Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro

Świat Rolnika | 07 października 2016

Rolnicy łatwiej sprzedadzą żywność. A co z alkoholem domowej roboty?

Rolnicy łatwiej sprzedadzą żywność. A co z alkoholem domowej roboty?

Nowe przepisy przygotowane przez ministra rolnictwa mają ułatwić rolnikom sprzedaż żywności wytworzonej we własnym gospodarstwie. Wyroby własne, np. szynki, kiełbasy, pasztety, masło, ser, dżemy, marynaty czy pierogi, już wkrótce rolnik będzie mógł sprzedawać bez przeszkód. My zaś będziemy mogli cieszyć się naturalnym smakiem.

Rolnik mógł własne wyroby, teoretycznie, sprzedawać już wcześniej, bo od 1 stycznia 2016 roku. Musiał jednak mieć w tym celu  zarejestrowaną działalność gospodarczą, a co za tym idzie: więcej płacić na KRUS lub przejść na horrendalnie wysoką składkę ZUS. Musiał także płacić wyższy podatek od nieruchomości. To się po prostu nie opłacało.

Wprowadzanie nowych przepisów nie oznacza jednak tym samym, że państwo przestanie się w ogóle interesować tym, kto, co oraz gdzie sprzedaje. Inspekcja Weterynaryjna nadal czuwać będzie nad bezpieczeństwem produktów pochodzenia zwierzęcego oraz żywności z produktów mieszanych (roślinno-mięsnych). Żywność pochodzenia niezwierzęcego, od strony wymogów sanitarnych przy produkcji, będzie mogła kontrolować Państwowa Inspekcja Sanitarna. Jeszcze inny organ – Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych – będzie kontrolować jakość tej żywności.

Oczywiście diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, a tych jeszcze nie znamy. W rozporządzeniach zostaną określone limity ograniczające rozmiar działalności prowadzonej przez jeden podmiot w ramach rolniczego handlu detalicznego oraz wymagania higieniczne dla podmiotów prowadzących rolniczy handel detaliczny produktami pochodzenia zwierzęcego i żywnością złożoną. Przy żywności  pochodzenia niezwierzęcego szczegółowe wymogi higieniczne znajdą się w rozporządzeniu ministra zdrowia. Ale żeby nie było, że rolnicy nadużywają dobrodziejstw nowej ustawy, to z podatku od sprzedaży żywności wyprodukowanej na własne potrzeby będą zwolnione przychody do wysokości jedynie 20 tys. zł rocznie.

Aż żal przy tej okazji człowieka bierze, że pośród polskich elit decydenckich panuje uprzedzenie wobec własnych wyrobów alkoholowych, tworzonych często z pasji i z wielka pieczołowitością. Jeszcze 10 lat temu w domowych nalewkach, winach, miodach czy piwach własnego wyrobu siedział, wedle rządzących, diabeł wcielony. Weźmy takie nalewki. Teraz łaskawie można je już produkować, ale wyłącznie na własny użytek. Sprzedawać ich w dalszym ciągu nie wolno. Chyba, że ktoś się zdecyduje na wpisanie ich do rejestru i płacenie akcyzy.  Handlować możesz tylko (dla niektórych jest to "aż"...) miodem pitnym, winem, cydrem oraz perry i to tylko zrobionymi z produktów własnych upraw, prywatnych pasiek lub sadów. Ale nawet tu są limity: roczna produkcja nie może przekroczyć 5 tys. litrów wina, 500 litrów miodu pitnego oraz 10 tys. litrów cydru czy perry.

Komuś się to nie podoba? Niech jedzie np. na Bałkany. Tam państwo nie robi problemu z tego, że wstawiasz własne wódki czy inne alkohole do pobliskiego sklepu – pijają je miejscowi, piją turyści. W Polsce trzeba wszystko wymęczyć. Nawet najbardziej sensowną liberalizację przepisów.

Robert Azembski

Fot. freeimages.com


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.