wtorek
| 20 sierpnia 2019

Z dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej, Jackiem Podgórskim, na temat zarobków w Inspekcji Weterynaryjenj rozmawia Marta Wiszczycka. 

Marta Wiszczycka: Od kilku miesięcy trwa protest lekarzy weterynarii. Chodzi oczywiście o podwyżki…

Jacek Podgórski: W ogóle mnie to nie dziwi. Zarobki w Inspekcji Weterynaryjnej są naprawdę niskie. U dołu hierarchii pracownicy otrzymują zaledwie nieco ponad 2 tys. zł netto. Gdy weźmiemy pod uwagę skalę odpowiedzialności, która spoczywa na ich barkach, niebezpieczeństwo obcowania z czynnikami szkodliwymi czy sam nakład pracy, szybko zorientujemy się, że coś jest nie tak…

M.W.: Czyli popiera pan ideę strajku?

J.P.: Wolałbym, aby do protestu po prostu nie musiało dojść. Generalnie daleki jestem od tej formy egzekwowania swoich praw, ale rozumiem weterynarzy.

M.W.: Co w takim razie zrobić?

J.P.: Cóż, te pieniądze po prostu muszą się znaleźć. Nie jest to już nawet kwestia samego resortu rolnictwa, bo odnoszę wrażenie, że ministerstwo zrobiło w tym temacie wiele. Zrozumienie musi przyjść z jeszcze wyższego pułapu. Paraliż inspekcji wiąże się z zagrożeniem dla rodzimego eksportu, importu i samej produkcji. Spójrzmy tylko na pierwszy z wymienionych elementów. Polska w ubiegłym roku wyeksportowała towary rolno-spożywcze o wartości ponad 30 mld EUR. Ponad 60% z tej kwoty stanowią produkty pochodzenia zwierzęcego, ich przetwory czy produkty mieszane, czyli te towary, za które bezpośrednio odpowiadają lekarze weterynarii. Łatwo wyliczyć maksymalną potencjalną stratę.

M.W.: Z drugiej strony tak wiele osób mówi, że na działania państwowych instytucji wydaje się zbyt wiele pieniędzy…

J.P.: Wydajemy tyle pieniędzy, bo zatrudniamy armię niepotrzebnych ludzi. Chciałbym, aby dokonała się weryfikacja merytorycznego przygotowania pracowników wszelkich instytucji państwowych – także weterynarzy na państwowym wikcie. W zamian jednak kompetentnych pracowników wynagrodziłbym płacą na europejskim poziomie. Fakt, że wiceminister, czy specjalista z departamentu w dowolnym resorcie zarabia z tytułu sprawowanej funkcji kilka tysięcy złotych jest dla mnie nie do przyjęcia. Chcemy mieć silne państwo, tak? Zarządzane przez kompetentnych ludzi, tak? Proszę mi zatem powiedzieć, jak przekonać najlepszych ekspertów w kraju do pracy w administracji państwowej, kiedy te same osoby w sektorze prywatnym mogą zarobić nawet kilkadziesiąt razy więcej? Kto pójdzie na taki układ? Krew mnie zalewa, gdy słyszę głosy, że „w tych ministerstwach to zarabiają zbyt wiele! A jeszcze nagrody dostają!” Musimy zrozumieć, że jakość pracy tych osób przełoży się na wdrażanie odpowiednich, korzystnych dla kraju, rozwiązań. Wszyscy na tym zyskamy.

M.W.: Taka reforma wymaga jednak zmiany profilu działania resortów…

J.P.: A co złego jest w unowocześnianiu systemu działania instytucji państwa? Jeśli w sektorze prywatnym pewne rozwiązania odnoszą sukces, to dlaczego miałyby się one nie sprawdzić na szczeblu krajowej administracji? To model, który sprawdza się choćby na zachodzie Europy. Jeśli szybko nie wprowadzimy zmian, nadal najlepszych rodzimych specjalistów oglądać będziemy na wysokich stanowiskach, ale u  zagranicznych biznesowych gigantów.

M.W.: Czyli weterynarze po części mają rację?

J.P.: Powinni otrzymywać wyższe wynagrodzenie. Jestem tego więcej niż pewny.


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco



Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.