Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro
Kaptan twitter swiatrolnika.info youtube swiatrolnika.info
Autor: Oliver Pochwat 14-01-2022 11:35:47

Jan Krzysztof Ardanowski: Rolnicy, jak każdy inny konsument, ponoszą konsekwencje drożyzny

Jan Krzysztof Ardanowski

Jan Krzysztof Ardanowski skomentował dla portalu ŚwiatRolnika.info obniżkę VAT na nawozy do zera. W ocenie byłego ministra rolnictwa rząd, musi rozważyć jakąś formę ochrony gospodarstw rolnych.

Obniżenie stawki VAT na nawozy zostało wprowadzone w ramach tarczy antyinflacyjnej  2.0. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział też m.in. obniżkę na kolejne cztery miesiące VAT-u na prąd do 5 proc. i VAT-u na ciepło.

ŚwiatRolnika.info: Czy obniżka stawki VAT na nawozy przyczyni się do obniżenia ich ceny?

Jan Krzysztof Ardanowski: Podatek VAT jest złożonym instrumentem. To nie jest tak, że jest on tylko dodatkowym obciążeniem. Inaczej podchodzą do tego gospodarstwa, w których rolnicy są VATowcami ryczałtowymi, czyli zdecydowana większość małych gospodarstw. Czym innym są rolnicy na pełnym rozliczeniu podatku VAT. To właśnie oni na tym stracą. Wszystkie większe gospodarstwa, a jest ich sporo, to są gospodarstwa, gdzie VAT naliczony i należny jest elementem prowadzenia działalności w gospodarstwie. Rolnik sprzedając swoje surowce otrzymuje doliczony w cenie VAT, który jest podatkiem należnym państwu. Jeżeli kupuje środki do produkcji to on płaci cenę powiększoną o podatek VAT. Jeżeli zapłacił więcej niż sam otrzymał, to różnicę urząd skarbowy musi mu zwrócić. W przypadku obniżonego, czy zerowego podatku VAT przy zakupie środków produkcji, nie będzie miał  co odliczać i będzie musiał oddać VAT, który otrzymał w cenie. Rolnicy z województwa zachodniopomorskiego zapowiedzieli już protesty w sprawie VAT, ponieważ ich gospodarstwa na obniżonej stawce stracą. Nie otrzymają zwrotu nadpłaconego VAT.

Czy to będzie miało istotny wpływ na obniżenie cen nawozów? Zdjęcie 8 procent na pewno powinno przełożyć się na obniżkę, ale jeżeli tona saletry kosztowała 1500 zł, a teraz kosztuje ponad 4000 zł, to nawet jeżeli cena zmniejszy się o kilkaset złotych, to i tak nawozy będą horrendalnie drogie w stosunku do cen z ubiegłego roku. Cieszę się, że rząd podejmuje jakieś ruchy. Wydaje mi się jednak, że są to rozwiązania, które nie przyniosą spektakularnych sukcesów. Wszyscy martwią się o konsumentów, drożyznę i inflację. Sejm przyjmuje kolejne programy wsparcia dla konsumentów, a wydaje mi się, że rząd powinien rozważyć i przyjąć tarczę antyinflacyjną dla rolników.

Rolnicy, tak jak każdy inny konsument, ponoszą konsekwencje drożyzny. Rodziny rolników płacą za żywność, gaz, paliwo, energię elektryczną, bo są konsumentami. Ale jednocześnie są tymi, którzy muszą wykorzystywać energię elektryczną do pracy maszyn, oświetlenia, ogrzewania. Potrzebują dużych ilości gazu lub węgla. Środki transportu w gospodarstwach nie służą do przyjemności, tylko są środkami do produkcji rolnej.tarcza

Moim zdaniem Ministerstwo Rolnictwa, a szerzej rząd, musi rozważyć jakąś szczególną formę ochrony gospodarstw rolnych. W przeciwnym wypadku niemożność pokrycia kosztów produkcji przełoży się na radykalne zmniejszenie wielkości produkcji rolnej. Już nie tylko Zielony Ład będzie zagrożeniem. Mamy przedsmak tego, co może się wydarzyć. Rolnicy nie będą w stanie zastosować plonotwórczych czynników produkcji, co przełoży się na niskie plony. Ewentualną możliwością jest "przerzucenie" kosztów produkcji na ceny  żywności. Jednak przecież konsumenci tego nie zaakceptują. Państwo swoją polityką chce utrzymać niskie ceny żywności, żeby konsumenci byli zadowoleni. A co z rolnikami?

ŚwiatRolnika.info: Wiele osób zapomina, że wysokie ceny nawozów to również wina wysokich cen gazu. Bez niskich cen gazu, nie ma niskich cen nawozów.

Jan Krzysztof Ardanowski: Nawozy nie wrócą do cen wyjściowych, które obowiązywały jeszcze rok temu. Te wysokie koszty będą nie do udźwignięcia przez rolników. Nie mają oni pieniędzy z różnych powodów. Jeżeli, z powodów społecznych, nie można wzrostu kosztów produkcji rolnej zrekompensować cenami żywności, a jednocześnie nie powinniśmy dopuścić do załamania i upadku produkcji rolnej, to państwo musi zareagować poprzez system wsparcia dla gospodarstw. Tu nie ma innego wyjścia. Jeżeli konsumenci nie mogą pokryć wysokich kosztów produkcji, to ma to uczynić państwo.

ŚwiatRolnika.info: Wszyscy widzą rolnika jako producenta, a nie jako producenta i konsumenta. Oznacza to, że ponosi on koszty dwukrotnie.

Jan Krzysztof Ardanowski: Właśnie to próbuję wyjaśnić. Gospodarstwo domowe rolnika, rolnik i jego rodzina to konsumenci. Drożyzna uderza w rolnicze rodziny jak w każde inne. Jednocześnie uderza dwukrotnie, ponieważ uderza w środki do produkcji, które rolnik musi zastosować, jeśli chce utrzymać gospodarstwo i mieć plony.

ŚwiatRolnika.info: Minister Sasin zauważył, że przyjęcie pakietu Fit for 55 oznaczać będzie ogromne podwyżki. Wszyscy zapominają jednak o Zielonym Ładzie, który będzie odpowiadał za kolejny wzrost cen.

Jan Krzysztof Ardanowski: Do tej pory mówiłem o czynnikach związanych z sytuacją bieżącą, mającą wpływ na windowanie cen żywności i koszty w gospodarstwach. To jeszcze nie jest polityka klimatyczna Unii Europejskiej. To są te czynniki, które powstały na naszych oczach z głupoty, niefrasobliwości i flirtu państw zachodnich, głównie Niemiec, z Rosją. Spowodowało to, że Rosjanie dyktują warunki na europejskim rynku gazu.

Słusznie zauważył Pan, że jeżeli nie będziemy umieli wyciągnąć z tego wniosków, to gdy dojdzie do tego jeszcze polityka klimatyczna, zasadzająca się na utopijnej tezie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, za które w dużej mierze obwinia się rolnictwo, to uderzenie będzie tak duże, że znaczna część gospodarstw nie wytrzyma i upadnie.

Czytaj także: Stefan Krajewski: Nie wszyscy rolnicy skorzystają na obniżce VAT na nawozy



Autor: Oliver Pochwat 25-01-2022 14:00:00

Krzysztof Tuduj: W Polsce każdy boi się protestów środowisk proekologicznych

Krzysztof Tuduj skomentował dla portalu ŚwiatRolnika.info odstrzał wilków w Skandynawii. Poseł  wyjaśnił również, dlaczego w Polsce są możliwe protesty.

Poseł Konfederacji wyjaśnił również, dlaczego w innych krajach jest możliwa redukcja populacji wilka. Norwegia, Szwecja i Finlandia planują odstrzelić tej zimy część populacji wilka w swoich krajach. W opozycji do redukcji populacji tego drapieżnika stoją organizacje ekologiczne, które mówią o łamaniu prawa Unii Europejskiej.

ŚwiatRolnika.info: Kraje skandynawskie postanowiły zredukować swoją populację wilka. Dlaczego w Polsce nie można przyjąć podobnych rozwiązań?

Krzysztof Tuduj: W Polsce każdy boi się reakcji i protestów środowisk proekologicznych, które są małe, ale bardzo głośne. Sprawa rosnących problemów z populacją wilka jest przekierowywana z torów analizy problemu na tory emocjonalne. Mądrej debaty brak. Robi się z wilka jedyne dobro godne chronienia. Uderza się w myśliwych i ich przedstawia jako żądnych krwi i wilczych skalpów złych ludzi. Jak dalekie jest to od prawdy, to wie każdy, kto ma coś wspólnego z myślistwem. Ignoruje się bardzo poważne argumenty za kontrolą populacji.

Co ciekawe, w kontekście Finlandii, obecnie wilków jest tam około 300, a organizacje proekologiczne uznają za pożądaną i graniczną liczbę 500 szt. W Finlandii, w której lesistość jest na poziomie 69%, a przy niewiele większej powierzchni kraju niż polskiej, gęstość zaludnienia to 16 osób na kilometr kwadratowy. Porównując, w Polsce lesistość wynosi 30%, gęstość zaludnienia to 122 osoby na kilometr kwadratowy, a wilków jest co najmniej 1500 sztuk, może 2500 sztuk, a może i jeszcze więcej, bo nikt dokładnie nie wie. Sytuacja jest więc znacznie bardziej poważna niż w krajach skandynawskich, które jednak wilka już redukują.

Szkoda, że w Polsce zawsze miotamy się od skrajności do skrajności. Mówiłem o tym w zeszłym roku, i będę to powtarzał, że mamy moment, w którym należy wypracować politykę wobec wilka i określić pożądaną wielkość populacji. Szkody hodowców, właścicieli psów, poczucie zagrożenia mieszkańców to istotne czynniki zasługujące wzięcie w obronę.

W dniu 7 grudnia 2021 r. złożyłem do Ministerstwa Klimatu i Środowiska interpelację poselską szeroko traktując tą sprawę i czekam z niecierpliwością na odpowiedź. Ciekawi mnie m.in. jak minister wytłumaczy sposób liczenia wilków. Na ile są to szacunkowe dane, a na ile pewne i jaką dokładnie metodą liczenie jest prowadzone. Odpowiedź po przedłużeniu terminu jest zapowiedziana na 1 lutego b.r. Postawiłem 28 dość szczegółowych pytań, które mam nadzieję, przyczynią się znacznie do monitoringu problemu i polepszą jakość polskiej debaty w tej materii. Jeśli będzie trzeba, to będę kierował kolejne interpelacje. Sprawa jest rozwojowa.Wilk Piotr Lutyk

ŚwiatRolnika.info: Kraje skandynawskie dostrzegają zagrożenia płynące z dużej ilości wilka. Dlaczego Polska ma być rezerwatem przyrody w Unii Europejskiej?

Krzysztof Tuduj: Dostrzegam takie ryzyko. Marginalizowanie nas, wykluczanie z możliwości rozwoju i rywalizacji, pisanie scenariusza dla Polski ale nie takiego, który za punkt wyjścia bierze dobro Polaków. Widzę bezpośrednie zagrożenie dla przemysłu drzewnego. Polska jest potęgą, jeżeli chodzi o produkcję drzewa. Lasy Państwowe są ogromny graczem na arenie europejskiej. Stawiam roboczą hipotezę, że kierunek działań ekologicznych polega na namnożeniu wilka i stworzeniu dla niego stref ochronnych. Powstanie takich stref oznaczałoby brak możliwości prowadzenia gospodarki leśnej.

Z artykułu dotyczącego redukcji populacji wilka w krajach skandynawskich wynika, że są podniesione trzy argumenty przemawiające za odstrzałem. Jednym z argumentów jest zagrożenie dla zwierząt gospodarskich. Powiedzmy sobie otwarcie, że populacja wilka w krajach skandynawskich nie jest wielka w porównaniu do Polski, a liczba hodowców jest znacznie mniejsza, niemniej problem jest poważnie potraktowany już na wczesnym etapie. Drugim argumentem w krajach skandynawskich jest zagryzanie przez wilka psów myśliwskich, w ich ocenie są to ogromne straty. Trzecim bardzo ważnym argumentem jest to, że redukcja populacji wilka ma ogromne znaczenie dla społeczności lokalnej, pod kątem poczucia, że ktoś panuje nad tą populacją. Pojawia się aspekt psychologiczny, poczucie bezpieczeństwa na wspólnot lokalnych. Moim zdaniem jest to aspekt szalenie ważny, ale nie doceniany w Polsce. U nas obawy ludności są zakrzyczane i wykpiwane. Będzie tak do pierwszej tragedii, obym się mylił.

ŚwiatRolnika.info: Różnica między nami a krajami skandynawskimi jest jednak taka, że u nich są to zagrożeniach u nas powoli rzeczywistość.

Wracając do organizacji pseudoekologicznych. Inicjatywa Dzikie Karpaty blokowała wjazd do lasu i domagała się utworzenia Turnickiego Parku Narodowego. Władze lokalne miały związane ręce podobnie jak mieszkańcy i Lasy Państwowe. Kiedy państwo polskie zacznie być poważne?

Krzysztof Tuduj: Zadał Pan pytanie natury filozoficznej. Odpowiem politycznie. Stanie się poważne kiedy my zaczniemy rządzić. Mnie również irytuje słabość państwa polskiego i taka bezradność, która moim zdaniem jest związana z kryzysem przywództwa w Polsce. Przejawiającym się poprzez niewielką liczbę osób w samorządach i ministerstwach, które czują, że odpowiadają za dany wycinek polskiej rzeczywistości i chcą się z tego jak najlepiej wywiązać. To jest nienormalne, że grupa ekoanarchistów przejmuje władztwo nad jakimś terenem lasu i wymusza jakieś rozwiązania, a  państwo sobie z tym nieradzi.

W trakcie swojej działalności politycznej dowiedziałem się od strażnika leśnego o praktyce ekologów do wynajęcia. W trakcie protestu przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej, w której tzw. "ekolodzy" brali czynny udział, doszło do ciekawych okoliczności. Podczas swojej służby, gdy "wynosił" protestujących z lasu, jedna z kobiet się popłakała. Nie dlatego, że potraktował ją brutalnie, ale dlatego, że jak sama stwierdziła, nie zdążyła przekłuć się do maszyn, służących do prowadzenia wycinki. Za jeden dzień zwykłego protestu otrzymywała 200 zł, a za protest z przykuciem do maszyny to już 500 zł więc stawka znacznie bardziej atrakcyjna.

Płatne zlecenia tych protestów było też potwierdzone w inny sposób. Pseudoekolodzy, którzy długo tam bytowali przy bliższym kontakcie z miejscową ludnością i po potraktowaniu alkoholem szerzej rozprawiali o realnych powodach protestu, którym były atak na polskie lasy i profesora Jana Szyszko.

Oczywiście protest nie był uzasadniony ekologicznie, tylko politycznie. Państwo polskie powinno umieć bronić się przed takimi sytuacjami, skutecznie zabezpieczać własne interesy, nawet jeśli busami zwozi się prawników do obrony takich protestujących, co miało miejsce na protestach w Puszczy Białowieskiej.

ŚwiatRolnika.info: Jednak organizacje "ekologiczne" cechuje duża hipokryzja. Puszcza Białowieska i wieli protest, ustawa LexSzyszko wielkie oburzenie z drugiej strony mamy zamek w Stobnicy i nie ma ekologów, nad Wisłą trwa wycinka drzew na obszarze Natura2000 pod budowę kładki pieszo-rowerowej i cisza. Skąd ta chwilowa ślepota?

Krzysztof Tuduj: Z hipokryzji zapewne. Nie znalazł się nikt, kto by za protest zapłacił, a z czegoś żyć trzeba. Żeby zorganizować takie protesty i mówię to jako osoba doświadczona w pracy społecznej, potrzebne są nakłady finansowe, wysoka motywacja ideowa i ludzki czas na to poświęcony. Protesty, które są długotrwałe, są trudne do zrobienia i zorganizowania. Bez względu, jakie są idee, musi być ogromna determinacja społeczna. Widać, że protesty pseudoekologów pojawiają się najczęściej w miejscach, gdzie jest jakaś gra większych interesów i ktoś jest gotów zainwestować. Można zaryzykować twierdzenie, że bez zlecenia żadne większe protesty się nie odbywają.

ŚwiatRolnika.info. Do odstrzału wilka w Skandynawii odniosła się również Magdalena środa, która na swoim Facebooku napisała, że gdy Skandynawowie pozabijają wilki, to wtedy Konfederacja z Ziobrem przejmie władzę. Czy Konfederacja z Solidarna Polska jest już gotowa do przejęcia władzy?

Krzysztof Tuduj: Myśl, jaką Magdalena Środa raczyła obdarzyć Polaków za pośrednictwem swojego konta na fb to zwykły bełkot. Przejaw fobii i oderwania od rzeczywistości. Jedyny pozytyw jak z tego wpisu można wyciągnąć to świadomość autorki, że to Konfederacja jest liderem drugiego bieguna ideowego.

Prawdą jest, że gdyby rządziła Konfederacja, to problem właściwego zarządzania wielkością populacji wilków w Polsce zostałby szybko rozpracowany.

Czytaj także: Krzysztof Tuduj (Konfederacja): Lewackie pseudoekologiczne działania opóźniają debatę na temat wilków


Autor: Polska Agencja Prasowa 25-01-2022 11:30:00

Piotr Müller o "Fit for 55": Polska nie zaakceptuje pakietu klimatycznego

Rzecznik rządu Piotr Müller poinformował, że Polska nie poprze pakietu "Fit for 55" w obecnym kształcie, ponieważ wiąże się to z dużymi kosztami.

Według rzecznika rządu przystanie na obecnie warunki zaproponowane w pakiecie klimatycznym oznaczałyby bardzo duże obciążenie dodatkowymi opłatami osób biedniejszych, średnio zamożnych, a także polskich przedsiębiorców. Rzecznik rządu w Polskim Radiu 24 był pytany, czy nasz kraj poprze unijny pakiet "Fit for 55".

Polska zamierza blokować "Fit for 55"

"W tym kształcie to absolutnie nie ma o tym mowy. W tym kształcie ten program oznaczałby bardzo duże obłożenie dodatkowymi opłatami osoby biedniejsze, osoby średnio zamożne, polskich przedsiębiorców" – odpowiedział.fitfor552 25.01

Jak dodał, Polska obecnie buduje koalicję krajów, które chcą niektóre rozwiązania powstrzymać.

"Zresztą stąd też te ostatnie różne rozmowy premiera Mateusza Morawieckiego" – zauważył. Zbigniew Ziobro także skrytykował pakiet klimatyczny.

"To oczywiście nie jest łatwy proces, bo te decyzje w wielu obszarach zapadają kwalifikowaną większością głosów i Polska nie ma w nich weta. Natomiast w niektórych obszarach faktycznie możemy taki rodzaj blokady zastosować" – zaznaczył Müller.

"Fit for 55" to ogłoszony w lipcu ub. roku przez Komisję Europejską pakiet propozycji legislacyjnych dostosowujących akty prawne w zakresie klimatu i energii do podwyższonego celu redukcji emisji gazów cieplarnianych w UE do 2030 r. z 40 do 55 proc. – względem poziomu z 1990 r. Będzie on wymagać inwestycji szacowanych na ok. 500 mld euro rocznie do 2030 r. (o 350 mld euro więcej niż w latach 2011-2020).

Wicepremier, minister aktywów państwowych Jacek Sasin mówił kilka tygodni temu w Sejmie, że Polska podejmie "wszelkie działania w Brukseli i w Polsce, by ochronić Polaków przed skutkami błędnej polityki, jaką serwuje Komisja Europejska". "Zrobimy wszystko, aby pakiet “Fit for 55” nie wszedł w życie" – powiedział Sasin.

Czytaj także: Pakiet klimatyczny Timmermansa w obecnej formie nie ma szans?

źródła: PAP/fot,twitterpolskieradio24,pixabay.com

 


Autor: Monika Faber 25-01-2022 10:00:00

Ardanowski: Realizacja Zielonego Ładu skończy się dla rolnictwa Armagedonem

Realizacja utopijnej wizji Komisji Europejskiej, czyli Zielonego Ładu skończy się dla naszego rolnictwa Armagedonem – powiedział Jan Krzysztof Ardanowski.

Były minister rolnictwa oraz przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” podkreślił, że Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu, Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN w Warszawie oraz Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach – a więc bardzo poważne ośrodki naukowe w Polsce – przygotowały raport, który jednoznacznie potwierdzają tę tezę.

Ardanowski: Zielony Ład spowoduje spadek produkcji rolnej o 13%

Rada ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP omówiła zasady „Europejskiego Zielonego Ładu”. Od dawna ostrzega Pan przed jego realizacją.

“To było bardzo interesujące spotkanie, tym bardziej że wzięli w nim udział nie tylko przedstawiciele świata rolniczego. Razem z nami debatowali członkowie drugiej prezydenckiej Rady – ds. Środowiska, Energii i Zasobów Naturalnych, którą kieruje minister Paweł Sałek. Wypowiedzi członków obu rad, a także referaty ekspertów przygotowane na tę okoliczność są jednoznaczne: „Europejski Zielony Ład” – i przypisane do niego strategie – są projektem ideologicznym i mogą przynieść spustoszenie polskiego rolnictwa. Do tej pory mogliśmy głównie korzystać z opracowań zagranicznych ośrodków naukowych. Negatywną ocenę EZŁ wystawiły m.in. Uniwersytet w Kolonii, dział naukowy Komisji Europejskiej czy departament rolnictwa USA. Rolnicy i naukowcy przestrzegali przed projektem, ale ciągle brakowało polskich opracowań. Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu, Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN w Warszawie oraz Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach – a więc bardzo poważne ośrodki naukowe w Polsce – przygotowały raport, który jednoznacznie pokazuje, że realizacja utopijnej wizji Komisji Europejskiej skończy się dla naszego rolnictwa armagedonem” – powiedział Jan Krzysztof Ardanowski.

A jak to wygląda na konkretnych przykładach?

“Przewiduje się, że spadek produkcji rolniczej w Polsce – uśredniony w odniesieniu do wszystkich najważniejszych upraw – wyniesie około 13 proc., a w poszczególnych grupach, np. w uprawie pszenicy – ponad 20 proc. To przełoży się na produkcję zwierzęcą. Należy spodziewać się spadków. Na rynku będzie dużo mniej mleka i mięsa, a gdy żywności będzie za mało, to wzrosną jej ceny. Czeka nas duża drożyzna. Dzisiaj rolnicy są gwarantem bezpieczeństwa żywnościowego Polski i potrafią pokryć nasze potrzeby. To zostanie zachwiane. Utracimy rynki eksportowe, tym samym dojdzie do uderzenia w poważny dział naszej gospodarki. To czeka nas już od 2023 r., bo wtedy strategie EZŁ mają być szeroko wdrażane” – zaakcentował Ardanowski.

Komisja Europejska mówi, że zależy jej na produkcji żywności ekologicznej.

“Kwestionowanie nawożenia upraw jest dowodem na nierozumienie rolnictwa. Przecież jest to jedno z najważniejszych osiągnięć rolnictwa. Rośliny potrzebują makro i mikroelementów. Od dostarczenia składników odżywczych zależy, jakie będą plony. Rośliny trzeba również chronić przed chorobami, bakteriami i szkodnikami. Chwasty jeszcze da się zwalczać mechanicznie. Zmniejszenie o 50 proc. ochrony roślin spowoduje, że plony będą małe i nędznej jakości. To podkreślają eksperci! Czasami się zastanawiam, czy moja ocena „Europejskiego Zielonego Ładu” jest prawidłowa, bo może mam – o czym nie wiedziałem – charakter czarnowidza. Okazuje się, że moje analizy są trafne, a to dlatego, iż wszyscy eksperci zabierający głos w debacie, a było to kilkadziesiąt osób, mówili dokładnie to samo co ja” – oznajmił polityk.

Ardanowski: Polacy chcą zdrowej żywności, ale w niskiej cenie

Uprawy ekologiczne mogą przecież stanowić pewnegoArdanowski 027 rodzaju wartość.

“Wokół tego pojawia się wiele kłamstw i niedomówień. W Europie aż 25 proc. upraw ma być przeznaczonych na produkcję ekologiczną. Już nie usłyszymy, że to sprawi, iż nie będziemy w stanie wyżywić ludzi – czy to Europejczyków, czy to mieszkańców innych części globu. Możemy być pewni, że liczba ludzi na świecie będzie znacznie wzrastać. Szacuje się, że już w 2050 r. na świecie będzie 10 mld osób. Jeden z profesorów podkreślał, że jeżeli mielibyśmy uprawiać ekologicznie rzepak i buraki, to ich plony spadną o 50-60 proc., a więc rolnicy nie znajdą żadnego ekonomicznego uzasadnienia prowadzenia upraw. Rolnictwo jest również działalnością gospodarczą, która musi być oparta na zasadach ekonomicznych” – powiedział przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP.

Wszyscy chcemy jeść tanią, ale i dobrą żywność. Takie są teraz trendy na świecie, także w Polsce.

“Badania pokazują, że Polacy chcą zdrowej żywności, ale nie chcą za nią więcej płacić. Może inaczej: nie są w stanie za nią więcej płacić, bo ciągle jesteśmy krajem na dorobku. Jeżeli będzie spadać produkcja żywności – wymuszona przepisami UE – a konsumenci nie są skłonni do płacenia większych pieniędzy za żywność, uderzy to w gospodarstwa rolne. Już w tej chwili mamy poważny problem z zastępowalnością pokoleń w gospodarstwach. Wielu rolników chce zaprzestać produkcji rolniczej. To już jest prawdziwa plaga. Każdy z nas zna rolnika, który szuka nowej pracy. Chcą zajęcia, które gwarantuje im nawet niewielką, ale stałą i pewną pensję. Są gotowi porzucić swoje dotychczas dobrze funkcjonujące gospodarstwa. EZŁ doprowadzi do zwiększenia skali odejść z rolnictwa” – stwierdził Ardanowski.

W tym kontekście warto wspomnieć o „Krajowym planie strategicznym” (KPS), ponieważ ten dokument – opracowany przez Polskę – ma być podstawą do wdrożenia „Europejskiego Zielonego Ładu” i przypisanych do niego strategii.

“Eksperci podczas naszego spotkania również zwracali uwagę, że polski KPS wymaga przeredagowania. Co prawda, Polska wysłała już ten dokument do Brukseli do akceptacji, ale uważamy, że bardziej aktywne programy, która są m.in. związane z węglem organicznym czy biomasą, muszą być bardziej wyeksponowane. Zdaję sobie sprawę, że jeżeli na cały KPS jest za mało środków, to w tym momencie jesteśmy w sytuacji szarpania za krótkiej kołdry. Jeżeli dołożymy do roślin białkowych, żeby wyeliminować z rynku soję GMO, to trzeba zabrać burakom cukrowym, a przecież one są nam również bardzo potrzebne. Jeżeli mamy spełnić wymagania Komisji Europejskiej – a jak wiemy, ta nam nie popuści – i brakuje na wszystko pieniędzy, to sensowny KPS będzie bardzo trudno zbudować. Ale już teraz mogę poinformować, że „Krajowym planem strategicznym” bardzo szczegółowo zajmiemy się podczas następnego posiedzenia Rady, które odbędzie się już w lutym. Każdy punkt planu będzie przez nas omówiony” – wskazał Jan Krzysztof Ardanowski.

Zielony Ład kwestionuje sens racjonalnej gospodarki leśnej

Komisarz Janusz Wojciechowski w mediach społecznościowych poinformował, że zwrócił się do Pana z prośbą o ocenę polskiego „Krajowego planu strategicznego”. Udzieli Pan odpowiedzi na zadane pytania?

“Tak, przedstawię odpowiedź. Chociaż to pismo nigdy do mnie nie trafiło. Z Twittera dowiedziałem się, że komisarz zwrócił się do mnie z taką prośbą i pewnie jedynie tą drogą je do mnie wysłał. To jest widocznie nowy sposób komunikowania się urzędników europejskich z państwowymi. Przejrzałem pytania, które komisarz do mnie skierował i opracuję odpowiedź. Jednak jest to niestandardowa sytuacja. Komisja Europejska tworzy EZŁ i obliguje kraje członkowskie do opracowania swojego KPS, który by realizował jej wolę. Potem komisarz zwraca się do mnie z pytaniem, czy plan jest dobry. Jeżeli powiem, że plan jest dobry, to na zasadzie szukania współwinnego Janusz Wojciechowski będzie twierdził, iż przecież nawet Ardanowski powiedział, że KPS jest dobrze przygotowany. Jeżeli skrytykuję KPS, a ma on wiele mankamentów, będzie to mogło posłużyć do skłócenia mnie z ministrem rolnictwa, Henrykiem Kowalczykiem, którego bardzo cenię i wspieram. Wiem dobrze, w jak skomplikowanej sytuacji jest polski minister rolnictwa i każdego innego kraju UE. Trwa właśnie próba zrzucenia odpowiedzialności z Komisji Europejskiej na kraje członkowskie. Uważam się za człowieka odpowiedzialnego i bardzo szanuję rolników oraz doceniam znaczenie ich pracy, dlatego w lutym Rada zajmie się „Krajowym planem strategicznym”. Zaproszę na to posiedzenie najlepszych specjalistów od rolnictwa i strategii rolnych, a potem przygotujemy merytoryczną ocenę KPS. Kopia tego dokumentu trafi również do komisarza Janusza Wojciechowskiego” – podkreślił.

Wieś to nie tylko rolnictwo, lecz także lasy. Tę kwestię również omawiano?

“Tak, był to bardzo istotny punkt naszego spotkania. „Europejski Zielony Ład” kwestionuje sens racjonalnej gospodarki leśnej: odtwarzania lasów, nowych zasadzeń. Aż 10 proc. gruntów leśnych ma być poddanych ścisłej ochronie, która wyklucza jakąkolwiek działalność człowieka. W polskiej kulturze jest to coś absurdalnego. Ponad 2 mln ha lasów trzeba wyłączyć z użytkowania, zamknąć, ogrodzić, a ludzie nie będą mieli tam wstępu. Lasy są elementem nie tylko przyrodniczym, ale też gospodarczym, z których w mądry sposób korzystają społeczności lokalne. Wprowadza on także zasady użytkowania gruntami leśnymi, które uderzą w Lasy Państwowe. Dla mnie bardzo ważne jest to, że zarówno ja, jak i członkowie drugiej prezydenckiej Rady ds. Środowiska, Energii i Zasobów Naturalnych wskazują na zagrożenia i nielogiczność EZŁ” – zaakcentował Ardanowski.

Co możemy w tej sytuacji zrobić?

“Wspólnie z ministrem Pawłem Sałkiem postanowiliśmy, że przedstawimy nasze rekomendacje do resortu rolnictwa i rozwoju wsi. Pamiętajmy, że obie rady przedstawiają tylko swoje rekomendacje. Od podejmowania decyzji są już politycy: premier, wicepremierzy i szefowie poszczególnych resortów. Rada daleka jest od uprawiania polityki. Chcę, żeby jedna kwestia bardzo mocno wybrzmiała: po wszystkich przejściach rolników z Prawem i Sprawiedliwością, po propozycji tzw. Piątki dla zwierząt, po braku zainteresowania sprawami rolnictwa ze strony byłego ministra rolnictwa Grzegorza Pudy i przy skomplikowaniu sytuacji gospodarczej spowodowanej wysokimi cenami energii i nawozów, jeżeli teraz kierownictwo PiS będzie chciało być żyrantem EZŁ, to niech zapomni o jakimkolwiek poparciu na wsi. Już nigdy nie otrzymamy szansy zbudowania wzajemnego zaufania. Badania już teraz pokazują, że PiS ma najmniejsze poparcie na wsi od wielu lat. Tak niskiego poparcia nigdy nie było” – podsumował Jan Krzysztof Ardanowski.

Czytaj też: Ardanowski: Europejscy rolnicy są przerażeni Zielonym Ładem

radiomaryja.pl/fot.Twitter/Pixabay

BULT SMOGOWICZE

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.