sobota
| 19 października 2019


W sporcie jeździeckim piękne jest to, że jest to współpraca pary koń-człowiek. Współpraca w pełnej harmonii, oparta na szacunku. Niewidzialne porozumienie wypracowywane latami na drodze wspólnych sukcesów i porażek.
Sport, który wymaga pokory, odpowiedzialności, empatii, dyscypliny. Wielokrotnego cofania się dwa kroki w tył żeby zrobić jeden naprzód. Sport, który wymaga uważności,ogromnego skupienia i predyspozycji psychicznych i fizycznych i jeszcze raz pokory. Tyle w teorii. Są niestety drogi na skróty.


Tam gdzie człowiek straci poczucie odpowiedzialności i wspomnianej empatii, a w ich miejsce wchodzi niezdrowa ambicja, presja czasu i...  pieniądze, powyższa definicja traci rację bytu.


Ostatnio bardzo dużo mówi się o prawach zwierząt. O prawach dzików, karpi, kur. Cała polska śmietanka celebrycka nie maluje trójek, adoptuje pszczoły, ratuje karpie i broni dzików.  Ratuje konie przed rzezią, bardzo słusznie i malowaniem przez dzieci, zupełnie niesłusznie.


Są jednak kwestie takie, które organizacje prozwierzęce omijają, lekceważą a jeśli już podejmują działania to są to działania dalece niewystarczające. Chciałoby się powiedzieć wręcz pozorne.
Tematem zupełnie pominiętym są kontrowersyjne metody treningowe w jeździectwie.


Dziś będzie o rollkurze.

Rollkur stosowany jest głównie , choć nie tylko, w wysokim sporcie. Inaczej hiperfleksja lub LDR ( low-deep-rond ,nazwa nawiązuje do ustawienia szyi ). Czym jest ?


"Hiperfleksja szyi jest techniką pracy/treningu, polegającą na wzdłużnym wygięciu środkowej części szyi konia. Pozycji tej koń nie jest w stanie utrzymać samodzielnie przez dłuższy czas, bez negatywnych konsekwencji w zakresie dobrostanu. [...] Trzeba zdawać sobie sprawę, że hiperfleksja jako pomoc treningowa musi być stosowana prawidłowo, ponieważ w wykonaniu niedoświadczonego / niewykwalifikowanego jeźdźca czy trenera technika ta może stać się znęcaniem się [nad koniem]”


- tyle definicja na wikipedi.pl


W praktyce jest to forma psychicznego i fizycznego znęcania się nad koniem.


Siłowo,bardzo siłowo, powoduje się wgięcie szyi konia w ten sposób, że nos opiera on o klatkę piersiową. Najwyższym więc punktem sylwetki nie jest potylica, tak jak powinno być, a trzeci krąg szyjny. Fizycznie, przyjęcie takiej pozycji, poza bólem , powoduje problemy z oddychaniem, przełykaniem śliny, nacisk na odcinek szyjny kręgosłupa. Podwyższone napięcie więzadła karkowego prowadzi do usztywnienia grzbietu. Koń nie amortyzuje ciężaru jeźdźca, nie pracuje też prawidłowo zadem a cały ciężar ląduje na przednich nogach i odsłoniętym kręgosłupie.


W skrajnych przypadkach powoduje krwawienie z pyska,siniejący z braku dopływu krwi język. Dodatkowo, kiedy nos jest tak daleko poza pionem pole widzenia  zwierzęcia jest ograniczone do minimum. To, oraz niemożliwość użycia szyi do naturalnego złapania równowagi, prowadzi do psychicznego złamania konia. Staje się on bezwolny i zupełnie poddaje się człowiekowi, który przyjmuje wobec niego pozycję drapieżnika. Jazda w ten sposób, jak łatwo sobie wyobrazić, naraża zdrowie konia i powoduje poważne problemy ze zdrowiem w przyszłości. Co więcej jest nieetyczna i w mojej opinii niehumanitarna.


Wszystko to są rzeczy spotykane na zawodach najwyższej rangi i stosowane przez najwyższej klasy mistrzów olimpijskich przy milczącej akceptacji środowiska. Problem jednak nie dotyczy tylko pierwszej ligi choć jak wiadomo, ryba psuje się od głowy.


Co gorsze nie chodzi tylko o ujeżdżenie, problem dotyczy również innych dyscyplin : powożenia, skoków, westernu.
Problemem jest skuteczność i efektywność tej metody. Wynika to z tego ,że kiedy po brutalnym rozprężeniu, daje się koniowi podnieść nieco szyję przy przejeździe konkursowym, wykonanie poszczególnych elementów przychodzi mu bardzo łatwo. Piękna akcja przodu spowodowana jest więc wymuszonym skracaniem mięśnia, który odpowiada za pracę przedniej kończyny a bezbłędne przejazdy są wynikiem okrutnego zdominowania konia.


Fédération Equestre Internationale (FEI) podchodziła do tematu rolkuru bardzo zachowawczo. Najpierw stojąc na stanowisku, że w profesjonalnych rękach to nie jest aż  tak szkodliwe (co do złudzenia przypomina argument, że jak bije mąż to to nie przemoc) potem dopuszczając łagodniejszą formę LDR-Low Deep Round (jak nie ma siniaków to też nie przemoc) żeby finalnie po latach dojrzeć do zakazania zupełnie tej praktyki. W teorii rzecz jasna. Tą metodę stosują mistrzowie świata.


Powodów, dla których rollkur tak szybko nie zniknie jest kilka.


Efektywność, skuteczność, opłacalność, skrócenie czasu szkolenia konia przy praktycznie biernym podejściu środowisk prozwierzęcych. Dlaczego? Bo tego nie widać. Ktoś kto nie ma fachowej wiedzy może tego zwyczajnie nie zauważyć, tego czyli tej cichej przemocy. Temat nie jest nośny i nie jest polityczny. Wymagałby rzetelnej pracy u podstaw żeby reedukować jeźdźców i trenerów oraz żeby w praktyce zacząć karać co najmniej dyskwalifikacjami.


Czy tak się stanie? Miejmy nadzieję.

 


Maria Anastazja
fot. Pixabay


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco



Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.