Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Świat Rolnika 04-12-2014 10:29:00

Czy i kiedy wprowadzimy walutę euro w Polsce. Plusy i minusy decyzji

Czy i kiedy wprowadzimy walutę euro w Polsce. Plusy i minusy decyzji

Sprawa wprowadzenia euro w Polsce zajmowała dotychczas ważne miejsce w debacie publicznej. Wprowadzenie euro, albo dokładniej, odpowiedni czas wprowadzenia euro, nie jest obojętny także pozostałym państwom członkowskim. Wydarzenie to będzie stanowić...

Sprawa wprowadzenia euro w Polsce zajmowała dotychczas ważne miejsce w debacie publicznej. Wprowadzenie euro, albo dokładniej, odpowiedni czas wprowadzenia euro, nie jest obojętny także pozostałym państwom członkowskim. Wydarzenie to będzie stanowić ważny krok naprzód w integracji europejskiej. W  artykule znajdziecie Państwo odpowiedź na tytułowe pytanie; jakie są perspektywy wprowadzenia euro w Polsce w najbliższych latach, oraz czy Polska jest gotowa już teraz na tak głębokoidące zmiany.


Jak zmieniło się oblicze Polski na arenie międzynarodowej w obliczu kryzysu, jakie są argumenty tych opowiadających się za szybkim przystąpieniem do unii walutowej i tych przeciwko temu krokowi oraz jakie są możliwe terminy wprowadzenia euro w Polce?

Zacznijmy od tego, że Rzeczpospolita Polska zobowiązała się do przyjęcia euro w traktacie ateńskim. Czy tego chcemy, czy nie - euro w Polsce będzie. Nie wiadomo dokładnie tylko kiedy, bo w powyższym dokumencie nie została określona dokładna data. Co więcej, zostało to potwierdzone w referendum akcesyjnym. W kwestii przyjęcia euro panowała wtedy niesamowita zgodność społeczna, bo aż 77% głosujących opowiedziało się za przyjęciem euro. Aby uzmysłowić sobie rangę tego wydarzenia dla całej Unii Europejskiej należy dodać, że w referendum uczestniczyła większa liczba ludności niż obywatele Litwy, Łotwy, Estonii, Słowacji, Słowenii, Malty oraz Cypru razem wzięci, czyli siedmiu z dziewięciu państw, które przystąpiły razem z Polską do UE w 2004 roku.

Jednak najnowsze sondaże niezależnego badania przeprowadzonego przez TNS OBOP wskazują, że obecnie blisko 60% badanych postrzega przyjęcie euro niekorzystnie. Nie ma co się dziwić temu sądowi; prasa stale donosi o kolejnych problemach Grecji czy Hiszpanii, a większość ekonomistów podejrzewa, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Jest to przejaw braku zaufania do euro. Polacy obawiają się także problemów, które mogą wyniknąć po wprowadzeniu wspólnej waluty, takich jak niekorzystny kurs przeliczeniowy, czy wzrost cen towarów i usług.

Istnieje szereg kryteriów, które Polska musi spełnić, aby móc przystąpić do unii walutowej. Kryteria te noszą nazwę kryteriów konwergencji. Z pięciu kryteriów konwergencji nominalnej, które stanowią podstawę przyjęcia euro, Polska na chwilę obecną wypełnia tylko jedno – kryterium długoterminowej stopy procentowej. Wynik ten może nam osłodzić jedynie fakt, że obecni członkowie EU rzadko kiedy wypełniają wszystkie kryteria. Spośród wszystkich 27 państw członkowskich w 2011 roku kryteria zostały spełnione tylko przez trzy: Austrię, Finlandię i Holandię. Rząd nieoficjalnie ocenia, że już w 2015 roku możemy spełnić wszystkie kryteria i wprowadzić euro w Polsce. Należy jednak postawić sobie pytanie, czy nie jest to za wczesna data? Polska w swojej młodej, dwudziestokilkuletniej wolnorynkowej historii gospodarczej musiała przejść przez zmiany, na które inne kraje miały setki lat.

Obraz polskiej gospodarki na arenie międzynarodowej uległ znacznemu polepszeniu w ciągu ostatnich kilku lat. W niemieckiej prasie, szczególnie w okresie kryzysu, coraz częściej można było zaobserwować liczne tytuły, których treść można było podsumować krótko: Polen ist Spitzenreiter des Europas (Polska jest europejskim liderem). Stwierdzenie to odnosi się do polskiej gospodarki, która rozwijała się niesamowicie prężnie w ciągu ostatnich lat. Świadczą o tym liczby: skumulowany wzrost gospodarczy w ciągu ostatnich czterech lat to ponad 16%, czyli średnio ponad 4% w skali roku. Polska jako jedyny kraj Wspólnoty zanotowała podczas szalejącego kryzysu gospodarczego w 2009 roku dodatni wzrost gospodarczy. Takich wyników nie powstydziłyby się nawet Niemcy uważane za najbardziej stabilną gospodarkę UE.

Co sprawiło, że Polska tak dobrze wypadła na tle innych krajów UE? Odpowiedź nie jest prosta, ponieważ złożyło się na to kilka czynników. Największy wpływ zdaje się mieć nasze położenie w Europie i to, jak ważnym partnerem handlowym dla Polski są Niemcy. Niemcy, które są najbardziej stabilną gospodarką UE, zajmują bardzo ważne miejsce w strukturze naszego importu i eksportu. Wartość towarów i usług eksportowanych i importowanych do Niemiec wynosi blisko 25% wartości wszystkich eksportowanych i importowanych dóbr. Właśnie dlatego kryzys nie wpłynął w znacznym stopniu na Polskę – popyt na nasze dobra nie uległ znacznemu obniżeniu. Na dobrą sytuację gospodarczą Polski wpłynęły także inwestycje związane z organizacją Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Nie należy jednak zapominać, że kryzys nie odcisnął jeszcze swojego ostatecznego piętna.

Wprowadzenie euro w Polsce jest równoznaczne z porzuceniem własnej polityki kształtowania kursu walutowego, co jest bardzo ważnym czynnikiem regulacji całej gospodarki. Zagrożenie stanowi także gwałtowny wzrost cen, tzw. efekt teuro (od niemieckiego teuer – drogi), który może uderzyć dotkliwie w najuboższe warstwy społeczeństwa. Poza tym przedsiębiorcy będą musieli uwzględnić możliwą większą konkurencję ze strony europejskich firm, które, skuszone porzuceniem ryzyka kursowego, zdecydują się rozpocząć swoją działalność w Polsce.

Istnieje też wiele zalet wprowadzenia euro. Te wydają się głównie dotyczyć sektora prywatnych przedsiębiorstw, np. brak ryzyka kursowego w znacznym stopniu ułatwi przedsiębiorcom planowanie, a niepotrzebna już wymiana waluty zredukuje tzw. koszty transakcyjne. Wprowadzenie euro przyniesie też sporo korzyści państwu, do których należą zwiększone inwestycje w sektorze prywatnym, w znacznym stopniu finansowane przez kapitał zagraniczny zachęcony brakiem ryzyka kursowego. To wpłynie z kolei na większe wpływy do budżetu państwa. Nowa waluta wymusi także większą dyscyplinę budżetową na rządzących. Jeśli Polska rzeczywiście będzie przygotowana na wprowadzenie euro, to zrzeczenie się możliwości swobodnego kształtowania polityki pieniężnej wpłynie korzystnie na strukturę makroekonomiczną państwa. Wspólna waluta ułatwi też handel Polski z innymi krajami UE, korzyści będą więc obopólne.

Podsumowując, fakt wprowadzenia euro jest w Polsce nieunikniony. Ważnym jest jednak, aby Polska była w możliwie jak najlepszy sposób przygotowana do nadchodzącej transformacji. To jednak w znacznej mierze leży w rękach rządzących. Im lepiej zastosujemy się do kryteriów konwergencji, tym mniej odczuwalna będzie to zmiana dla mniej zamożnych warstw społecznych, które bez wątpienia najbardziej odczują skutki transformacji. Nie bez znaczenia jest też dobór odpowiedniego momentu przystąpienia do unii  walutowej. Dopóki UE nie rozwiąże głównych problemów, w szczególności związanych z kryzysem w Grecji, wskazanym jest zachowywać pasywność w staraniach o szybkie wprowadzenie nowej waluty. Rok 2015, podawany przez czołowych polityków, wydaje się być zatem zdecydowanie przedwczesną prognozą wprowadzenia euro w Polsce.

źródło: Trend, fot:.MF



Autor: Sebastian Wroniewski 06-12-2021 23:00:00

Polacy zrobią zakupy świąteczne na ostatnią chwilę. Ceny zadecydują o wyborze

Najnowsze badanie pokazuje, że ośmiu na dziesięciu Polaków, mimo wzrostu zakażeń, zamierza zrobić zakupy świąteczne w sklepach stacjonarnych.

Co trzecia ankietowana osoba zrealizuje je na tydzień przed świętami. I to będzie częstszą praktyką niż rok temu. Kluczowe znaczenie odegra cena i tu też widać wzrost. Do tego jeden na czterech konsumentów planuje przeznaczyć średnio pomiędzy 100 zł a 200 zł na świąteczną żywność na osobę. Z kolei dziewięciu na dziesięciu rodaków skorzysta z tzw. listy zakupów, żeby precyzyjnie dokonać wyboru w samej placówce.

Zakupy świąteczne skoncentrują się w sklepach stacjonarnych

Z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH dla programu branżowego „BLIX AWARDS – Wybór Konsumentów” wiemy, gdzie Polacy zamierzają przed tegorocznym Bożym Narodzeniem zrobić spożywcze zakupy świąteczne. 80% respondentów z grupy ponad 1100 konsumentów odpowiedzialnych za codzienne zakupy w swoich gospodarstwach domowych wybierze sklepy stacjonarne. Z kolei 18% ankietowanych planuje część towarów nabyć w sklepach internetowych, a resztę – w tradycyjnych. Tylko dla 1% nie ma to znaczenia. Z kolei po 0,5% mają e-sklepy i odpowiedzi bez wskazania miejsca.

“Ponad 95% zakupów FMCG dokonywana jest w Polsce w sklepach stacjonarnych i przed świętami ten trend tym bardziej się nie zmieni. Pomimo że konsumenci skracają średni czas spędzony w takich miejscach i chcą dokonywać bardziej zaplanowanych transakcji, to właśnie tradycyjne placówki handlowe pozwalają na wybranie najlepszych produktów na świąteczny stół. Widać też, że wśród konsumentów jest coraz mniej odczuwalny strach przed zakupami realizowanymi osobiście” – komentuje Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy BLIX.

Polacy odkładają wizyty w sklepach na prawie ostatnią chwilę

Wiemy też, kiedy Polacy zrobią największe zakupyZakupy swiateczne 02 świąteczne. 33% ankietowanych dokona ich na tydzień przed Bożym Narodzeniem. Z kolei 22% respondentów zamierza kupować na kilka dni przed świętami. Po 19% mają odpowiedzi na 2 tygodnie przed Bożym Narodzeniem oraz na początku grudnia. 5% konsumentów jeszcze tego nie wie, a dla 2% nie ma to znaczenia. Jak podkreśla Marcin Lenkiewicz, opcja „na tydzień przed” była również w ubiegłym roku najczęściej wybierana. Jednak teraz zyskała 5 p.p. więcej. To może być związane nie tylko z chęcią poczekania na lepsze oferty, ale również z obserwacją sytuacji pandemicznej i decyzją o tym, ile osób zasiądzie przy świątecznym stole.

Tegoroczne wyniki potwierdzają często słyszaną tezę, że Polacy oswoili się z koronawirusem i zawierzyli szczepieniom. Nie boją się spiętrzenia klientów w ostatnim tygodniu czy nawet w kilku dniach przedświątecznych. Dodatkowo liczą na szybko uruchamiane promocje. Nie bez znaczenia jest też to, że ludzie po prostu pracują. Koniec roku i perspektywa świąt podgrzewają temperaturę pracy w firmach, co przesuwa decyzje o rozpoczęciu przygotowań zakupów – mówi dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, były wieloletni dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD).

Z badania wiemy też, co zadecyduje o zakupie artykułów spożywczych na święta.

Największe znaczenie ma cena – 78%. Ekspert z Grupy BLIX zaznacza, że ten czynnik wzrósł aż o 4 p.p. w porównaniu z ubiegłorocznymi deklaracjami. Jest to dość oczywista odpowiedź w kontekście zauważalnych podwyżek cen, również w formatach sklepów, które dotychczas kojarzyły się z tanimi zakupami, np. w dyskontach. Natomiast na kolejnych miejscach w zestawieniu pojawia się promocja – 71%, jakość – 50%, własne doświadczenie klienta – 38% oraz dostępność towaru – 24%.

“Cena zawsze była ważna, a w czasie rekordowej inflacji – tym bardziej taką jest. Jednak to nie znaczy, że nie liczy się jakość, której ludzie poszukują. Klienci chcą za nią zapłacić mniej. Szukają spełnienia zasady price pro value na jak najkorzystniejszym poziomie. Oczywiście liczy się doświadczenie zakupowe, które najlepiej sprawdza się w czasie wizyty w sklepie. Tym bardziej ma ono znaczenie, bo produkty są raczej wszędzie dostępne, a klienci chcą dokonać trafnych jakościowo i cenowo wyborów danego towaru” – dodaje dr Faliński.

Większość ankietowanych zapowiedziało robienie zakupów z listą

Polacy wskazali też, ile wydadzą pieniędzy na zakupy świąteczne. 25% respondentów planuje przeznaczyć 101-200 zł na osobę. 19% zapowiada wydatki wynoszące 201-300 zł, a 13% – do 100 zł. Z kolei 12% jeszcze nie wie, a po 11% mają odpowiedzi 401-500 zł oraz 301-400 zł. Natomiast 9% ankietowanych wybiera powyżej 500 zł.

“Przeznaczenie 101-200 zł na osobę wydaje się dość rozsądną wartością. W ubiegłym roku Polacy na zakupy świąteczne dla całej rodziny najczęściej deklarowali budżet 401-500 zł. Nie widać zatem wzrostów w tych wydatkach. Jednocześnie występuje duże prawdopodobieństwo, że w ramach tej kwoty przeciętne gospodarstwo domowe zaopatrzy się w mniejszą ilość produktów ze względu na podwyżki i inflację. Do tego dochodzi czynnik niepewności, bo liczba zakażeń znowu dynamicznie rośnie” – zaznacza Marcin Lenkiewicz.

Ponadto z badania wynika, że 90% respondentów planuje kupować z listą zakupów. 5% badanych nie zamierza z niej korzystać. Dla 2% ankietowanych nie ma to znaczenia, czy użyją takiego narzędzia. Pozostali konsumenci jeszcze nie wiedzą, czy posłużą się nim. Według eksperta z Grupy BLIX, Polacy wolą mieć listę zakupów, bo wówczas nie zapomną o kupieniu czegoś im potrzebnego. Do tego dochodzi oczywiście fakt kontrolowania wydatków, bo z taką listą niewiele więcej spontanicznie włożą do swoich koszyków.

“Jest inflacja i ona skłania do planowania i przemyślanego wyboru. Można więc oczekiwać, że sprzedaż produktów impulsowych spadnie, ale poczekajmy jeszcze z kategorycznymi tezami. Wzrost płac pozwoli na podtrzymanie poziomu świątecznych zakupów, ale jednocześnie inflacja budzi głos rozsądku. Jak będzie, zobaczymy zaraz po świętach” – podsumowuje dr Faliński.

Warto przypomnieć, że według Barometru Providenta, czeka nas niezwykle oszczędne Boże Narodzenie.

Czytaj też: Analiza: Na zakupy świąteczne pracujemy średnio 5 dni

mondaynews.pl/fot.Pixabay


Autor: Polska Agencja Prasowa 06-12-2021 22:00:00

Badanie: Negatywne skutki pandemii odczuło 65 proc. polskich firm

65 proc. średnich i dużych firm negatywnie odczuło skutki pandemii – podają wyniki opublikowane podczas 7. edycji Bilansu Kapitału Ludzkiego.

Dodatkowo prawie połowie firm spadły obroty. W branżach związanych z handlem, zakwaterowaniem, gastronomią i usługami spadek obrotów dotknął 70 proc. firm. Badanie Bilans Kapitału Ludzkiego realizowane jest przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości we współpracy z Uniwersytetem Jagiellońskim od 2009 r. Opublikowany w poniedziałek raport jest oparty na wynikach dwóch fal badań: z jesieni 2019 r., czyli sprzed pandemii oraz z jesieni 2020 r.

Pomimo pandemii forma wykonywanej pracy nie zmieniła się

W przypadku zdecydowanej większości uczestników badania (90 proc.) aktywność zawodowa na przestrzeni lat 2019–2020 nie uległa zmianie. Osoby, które w 2019 r. pracowały, ale przestały to robić w 2020, stanowiły 5 proc. Odwrotna sytuacja (tj. ktoś, kto nie pracował w 2019, zaczął w 2020) miała miejsce w 4 proc. przypadków. Osoby, które znalazły się na bezrobociu, stanowiły niecały 1 proc. badanych. Największy spadek zatrudnienia (9,5 pkt proc.) zauważono wśród osób wykonujących prace, których funkcjonowanie było najsilniej ograniczone przez skutki pandemii, tj. pracowników usług i sprzedawców.skutkipandemii2

Dla większości pracowników pandemia nie zwiększyła możliwości wykonywania pracy zdalnej. Przed wybuchem pandemii ok. 8 proc. pracowników deklarowało wykonywanie pracy zdalnej, głównie z przewagą tradycyjnej formy świadczenia pracy. Wybuch pandemii zwiększył zakres pracy zdalnej w wypadku ok. 30 proc. pracowników, głównie tych, którzy mieli wcześniejsze doświadczenie z tego typu pracą. Zazwyczaj im bardziej specjalistyczny zawód wykonywały te osoby, tym szansa na pracę zdalną była wyższa. Jak podkreślono, największą transformację przeszedł zawód nauczyciela, który przed pandemią w bardzo małym stopniu był wykonywany zdalnie. W przypadku większości (71 proc.) pracowników pandemia nie przyniosła zmiany formy wykonywanej pracy.

Wzrost obciążenia pracą w 2020 r. częściej deklarowali mężczyźni niż kobiety, w tym szczególnie mężczyźni specjaliści, a także panowie posiadający dzieci. Jak podkreślili autorzy raportu, może to wynikać z większego „przyzwyczajenia” kobiet do równoległego łączenia wielu aktywności (w tym opieki nad dziećmi), ale też z częstszego przejmowania przez nie pełnej opieki nad dziećmi. Oprócz dużego obciążenia pracą, mężczyznom dolega również samotność, głównie rolnikom.

Skutki pandemii najmocniej odczuły gastronomia i hotelarstwo

Badanie objęło też średnie i duże firmy. W porównaniu z poprzednimi okresami wyraźnie wzrósł odsetek przedsiębiorców twierdzących, że na swoją działalność poświęcają więcej czasu niż przed rokiem. Dotyczyło to zwłaszcza branż związanych z usługami specjalistycznymi, jak działalność prawnicza, doradztwo z zakresu gospodarki i zarządzania, rachunkowość i podatki czy usługi informatyczne, a więc tych rodzajów usług, na które popyt mógł wzrosnąć w czasie zmagania się przedsiębiorców z pandemicznymi restrykcjami.

Wśród głównych utrudnień działalności gospodarczej w 2020 r. na pierwszym miejscu firmy wymieniały ograniczenia covidowe, które w takiej lub innej formie dotknęły ponad połowę firm, a dla co piątej stanowiły najważniejszy problem, z jakim trzeba było się mierzyć. Dopiero na kolejnych miejscach znalazły się wysokie podatki, uciążliwe przepisy i zbyt duża konkurencja.

W badaniu odnotowano też radykalne pogorszenie dynamiki obrotów średnich i dużych firm. Z ponad 50 proc. do 30 proc. zmalał odsetek firm deklarujących utrzymanie obrotów na dotychczasowym poziomie, a znacząco wzrósł odsetek – z kilkunastu do prawie 50 proc. – firm, którym obroty spadły. W branżach związanych z handlem, zakwaterowaniem, gastronomią i usługami taki spadek deklarowało 70 proc. firm. W zdecydowanej większości spadki obrotów wiązane były z sytuacją epidemiczną.

W kolejnych 12 miesiącach spadku obrotów spodziewało się ponad 40 proc. firm, a wzrostu – 12 proc. (rok temu nastroje były odwrotne: spadku obrotów obawiało się 17 proc. firm, a na wzrosty liczyło ponad 30 proc.).

65 proc. średnich i dużych firm przyznało w badaniu, że doświadczyło negatywnych skutków pandemii. Najczęściej deklarowała to branża handlowa, hotelarska i gastronomiczna, w dalszej kolejności przemysł i górnictwo. W najmniejszym stopniu negatywnych skutków pandemii doświadczyło budownictwo i transport.

Zobacz też: Sklepy w Polsce nie mogą się pozbierać po pandemii koronawirusa

źródła:PAP/fot.pixabay.com


Autor: Polska Agencja Prasowa 06-12-2021 20:00:00

IMGW: Prognoza pogody na 7 i 8 grudnia; duże zachmurzenie i opady śniegu

Jak podaje IMGW, wschodnią część Morza Śródziemnego, Bałkany i częściowo Europę wschodnią będzie obejmował niż znad Morza Egejskiego.

Krańce zachodnie kontynentu znajdą się w zasięgu bardzo głębokiego i aktywnego niżu znad Irlandii. Resztę Europy będą obejmowały wyże. Polska znajdzie się pod wpływem słabego klina związanego z wyżem nad Rosją, tylko na południowym wschodzie zaznaczy się oddziaływanie zatoki niżowej. Ze wschodu zacznie napływać suchsze i chłodniejsze powietrze pochodzenia arktycznego.

IMGW: prognoza pogody na 7 grudnia

Jak podaje IMGW, ciśnienie w Warszawie w południe wyniesie 1002 hPa i będzie rosło.

We wtorek na południu kraju zachmurzenie duże. Na pozostałym obszarze zachmurzenie duże z większymi przejaśnieniami. Miejscami opady śniegu. Temperatura maksymalna od -9 st. na północnym wschodzie do -2 st. w centrum i 1 st. miejscami na południu. Wiatr słaby i umiarkowany, z kierunków północnych i wschodnich.

We wtorek w Warszawie zachmurzenie duże z większymi przejaśnieniami. Możliwy słaby śnieg. Temperatura maksymalna -2 st. Wiatr słaby, północno-wschodni. W nocy zachmurzenie duże z większymi przejaśnieniami. Temperatura minimalna -6 st. Wiatr słaby, północno-wschodni i wschodni. W środę zachmurzenie na ogół umiarkowane. Temperatura maksymalna -3 st. Wiatr słaby i umiarkowany, wschodni

Prognoza pogody na 8 grudnia

IMGW informuje, że w nocy z wtorku na środęIMGW mroz 5 zachmurzenie duże, miejscami większe przejaśnienia. Na północy oraz południowym zachodzie również rozpogodzenia. W centrum oraz na wschodzie miejscami słabe opady śniegu. W kotlinach górskich lokalnie mgła osadzająca szadź i ograniczająca widzialność do 200 metrów. Temperatura minimalna od -14 st. na północy kraju do -7 st. w centrum i -2 st. na krańcach północno-zachodnich. Wiatr słaby i umiarkowany, na wybrzeżu porywisty, z kierunków wschodnich.

Jak podaje IMGW, w środę zachmurzenie małe i umiarkowane, jedynie na południowym wschodzie okresami duże i tam słabe opady śniegu. Początkowo na południu mgła osadzająca szadź i ograniczająca widzialność do 400 metrów. Temperatura maksymalna od -8 st. na północnym wschodzie oraz lokalnie na Kujawach do -4 st. w centrum kraju i około -1 st. na zachodzie i południu. Wiatr umiarkowany, na wybrzeżu porywisty, wschodni i południowo-wschodni.

Przypomnijmy, że dzisiaj oprócz opadów śniegu jest również bardzo ślisko. Synoptyk IMGW Grażyna Dąbrowska ostrzega w rozmowie z PAP, że topniejący śnieg spowodowuje, że w poniedziałek może być ślisko nie tylko na drogach.

Czytaj też: Synoptyk IMGW: W poniedziałek pochmurno; w Karpatach spadnie nawet 10 cm śniegu

PAP/fot.pixabay

 

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.