niedziela
| 18 sierpnia 2019

Rozdający karty w światowej gospodarce niepokoją się słabnącą koniunkturą gospodarczą. Na lipcowym spotkaniu w Fukuoce (Japonia ) ministrowie finansów Grupy G20 i prezesi banków centralnych ostrzegli, że wzrost gospodarczy pozostanie na słabym poziomie, a ryzyko stabilizuje się na tzw. minusie.

 

Można się zastanawiać, jak to się ma do mojej hodowli świń, albo uprawy marchewki, lecz prędzej, czy później, jeśli prognoza potwierdzi się, odczujemy to w naszych portfelach.

 

Kilka dni wcześniej Bank Światowy obniżył przewidywany poziom globalnego wzrostu gospodarczego do zaledwie 2,6 procenta – najniższego od 3 lat. Tu pojawia się nawiązanie do sytuacji najbiedniejszych. To dla nich fatalne wieści. Wydłużanie się procesu wychodzenia z ubóstwa jest spowodowane słabnącą gospodarkę światową.

 

Wcześniejsze kryzysy doświadczyły najtęższe głowy ekonomistów i dziś teoretycznie wiedzą, jak zaradzić temu niebezpieczeństwu. W latach 2001-2019 liczba krajów o niskich dochodach (roczny dochód na mieszkańca poniżej 995 dolarów) zmniejszyła się z 64 do 35. Trzydzieści dwa państwa wspięły się na szczebel statusu średnich dochodów, lecz dwa inne spadły do ostatniej ligi najbiedniejszych.

 

Zanim kryzys pojawił się na horyzoncie, wiele biedniejszych krajów przeżywało boom na towary w latach 2001-2011, a to rzutowało na nowe inwestycje w rozwój i produkcję. Oznaczało to poprawę ich płynności finansowej. Nie będziemy przeprowadzać pogłębionej analizy statystycznej. Ważne są jednak wnioski, które powinniśmy wyciągnąć na użytek naszego „podwórka”.

 

Aby zapobiec skutkom kryzysu, a przynajmniej je ograniczyć, zagrożone kraje według jednej z teorii potrzebują odważnych programów rozwojowych, które zapewnią większą liczbę miejsc pracy. Dywersyfikacja eksportu, bezpośrednie inwestycje zagraniczne, integracja z globalnymi przepływami handlowymi, wzmacnianie systemów finansowych, stabilizacja finansów publicznych, mobilizacja dochodów krajowych, wdrażanie nowoczesnych technologii, rozbudowa infrastruktury, łożenie mimo ograniczeń budżetowych na tzw. kapitał ludzki są drogami do znacznego osłabienia negatywnych skutków nadciągającej burzy.

 

Opisaliśmy kilka lekarstw służących gospodarce w skali globalnej lub przynajmniej krajowej. Kilka uwag na temat budżetów w skali gospodarstwa. Co może zrobić rolnik, aby uchronić się lub osłabić negatywne skutki ewentualnego kryzysu. Tu niczego nie zmienią pikiety, protesty i upominanie się o pieniądze.

 

W mikroskali, to od nas zależy, czy będziemy przygotowani na przetrwanie trudnego czasu. Kapitał zapasowy! Krótko mówiąc – pieniądze. Rolnik powinien mieć zgromadzone fundusze na tzw. „w razie czegoś”. Po drugie, należy dywersyfikować ryzyko. Nie stawiać wszystkiego na jedną kartę. Skoro przydarzyło się ASF, które wykańcza setki tysięcy sztuk zwierząt, dopadła nas kolejny raz susza, zastanówmy się, czy chcemy, albo możemy pozwolić sobie na następną pomyłkę, albo klęskę pomoru, czy nieurodzaju.

 

Może lepszym rozwiązaniem będzie postawienie na 2 lub 3 konie tak, aby któryś dobiegł do mety w roli zwycięzcy i powetował straty pozostałych.

 

Źródło: project-syndicate.org/PP

Fot. pixabay.com


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.