czwartek
| 14 listopada 2019

Ze Szczepanem Wójcikiem, prezesem Instytutu Gospodarki Rolnej, na temat ostatnich protestów tak zwanych obrońców przyrody rozmawia Marta Wiszczycka.

Marta Wiszczycka: Panie prezesie, na Pogórzu Przemyskim trwa tak zwany „protest hamakowy”. Aktywiści Inicjatywy Dzikie Karpaty rozwiesili hamaki na Jaworniku, uniemożliwiając kontynuowanie prac w lesie.

Szczepan Wójcik: To kuriozum. Zaśmiałbym się z formy protesty w sytuacji, gdy protestujący ponieśliby odpowiedzialność prawną za formę sprzeciwu, gdyby była to sytuacja jednostkowa i gdyby polskie prawo w kwestii organizacji „ekologicznych” (proszę wziąć to w wielki cudzysłów) wychodziło podobnym naruszeniom przepisów naprzeciw. Tymczasem „Ekolodzy” ani nie poniosą odpowiedzialności – jestem o tym przekonany, jest to sytuacja nagminna, a polskie prawo jak było w tej kwestii dziurawe, tak jest.

M. W.: O jakich innych sytuacjach pan mówi?

S. W.: Blokowanie przekopu Mierzei Wiślanej, przykuwanie się do drzew i maszyn w niszczonej przez kornika drukarza Puszczy Białowieskiej, okupowanie kominów elektrowni, wspomniany protest hamakowy, absurdalne blokady budowy dróg, osiedli, ekoharacze, ekoszantaże… mógłbym długo wymieniać.

M. W.: Proszę zatem…

S. W.: Podkładanie ładunków wybuchowych pod ambony myśliwskie, oblewanie ludzi noszących naturalne futra czerwoną farbą, wchodzenie pod lufy myśliwym prowadzącym odstrzał sanitarny dzików…

M. W.: Nie znam tej sytuacji.

S. W.: W ubiegłym roku miałem zaszczyt uczestniczyć w jubileuszowym Hubertusie Węgrowskim, czyli dorocznym święcie myśliwych, którym patronuje św. Hubert. W związku z epidemią ASF polowanie, które odbywało się w kilkudziesięciu grupach, miało charakter odstrzału sanitarnego. Niestety na miejscu pojawili się także aktywiści prozwierzęcy z jednej z Wrocławskich organizacji. Siadali obok myśliwych, płoszyli zwierzynę, a w najbardziej drastycznych przypadkach, utrudniali oddanie strzału. Pomijam fakt, że przez ich niewiedzę i zapalczywość w hołdowaniu tej niewiedzy skazali na śmierć tysiące dzików i świń, które z powodu ich niekompetencji najpewniej zaraziły się tym śmiercionośnym wirusem – najbardziej nieodpowiedzialne było utrudnianie oddania strzału. W polowaniu zbiorowym, każda niekontrolowana zmiana kierunku strzału naraża innych uczestników tego polowania na śmierć lub uszczerbek na zdrowiu. Zginąć mogli też sami aktywiści. To brak wyobraźni, który przekłada się także na ich wizję ochrony przyrody.

M. W.: A wyobraźnia jest obecna podczas protestu na Pogórzu Przemyskim?

S. W.: O absurdalnej formie już mówiliśmy, nie wspominaliśmy natomiast o postulatach. Jednym z nich jest wstrzymanie wycinki drzew… w lesie gospodarczym. Polska jest jedną z potęg w kwestii dostarczania surowca jakim jest drewno. O prym walczymy z Niemcami – to już powinno mówić nam niemało. Drugą kwestią jest żądanie utworzenia z lasów Pogórza Przemyskiego tak zwanego Turnickiego Parku Narodowego. Instytut Gospodarki Rolnej już wyraził się w tej kwestii jasno – pomysł jest nieracjonalny, nie broni się na drodze logicznej argumentacji i na szczęście – biorąc pod uwagę opinię Lasów Państwowych – nie ma szans powodzenia. „Ekolodzy” chcieliby, aby w zasadzie każdy zielony fragment kraju był czy to pakiem narodowym, czy krajobrazowym, czy inną chronioną formą przyrody. Proszę nie zrozumieć mnie źle – ochrona środowiska naturalnego jest ważna, ale ważna jest gospodarka. W tej kwestii potrzebujemy konsensusu i ogromnej rozwagi. Dlatego właśnie w tej kwestii powinniśmy zaufać naukowcom, którzy doprowadzili do sytuacji, że mimo silnej pozycji na rynku produkcji drewna, mamy w Polsce coraz więcej lasów.

M. W.: Sugeruje pan, że protestujący nie mają kompetencji?

S. W.: Nie odmawiam im pasji, ale kompetencji zazwyczaj tak. To zazwyczaj bardzo młodzi ludzie, którzy poza zainteresowaniami, z ochroną przyrody mają niewiele wspólnego. Najgorsze jest to, że „Oni wiedzą i już. Tak ma być. Koniec kropka”. Walczyłem z podobną patologią w przypadku próby silnego sektora hodowli zwierząt futerkowych. Ludzie, którzy nie mieli pojęcia, o czym mówią, manipulując, próbowali wymusić na opinii publicznej i decydentach poparcie dla swojego światopoglądu. Politolodzy, dziennikarze, PR-owcy, logistycy i inni chcieli udowodnić, że są mądrzejsi od weterynarzy, zoologów czy biologów.

M. W.: Wspomniał pan o konieczności wprowadzenia zmian w prawie.

S. W.: I absolutnie to podtrzymuję. Instytut Gospodarki Rolnej przygotował pakiet koniecznych nowelizacji ustaw w tej kwestii. Jednym z naszych koronnych postulatów jest konieczność posiadania przez organizacje ekologiczne rady naukowej złożonej z ekspertów z tytułami naukowymi z zakresu szeroko pojętej ochrony przyrody. To konieczne, jeśli chcemy móc prowadzić zrównoważoną gospodarkę. Niestety w tym momencie Polska jest tym krajem, w którym w całej Unii Europejskiej urządza się największą liczbę blokad podobnych formą i poziomem argumentacji do protestu „hamakowego”, od którego wyszliśmy.

 


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.