czwartek
| 21 listopada 2019

Po Holendrach, do akcji przystępują rolnicy w Niemczech. Mają już dość lewackich eksperymentów, które w nich uderzają. Pytają, dlaczego to oni mają płacić za pomysły polityków.

 

Rolnicy z Niemiec zapowiedzieli, że ich cierpliwość skończyła się. Wielu z nich ma dość cichego protestu i zapowiada wyjście na ulice.

Stworzyli listę instrumentów prawnych, które w nich uderzyły:

 

  • Pakiet rolny
  • Regulacje nawozowe
  • Prawo klimatyczne
  • Regulacje dotyczące środków odstraszania owadów
  • Zakaz stosowania glifosatu

 

Czują się napiętnowani, wykorzystani i oszukani przez własne Państwo. Mówią wprost o tym, że politycy ich sprzedali.
Nowy pakiet rolnośrodowiskowy jest obciążeniem finansowym dla małych i średnich gospodarstw rodzinnych. Według nich doprowadzi to do ich bankructwa, albo wykupu przez wielkopołaciowe gospodarstwa rolne, a tym samym przyczyni się do zmian strukturalnych w rolnictwie.

 

Mimo zapewnień elit politycznych, po wprowadzeniu nowych przepisów, „mali” nie są w stanie wywiązać się z dodatkowych obciążeń finansowych. Powoli i po cichu są wywłaszczani ze swej ziemi, ponieważ w tych okolicznościach nie mogą być dłużej zarządzane zgodnie z kryteriami ekonomicznymi.

 

Przestało się liczyć, że rolnicy produkują żywność! Dominują slogany i hasła polityczne, za którymi nic nie stoi. Dotychczas odpowiadali brukselskim i berlińskim notablom cichymi akcjami protestacyjnymi, choćby ruch Zielonych krzyży, o którym pisaliśmy tu: Protest Zielonych krzyży. Rolnicy szacują, że w proteście wzięło udział 10 000 gospodarzy. Jednocześni przyznali, że akcja niczego nie zmieniła. Ich protest został zlekceważony.

 

Zorientowali się, że tylko zmasowana i skuteczna w swej formie akcja buntu rolników może przynieść skutek. Za dobry przykład takich środków nacisku uznali akcje blokowania dróg w Holandii przez oszukanych hodowców zwierząt: Bunt holenderskich rolników. Holendrzy doprowadzili do ogólnokrajowej debaty, a politycy wreszcie dostrzegli determinację rolników.

 

Ogromne napięcie panujące wśród niemieckich rolników zostało skanalizowane przez konkretne działania oddolne. Zaczęli organizować się na Facebooku. Na 22 października zapowiedzieli wielką demonstrację przed siedzibą Federalnego Ministerstwa Rolnictwa  w Bonn. Ruch objął już 10 000 gospodarzy z całych Niemiec.

 

Współorganizator protestu Thomas Andresen ze Szlezwiku-Holsztynu mówi:

„Chcemy być głośni, chcemy przyciągnąć uwagę, chcemy znaleźć się w wiadomościach, chcemy zobaczyć jeżdżące ciężarówki i chcemy zwiększyć presję. To, czego nie chcemy, to palenie bel słomy i opon lub obornika przed budynkami administracyjnymi ” 

 

Joachim Rukwied, szef Niemieckiego Stowarzyszenia Rolników (DBV) widząc to, do czego dorowadzili holenderscy rolnicy zapowiedział jednak:

„Nie wykluczamy, że nawet niemieccy rolnicy wyrażą swoje stłumione niezadowolenie w tej samej formie. Jeśli takie protesty pozostaną pokojowe, również je poprzemy”

 

Berlin obserwuje bunt rolników i zdaje sobie sprawę, że żarty się skończyły. Narzucanie programów klimatycznych rodem z kosmosu, ustawiczne ograniczenia w produkcji rolnej, narzucanie form uprawy ziemi i hodowli zwierząt, nakładanie kolejnych obciążeń finansowych na gospodarstwa mogą doprowadzić do prawdziwego wybuchu na wsi.

 

Źródło: agrarheute.com/PP
Fot. stopklatka youtube..com


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.