niedziela
| 17 listopada 2019

Energia elektryczna wytwarzana przez elektrownie wiatrowe jest obciążona emisją dwutlenku węgla do atmosfery, którego powstaje więcej, niż bez pracy tych urządzeń.
Podsumowując - ekologiczna bzdura…


Wydaje się, że to nielogiczne. Tymczasem, jednej wieży wiatrowej, która pracuje, towarzyszy co najmniej druga – pasywna ( w stałej gotowości ), która jest uruchamiana, gdy powiewy wiatru słabną, a wraz z tym poziom energii elektrycznej wytwarzanej przez tę pierwszą jest niedostateczny z matematycznego punktu widzenia.
Do tego dochodzą nakłady energetyczne ( dwutlenek węgla ) zużywane na potrzeby wyprodukowania elektrowni wiatrowych.
To wszystko sprawia, że po porównaniu zysków i strat ekologicznych, bilans jest ujemny.

Zwiększenie emisji CO2 – smutny bilans transformacji energetycznej

Mimo olbrzymich nakładów finansowych, wszechobecnej propagandy pseudoekologicznej, niemieckie podsumowanie kilkunastoletnich badań nad opłacalnością produkcji tzw. „zielonej energii” jest ujemne lub bliskie zeru.
Co to oznacza?

Ni mniej, ni więcej, a klęskę europejskiego, a kto wie, czy nie światowego projektu związanego z ustanowieniem kwot emisyjnych dwutlenku węgla. 
Zjawisko można również nazwać nieco dosadniej – wielkim oszustwem, wykreowanym na potrzeby rozwiniętych państw Europy Zachodniej, które bojąc się wolnorynkowej konkurencji ze strony krajów rozwijających się, a więc mających niższe koszty produkcji, wymyśliły bat fiskalny, który ma spowolnić ich ekspansję gospodarczą.


Wracając do przykładu Niemiec, dziesiątki miliardów euro wpompowanych w zastępowanie elektrowni na węgiel brunatny/kamienny, elektrowni atomowych szkodliwych z ekologicznego punktu widzenia przez elektrownie wiatrowe, farmy fotowoltaiczne, elektrownie wodne okazuje się zwykłą blagą.
Posłużmy się niemieckim źródłem informacji w tej materii. Oto wykres dotyczący emisji gazów cieplarnianych gospodarki niemieckiej, gdzie za 100% wskaźnik przyjęto rok 1990.

 

Wykres PP

 

Co z wykresu można odczytać?

Emisja gazów cieplarnianych w Niemczech spadła o 0,5 procent w 2017r. w porównaniu z rokiem poprzednim. Odpowiada to redukcji o 27,5 procent w porównaniu z międzynarodowym rokiem referencyjnym 1990. Zgodnie z krótkoterminową prognozą Federalnej Agencji Ochrony Środowiska, emisje ponownie spadły w 2018 roku.
Trzeba przyznać, że ograniczenie emisji o 27% to duży krok z tym, że mniej lub bardziej uważny czytelnik stwierdzi, że postęp w tej skali miał miejsce w pierwszych 10 latach tj. od roku 1990 do 2000, a więc w latach, gdzie produkcja „zielonej energii” praktycznie nie istniała!
Późniejsze lata, to stała fluktuacja emisji gazów cieplarnianych, lecz w widełkach tak wąskich, że statystycznie nie mają one żadnego znaczenia.

Dlaczego?

Otóż, wskaźniki gazów wypuszczanych do atmosfery są zależne od koniunktury gospodarki światowej (czas prosperity lub kryzys), stopnia łagodności zim, a więc większego lub mniejszego zapotrzebowania na energię.
Podsumowując, wykres niemieckiej Federalnej Agencji Środowiska z dnia 06 marca 2018 roku świadczy dobitnie o klęsce w dziedzinie nakładów na wytworzenie „zielonej energii”.
Nie jesteśmy przeciwnikami czystego powietrza, ale wmawianie społeczeństwom, że możliwe jest zamknięcie elektrowni węglowych, atomowych w Niemczech w najbliższych kilku latach jest mrzonką.


Wróćmy do raportu niemieckiej Federalnej Agencji Środowiska:

W 2000 r. w ramach produkcji energii elektrycznej wyemitowano do atmosfery 319 mln ton CO2. W porównaniu z 317 mln ton w 2012 r. Udział energii odnawialnych w miksie elektroenergetycznym wzrósł w tym okresie z niespełna 7 do 25 procent.
Jednak zużycie energii również wzrosło w tym czasie. Ale nawet biorąc pod uwagę ten czynnik, jedna kilowatogodzina energii elektrycznej z gniazda elektrycznego w Niemczech jest dziś tylko nieznacznie czystsza (w zależności od obliczeń od trzech do ośmiu procent ) niż 14 lat temu.


Skąd więc taka determinacja w kredytowaniu nieopłacalnych źródeł energii dyktowana przez Niemcy? To proste pytanie i prosta odpowiedź.
Skoro niemiecki budżet ma do dyspozycji wielokrotnie większe środki finansowe, niż inne, mniej rozwinięte kraje, trzeba stworzyć takie przepisy, aby zanim ich gospodarka odczuje koszt kupna emisji np. CO2, innym państwom skończyły się fundusze przeznaczone na ten cel.


Zjawisko można porównać do gry w pokera. Przy jednym stole siedzi czterech graczy. Jeden z nich ma więcej pieniędzy niż pozostali i dyktuje uczestnikom gry coraz "droższe" warunki podbijając stawkę do tego momentu, aż konkurentów nie będzie stać na sprawdzenie kart przeciwnika. Przenośnia o tyle myląca, że w prawdziwej grze interesów, nie chodzi o zabawę, a o zdrowe funkcjonowanie gospodarki całego państwa. W takiej grze, nie ma przyjaciół i sentymentów. Wygra bezwzględnie najsilniejszy.


Federalna Agencja Środowiska analizuje dalej:

Cel ochrony klimatu dzięki transformacji energetycznej nie został dotąd osiągnięty. Wyjaśnienie tego jest proste: do tej pory „zielona energia” zastąpiła głównie elektryczność z elektrowni jądrowych. Produkcja energii elektrycznej elektrowniach atomowych spadła w latach 2000–2013 z około 170 miliardów kilowatogodzin do 97 miliardów kWh. Energie odnawialne w roku 2013 dostarczały 147 terawatogodzin. W porównaniu do 32,6 terawatogodzin w 2000 r. Udział węgla i gazu ziemnego w miksie elektroenergetycznym pozostał w tym czasie prawie na tym samym poziomie.


Zatem, mamy do czynienia z następującym problemem: podczas gdy poprawność polityczna promuje rozwój odnawialnych źródeł energii, nie robi się nic, by zmniejszyć udział szczególnie brudnej energii węglowej w miksie energetycznym. Zwolennicy zmiany tej sytuacji energetycznej nie kwestionują tego stanowiska.
Ich argument mówiący, że prędzej, czy później spadnie udział energii pozyskanej z węgla, jeśli odnawialne źródła energii będą tylko wystarczająco silne jest powszechnie znany. 
Ale to się nie zdarzy, dopóki wszystkie elektrownie jądrowe w Niemczech do 2022 r. nie zostaną wyłączone.

Dziś, po pierwszych negocjacjach w Brukseli, gdzie grupa kilku państw z Polską na czele przeciwstawiła się dochodzeniu do 2050 roku do kolejnego pułapu produkcji "zielonej energii", przy jednoczesnym nie wywiązaniu się Niemiec z poprzedniego założenia energetycznego, wiadomo, że tzw. równowaga klimatyczna transformacji energetycznej pozostanie nieosiągalna.


Jest to szczególnie problematyczne z dwóch powodów: przeciwnicy transformacji energetycznej, choćby za granicą, mogą wskazać, że tysiące elektrowni wiatrowych i słonecznych między Kilonią a Monachium nie wnoszą nic do ochrony klimatu, wypuszczając do atmosfery więcej CO2, niż miano dzięki nim ograniczyć!


W miarę następowania zmian klimatycznych, udział w bilansie wypuszczanych gazów cieplarnianych w Niemczech musiałaby znacznie spaść przed 2020 r., a dziś wiadomo już, że to niemożliwe.

Zapraszamy do przeczytania części II naszego opracowania, które wkrótce opublikujemy.

Źródło: gesundheit-und-naturschutz.de/wiwo.de/umweltbundesamt.de/spiegel.de/PP
Fot. pixabay.com


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.