środa
| 19 czerwca 2019

Rozmowa z dr. Grzegorzem Chocianem, specjalistą w zakresie ekologii. (Dr Grzegorz Chocian, Prezes Zarządu i wspólnik EKOTON sp. z o.o., od 21 lat specjalizujący się w ochronie środowiska na rzecz rozwoju inwestycji infrastrukturalnych i rolnictwa. Współautor kilkuset analiz środowiskowych, w również dla ferm hodowlanych. W latach 2010‒2012 ekspert kluczowy ds. ochrony środowiska, zaakceptowany przez Bank Światowy. Prezes Fundacji Konstruktywnej Ekologii Ecoprobono, powołanej m.in. dla ograniczenia zjawisk nieuzasadnionego blokowania inwestycji).

 

Skąd Pana zdaniem akurat teraz w rządzie Prawa i Sprawiedliwości istnieje tak silne nastawienie, by uregulować kwestie zapachów na wsi?

 

Należałoby się zastanowić, dlaczego dopiero teraz, skoro problem trwa nie lata, tylko dziesięciolecia. Raczej dziwi pośpiech i procedowanie sprawy w trybie „na wczoraj”, bez logicznego vacatio legis i w efekcie w sposób mogący poważnie naruszać prawa nabyte.

 

Wśród rolników pojawiają się opinie, że ustawa odorowa to uderzenie w środowisko producentów rolnych. Czy Pana zdaniem obawy rolników są słuszne, czy może jednak doszło do złej interpretacji zapisów projektu ustawy?

 

Nie chcę się zajmować polityką. Założenie, by sprawę wreszcie uregulować, jest usprawiedliwione, ponieważ obecny stan jest całkowicie anachroniczny i nie służy nikomu w Polsce. Skłóceni są wszyscy: hodowcy, mieszkańcy, pracownicy urzędów, politycy, media. Zadowoleni są tylko eksporterzy mięsa i innych produktów z, konkurujący z polskimi hodowcami za granicą, czyli korzysta tylko zagraniczna konkurencja. Dlatego inicjatywę Ministerstwa Środowiska, by uregulować obszar niekończących się sporów, oceniam pozytywnie. Niestety projekt ustawy to przykład dobrych chęci, którymi zgodnie z polskim porzekadłem wiadomo co jest wybrukowane. Odnoszę nieodparte wrażenie, że projekt przygotowały osoby, które nie uczestniczą lub rzadko uczestniczą w procedurze oceny oddziaływania przedsięwzięć na środowisko. Im dłużej ją czytam, tym bardziej zastanawiam się, czy ktoś źle życzy ministrowi i hodowcom.

 

Głównym uderzeniem według części rolników ma być określenie minimalnej odległości gospodarstw rolnych od zabudowań mieszkalnych, użyteczności publicznej, szpitali, gospodarstw agroturystycznych, granic uzdrowisk i obszarów ochrony uzdrowiskowej, parków narodowych i ich otulin. Minimalna odległość ma obowiązywać, gdy DJP w danym gospodarstwie przekroczy liczbę 210. Czy to nie zablokuje polskich gospodarstw i nie doprowadzi do jeszcze większego rozdrobnienia rolnictwa?

 

Obawy rolników są częściowo uzasadnione, gdyż samo uregulowanie odległości nie jest uderzeniem w hodowców. Stabilność i jasność zasad zawsze pomaga. W wielu krajach wprowadza się normy odległości, aby ograniczać negatywne skutki oddziaływania odorów na mieszkańców, przy czym w tych krajach obowiązują odpowiedniki miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. W Polsce znowu proponuje się protezę rozwiązania, która nadal będzie uwierać. Ustawą uderza się tylko w hodowców, proponuje się ograniczenia dla inwestora, a brak ograniczeń dla osób zamierzających usytuować swój dom w sąsiedztwie istniejącego lub planowanego miejsca chowu lub hodowli zwierząt. I w tym sensie rolnicy mają słuszne obawy. Taki stan na pewno sparaliżuje dalszy rozwój gospodarstw i będzie rodził pokusę tak zwanego dzielenia przedsięwzięć na członków rodziny i sąsiadów, aby nie przekraczać 210 DJP. To oznacza, że ustawa wprowadzi kolejny stan fikcji. Nie zmniejszy uciążliwości zapachowych, nie odsunie obiektów hodowlanych od zabudowy znacząco bardziej niż w o robi to już istniejące prawo i wynikające z obowiązkowych obliczeń planowane emisje. Nie rozwiąże kluczowego problemu niekończących się kłótni i blokowania inwestycji, co jest, jak stwierdza się w uzasadnieniu, powodem przedkładania projektu ustawy.

 

Rolnicy stawiają tezę, że ustawa uderzy nie tylko w największych producentów rolnych, alerównież w gospodarstwa rodzinne. Jak to będzie funkcjonowało, gdy w obrębie 500 m od domu, budynku użyteczności publicznej etc. będzie kilku gospodarzy, których suma DJP przekroczy 210?

 

I niestety ich obawy są uzasadnione. Jeśli na gruncie obowiązujących dotychczas ustaw skumulowane przedsięwzięcia kilku rolników swymi oddziaływaniami nie wykroczą poza granice nieruchomości tych hodowców, formalnie nie ma podstaw do protestów, nawet przy mniejszej odległości niż 210 m. Ale po wejściu tej ustawy będą, ponieważ nie będzie miało znaczenia, czy przekraczane są normy emisyjne wynikające z pomiaru kumulowania się oddziaływań, czy nie. Mówi o tym art. 2 ust. 3 punkt b projektu ustawy (wersja z 28 marca 2019). Będzie tak się działo niezależnie od tzw. róży wiatrów, ważnej dla oceny rozprzestrzeniania się zanieczyszczeń. Będzie to rodziło kolejne konflikty, bowiem pojawią się skargi jednego hodowcy na drugiego. Obecnie normami emisyjnymi są objęte emisje np. amoniaku czy siarkowodoru. Można, a nawet trzeba przedstawić graficznie rozprzestrzenianie się zanieczyszczeń do powietrza. Można udowodnić, że wszystko jest zgodne z normą, ale przecież w tej ustawie nie o to chodzi. Chodzi o subiektywne odczuwanie odorów i skłonność do konfliktów sąsiedzkich. Niestety inwestor zawsze na tym źle wychodzi. Najlepiej wychodzi importer np. mięsa z zagranicy. W tym kontekście w stosunku do nowych przedsięwzięć powinna być wprowadzona jakaś prosta, zrozumiała dla każdego norma.

 

Część rolników sugeruje, że lepszym rozwiązaniem byłoby ograniczenie powstawania nowych przedsięwzięć rolnych do 500 m, ale od zwartej zabudowy wiejskiej w myśl prawa budowlanego, zaś od pozostałych zabudowań ograniczenie tej minimalnej odległości np. do 250 m. Czy według Pana taki kompromis jest możliwy?

 

Tu chcę stanąć w obronie mieszkańców. Taki kompromis jest bardzo zły i nie da się go obronić na gruncie innych praw. z Zastanówmy się, czy mieszkaniec domu na kolonii ma mniejsze prawa niż mieszkaniec domu w zwartej zabudowie? Każdy z nas ma takie same prawa. Ale skoro tak, to dotyczy to też praw inwestora, często również mieszkańca tej samej gminy, który nie może być traktowany gorzej od swego sąsiada, tylko dlatego, że ma chęć rozwoju przedsięwzięcia. Otóż prawo musi być symetryczne dla każdego, a nie dla wybranych. Skoro inwestor musi odsunąć się o np. o 500 m od najbliższej zabudowy, to wójt czy burmistrz nie powinien mieć prawa wydawania warunków zabudowy dla domów mieszkalnych i budynków użyteczności publicznej w odległości mniejszej niż 500 m od istniejącej lub zaplanowanej inwestycji, dla której wydano decyzję środowiskową. To takie proste i logiczne. Tylko że nowa ustawa powinna przewidywać taki zapis, a nie przewiduje. To narusza prawa mieszkańców będących hodowcami.

 

Czy ustawa odorowa, Pana zdaniem chroni małych przed „nieuczciwą konkurencją z dużymi przedsiębiorstwami rolnymi”, a dużym zapewnia „stabilność inwestycyjną”, jak twierdzi Ministerstwo Środowiska?

 

Wręcz przeciwnie, wykończy małych hodowców, ponieważ jest niesprawiedliwa, niesymetryczna, gangsterska. Choćby z uwagi na zachowanie nierówności stron w postępowaniu administracyjnym i brak vacatio legis, również brak poszanowania dla procedur będących w toku. Wielkich hodowców i przedstawicieli dużych kapitałów zagranicznych stać na powtórzenie procedury i zakup nieruchomości w innym miejscu. Gospodarstw rodzinnych, nawet tych średnich, nie stać. Przecież to ich zakłady pracy. Dlaczego mają być skazani na emigrację, gdy mają w pobliżu „ojcowiznę”, na którą po wielu latach ciężkich debat i dokumentowania już uzyskali decyzję środowiskową lub jej zdobycie jest blokowane kolejnymi niedorzecznymi wymogami.

 

Czy ci rolnicy, którzy zakupili grunty i mają pozytywne decyzje środowiskowe, ale jeszcze nie złożyli projektu budowlanego do Starostwa Powiatowego i przed 1 lipca 2019 r. z różnych przyczyn tego nie zrobią, stracą zainwestowane pieniądze?

 

Mogą stracić i zapewne stracą, gdyż praktyka w urzędach, zwłaszcza w roku wyborczym, w stosunku do inwestorów jest skandaliczna w. Co więcej, art. 10 planowanej ustawy (wersja z 28 marca 2019) jest gangsterski w stosunku do posiadaczy prawomocnej decyzji środowiskowej, czyli dokumentu, który jest wydawany właśnie po zbadaniu oddziaływania, w tym emisji gazów i pyłów do powietrza, z planowanego przedsięwzięcia. Odbywa się to w trybie ustawy z dnia 3 października 2008r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (tekst jednolity Dz.U. 2018 poz. 2081). Duże fermy, powyżej 210 DJP zawsze przechodzą pełną ocenę oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko. To bardzo pracochłonna i długotrwała procedura, która odbywa się z udziałem społeczeństwa. Trwa niejednokrotnie 2–3 lata i kosztuje więcej niż niejeden nowy samochód. Powtórzę jeszcze raz. Zgodnie z art. 72 ust. 3 ustawy OOŚ decyzję środowiskową – czyli prawo nabyte – inwestor, np. hodowca może wykorzystywać do wystąpienia o np. o pozwolenie na budowę do 6 lat od uprawomocnienia się tej decyzji, a zgodnie z art. 72 ust. 4 nawet do 10 lat, jeśli przedsięwzięcie ma przebiegać etapowo. Odebranie tego prawa to nic innego jak kradzież prawa nabytego. To prosta droga do odszkodowań od twórcy takiej rozbójniczej ustawy. Nie zmienia tego art. 10 ust 2 planowanej ustawy, gdyż dotyczy postępowań o uzyskanie innych decyzji administracyjnych, do których jako załącznik składa się właśnie decyzję środowiskową. Co więcej, art. 10 planowanej ustawy jest niespójny z art. 11, gdzie zauważa się istnienie decyzji środowiskowej. A to nie koniec wątpliwości. Ustawa definiuje uciążliwość zapachową jako m.in. „stan dyskomfortu, subiektywnie odczuwany przez człowieka”. i Chcę podkreślić, że czytając ten projekt ustawy i zdając sobie sprawę z tego, że niewiele ona zmieni, a na pewno ograbi hodowców z praw nabytych, właśnie odczuwam taki „stan dyskomfortu”. Zdobycie decyzji środowiskowej dla przedsięwzięcia powyżej 210 DJP kosztowało często bardzo dużo pieniędzy i nawet kilka lat starań w ramach obowiązującego prawa. Komu teraz zależy na tworzeniu tak złego prawa? Cui bono? Na projekcie widnieją podpisy tylu ważnych osób. Czy to oznacza, że wszystkie te osoby proponują i akceptują taki gangsterski rabunek prawa nabytego?

 

Rozmawiała Ewa Zajączkowska


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco



Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.