sobota
| 14 grudnia 2019

Podczas kiedy w Gdańsku rządzonym przez Aleksandrę Dulkiewicz zaplanowano na obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej "radosny pochód", koncert, tańce oraz "wspólnie świętowanie" z niemiecką delegacją, warto przypomnieć nie tylko o bohaterstwie gdańskich pocztowców czy żołnierzy Westerplatte. Niedaleko znajduje się także dawniej stricte rolnicze Piekło... Było to miejsce, gdzie schodziły się granice Polski, Niemiec i sztucznie – niczym twór doktora Frankensteina – powołanego do życia Wolnego Miasta Gdańska. Dzisiaj w Piekle zamieszkuje 350 osób.

 

Miejscowość barwie opisała Joanna Jarzęcka-Stąporek i Kuba Strumiński w serwisie GdańskaStrefa.com:

 

 

  • Zamieszkała w większości przez Polaków, postanowieniami Traktatu Wersalskiego włączona do terytorium „Wolnego” Miasta.
  • Będąca pograniczem w całkowitym tego słowa znaczeniu, co wtedy oznaczało napięcia, wrogość i konflikt.
  • Wieś, w której polscy mieszkańcy, stanowiący 85% populacji, przez lata walczyli o prawo do szkolnej edukacji dla swoich dzieci w języku ojczystym.
  • W której dyrektorem polskiej szkoły został Jan Hinc, później przez Niemców zamordowany za to w Piaśnicy.

 

 

„Mieszkańcy po części Polacy, po części Niemcy, trudnią się rolnictwem, a po części rybołówstwem. Znajdują się tu bowiem węgorze, szczupaki, płocie, karaski (…) wydry i minogi. Połów tych ostatnich jest czasem bardzo obfity. Chwytają wtedy co dzień 40–50 kop. Cena za kopę wynosi ok. 4 mrk.”

 

- pisano o Piekle w Słownik geograficzny Królestwa Polskiego z 1887 roku.

 

Piekło w strukturach Wolnego Miasta Gdańska (od 1933 r.) nie miało lekko.

 

"W styczniu 1934 mieszkańcy Piekła złożyli 44 wnioski o naukę w języku polskim w miejscowej szkole senackiej. Władze szkolne bezpodstawnie odrzuciły kilka z tych wniosków, jednak ostatecznie zezwoliły na utworzenie klasy, w której 38 dzieci uczył jęz. polskiego oraz religii po polsku niejaki Alois Machalitza. Nauczyciel ten pochodził ze Śląska, a jego znajomość polszczyzny i jawnie proniemiecka postawa wzbudzały zastrzeżenia rodziców. Kierownik szkoły, Walter Klafki, znał co prawda język polski, ale z rodzicami swoich uczniów rozmawiał tylko po niemiecku"

 

- informowała Gdanskastrefa.com

 

"W tej sytuacji uznano, że najmłodszych mieszkańców wsi przed całkowitą germanizacją może uratować tylko otwarcie w Piekle prywatnej szkoły polskiej, podlegającej Gdańskiej Macierzy Szkolnej. Już w 1930 r. Macierz próbowała zakupić starą karczmę od Emilii Begdon, by przebudować ją na szkołę i ochronkę dla polskich dzieci. Sołtys Kurt Neumann, także zresztą pracujący jako nauczyciel w miejscowej szkole senackiej, udaremnił ten zamiar i korzystając z prawa pierwokupu nabył karczmę od pani Begdon, by wydzierżawić ją niejakiemu Durauowi, znanemu jako wielbiciel Adolfa Hitlera. Dał on wyraz swej miłości w jawnie prowokacyjnym napisie wywieszonym w miejscu, gdzie Macierz Szkolna planowała uczyć najmłodsze dzieci:

 

Moją wiarą jest Adolf Hitler, a przyszłością wielkoniemiecka Rzesza!"

 

- przeczytać możemy dalej w historii miejscowości na Gdanskastrefa.com

 

Hitlerowcy spod Gdańska jeszcze przez lata blokowali polskie szkolnictwo w Piekle. Dom Polski w Piekle, bo tak go najczęściej nazywano, został uroczyście otwarty i poświęcony dopiero w niedzielę, 4 lipca 1937 r.

 

"Pod koniec lata 1939 nikt już nie dbał o pozory praworządności. Księdza Dydymskiego 1 września obudziła detonacja mostu w Tczewie, a gdy zerknął przez okno, zobaczył, że wieś została już zajęta przez niemieckie wojsko. Do Domu Polskiego żołnierzy, w asyście miejscowych sąsiadów ubranych w mundury SA, przyprowadził niemiecki nauczyciel, by aresztowali księdza i siostry dominikanki (wszystkim udało się przeżyć wojnę). Inni mieszkańcy Piekła zostali również uwięzieni i nierzadko „profilaktycznie” skatowani przez rozpieranych energią hitlerowców. Dotychczasowi niemieccy sąsiedzi okazywali radość, widząc Polaków prowadzonych pod bronią. Kobiety wywieziono do więzień w Malborku i Elblągu. Mężczyzn zabrano do Sztumu, gdzie byli zmuszani do ciężkiej pracy, która i tak była lepsza od tortur podczas powtarzających się przesłuchań. Finalnie zostali przetransportowani do obozów koncentracyjnych, z których znaczna część już nie wróciła"

 

- tak potoczyły się losy historii w Piekle.

 

"Jan Hinc z rodziną w dniu wybuchu wojny znajdował się w Gdyni, gdzie odwiedzał teściów. Po zajęciu miasta przez Niemców dostał się do aresztu, a niebawem osadzono go w osławionym gdańskim więzieniu Schiesstange. 3 listopada 1939 napisał ostatnią kartkę do żony, w której prosił m.in. o dostarczenie mydła, piżamy i skarpet. Gdy jednak Edyta Hinzowa pojawiła się przy bramie więzienia, dowiedziała się, że męża już w nim nie ma, bowiem wyjechał w transporcie więźniów do Wejherowa. Według najbardziej prawdopodobnej wersji, kierownik szkoły w Piekle wraz z tysiącami innych Polaków z Pomorza został zamordowany w lasach piaśnickich. Niemcy, podobnie jak rosyjscy okupanci, widzieli w polskich elitach olbrzymie niebezpieczeństwo. Obserwując przez lata nieustającą walkę o narodową świadomość, wiedzieli, że nic nie powstrzyma ich przed jej krzewieniem i chronieniem. Nawet, gdy próbowano te polskość wytłuc kijami i kolbami, nie dawało to rezultatów, ponieważ była ona ich istotą. Polacy ci, oddychając czystym, niemieckim powietrzem wydychali je skażone polskością. Jedynym rozwiązaniem, przemyślanym i pieczołowicie wcześniej przygotowanym była akcja Intelligenzaktion – sprowadzająca się do fizycznej likwidacji, wymordowania przedstawicieli polskich elit. Do nich zaliczał się również dyrektor polskiej szkoły w Piekle. Jego grobu, podobnie jak wielu innych zamordowanych, nigdy nie odnaleziono"

 

- pięknie relacjonują  Joanna Jarzęcka-Stąporek i Kuba Strumiński w serwisie GdańskaStrefa.com

 

Jak pisze Joanna Jarzębska-Stąporek i Kuba Strumiński, przykre jest, że poza tablicą poświęconą pamięci Jana Hinca, brak widocznych informacji o tym, czym ten budynek był i jak ważną rolę odegrał w dziejach Polonii Wolnego Miasta Gdańska. Od frontu jest za to tablica informująca o współfinansowaniu przez rząd Republiki Federalnej Niemiec w ramach polsko-niemieckiej współpracy, choć i pod nią zebrała się sterta śmieci. Do dziś na dachu budynku stoi na baczność maszt, któremu nikt nie zmienił komendy, czekając, aż znowu załopocze na nim biało-czerwona flaga.

 


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.