niż co 12 miesięcy od dnia ostatniego szczepienia. Wskazane są również szczepienia kotów. Szczepień psów i kotów przeciwko wściekliźnie dokonują lekarze weterynarii świadczący usługi weterynaryjne w ramach zakładu leczniczego dla zwierząt. Brak szczepienia psa jest wykroczeniem, za które grozi mandat karny w wysokości do 500 zł. O roztropność apeluje również Główny Lekarz Weterynarii.

W Warszawie obszary zagrożone wścieklizną to Wawer, Wesoła, Targówek (część dzielnicy ograniczona od zachodu ul. Radzymińską), Rembertów, Praga Południe (część dzielnicy ograniczona od południa linią kolejową przebiegającą wzdłuż ul. Makowskiej).

W tym roku wścieklizna została odnotowana w 98 przypadkach

Na obszarze zagrożonym wścieklizną obowiązuje m.in.: zakaz organizowania targów, wystaw, konkursów, pokazów z udziałem psów, kotów oraz innych zwierząt wrażliwych na wściekliznę oraz polowań i odłowów zwierząt łownych, za wyjątkiem odstrzałów sanitarnych dzików oraz polowań indywidualnych na dziki bez udziału psów i nagonki oraz nakaz trzymania psów na smyczy lub na ogrodzonym terenie zamkniętym, a kotów w zamknięciu, pozostawiania zwierząt gospodarskich w okólnikach i na zamkniętych wybiegach.

2 grudnia 2021 r. Mazowiecki Wojewódzki Lekarz Weterynarii poinformował o wykryciu 98 przypadku wścieklizny u zwierząt wolno żyjących na terenie województwa mazowieckiego w 2021 r. Ostatnie przypadki wścieklizny odnotowano w powiecie otwockim oraz na terenie warszawskich dzielnic: Wilanów i Wawer.

Czytaj też: Wścieklizna – odnotowano 95 przypadków wśród dzikich zwierząt

źródła: PAP/ fot. pixabay.com


Autor: Polska Agencja Prasowa 08-12-2021 12:31:41

Ogromny przemyt papierosów na Podlasiu. Pół miliona paczek zamiast ryb

Ogromny przemyt papierosów bez polskich znaków akcyzy udaremnili funkcjonariusze KAS z Budziska (województwo podlaskie), przy granicy z Litwą.

Zabezpieczono ponad pół miliona paczek nielegalnych papierosów, a wartość rynkowa zabezpieczonej kontrabandy to ponad 7,5 mln zł. Jak poinformował w środę st. asp. Maciej Czarnecki, oficer prasowy podlaskiej KAS, kierowcą ciężarówki na litewskich numerach rejestracyjnych, która wjechała do kraju z Litwy, był 50-letni Białorusin. Deklarowanym ładunkiem miały być mrożone ryby.

Ogromny przemyt papierosów

Pojazd został prześwietlony urządzeniem rtg i poddany szczegółowej kontroli. Podczas rewizji okazało się, że w naczepie – zamiast ryb – przewożone są nielegalne papierosy z białoruskimi znakami akcyzy. Był to ogromny przemyt papierosów, ponieważ odkryto aż 520 tys. paczek papierosów o wartości ponad 7,5 mln zł.

,,Gdyby trafiły na rynek, straty Skarbu Państwa wyniosłyby 12,5 mln zł" – dodał Czarnecki.

Śledztwo w sprawie przemytu nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Suwałkach. Białoruskiemu kierowcy, który został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące, grozi do 10 lat więzienia.

Od początku roku podlaska KAS zabezpieczyła już ponad 8 mln paczek nielegalnych papierosów o szacunkowej wartości rynkowej niemal 120 mln zł.

Powszechne zjawisko

Przemyt papierosów w deklarowanym ładunku ciężarówek Przemyt papierosow podlasie ryby to powszechna forma działań grup przestępczych trudniących się przerzutem papierosów ze Wschodu, zwłaszcza przez granicę z Litwą, czyli wewnętrzną granicę UE, gdzie nie ma kontroli paszportowo-celnych. W wykryciu takich prób na drogach i przejściach granicznych (na granicy z Białorusią, która jest zewnętrzną granicą UE) – oprócz doświadczenia funkcjonariuszy służb i pracy operacyjnej – pomagają urządzenia rtg do prześwietlania ładunków i szkolone psy.

Z danych podlaskiej KAS wynika, że jej funkcjonariusze zabezpieczyli w tym roku ponad 8 mln paczek nielegalnych papierosów. To dużo więcej, niż w dwóch minionych latach, gdy udaremniony przemyt ze Wschodu był na poziomie 2,5 mln paczek.

Czytaj też: Eksport papierosów – Polska stała się liderem na świecie!

PAP/fot.Podlaska KAS


Autor: Polska Agencja Prasowa 08-12-2021 11:46:51

Polacy chcą pracować maksymalnie 4 dni w tygodniu

Polacy chcą pracować mniej. Jak pokazuje najnowsze badanie idealnym rozwiązaniem – zdaniem respondentów – byłby czterodniowy system pracy.

Już 68 proc. pracowników jest zdania, że skrócenie tygodnia pracy do czterech dni wpłynęłoby pozytywnie na ich zdrowie – wynika z badania zleconego przez Personnel Service. Przeciwne są m.in. osoby prowadzące działalność gospodarczą i osoby po 55 roku życia.

Polacy chcą pracować tyle, co Islandczycy

Eksperci Personnel Service wskazali, że rewolucja w postaci skrócenia tygodnia pracy wymagałaby czasu, ale doświadczenia związane z pracą zdalną pokazują, że Polacy są w stanie szybko i sprawie dostosować się do zmian na rynku pracy. "Po wymuszonym przez pandemię eksperymencie, jakim było przejście na pracę zdalną, stopniowy powrót do przedpandemicznej rzeczywistości może być dobrym punktem wyjścia do kolejnego wyzwania, jakim jest wprowadzenie 4-dniowego tygodnia pracy. Doświadczenia z innych krajów, m.in. Islandii potwierdzają, że taki eksperyment pozytywnie wpływa na wydajność i samopoczucie pracowników. Zwolennikami tego rozwiązania jest większość Polaków, którzy twierdzą, że taka decyzja może pozytywnie wpłynąć na ich zdrowie" – napisano.forma zatrudnienia polacy czas pracy 2

Zdecydowanie za tą opcją opowiada się 53 proc. osób w wieku 25-34 lata i 45 proc. w wieku 35-44 lata. Wskazano też, że liczba zwolenników tego rozwiązania rośnie wraz z ich wykształceniem: tylko 30 proc. pracowników z wykształceniem podstawowym jest za skróceniem czasu pracy, natomiast w przypadku osób z wykształceniem wyższym i średnim, takie rozwiązanie ucieszyłoby 43 proc. zatrudnionych. Badanie wykazało, że najwięcej zwolenników skróconego tygodnia pracy można znaleźć wśród zatrudnionych w największych firmach, gdzie już niemal co druga osoba uważa, że taka decyzja pozytywnie wpłynęłaby na ich zdrowie. Dla porównania, w najmniejszych firmach zatrudniających do 9 osób 4-dniowego tygodnia pracy chciałoby 31 proc.

Przedsiębiorcy nie chcą skrócenia tygodnia pracy

Skrócony wymiar pracy nie spotkał się natomiast z aprobatą 17 proc. pracowników (głównie powyżej 55 roku życia). Wśród nich co czwarty uważa, że skrócony tydzień pracy nie wpłynie na zdrowie pracowników. Przeciwnikami 4-dniowego tygodnia pracy jest również 40 proc. osób prowadzących własną działalność gospodarczą.

"To, że za opcją krótszego tygodnia pracy opowiedzieli się przede wszystkim ludzie młodzi i z wyższym wykształceniem, wcale nie dziwi. To właśnie ich cechuje najbardziej elastyczne podejście i gotowość na zmiany. Kluczowy jest również fakt, że osoby po studiach wykonują zwykle prace biurowe, które łatwiej zoptymalizować i wykonać w 4 dni. W przypadku m.in. budowlańca skrócenie pracy o jeden dzień może spowodować opóźnienia, a szybsze tempo to ryzyko błędów" – wyjaśnia ekspert rynku pracy, Personnel Service Krzysztof Inglot.

Polacy zapracowanym narodem

Napisano, że skrócony do czterech dni tydzień pracy może wpłynąć na obniżenie poziomu stresu, na który w czasie pandemii narzeka niemal co drugi Polak. Przypomniano, że w „Barometrze Polskiego Rynku Pracy” już 46 proc. pracowników przyznało, że od wybuchu pandemii mierzy się ze zwiększonym stresem w pracy. Mocniej są na to narażone kobiety – już 54 proc. z nich jest bardziej zestresowana wykonując swoje obowiązki, w przypadku mężczyzn ten odsetek wynosi 38 proc.

W informacji zaznaczono też, że Polacy są jednym z najbardziej zapracowanych narodów. Według danych OECD, w 2020 roku polski pracownik przepracował średnio 1766 godzin, co plasuje go w czołówce obok USA (1767 godzin), Chorwacji (1834 godzin) czy Rosji (1874 godzin). Na drugim biegunie znaleźli się m.in. Niemcy, którzy przepracowali w zeszłym roku najmniej, bo 1332 godzin oraz Duńczycy ze średnią 1346 godzin.

Czytaj także: Czas pracy pracownika sezonowego – normy i ogólny wymiar

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.