Polityka rolna

Jacek Podgórski (IGR): Nie możemy pozwolić, by polska wieś zatraciła swój koloryt

Z Jackiem Podgórskim, dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej, na temat zmian na polskiej wsi rozmawia Marta Wiszczycka.

Czym polska wieś różni się od tej sprzed 20-30 lat?

Tych różnic jest wiele. Rozpocząć należy od tego, gdzie nastąpił znaczący progres. Zmieniła się struktura wielkości gospodarstw. Z ogromnego rozdrobnienia po okresie komunizmu (wyłączam z tego PGR-y), zrodził się model, który mówi, że nieco ponad 30% polskich gospodarstw to tak zwane gospodarstwa duże, czyli o powierzchni powyżej 50 ha. To niewiele w stosunku do naszych sąsiadów, ale więcej niż przed laty.

Sugeruje Pan, że w tym kierunku będzie zmierzać polska wieś?

Mam nadzieję, że nie. Według konstytucji podstawą kształtowania rodzimego ustroju rolnego powinny być rodzinne gospodarstwa rolne, czyli te niewielkie, ale efektywnie funkcjonujące. Nie da się budować ani tylko na wielkich fermach przemysłowych, ani wyłącznie na małych gospodarstwach. Każde z nich ma inne cele i zaspokaja inną część rynku. Duże gospodarstwa faktycznie budują nasze wskaźniki eksportu, bo tylko one są w stanie wytworzyć odpowiednią ilość jednogatunkowych płodów rolnych czy dużych partii mięsa i jaj. Tylko one mają jak na razie na tyle silną pozycję negocjacyjną na światowych rynkach, by skutecznie konkurować z międzynarodowymi gigantami.

A mniejsze?

Małe gospodarstwa produkują na potrzeby własne i na rynek krajowy bądź lokalny. Nie jest to zasada, ale pewna utrzymująca się tendencja. Ostatnio usłyszeć można było wiele na temat tego, jak to rząd nie dba o najmniejszych rolników. To nieprawda. Właśnie małym gospodarstwom dedykowane są takie programy jak rozszerzenie zakresu zwolnień podatkowych w ramach sprzedaży bezpośredniej i rolniczego handlu detalicznego do 40 tys. zł czy silnego postawienia na rozwój i promocję rolnictwa ekologicznego. Także najmniejszym szczególnie opłaci się specjalny model rolnictwa zaproponowanego przez ministerstwo dla terenów górskich. Je szczególnie należy reaktywować, a właściwym kierunkiem jest rozwój kilku gałęzi hodowli zwierząt: owiec, produkcji baraniny czy jagnięciny, świń, drobiu i innych. Mówił o tym zresztą minister Ardanowski

Tylko wielkość gospodarstw się zmieniła?

Nie. Na lepsze zmienił się poziom mechanizacji polskiego rolnictwa, dokonał się także skok technologiczny. Produkujemy więcej, więcej eksportujemy, właściwie zbilansowaliśmy eksport i import, jesteśmy liderami w produkcji drobiu, zwierząt futerkowych, wielu gatunków owoców miękkich, jabłek. Można by tak długo. Z rolnictwa powinniśmy być dumni, bo ono dzięki ciężkiej pracy samych rolników – nie tylko przez unijne zapomogi – osiągnęło ten imponujący postęp.

A sama wieś?

Sama wieś – nad czym boleję – zaczęła ulegać procesom urbanizacyjnym. Granica między tym, co wiejskie i tym, co miejskie, zaczęła się zacierać. Widać to szczególnie w kilku aspektach. Znacznie zwiększyła się gęstość zaludnienia na wsi, co związane jest bezpośrednio z napływem ludności miejskiej. Bezpośrednio z tym wiąże się także wzrastający odsetek mieszkańców utrzymujących się z zajęć pozarolniczych. Niesie to ze sobą pewne ryzyko, które szczególnie uwydatniło się podczas tegorocznych żniw. Osobom niewychowanym na wsi przeszkadzać zaczęły np. nocne prace rolne. Rolnik ma często bardzo niewiele czasu na zebranie tego, czym obrodzi pole, a mieszkańcy tego nie rozumieją. Ludności napływowej przeszkadzają zapachy z chlewni czy obory, rozrzucanie obornika, czasem zabrudzone drogi… Bez tego wszystkiego trudno jest wykonywać zawód rolnika. Do tego doszły mandaty za nocne żniwa. Ludzie muszą zrozumieć, że rolnictwo jest jednym z filarów już nie tylko rodzimej gospodarki, ale także bezpieczeństwa kraju. To kluczowy sektor obok takich gałęzi jak energetyka czy rozwój obronności państwa.

Przybysze z miasta przynoszą na wieś wyłącznie złe zmiany? Bo taki obraz wyłania się Pana słów…

Ależ nie. Są też pozytywne aspekty urbanizacji wsi. Rozwijają się placówki usługowe, infrastruktura komunalna, budowane i remontowane są także drogi. To akurat pozytywy. Tym, co martwi mnie w wieloletniej perspektywie jest jednak zmiana pewnych systemów wartości, tego, co od zawsze było immanentną cechą polskiej wsi. Powoli widać to, że na wsi żyje się szybciej. Mniejszy odsetek ludzi pojawia się na mszy – tych aspektów jest wiele, ale przyczyniają się one do tego, że wieś traci swój koloryt, a na to nie możemy pozwolić.

Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.