czwartek
| 21 listopada 2019

To, do czego posuwają się obrońcy zwierząt przestało śmieszyć. Potrafią wejść na prywatny  teren bez zaproszenia, penetrują budynki gospodarcze, przejmują zwierzęta gospodarzy. Jednym słowem wydaje się im, że są ponad prawem.

 

To nie są odosobnione przypadki. Działalność działaczy prozwierzęcych często nosi znamiona przestępstwa. Skoro troszczą się o prawa zwierząt, dlaczego nagminnie łamią prawo dotyczące ludzi?

 

Przykład? Czy ekolog, który wchodzi na drzewo, rozbija tam obóz mocując hamak, podesty do spania w celu jego wydumanej ochrony, nie uszkadza tegoż drzewa, które niby chroni?

 

Czy ludzie, którzy bezprawnie wchodzą na prywatną posesję, by chronić zwierzęta, włamują się do budynków gospodarczych, dowolnie dysponują zwierzętami znajdującymi się w środku, nie przekraczają granic prawa?

 

Jeszcze jedna uwaga. To wszystko dzieje się w Europie. Czy wyobrażacie sobie Państwo obrońców zwierząt lub kogokolwiek kto wtargnął na prywatny teren, wszedł do czyjegoś budynku w Stanach Zjednoczonych lub Australii? No chyba nie znajdzie się taki „bohater”, bo wie, że zgodnie z prawem zostanie zastrzelony, a jego humanitaryzm zakończy życie w czarnym worku z suwakiem.

 

Wróćmy do Europy. Weyarn – mała miejscowość w Niemczech. We wtorek doszło do niebezpiecznego zdarzenia. Rodzinę rolników siedzącą przy śniadaniu zaalarmował ich pies. 66-letni rolnik wraz z żoną postanowił sprawdzić, co jest powodem ujadania czworonoga. Z obory dobiegało głośne buczenie bydła. Kiedy gospodyni weszła do pomieszczenia gospodarczego, zderzyła się twarzą w twarz z obcą kobietą. Ta, zaskoczona pojawieniem się właścicieli gospodarstwa nie odpowiadając na pytania wybiegła z budynku i wsiadła do zaparkowanego opodal samochodu. Za kierownicą siedział mężczyzna, najwyraźniej ubezpieczający swą towarzyszkę. Odjechali…

 

Obcy odwiązali wszystkie zwierzęta w tym byka i zdążyli otworzyć wrota. Krótko mówiąc zamierzali je „uwolnić”. To specyficzna forma litowania się nad dolą zwierząt przebywających w niewoli.

 

Na co liczyli, wybawiciele udomowionego bydła? Myśleli, że uwolnione krowy same się wydoją, a byk stanie się atrakcją miejscowych łąk? Szkoda słów na opis bezmyślności miejskich teoretyków, którzy do tej pory bydło widzieli w telewizji.

 

Wracając do sprawy małżeństwa gospodarzy w Weyarn. Ci wezwali policję, by zdać relację z wtargnięcia na ich teren, włamania do budynku i próby wyprowadzenia zwierząt poza obręb gospodarstwa. Niestety, szanse na zatrzymanie sprawców są małe.

 

Opisywany przypadek pomija kilka zwykłych, ludzkich aspektów. Rolnicy mieli prawo się bać. Obcy samochód, zwierzęta, które wszczynają alarm, nieznana osoba chodząca po terenie posesji. Nie życzymy nikomu przeżycia takiej przygody.

 

Źródło: br.de/PP
Fot. pixabay.com


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.