wtorek
| 12 listopada 2019

Zafascynował mnie tytuł. Serio. Zastanawiałem się, czy odnieść się do niniejszego materiału, czy raczej pozostawić go bez komentarza, ogarniając jedynie jego treść westchnieniem pełnym politowania.

 

Już od samego tytułu, przechodząc przez wstęp tekstu a w dalszej części jego pozostałą treść, można dostrzec, iż nie tyle chodzi o ratowanie jakieś kolejnej "dziewiczej" przyrody, co o przypuszczenie kolejnego ataku na instytucję, jaką są Lasy Państwowe oraz na obecny rząd. Autor kreuje przy tym "superbohaterów", nadając im znamiona partyzanów, agentów wywiadu, takich "leśnych Bondów", tudzież ostatnich obrońców planety Ziemi, którzy piersią własną, albo i obiema stają w obronie czegoś tam, co ma być niby zamordowane. Ba! Co jest według autora mordowane!

 

Pierwsza myśl po zobaczeniu wpisu na portalu społecznościowym jaka przyszła mi do głowy, to makabryczny obraz leśników uzbrojonych w miotacze ognia, przemierzjących bieszczadzkie lasy w wozach opancerzonych i czołgach, nad głowami z eskadrą samolotów szturmowych z bombami kasetowymi i napalmem, którzy równają Bieszczady z ziemią nie pozosawiając przy życiu żadnej żywej duszy, czy to ludzkiej, czy zwierzęcej. czy roślinnej. Istny Armagedon! Dlaczego autor artykułu nie użył słowa holocaust, by jeszcze bardziej podkreślić tragizm sytuacji i postaci? Nie wiem, przecież mógł. Nie mam pojęcia, co go przed tym powstrzyło.

 

Oczyma wyobraźni dostrzegam zniwelowane góry, niegdyś porośnięte lasem, do wyrytej bombami niecki sięgającej holenderskich depresji a unoszący się tu i ódzie dym przypomina o jakże makabrycznym mordzie dokonanym przez leśników z PiS. Szkielety ludzkie, zwierzęce, szkielety drzew, owadów a nawet dinozaurów i kamieni. W ogóle sterta szkieletów.

Brniemy dalej.

 

Czytamy:

 

"... to, co Lasy Państwowe nazywają pielęgnacją, przywodzi raczej na myśl serię egzekucji świadomie wybranych pojedynczych drzew."

 

Opisywana jest w materiale egzekucja! Może nie tyle opisywana, co nadmieniono o egzekucji.... egzekucji drzewa. Szkoda, że tak lakonicznie, gdyż ja osobiście rozwinąłbym ten makabryczny wątek o wiele bardziej kwieciście, dodając do tej relacji opis krzyku drzewa, jego błagania o litość, płaczu, lamentów, że ma dzieci, że nie będzie miał się kto nimi zająć, że ma niespłacony kredyt a w ostatnim geście rozpaczy, że nie wyłączyło żelazka zalewając się przy tym krokodylowymi łzami z rosy zmieszanej z żywicą. Na koniec opis przeraźliwego krzyku, w trakcie już samego powolnego bestialskiego mordu naznaczonego rasizmem. Krzyku, zagłuszonego szyderczym donośnym śmiechem leśników .... z PiS.

 

Zacząłem się zastanawiać, jakie fascynujące reakcje chemiczne muszą zachodzić w mózgach niektórych dziennikarzy, by starając się zwrócić uwagę na siebie chwytają sie określeń całkowicie odbiegających od rzeczywistości a jednak takimi właśnie stwierdzeniami usiłujący stan rzeczywisty opisać. A jaki jest stan rzeczywisty? Świadome zabiegi, które mają sens nie tylko dla gospodarki materiałowej, ale dla utrzymania ciągłości lasu.

 

"Lasy Państwowe mordują Bieszczady" - Po co taki opis? No chyba wyłącznie w celu wywołania niezdrowych emocji, wywoływania nienawisci wobec tych, którzy od dziesiątek lat a nawet wieków dbają o to, by polskie lasy nie tylko spełniały wszystkie role, jakie moga spełniać, ale by były przede wszystkim ciągłością i nadal spełniały te role, ale już dla kolejnych pokoleń Polaków. W celu wywoływanem podziałów społecznych, tworzenia płaszczyzny do kolejnej destabilizacji w kraju i destabilizowania kolejnego regionu.

 

Autorowi mimo woli wymknęły się spod pióra niemieckie resentymenty. Zahaczył zapewne podświadomie o rzekome niszczenie lasów posadzonych ręką naszego sąsiada zza Odry, gdzie oczyma wyobraźni dostrzegam wymowne i niecierpliwe mruganie okiem w kierunku zachodzącego słońca, niczym impulsy alfabetu Morse'a o treści - "teraz dajcie ojro, dajcie ojro... odbiór".

 

A co tam z bieszczadzką partyzantką? I o nich nie zabrakło ciepłych słów, bo to z całą pewnością fantastyczni, ciepli i pełni wzniosłych idei rycerze, do których przyjechał nawet sam EkoKról, niczym władca nieskalany - Robert, z przyrodniczej łaski król Zielonego pokoju, wielki książę białowieski, karpacki, bieszczadzki, mazowiecki, kielecki, biebrzański, odrzański, siekierski, bałtycki, a także książę międzyplanetarny, który własnoręczne i w czynie społecznym partyzantom sracz wybudował, co szacunek budzić i poważanie wszak rodzi.

 

Jekież to wzruszające, no bo przecież i partyzantka po trawieniu sporządzanych przez siebie pokarmów zacnychoddać dziurze resztki musi a sam EkoKról zadbał o zacne wygody, o czym "kronikarz" wszakże nadmienić nie mógł zapomnieć.

 

Gdyby jednak wyzbyć się całej kwiecistości słów i fantazji, to leśnicy po prostu prowadzą zwyczajne zabiegi, które mają na celu nie tylko dać piękny surowiec na rynek, jakim jest drewno, ale przede wszystkim dbają o to, by las trwał. Trwał dla przyszłych pokoleń.

 

 

Artur Hampel

graf.: Artur Hampel


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.