środa
| 17 lipca 2019
Marzena Deresz | 17 października 2017

Czytajmy etykiety: co robi soja w wędlinach?

Czytajmy etykiety: co robi soja w wędlinach?

Poszukiwanie dobrej żywności to gra w podchody między producentami i konsumentami. Choć producenci mają obowiązek podawać skład produktów sprzedawanych w sklepach, to jednak my najczęściej z tego nie korzystamy. A powinniśmy! Bo gdy przyjrzymy się etykietom wielu wędlin okaże się że jednym z głównych składników tych mięsnych przysmaków jest... soja.

Soja w wędlinach najczęściej ukrywa się pod postacią białka sojowego lub izolatu białka sojowego. Czym jest białko sojowe? Zdaniem amerykańskiego lekarza, doktora Josepha Mercoli, jest to na pewno jeden z tych produktów których koniecznie powinniśmy unikać. Dlaczego?

– Jednym z najgorszych problemów z soją jest fakt, że około 90-95% soi w Stanach Zjednoczonych (i podobnie na świecie) jest genetycznie zmodyfikowane i właśnie taka soja jest wykorzystywana do tworzenia izolatu białka sojowego. Jest tak wiele różnych nazw dodatków produkowanych z soi, że można przynieść do domu genetycznie zmodyfikowany produkt sojowy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Amerykańska specjalista ds. soi Dr Kaayla Daniel wymienia wiele ,,przykrywek'', pod którymi może ukrywać się soja. Są to takie określenia jak: bulion, naturalny smak czy teksturowane białko roślinne

– przestrzega dr Joseph Mercola.

Jak podaje dr Mercola, jeśli cenimy sobie zdrowie powinniśmy unikać nie tylko białka sojowego w produktach żywnościowych.

– Oprócz izolatu białka sojowego, najlepiej unikać wszystkich produktów z niefermentowanej soi. Przeprowadzono wiele badań, których wyniki wiążą spożycie niefermentowanej soi z problemami układu trawiennego, uszkodzeniem układu odpornościowego, dysfunkcją tarczycy, spadkiem funkcji poznawczych, zaburzeniami rozrodczości, niepłodnością, a nawet rakiem i chorobami serca

– twierdzi dr Joseph Mercola.

Po co więc dodaje się soję do wędlin? Odpowiedź jest prosta: soja, zwłaszcza modyfikowana genetycznie, jest tania. Jest znacznie tańsza niż mięso, a co za tym idzie białko sojowe dodaje się po to, by podczas produkcji wędliny można było użyć mniej mięsa i część jego masy zastąpić właśnie soją. Dla wielu z nas są to praktyki przekraczające granice wyobraźni - kto pamięta wędliny sprzed 20-30 lat ten wie, że polska żywność miała wyśrubowane normy jakościowe. Współczesna jakość wędlin jest znacznie niższa, mogą zawierać nie tylko soję, ale także gluten z pszenicy, cukier i wiele polepszaczy smaku.

Poza tym, nie ma w Polsce obowiązku oznaczania produktów, które wyprodukowano z dodatkiem żywności GMO. Wielu polskich rolników i producentów dobrej żywności zabiega o to, aby taki obowiązek był. Ci najlepsi z dumą mogliby prezentować wędliny bez GMO, a każdy z nas, który zdecydowałby się na zakup taniej wędliny wiedziałby, który z produktów ma dodatek genetycznie modyfikowany.

– Wielu dietetyków odradza podawania pokarmów z soją dzieciom. Soja zawiera dużo hormonów roślinnych tak zwanych fitoestrogenów i jest rośliną wykorzystywaną w produktach przeciwdziałających objawom menopauzy u kobiet. Właśnie z powodu zawartości fitoestrogenów nie powinno się soi podawać dzieciom, a zwłaszcza chłopcom. Moim zdaniem, jeśli możemy uniknąć podawania dzieciom pokarmów sojowych to powinniśmy to robić. Najzdrowsze ,,wędliny'' możemy przygotować sami, piekąc w całości kawałek mięsa dobrej jakości z dodatkiem zdrowych przypraw. Taka pieczona ,,wędlina'' doskonale sprawdzi się jako dodatek do kanapek 

– mówi Mariola Nowicka, dietetyk z Łodzi.

Soja najczęściej dodawana jest do tanich wędlin. Wiele firm, które produkuje takie wyroby produkuje także wędliny wysokogatunkowe. Tu lista składników jest krótka: mięso, przyprawy i sól. Takie wędliny są zdrowe i smaczne, ale... są co najmniej dwa razy droższe niż te z dodatkiem soi.

Sprawdzajmy więc na etykietach skład produktów, które kupujemy. Jeśli kupujemy wędlinę ,,na plasterki'', to sklep ma także obowiązek przechowania metki ze składem produktu i na naszą prośbę musi ją nam pokazać. Lecz choć coraz częściej są składy wystawione w gablotach z wędlinami, to jednak są napisane tak małą czcionką, że trudno skład przeczytać. Nie zawsze trzeba czytać: zaniepokoić nas powinno to, że skład zawiera kilkanaście pozycji. Optymalny skład wędlin to przecież tylko: mięso, przyprawy i sól. I właśnie takich wędlin szukajmy - jeśli nie dla siebie, to przynajmniej dla naszych dzieci.

 

mercola.com/Beata Kozłowska/fot. pixabay.com


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.