czwartek
| 14 listopada 2019

1 września wojna celno-handlowa pomiędzy potęgami gospodarczymi weszła w nową fazę. Konflikt z miesiąca na miesiąc zaognia się.

 

Geopolityka zaprzęgnięta w handlowe rumaki pędzi co tchu ku przepaści. Walka mocarstw na śmierć i życie przybiera na sile. O co walczą ? Nie chodzi o sprawiedliwe traktowanie partnerów, zrównoważenie sald handlowych, a o światowe przywództwo w regionach, a jutro na całym globie.

 

Amerykanie i Europa w ostatnich dziesięcioleciach spasła chińskiego kota inwestycjami i kupowaniem wszystkiego co wyprodukują do takich rozmiarów, że w ciągu ostatnich dekad stał tygrysem, który rzucił się do gardła swych dobroczyńców.

 

Dziś Chińczycy reinwestują pieniądze zarobione na krótkowzrocznej, głupiej, chciwej, nastawionej na szybki zysk polityce Europy i USA. Potencjał dalekowschodniego kraju, który posiada 1,4 miliardów obywateli, wysyła statki kosmiczne na Księżyc, buduje lotniskowce, stanowi zagrożenie na Morzu Południowochińskim, trzyma w ręku obligacje Stanów Zjednoczonych na sumy określane w bilionach dolarów, siada wreszcie do pokerowego stołu, gdzie stawki mierzone są niepodległością krajów, a nawet całych regionów.

 

Czy jest na to jakieś lekarstwo? Jest!
Istnieje proste rozwiązanie, ale nastawione na chciwość elity polityczne i gospodarcze nie chcą słyszeć o najprostszym z najprostszych sposobów. Koniec handlu z Chinami! Nie kupujemy, nie budujemy u was niczego, a co ważniejsze nie sprzedajemy wam niczego. Embargo!

 

Już słyszę teksty w stylu: gospodarka światowa to system naczyń połączonych, o tym, że nie można nikomu zabronić wolności wyboru, o Światowej Organizacji Handlu, o wolnym rynku i takie tam frazesy. Elity są zainteresowane jedynie zarabianiem pieniędzy. Przecież ich będzie stać na to, by wsiąść na pokład samolotu i odlecieć w razie zagrożenia do jakiegoś raju na Ziemi. Gdyby ich polityka miała jednak doprowadzić do wojny, to przecież będzie to czas najlepszej okazji do zarobienia kroci. Ludzie oddadzą życie, stracą majątki, kraje będą w ruinie, gospodarka na krawędzi upadku, głód i wszechogarniająca bieda.

 

Kto się wtedy zjawi? Te same elity, które doprowadziły do wojny. Pożyczą pieniądze (czytaj: wpędzą społeczeństwa, państwa w jeszcze większą spiralę zależności), zainwestują w odbudowę itd. Jednym słowem staną się jeszcze bogatsi i potężniejsi, a my – kolejne pokolenie mamy to nieszczęście, że żyjemy w końcowej, procyklicznej fazie, która wydaje się oznaczać ostatni etap stanu pokoju na świecie.

 

Oto dowód naukowy potwierdzający powyższe wywody:

„Teoria cyklu pokoleniowego Straussa i Howe'a opisuje historię jako powtarzające się regularnie, choć w różnych wariantach, cztery fazy przebudzeń i kryzysów związanych z typami pokoleń. Przesilenia, przez które jako społeczeństwa systematycznie przechodzimy oraz odpowiadające im etapy cyklu, nazwano wzlotem, przebudzeniem, dezintegracją i kryzysem społecznym. Zgodnie z tą koncepcją od roku 2007 znajdujemy się w końcowym etapie cyklu - fazie kryzysu społecznego, który jest zawsze momentem przełomowym, z konfliktami prowadzącymi do wojen, nawet o charakterze totalnym. To czasy poważnych wstrząsów, kiedy społeczeństwo koncentruje się na reorganizacji systemów i instytucji, zmierzając do nowego porządku. Współcześnie najgroźniejsze źródła konfliktów to: kryzys demokracji liberalnej, nasilające się nierówności społeczne oraz skutki zmian klimatu, z szybko rosnącą migracją ludności na czele. Ich efektem mogą być np. zmiany terytorialne czy nowe rozwiązania polityczno-ustrojowe(abstrakt oryginalny).”

- zaczerpnięte z pracy naukowej pt. „Czy teoria pokoleń wyjaśnia naszą przyszłość?„ Zofia Mirkowska

 

Żaden z rządów nie powie swemu społeczeństwu - to koniec tłustych lat, nie ma ratunku przed światowym kryzysem gospodarczym, politycznym, który doprowadzi do wojny regionalnej lub światowej. To w gruncie rzeczy zrozumiałe, lecz sami możemy dostrzec sygnały, które o tym świadczą.

 

Kraje, które stać na to, tuż przed kryzysem kupują złoto. Kruszec zawsze był pożądanym atrybutem stabilności w czasach niepewnych lub mówiąc wprost, kupowanych na czarną godzinę. Polska od czasu objęcia rządów przez PIS stale powiększa swe zapasy. Tylko w latach 2018-2019 kupiliśmy kolejne 126 ton. Dziś posiadamy łącznie prawie 229 ton. Kolejną wskazówką jest to, że ściąga się je do sejfów krajowych. W czasach pokoju zwykle jest przechowywane w krajach tradycyjnie uznanych za symbol pewności lokat lub po prostu bliżej światowych centrów ich obrotem: Szwajcaria, Wielka Brytania.

 

Czy konflikt zbrojny jest pewny? Czy wojna wybuchnie w najbliższym czasie? Czy Polska ma to jakikolwiek wpływ?

 

Optymiście wspomną o tym, że Europa nigdy nie przeżywała okresu pokoju i stabilności w takiej skali czasowej, jak obecnie. Pesymiści zapytają: a wojna na Bałkanach, napad Rosji na Ukrainę, kryzys migracyjny ogarniający stary kontynent?

 

Wedle teorii, stoimy u progu wojny światowej, lecz czy ona wybuchnie jutro, czy za 10 lat, w skali historycznej jest przedziałem czasowym tak małym, że możemy powiedzieć, iż to to samo.

 

Niestety, Polska i Polacy nie mają żadnego wpływu na toczący się proces. W skali świata jesteśmy państwem małym, w skali Europy średnim, lecz w szachach geopolitycznych jedynie terytorium, przez które przetoczą się armie lub wielkim lejem po wybuchu termojądrowym.

 

Aby jednak nie pozostawić Państwa w minorowych nastrojach, ustalmy jedno: to, jak żyjemy dziś, jakim jesteśmy społeczeństwem, dokąd zmierzamy jako naród lub Państwo, zależy tylko od nas!

 


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.