Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Świat Rolnika 26-07-2021 14:03:27

Kim naprawdę jest Janusz Wojciechowski?

Janusz Wojciechowski

Pierwszego grudnia 2019 roku media w całej Europie podały informację, że Polak – Janusz Wojciechowski – rozpoczął kadencję na stanowisku unijnego komisarza do spraw rolnictwa. Politycy Prawa i Sprawiedliwości podnosili wówczas, że to niepowtarzalna szansa na rozwój krajowego sektora rolnego. Najważniejszym celem stawianym przed polską polityką rolną było wówczas zrównanie dopłat bezpośrednich. Dziś wiemy już, że racjonalizacja wydawania tych środków była tylko mrzonką i kolejną niezrealizowaną obietnicą PiS wobec rolników. Okazuje się jednak, że Prawo i Sprawiedliwość oraz Wojciechowski nie zawinili tylko na tym polu.

Janusz Wojciechowski, czyli ojciec Piątki dla zwierząt

Osoba bliska kierownictwu Prawa i Sprawiedliwości przekazała portalowi Świat Rolnika Info informację, która aktualizuje stan wiedzy na temat Piątki dla zwierząt, czyli – jak zgodnie twierdzi środowisko rolne – jednej z najgorszych ustaw dla polskiej wsi w historii.

Okazuje się bowiem, że to Janusz Wojciechowski – jak twierdzi nasz rozmówca – jako pierwszy odbywał z najważniejszymi osobami w PiS rozmowy, podczas których ustalono kształt dokumentu, którego posłem sprawozdawcą finalnie został dzisiejszy minister rolnictwa – Grzegorz Puda. To wówczas pierwszy raz realnie – nie tylko jako pomysły – paść miały także propozycje konkretnych rozwiązań względem likwidacji hodowli zwierząt futerkowych w Polsce.

To również podczas tych nieformalnych spotkań kolejny raz próbowano doprowadzić do likwidacji niezwykle rentownego sektora uboju zwierząt na potrzeby wspólnot religijnych. Już wówczas najważniejszym politykom PiS nie podobało się stanowisko, której w tej sprawie reprezentuje były już szef resortu rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. Finalnie utracił on stanowisko właśnie na rzecz ministra Pudy, którego sami gospodarze znad Wisły określają mianem „ministra rolnictwa – nie rolników”.Wojciechowski foto

Historia pięknej przyjaźni

Janusz Wojciechowski przyjaciół znalazł jednak nie tylko w środowisku Prawa i Sprawiedliwości. Sojusz oparty na – najwyraźniej – ideologicznej wspólnocie połączył go także z grupami aktywistów antyhodowlanych. Jednym z nich jest prężnie działające w Polsce i na Ukrainie stowarzyszenie Otwarte Klatki. To na zaproszenie Janusza Wojciechowskiego i Eurogroup for Animals przedstawiciele Otwartych Klatek brali udział w debatach na temat dobrostanu zwierząt gospodarskich. Razem z Januszem Wojciechowskim aktywiści otwierali także wystawę w Europarlamencie, która poświęcona była hodowli zwierząt futerkowych i nawoływała do szybkiej likwidacji sektora. Nie tylko zresztą tego. Otwarte Klatki jesienią 2017 roku otrzymały grant w wysokości 0,5 mld USD przeznaczony na działania na rzecz walki o kury hodowane i zabijane na mięso. To jednak unijnemu komisarzowi najwyraźniej nie przeszkadza.

Co ciekawe Janusz Wojciechowski, w asyście choćby Krzysztofa Czabańskiego, wziął udział we wspomnianej wystawie, którą aktywnie wspierał także niemiecki polityk – Stefan Eck, znany z promowania ideologii socjalizmu oraz niemal niepochamowanego dostępu do aborcji. Sam europarlamentarzysta urodzony w Homburgu w południowozachodnich Niemczech, stał także na czele krajowych struktur Die Tierschutzpartei, czyli skrajnie lewicowej organizacji dążącej do likwidacji hodowli zwierzęcej.

Czytaj także: Szczepan Wójcik: Unijni i krajowi politycy idą ramię ramię z lewackimi organizacjami antyhodowlanymi

Niemiecka flanka

Wątek niemiecki jest tu istotny. Hodowle zwierząt futerkowych, które stały się osią konfliktów między rolnikami, a politykami PiS, są naturalnym utylizatorem ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego (uppz). Zgodnie z unijnym prawodawstwem, hodowcy drobiu czy przetwórcy rybni muszą zadbać o utylizację odpadów poprodukcyjnych, które nie nadają się do spożycia przez człowieka. Jest to kilkaset tysięcy ton surowca rocznie. Obecnie strumień środków płynie od hodowców zwierząt futerkowych do drobiarzy i sektora przetwórstwa rybnego. Hodowle skupują uboczne produkty pochodzenia zwierzęcego, które służą do produkcji wysokobiałkowej karmy dla zwierząt futerkowych. Jest to rynek wart w szczytowych okresach nawet miliard złotych rocznie. Gdyby hodowle zwierząt futerkowych zniknęły z rolniczej mapy Polski, rolnicy byliby zmuszeni do przemysłowej utylizacji, czyli spalenia uppz.

Większość z firm utylizacyjnych obecnych na polskim rynku funkcjonuje jako spółki-córki Rethmann (kapitał niemiecki). Łącznie Niemcy mają dziś w swoich rękach ponad 90 procent tego rynku w naszym kraju. Szczególną rolę odgrywa firma Saria International GMBH. W państwach, w których likwidowane są hodowle zwierząt na futra, w niedługim czasie obserwowana jest ekspansja firm utylizacyjnych, co doprowadza do częściowej monopolizacji tych rynków. Tak stało się w Holandii, gdzie w 2012 roku Saria powiększyła swoje wpływy, zdobywając większościowy pakiet akcji firmy Teeuwissen, znacząco wzmacniając swoją pozycję na rynku utylizacyjnym w tym kraju. W 2012 roku rząd Holandii wprowadził zakaz hodowli zwierząt na futra. Zaraz po wejście w życie nowego prawa Saria połączyła się z Van Hessen, istotnie zwiększając swoje udziały w rynku i stając się największym zakładem utylizacyjnym w kraju. Saria działa także w Austrii, w Niemczech (zakaz hodowli zwierząt futerkowych wprowadzono tam w 2017 roku), oraz w Czechach (zakaz hodowli zwierząt futerkowych wprowadzono tam w 2017 roku). Wejście Sarii na te rynki zbiegło się w czasie z wprowadzeniem w tych krajach zakazu hodowli zwierząt futerkowych, czyli największego konkurenta spalarni odpadów pozwierzęcych. Od kilku lat Saria obecna jest także na polskim rynku.

Wyraźnie widoczne są działania firm utylizacyjnych, które próbują (poprzez NGO i think-thanki) wpływać na proces kształtowania prawodawstwa w Polsce w taki sposób, który jest korzystny dla prowadzonych przez nie interesów. Takie działania noszą znamiona wojny hybrydowej i gospodarczej. W filmie opublikowanym w 2014 r. ówczesna liderka Stowarzyszenia Otwarte Klatki (tego samego, które do debat zaprasza Janusz Wojciechowski), Dobrosława Gogłoza (z domu Karbowiak), przyznała, że jej organizacja obrała sobie za cel zniszczenie polskiego przemysłu futrzarskiego, a cały proces ma się dokonać we współpracy ze spółką Saria, której nazwa wprost pada w nagraniu (https://www.youtube.com/watch?v=XVd3rqdZoXo). W październiku 2018 Saria złożyła do UOKiK wniosek o przejęcie wyłącznej kontroli nad spółkami zajmującymi się przetwarzaniem ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego: Struga S.A., Kemos Sp. z o.o., Eko-Stok Sp. z.o.o.. UOKiK pozytywnie rozpatrzył wspomniany wniosek.

Czy Janusz Wojciechowski chce zniszczyć rolników?

Hodowla zwierzęca w Unii Europejskiej ucierpieć może także na forsowanej przez organizacje antyhodowlane inicjatywie Koniec Epoki Klatkowej. Jej celem ma być wprowadzenie na terenie Unii Europejskiej zakazu stosowania klatek w chowie i hodowli zwierząt. Byłby to największy cios wymierzony w unijny sektor hodowlany w całej historii jego istnienia. Rykoszetem zmiany, których chcą „ekolodzy”, uderzyłyby także w sektor produkcji roślinnej. Co ciekawe inicjatywę popiera unijny komisarz do spraw rolnictwa Janusz Wojciechowski.

Wprowadzenie regulacji proponowanych w inicjatywie spowodowałoby konieczność poniesienia olbrzymich kosztów dostosowania się gospodarstw w Polsce do takich wymogów. Proponowane zakazy wiążą się bowiem z koniecznością zmiany organizacji produkcji, zmiany wyposażenia budynków lub ich całkowitej przebudowy. Wszystkie te działania wymagają poniesienia znacznych nakładów finansowych, które przy obecnej opłacalności produkcji nie są możliwe do poniesienia przez rolników. Ograniczone są również możliwości wsparcia takich działań w ramach projektowanych Planów Strategicznych WPR. W związku z tym godna poparcia idea poprawy dobrostanu zwierząt może prowadzić do dalszego wycofywania się rolników z produkcji zwierzęcej (szczególnie małych i średnich gospodarstw nie dysponujących środkami na dostosowanie) i dalszą koncentrację tej produkcji.

Wprowadzenie zakazów w proponowanym zakresie może wpłynąć negatywnie na konkurencyjność europejskiego rolnictwa, które konkurować musi na globalnym rynku z produktami wytwarzanymi bez konieczności spełniania tak wysokich wymagań w zakresie dobrostanu zwierząt.

Środowiska rolne obawiają się, że potencjalny zakaz spowodowałby drastyczną podwyżkę cen żywności, która nieunikniona byłaby ze względu na ogromne podniesienie kosztów produkcji. Europejskie mięso przestałoby być konkurencyjne, czego niechybną konsekwencją będzie wzrost importu z krajów pozaunijnych. Tu powracają stare już demony takie jak zwiększający się eksport z terenów Ukrainy czy negocjowana przez Komisję Europejską umowa na linii UE-Mercosur. Te zagrożenia, w połączeniu z takimi inicjatywami jak Podatek od mięsa czy Europejski Zielony Ład, mogą postawić opłacalność europejskiej produkcji rolnej pod znakiem zapytania.

Co warte uwagi także branża produkcji roślinnej odczuje silnie zmiany rynkowe w sytuacji, gdy inicjatywa Koniec Epoki Klatkowej weszłaby w życie. Większość zbóż uprawianych w Unii Europejskiej przeznaczona jest do skarmiania zwierząt gospodarskich. Nieuniknioną konsekwencją wejścia w życie inicjatywy Koniec Epoki Klatkowej jest ograniczenie skali produkcji zwierzęcej. Co za tym idzie, sektor ten potrzebować będzie mniej surowca paszowego, co uniemożliwi zbyt wielu producentom branży roślinnej.

Już dziś wśród rolników da się słyszeć głosy nawołujące do zorganizowania kolejnej fali protestów, które w ubiegłym roku zalały europejskie miasta i główne szlaki komunikacyjne. Biorąc pod uwagę skalę zagrożenia dla sektora rolnego, decydenci powinni przygotować się na zdecydowany opór europejskich rolników, którzy tak licznie manifestowali przeciw obarczaniu ich winą za zmiany klimatyczne, czy – w Polsce – przeciw tak zwanej Piątce dla zwierząt.

Co ciekawe „walka o dobrostan” niejako połączyła Janusza Wojciechowskiego i skrajnie lewicową europosłankę Sylwię Spurek.

Niebezpieczna pozycja

Janusz Wojciechowski, będąc osobą wprost odpowiedzialną za przyszłość europejskiego rolnictwa, może stanowić realne zagrożenie dla stabilności ujnego rolnictwa. Sympatia, którą darzy on wiele działań organizacji antyhodwlanych, przekłada się na faktyczne wsparcie udzielane przez niego lansowanym przez aktywistów inicjatywom.

Rolnicy już dziś zapowiadają, że czas tolerowania zielonego kierunku kształtowania wspólnotowego ustroju rolnego przemija. Nastroje gospodarzy ilustrują choćby protesty, które w ostatnich latach odbywały się w największych europejskich miastach.

Fot. AR/ fot. 2 Claudio Centonze/European Union, 2021



Autor: Oliver Pochwat 25-01-2022 14:00:00

Krzysztof Tuduj: W Polsce każdy boi się protestów środowisk proekologicznych

Krzysztof Tuduj skomentował dla portalu ŚwiatRolnika.info odstrzał wilków w Skandynawii. Poseł  wyjaśnił również, dlaczego w Polsce są możliwe protesty.

Poseł Konfederacji wyjaśnił również, dlaczego w innych krajach jest możliwa redukcja populacji wilka. Norwegia, Szwecja i Finlandia planują odstrzelić tej zimy część populacji wilka w swoich krajach. W opozycji do redukcji populacji tego drapieżnika stoją organizacje ekologiczne, które mówią o łamaniu prawa Unii Europejskiej.

ŚwiatRolnika.info: Kraje skandynawskie postanowiły zredukować swoją populację wilka. Dlaczego w Polsce nie można przyjąć podobnych rozwiązań?

Krzysztof Tuduj: W Polsce każdy boi się reakcji i protestów środowisk proekologicznych, które są małe, ale bardzo głośne. Sprawa rosnących problemów z populacją wilka jest przekierowywana z torów analizy problemu na tory emocjonalne. Mądrej debaty brak. Robi się z wilka jedyne dobro godne chronienia. Uderza się w myśliwych i ich przedstawia jako żądnych krwi i wilczych skalpów złych ludzi. Jak dalekie jest to od prawdy, to wie każdy, kto ma coś wspólnego z myślistwem. Ignoruje się bardzo poważne argumenty za kontrolą populacji.

Co ciekawe, w kontekście Finlandii, obecnie wilków jest tam około 300, a organizacje proekologiczne uznają za pożądaną i graniczną liczbę 500 szt. W Finlandii, w której lesistość jest na poziomie 69%, a przy niewiele większej powierzchni kraju niż polskiej, gęstość zaludnienia to 16 osób na kilometr kwadratowy. Porównując, w Polsce lesistość wynosi 30%, gęstość zaludnienia to 122 osoby na kilometr kwadratowy, a wilków jest co najmniej 1500 sztuk, może 2500 sztuk, a może i jeszcze więcej, bo nikt dokładnie nie wie. Sytuacja jest więc znacznie bardziej poważna niż w krajach skandynawskich, które jednak wilka już redukują.

Szkoda, że w Polsce zawsze miotamy się od skrajności do skrajności. Mówiłem o tym w zeszłym roku, i będę to powtarzał, że mamy moment, w którym należy wypracować politykę wobec wilka i określić pożądaną wielkość populacji. Szkody hodowców, właścicieli psów, poczucie zagrożenia mieszkańców to istotne czynniki zasługujące wzięcie w obronę.

W dniu 7 grudnia 2021 r. złożyłem do Ministerstwa Klimatu i Środowiska interpelację poselską szeroko traktując tą sprawę i czekam z niecierpliwością na odpowiedź. Ciekawi mnie m.in. jak minister wytłumaczy sposób liczenia wilków. Na ile są to szacunkowe dane, a na ile pewne i jaką dokładnie metodą liczenie jest prowadzone. Odpowiedź po przedłużeniu terminu jest zapowiedziana na 1 lutego b.r. Postawiłem 28 dość szczegółowych pytań, które mam nadzieję, przyczynią się znacznie do monitoringu problemu i polepszą jakość polskiej debaty w tej materii. Jeśli będzie trzeba, to będę kierował kolejne interpelacje. Sprawa jest rozwojowa.Wilk Piotr Lutyk

ŚwiatRolnika.info: Kraje skandynawskie dostrzegają zagrożenia płynące z dużej ilości wilka. Dlaczego Polska ma być rezerwatem przyrody w Unii Europejskiej?

Krzysztof Tuduj: Dostrzegam takie ryzyko. Marginalizowanie nas, wykluczanie z możliwości rozwoju i rywalizacji, pisanie scenariusza dla Polski ale nie takiego, który za punkt wyjścia bierze dobro Polaków. Widzę bezpośrednie zagrożenie dla przemysłu drzewnego. Polska jest potęgą, jeżeli chodzi o produkcję drzewa. Lasy Państwowe są ogromny graczem na arenie europejskiej. Stawiam roboczą hipotezę, że kierunek działań ekologicznych polega na namnożeniu wilka i stworzeniu dla niego stref ochronnych. Powstanie takich stref oznaczałoby brak możliwości prowadzenia gospodarki leśnej.

Z artykułu dotyczącego redukcji populacji wilka w krajach skandynawskich wynika, że są podniesione trzy argumenty przemawiające za odstrzałem. Jednym z argumentów jest zagrożenie dla zwierząt gospodarskich. Powiedzmy sobie otwarcie, że populacja wilka w krajach skandynawskich nie jest wielka w porównaniu do Polski, a liczba hodowców jest znacznie mniejsza, niemniej problem jest poważnie potraktowany już na wczesnym etapie. Drugim argumentem w krajach skandynawskich jest zagryzanie przez wilka psów myśliwskich, w ich ocenie są to ogromne straty. Trzecim bardzo ważnym argumentem jest to, że redukcja populacji wilka ma ogromne znaczenie dla społeczności lokalnej, pod kątem poczucia, że ktoś panuje nad tą populacją. Pojawia się aspekt psychologiczny, poczucie bezpieczeństwa na wspólnot lokalnych. Moim zdaniem jest to aspekt szalenie ważny, ale nie doceniany w Polsce. U nas obawy ludności są zakrzyczane i wykpiwane. Będzie tak do pierwszej tragedii, obym się mylił.

ŚwiatRolnika.info: Różnica między nami a krajami skandynawskimi jest jednak taka, że u nich są to zagrożeniach u nas powoli rzeczywistość.

Wracając do organizacji pseudoekologicznych. Inicjatywa Dzikie Karpaty blokowała wjazd do lasu i domagała się utworzenia Turnickiego Parku Narodowego. Władze lokalne miały związane ręce podobnie jak mieszkańcy i Lasy Państwowe. Kiedy państwo polskie zacznie być poważne?

Krzysztof Tuduj: Zadał Pan pytanie natury filozoficznej. Odpowiem politycznie. Stanie się poważne kiedy my zaczniemy rządzić. Mnie również irytuje słabość państwa polskiego i taka bezradność, która moim zdaniem jest związana z kryzysem przywództwa w Polsce. Przejawiającym się poprzez niewielką liczbę osób w samorządach i ministerstwach, które czują, że odpowiadają za dany wycinek polskiej rzeczywistości i chcą się z tego jak najlepiej wywiązać. To jest nienormalne, że grupa ekoanarchistów przejmuje władztwo nad jakimś terenem lasu i wymusza jakieś rozwiązania, a  państwo sobie z tym nieradzi.

W trakcie swojej działalności politycznej dowiedziałem się od strażnika leśnego o praktyce ekologów do wynajęcia. W trakcie protestu przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej, w której tzw. "ekolodzy" brali czynny udział, doszło do ciekawych okoliczności. Podczas swojej służby, gdy "wynosił" protestujących z lasu, jedna z kobiet się popłakała. Nie dlatego, że potraktował ją brutalnie, ale dlatego, że jak sama stwierdziła, nie zdążyła przekłuć się do maszyn, służących do prowadzenia wycinki. Za jeden dzień zwykłego protestu otrzymywała 200 zł, a za protest z przykuciem do maszyny to już 500 zł więc stawka znacznie bardziej atrakcyjna.

Płatne zlecenia tych protestów było też potwierdzone w inny sposób. Pseudoekolodzy, którzy długo tam bytowali przy bliższym kontakcie z miejscową ludnością i po potraktowaniu alkoholem szerzej rozprawiali o realnych powodach protestu, którym były atak na polskie lasy i profesora Jana Szyszko.

Oczywiście protest nie był uzasadniony ekologicznie, tylko politycznie. Państwo polskie powinno umieć bronić się przed takimi sytuacjami, skutecznie zabezpieczać własne interesy, nawet jeśli busami zwozi się prawników do obrony takich protestujących, co miało miejsce na protestach w Puszczy Białowieskiej.

ŚwiatRolnika.info: Jednak organizacje "ekologiczne" cechuje duża hipokryzja. Puszcza Białowieska i wieli protest, ustawa LexSzyszko wielkie oburzenie z drugiej strony mamy zamek w Stobnicy i nie ma ekologów, nad Wisłą trwa wycinka drzew na obszarze Natura2000 pod budowę kładki pieszo-rowerowej i cisza. Skąd ta chwilowa ślepota?

Krzysztof Tuduj: Z hipokryzji zapewne. Nie znalazł się nikt, kto by za protest zapłacił, a z czegoś żyć trzeba. Żeby zorganizować takie protesty i mówię to jako osoba doświadczona w pracy społecznej, potrzebne są nakłady finansowe, wysoka motywacja ideowa i ludzki czas na to poświęcony. Protesty, które są długotrwałe, są trudne do zrobienia i zorganizowania. Bez względu, jakie są idee, musi być ogromna determinacja społeczna. Widać, że protesty pseudoekologów pojawiają się najczęściej w miejscach, gdzie jest jakaś gra większych interesów i ktoś jest gotów zainwestować. Można zaryzykować twierdzenie, że bez zlecenia żadne większe protesty się nie odbywają.

ŚwiatRolnika.info. Do odstrzału wilka w Skandynawii odniosła się również Magdalena środa, która na swoim Facebooku napisała, że gdy Skandynawowie pozabijają wilki, to wtedy Konfederacja z Ziobrem przejmie władzę. Czy Konfederacja z Solidarna Polska jest już gotowa do przejęcia władzy?

Krzysztof Tuduj: Myśl, jaką Magdalena Środa raczyła obdarzyć Polaków za pośrednictwem swojego konta na fb to zwykły bełkot. Przejaw fobii i oderwania od rzeczywistości. Jedyny pozytyw jak z tego wpisu można wyciągnąć to świadomość autorki, że to Konfederacja jest liderem drugiego bieguna ideowego.

Prawdą jest, że gdyby rządziła Konfederacja, to problem właściwego zarządzania wielkością populacji wilków w Polsce zostałby szybko rozpracowany.

Czytaj także: Krzysztof Tuduj (Konfederacja): Lewackie pseudoekologiczne działania opóźniają debatę na temat wilków


Autor: Polska Agencja Prasowa 25-01-2022 11:30:00

Piotr Müller o "Fit for 55": Polska nie zaakceptuje pakietu klimatycznego

Rzecznik rządu Piotr Müller poinformował, że Polska nie poprze pakietu "Fit for 55" w obecnym kształcie, ponieważ wiąże się to z dużymi kosztami.

Według rzecznika rządu przystanie na obecnie warunki zaproponowane w pakiecie klimatycznym oznaczałyby bardzo duże obciążenie dodatkowymi opłatami osób biedniejszych, średnio zamożnych, a także polskich przedsiębiorców. Rzecznik rządu w Polskim Radiu 24 był pytany, czy nasz kraj poprze unijny pakiet "Fit for 55".

Polska zamierza blokować "Fit for 55"

"W tym kształcie to absolutnie nie ma o tym mowy. W tym kształcie ten program oznaczałby bardzo duże obłożenie dodatkowymi opłatami osoby biedniejsze, osoby średnio zamożne, polskich przedsiębiorców" – odpowiedział.fitfor552 25.01

Jak dodał, Polska obecnie buduje koalicję krajów, które chcą niektóre rozwiązania powstrzymać.

"Zresztą stąd też te ostatnie różne rozmowy premiera Mateusza Morawieckiego" – zauważył. Zbigniew Ziobro także skrytykował pakiet klimatyczny.

"To oczywiście nie jest łatwy proces, bo te decyzje w wielu obszarach zapadają kwalifikowaną większością głosów i Polska nie ma w nich weta. Natomiast w niektórych obszarach faktycznie możemy taki rodzaj blokady zastosować" – zaznaczył Müller.

"Fit for 55" to ogłoszony w lipcu ub. roku przez Komisję Europejską pakiet propozycji legislacyjnych dostosowujących akty prawne w zakresie klimatu i energii do podwyższonego celu redukcji emisji gazów cieplarnianych w UE do 2030 r. z 40 do 55 proc. – względem poziomu z 1990 r. Będzie on wymagać inwestycji szacowanych na ok. 500 mld euro rocznie do 2030 r. (o 350 mld euro więcej niż w latach 2011-2020).

Wicepremier, minister aktywów państwowych Jacek Sasin mówił kilka tygodni temu w Sejmie, że Polska podejmie "wszelkie działania w Brukseli i w Polsce, by ochronić Polaków przed skutkami błędnej polityki, jaką serwuje Komisja Europejska". "Zrobimy wszystko, aby pakiet “Fit for 55” nie wszedł w życie" – powiedział Sasin.

Czytaj także: Pakiet klimatyczny Timmermansa w obecnej formie nie ma szans?

źródła: PAP/fot,twitterpolskieradio24,pixabay.com

 


Autor: Monika Faber 25-01-2022 10:00:00

Ardanowski: Realizacja Zielonego Ładu skończy się dla rolnictwa Armagedonem

Realizacja utopijnej wizji Komisji Europejskiej, czyli Zielonego Ładu skończy się dla naszego rolnictwa Armagedonem – powiedział Jan Krzysztof Ardanowski.

Były minister rolnictwa oraz przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” podkreślił, że Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu, Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN w Warszawie oraz Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach – a więc bardzo poważne ośrodki naukowe w Polsce – przygotowały raport, który jednoznacznie potwierdzają tę tezę.

Ardanowski: Zielony Ład spowoduje spadek produkcji rolnej o 13%

Rada ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP omówiła zasady „Europejskiego Zielonego Ładu”. Od dawna ostrzega Pan przed jego realizacją.

“To było bardzo interesujące spotkanie, tym bardziej że wzięli w nim udział nie tylko przedstawiciele świata rolniczego. Razem z nami debatowali członkowie drugiej prezydenckiej Rady – ds. Środowiska, Energii i Zasobów Naturalnych, którą kieruje minister Paweł Sałek. Wypowiedzi członków obu rad, a także referaty ekspertów przygotowane na tę okoliczność są jednoznaczne: „Europejski Zielony Ład” – i przypisane do niego strategie – są projektem ideologicznym i mogą przynieść spustoszenie polskiego rolnictwa. Do tej pory mogliśmy głównie korzystać z opracowań zagranicznych ośrodków naukowych. Negatywną ocenę EZŁ wystawiły m.in. Uniwersytet w Kolonii, dział naukowy Komisji Europejskiej czy departament rolnictwa USA. Rolnicy i naukowcy przestrzegali przed projektem, ale ciągle brakowało polskich opracowań. Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu, Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN w Warszawie oraz Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach – a więc bardzo poważne ośrodki naukowe w Polsce – przygotowały raport, który jednoznacznie pokazuje, że realizacja utopijnej wizji Komisji Europejskiej skończy się dla naszego rolnictwa armagedonem” – powiedział Jan Krzysztof Ardanowski.

A jak to wygląda na konkretnych przykładach?

“Przewiduje się, że spadek produkcji rolniczej w Polsce – uśredniony w odniesieniu do wszystkich najważniejszych upraw – wyniesie około 13 proc., a w poszczególnych grupach, np. w uprawie pszenicy – ponad 20 proc. To przełoży się na produkcję zwierzęcą. Należy spodziewać się spadków. Na rynku będzie dużo mniej mleka i mięsa, a gdy żywności będzie za mało, to wzrosną jej ceny. Czeka nas duża drożyzna. Dzisiaj rolnicy są gwarantem bezpieczeństwa żywnościowego Polski i potrafią pokryć nasze potrzeby. To zostanie zachwiane. Utracimy rynki eksportowe, tym samym dojdzie do uderzenia w poważny dział naszej gospodarki. To czeka nas już od 2023 r., bo wtedy strategie EZŁ mają być szeroko wdrażane” – zaakcentował Ardanowski.

Komisja Europejska mówi, że zależy jej na produkcji żywności ekologicznej.

“Kwestionowanie nawożenia upraw jest dowodem na nierozumienie rolnictwa. Przecież jest to jedno z najważniejszych osiągnięć rolnictwa. Rośliny potrzebują makro i mikroelementów. Od dostarczenia składników odżywczych zależy, jakie będą plony. Rośliny trzeba również chronić przed chorobami, bakteriami i szkodnikami. Chwasty jeszcze da się zwalczać mechanicznie. Zmniejszenie o 50 proc. ochrony roślin spowoduje, że plony będą małe i nędznej jakości. To podkreślają eksperci! Czasami się zastanawiam, czy moja ocena „Europejskiego Zielonego Ładu” jest prawidłowa, bo może mam – o czym nie wiedziałem – charakter czarnowidza. Okazuje się, że moje analizy są trafne, a to dlatego, iż wszyscy eksperci zabierający głos w debacie, a było to kilkadziesiąt osób, mówili dokładnie to samo co ja” – oznajmił polityk.

Ardanowski: Polacy chcą zdrowej żywności, ale w niskiej cenie

Uprawy ekologiczne mogą przecież stanowić pewnegoArdanowski 027 rodzaju wartość.

“Wokół tego pojawia się wiele kłamstw i niedomówień. W Europie aż 25 proc. upraw ma być przeznaczonych na produkcję ekologiczną. Już nie usłyszymy, że to sprawi, iż nie będziemy w stanie wyżywić ludzi – czy to Europejczyków, czy to mieszkańców innych części globu. Możemy być pewni, że liczba ludzi na świecie będzie znacznie wzrastać. Szacuje się, że już w 2050 r. na świecie będzie 10 mld osób. Jeden z profesorów podkreślał, że jeżeli mielibyśmy uprawiać ekologicznie rzepak i buraki, to ich plony spadną o 50-60 proc., a więc rolnicy nie znajdą żadnego ekonomicznego uzasadnienia prowadzenia upraw. Rolnictwo jest również działalnością gospodarczą, która musi być oparta na zasadach ekonomicznych” – powiedział przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP.

Wszyscy chcemy jeść tanią, ale i dobrą żywność. Takie są teraz trendy na świecie, także w Polsce.

“Badania pokazują, że Polacy chcą zdrowej żywności, ale nie chcą za nią więcej płacić. Może inaczej: nie są w stanie za nią więcej płacić, bo ciągle jesteśmy krajem na dorobku. Jeżeli będzie spadać produkcja żywności – wymuszona przepisami UE – a konsumenci nie są skłonni do płacenia większych pieniędzy za żywność, uderzy to w gospodarstwa rolne. Już w tej chwili mamy poważny problem z zastępowalnością pokoleń w gospodarstwach. Wielu rolników chce zaprzestać produkcji rolniczej. To już jest prawdziwa plaga. Każdy z nas zna rolnika, który szuka nowej pracy. Chcą zajęcia, które gwarantuje im nawet niewielką, ale stałą i pewną pensję. Są gotowi porzucić swoje dotychczas dobrze funkcjonujące gospodarstwa. EZŁ doprowadzi do zwiększenia skali odejść z rolnictwa” – stwierdził Ardanowski.

W tym kontekście warto wspomnieć o „Krajowym planie strategicznym” (KPS), ponieważ ten dokument – opracowany przez Polskę – ma być podstawą do wdrożenia „Europejskiego Zielonego Ładu” i przypisanych do niego strategii.

“Eksperci podczas naszego spotkania również zwracali uwagę, że polski KPS wymaga przeredagowania. Co prawda, Polska wysłała już ten dokument do Brukseli do akceptacji, ale uważamy, że bardziej aktywne programy, która są m.in. związane z węglem organicznym czy biomasą, muszą być bardziej wyeksponowane. Zdaję sobie sprawę, że jeżeli na cały KPS jest za mało środków, to w tym momencie jesteśmy w sytuacji szarpania za krótkiej kołdry. Jeżeli dołożymy do roślin białkowych, żeby wyeliminować z rynku soję GMO, to trzeba zabrać burakom cukrowym, a przecież one są nam również bardzo potrzebne. Jeżeli mamy spełnić wymagania Komisji Europejskiej – a jak wiemy, ta nam nie popuści – i brakuje na wszystko pieniędzy, to sensowny KPS będzie bardzo trudno zbudować. Ale już teraz mogę poinformować, że „Krajowym planem strategicznym” bardzo szczegółowo zajmiemy się podczas następnego posiedzenia Rady, które odbędzie się już w lutym. Każdy punkt planu będzie przez nas omówiony” – wskazał Jan Krzysztof Ardanowski.

Zielony Ład kwestionuje sens racjonalnej gospodarki leśnej

Komisarz Janusz Wojciechowski w mediach społecznościowych poinformował, że zwrócił się do Pana z prośbą o ocenę polskiego „Krajowego planu strategicznego”. Udzieli Pan odpowiedzi na zadane pytania?

“Tak, przedstawię odpowiedź. Chociaż to pismo nigdy do mnie nie trafiło. Z Twittera dowiedziałem się, że komisarz zwrócił się do mnie z taką prośbą i pewnie jedynie tą drogą je do mnie wysłał. To jest widocznie nowy sposób komunikowania się urzędników europejskich z państwowymi. Przejrzałem pytania, które komisarz do mnie skierował i opracuję odpowiedź. Jednak jest to niestandardowa sytuacja. Komisja Europejska tworzy EZŁ i obliguje kraje członkowskie do opracowania swojego KPS, który by realizował jej wolę. Potem komisarz zwraca się do mnie z pytaniem, czy plan jest dobry. Jeżeli powiem, że plan jest dobry, to na zasadzie szukania współwinnego Janusz Wojciechowski będzie twierdził, iż przecież nawet Ardanowski powiedział, że KPS jest dobrze przygotowany. Jeżeli skrytykuję KPS, a ma on wiele mankamentów, będzie to mogło posłużyć do skłócenia mnie z ministrem rolnictwa, Henrykiem Kowalczykiem, którego bardzo cenię i wspieram. Wiem dobrze, w jak skomplikowanej sytuacji jest polski minister rolnictwa i każdego innego kraju UE. Trwa właśnie próba zrzucenia odpowiedzialności z Komisji Europejskiej na kraje członkowskie. Uważam się za człowieka odpowiedzialnego i bardzo szanuję rolników oraz doceniam znaczenie ich pracy, dlatego w lutym Rada zajmie się „Krajowym planem strategicznym”. Zaproszę na to posiedzenie najlepszych specjalistów od rolnictwa i strategii rolnych, a potem przygotujemy merytoryczną ocenę KPS. Kopia tego dokumentu trafi również do komisarza Janusza Wojciechowskiego” – podkreślił.

Wieś to nie tylko rolnictwo, lecz także lasy. Tę kwestię również omawiano?

“Tak, był to bardzo istotny punkt naszego spotkania. „Europejski Zielony Ład” kwestionuje sens racjonalnej gospodarki leśnej: odtwarzania lasów, nowych zasadzeń. Aż 10 proc. gruntów leśnych ma być poddanych ścisłej ochronie, która wyklucza jakąkolwiek działalność człowieka. W polskiej kulturze jest to coś absurdalnego. Ponad 2 mln ha lasów trzeba wyłączyć z użytkowania, zamknąć, ogrodzić, a ludzie nie będą mieli tam wstępu. Lasy są elementem nie tylko przyrodniczym, ale też gospodarczym, z których w mądry sposób korzystają społeczności lokalne. Wprowadza on także zasady użytkowania gruntami leśnymi, które uderzą w Lasy Państwowe. Dla mnie bardzo ważne jest to, że zarówno ja, jak i członkowie drugiej prezydenckiej Rady ds. Środowiska, Energii i Zasobów Naturalnych wskazują na zagrożenia i nielogiczność EZŁ” – zaakcentował Ardanowski.

Co możemy w tej sytuacji zrobić?

“Wspólnie z ministrem Pawłem Sałkiem postanowiliśmy, że przedstawimy nasze rekomendacje do resortu rolnictwa i rozwoju wsi. Pamiętajmy, że obie rady przedstawiają tylko swoje rekomendacje. Od podejmowania decyzji są już politycy: premier, wicepremierzy i szefowie poszczególnych resortów. Rada daleka jest od uprawiania polityki. Chcę, żeby jedna kwestia bardzo mocno wybrzmiała: po wszystkich przejściach rolników z Prawem i Sprawiedliwością, po propozycji tzw. Piątki dla zwierząt, po braku zainteresowania sprawami rolnictwa ze strony byłego ministra rolnictwa Grzegorza Pudy i przy skomplikowaniu sytuacji gospodarczej spowodowanej wysokimi cenami energii i nawozów, jeżeli teraz kierownictwo PiS będzie chciało być żyrantem EZŁ, to niech zapomni o jakimkolwiek poparciu na wsi. Już nigdy nie otrzymamy szansy zbudowania wzajemnego zaufania. Badania już teraz pokazują, że PiS ma najmniejsze poparcie na wsi od wielu lat. Tak niskiego poparcia nigdy nie było” – podsumował Jan Krzysztof Ardanowski.

Czytaj też: Ardanowski: Europejscy rolnicy są przerażeni Zielonym Ładem

radiomaryja.pl/fot.Twitter/Pixabay

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.