niedziela
| 21 kwietnia 2019

Ekolodzy i działacze organizacji prozwierzęcych to nie zawsze ludzie wrażliwi, dbający o naturę, empatyczni. Obok tych wzorowych (a czasami na ich łatwowierności) powstają fundacje i stowarzyszenia, które coraz częściej nazywane są ekoterrorystycznymi. Póki co, świat nie radzi sobie z przestępczością grającą ekologią i zwierzętami. To zaczyna się zmieniać!

 

Tajemnicą poliszynela jest to, że każda większa inwestycja blokowana jest na tzw. żabę. Deweloperzy znają ten schemat na pamięć. Tam, gdzie przebiegać będzie nowa droga lub powstać ma osiedle, znajdują się tzw. ekolodzy z podrzuconym żuczkiem, rzadkim robakiem czy niespotykanym w regionie ślimakiem, który po zapłaceniu haraczu w cudowny sposób znika i można już budować. Taki sam układ panuje w wielu innych branżach powszechnie szanowanych społecznie. Np. w archeologii. Zaczyna się inwestycja drogowa i albo zostanie zatrzymana nowoodkrytymi stanowiskami archeologicznymi albo nie. Tu zresztą generalna dyrekcja dróg dysponuje milionami, żeby przebadać prawdziwe stanowiska i pseudo stanowiska tworzone tylko po to, by zarobić (jak mawiają archeolodzy, im więcej obiektów, tym lepiej…). Zresztą, za przekręty - już na etapie przetargów na badania autostradowe - były wyroki skazujące dla archeologów. Ale wracając do miłośników korników drukarzy i obrońców życia norek od ich poczęcia do naturalnej śmierci (ci sami animalsi, którzy tu są nader aktywni, często bez problemu i jednocześnie domagają się nieograniczonych praw aborcyjnych dla dzieci!). Tymczasem świat powoli, ale zaczyna się budzić.

 

W Niemczech politycy coraz częściej mówią, że „Kontrola dobrostanu zwierząt jest sprawą państwa. Nie możemy tego zostawić tym, którzy na tym zarabiają” (Gero Hocker z FDP). Chodziło mu o kontrowersyjną organizację PETA, której przyjrzano się dokładnie także w innych państwach, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Amerykańska agenda rządowa opublikowała nawet szokujące dane. Wynika z nich, że PETA, organizacja broniąca praw zwierząt, jest odpowiedzialna za zabicie 95 proc. psów i kotów, które trafiły do siedziby aktywistów w Norfolk w Wirginii. Od 1998 r. uśpiono tam ponad 27 tys. zwierząt. Nie trzeba dodawać, że nie ma dzisiaj lepszego rynku i większej aktywności na różnego rodzaju zrzutkach i zbiórkach niż na schroniska czy konkretne zwierzątka. Gorzej, jeśli te zwierzątka to tylko profesjonalnie wykreowany i podrasowany przez grafika komputerowego bodziec do przyciągania naszego portfela.

 

W Polsce zabrano się także za kilka organizacji, które nadal brylują w mediach, np. w telewizji śniadaniowej TVN, jak np. Pogotowie dla Zwierząt. Jego były prezes, Grzegorz Bielawski „wyłapał” już kilka prawomocnych wyroków za kradzież psów, a sama organizacja wyrokiem sądu została zawieszona (wprowadzono do PdZ kuratora). O co chodzi w tym zamieszaniu? Zazwyczaj o jedno, by inspektorzy organizacji prozwierzęcych (ubierają się w czarne mundury, imitując służby państwowe i sami siebie mianują „inspektorami”) mogli wejść do hodowli (ostatnio popularne jest zabieranie drogich na rynku buldożków francuskich) i zarabić na przejęciu zwierząt pod pretekstem złego ich przez hodowcę traktowania (hodowcą może być każdy, kto ma chociaż jedno jakiekolwiek zwierzę, więc praktycznie każdy z nas!). W przypadku Pogotowia dla Zwierząt okradzeni właściciele nie dali za wygraną i swoje sprawy wygrali w sądach. Zazwyczaj jednak, górą pozostają ekoterroryści i pseudo miłośnicy zwierząt. Nota bene, bardzo bogaci, którzy walczą o zmiany w Ustawie o ochronie zwierząt (pierwszy projekt zmian lobbował poseł Paweł Suski z PO), najlepiej tak, by sprawić, aby członek organizacji prozwierzecej mógł wchodzić na posesję każdego z nas, ochraniany przez policję (on, nie my), na podstawie swojego widzi mi się i bez nakazu prokuratorskiego, bez powiatowego lekarza weterynarii oraz wbrew naszej woli. Innymi słowy, jeśli 19latka, która po feministycznej manifie pojedzie prosto do naszego domu, bo stwierdzi, że przetłuściliśmy psa, będzie miała prawo nam go odebrać z pomocą policji. Stałoby się tak, gdyby postulaty organizacji pseudo prozwierzęcych zrealizowali posłowie, a postulaty z taką nowelizacją są coraz głośniejsze. Wtedy wobec ekoterrorystycznego prawa policja miałaby związane ręce i musiała ochraniać interwencje nastoletnich „inspektorów” po trzytygodniowych kursach zamiast studiów weterynaryjnych!

 

Robert Wyrostkiewicz

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco


Opublikował:
Robert Wyrostkiewicz
Author: Robert Wyrostkiewicz
O Autorze
Robert Wyrostkiewicz - publicysta wSensie.pl i redaktor naczelny "Warszawskiego Wieczoru", "Białostockiego Wieczoru" i "Sokólskiego Wieczoru", wcześniej dziennikarz śledczy, informacyjny, reporter m.in. w "Warszawskiej Gazecie", Polskim Radiu Radio dla Ciebie, "Niedzieli", "Naszej Polsce", Fronda.pl czy Prawy.pl; redaktor Naczelny serwisu Archeolog.pl i publicysta pism archeologiczno-historycznych (m.in. "Odkrywca", "Zakazana Historia"). Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i były wiceprezes Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Muzealnik, nieskończony archeolog i poszukiwacz skarbów...
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.