wtorek
| 10 grudnia 2019
Piotr Pałys | 24 listopada 2019

10 i 8,5 roku więzienia dla poszukiwaczy skarbów. Złoto Wikingów za 14 mln euro i chciwość zniszczyły im życie

10 i 8,5 roku więzienia dla poszukiwaczy skarbów. Złoto Wikingów za 14 mln euro i chciwość zniszczyły im życie

Dwóch poszukiwaczy skarbów z Anglii mogło zostać bogatymi ludźmi. Layton Davies i George Powell przy pomocy wykrywaczy metali, trafili na skarb swego życia…w więzieniu. Wartość odnalezionych precjozów szacuje się na 3,5 do 14 milionów euro!

 

Wystarczyła zgoda właściciela terenu na poszukiwania, a cała trójka stałaby się legalnymi szczęśliwcami. Poszukiwacze nie chcieli się jednak dzielić z kimkolwiek.  

 

W 2015 roku, wówczas 38-letni George Powell i 51-letni Layton Davies odkryli złoto Wikingów, zakopane ponad 1100 lat temu. W tym czasie, Alfred Wielki, kontratakując bronił się przed atakami wojowników z północy, których coraz skuteczniej gromił.

 

Zapewne, nigdy się nie dowiemy, kto i w jakich okolicznościach powierzył ziemi skarb złożony ze stosów złotych monet, charakterystycznego złotego pierścienia, kryształowego wisiora z V wieku, filigranowej bransolety zakończonej smoczą głową.

 

Niestety, nie dowiemy się również, jak wyglądał skarb w momencie znalezienia go przez poszukiwaczy, ponieważ postanowili sprzedawać go po kawałku na czarnym rynku. Zachowało się tylko kilka zdjęć w telefonie Daviesa. Zachłanni szczęśliwcy zdążyli upłynnić 90 procent znaleziska. Dla przykładu, jedna z pięciu zachowanych do dziś monet bitych przez Alfreda i Ceolwulfa II, ze względu na swą rzadkość jest warta około 60 000 euro.

skarb 2 PP

 

Chcąc postępować zgodnie z prawem Anglii, wystarczyła choćby ustna zgoda właściciela gruntu na podjęcie poszukiwań oraz zgłoszenie nadzorowi archeologicznemu faktu natrafienia na skarb. Wówczas to państwo podejmuje decyzję, czy chce wykupić z rąk znalazców odnalezione artefakty, wycenia je według cen rynkowych i płaci po 50 procent właścicielowi i terenu oraz osobie, a w tym wypadku osobom, które skarb znalazły.

 

To uczciwa i znana w Europie metoda na to, by skarb państwa panował nad rynkiem poszukiwaczy, wiedział o miejscu odnalezienia przedmiotów określanych mianem artefaktów archeologicznych, ale i uczciwie postępował ze swymi obywatelami, którzy stali się posiadaczami znalezionych przedmiotów.

 

Kiedy angielska policja otrzymała sygnały, że na rynku pojawiły się złote precjoza z, jak głosi fama – skarbu, przystąpiła do działania. Udało się namierzyć i aresztować chytrych poszukiwaczy i właśnie dziś otrzymali oni, po kilkuletniej batalii sądowej bardzo surowe wyroki. Dekada w więzieniu nie osłodzi im chyba chwil radości podczas wykopywania tak wspaniałego znaleziska.

 

W Polsce nie istnieje system nagradzania trudu poszukiwaczy. Są oni tępieni przez prawo. Uczciwość państwa wobec swych obywateli, kończy się tam, gdzie zgoda wydana przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (WKZ) na poszukiwania przy pomocy wykrywacza metali często oznacza kłopoty.

 

Pomijając fakt wielu bzdurnych formalności związanych z pozyskaniem zezwolenia, to że WKZ pobiera opłaty za złożenie wniosku obejmującego ziemię, która do niego nie należy, a więc nie ma prawa wydawania jakiejkolwiek zgody na poszukiwania, poza samym właścicielem tego obszaru oznacza, że „legalne” poszukiwania częstokroć kończą się „nalotem” policji w domu poszukiwacza. Dlaczego?

 

WKZ wszak dysponuje pełnymi danymi wnioskodawcy. W przysłowiową środę, ewentualnie wyraża zgodę, a ta sama ręka w sobotę sięga po telefon i zawiadamia policję o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez poszukiwacza, któremu uprzednio wydano zgodę. To znana w Polsce procedura szczególnego zaufania do braci poszukiwaczy. Przecież zwykły Kowalski to potencjalny złodziej i należy trzymać go krótko.

 

Ostatnim argumentem jest chytrość własnego państwa. Legalny poszukiwacz nie ma możliwości otrzymania zapłaty za wykopany skarb lub choćby pojedynczą monetę. W Polsce nie funkcjonuje prawne zobowiązanie skarbu państwa do zapłaty, a jedynie do uznaniowej nagrody przyznawanej w najlepszej opcji przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Częstokroć jest to jednak tylko uścisk dłoni burmistrza, wojewody, dyplom za 5 złotych, albo wyceniona z sufitu „nagroda”, będąca ułamkiem rzeczywistej wartości znaleziska.  

 

Przypominamy, że w myśl polskiego prawa, za nielegalne poszukiwania w Polsce można trafić do więzienia nawet na 8 lat.

 

Źródło: bild.de/PP
Fot. West Mercia Police


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.