logo swiatrolnika.info
Portal rolniczy, porady dla rolnika, informacje agro
Ewa Zajączkowska-Hernik | 01 września 2020

Podatek cukrowy i sytuacja producentów jabłek. Komentuje Mirosław Maliszewski

Podatek cukrowy uderzy w polskich producentów soków, a w efekcie tego w polskich konsumentów. Doskonale wiemy, jak działają podatki. Gdy rząd nakłada daninę na jakąś branżę, przedsiębiorcy i producenci natychmiast szukają sposobu, by nowe koszty przerzucić na klientów. Tak samo będzie w wypadku podatku cukrowego. “Ten podatek na pewno uderzy w producentów napojów, a w konsekwencji w sadowników, którzy produkują surowiec do ich wytwarzania. Dlatego mamy obawy, że spożycie soków owocowych spadnie” – powiedział w programie Polska na serio poseł Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Podatek cukrowy nic nie daje, poza wpływami do budżetu. Mirosław Maliszewski: tymi, którzy na pewno bezpośrednio odczują skutki wprowadzonego podatku, będą konsumenci. (...) Mamy obawy, że spożycie soków owocowych spadnie

Podatek cukrowy przyniesie 3 mld wpływów do budżetu państwa. I w zasadzie taki jest jego cel. Chyba nikt nie wierzy w to, że opodatkowanie napojów słodzonych spowoduje, że ludzie nagle zaczną dokonywać prozdrowotnych wyborów podczas codziennych zakupów i zrezygnują z niezdrowych produktów? Nowy podatek zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2021 roku.

Podatek cukrowy w formule zaproponowanej przez Ministerstwo Zdrowia przewiduje, że na każdy litr napoju przypada opłata w wysokości 0,5 zł za gram cukru powyżej 5 g. Plusem jest fakt, że opłata nie może przekroczyć wartość 1 zł 20 gr. Tak zaprojektowana opłata w żaden sposób nie odwiedzie jednak konsumentów od wybierania produktów zdrowszych, o mniejszej zawartości cukru.Stawka przyjęta za litr napoju o zawartości cukru poniżej 5g/100ml wynosi aż 50 gr, podczas gdy za napój o dwukrotnie wyższej zawartości cukru 10g/100 ml opłata wynosi tylko o 0,25 zł więcej. Wysoka zawartość cukru kosztuje mniej w przeliczeniu na gram niż niska zawartość cukru w napoju w ogóle, co jest niezgodne z zamysłem proponowanych regulacji.

Czytaj także: Podatek cukrowy uderzy w wyniszczoną kryzysem branżę spożywczą. Jest Apel przedsiębiorców. Co na to prezydent?

Wybór należy zostawić konsumentom, to oni powinni decydować o tym, jakie produkty chcą kupować, czy te, które są wyżej opodatkowane, a więc droższe, czy niżej opodatkowane i tańsze. Dla mnie lepszym rozwiązaniem jest dobra kampania informująca o walorach owoców i warzyw, o zdrowym odżywianiu, bo Polacy cały czas jedzą zbyt mało owoców i warzyw, niż regulacja tego za pomocą podatku. Tymi, którzy na pewno bezpośrednio odczują skutki wprowadzonego podatku, będą konsumenci

– skomentował Mirosław Maliszewski w programie Polska na serio.

Po drugie, ten podatek na pewno uderzy w producentów napojów, a w konsekwencji w sadowników, którzy produkują surowiec do wytwarzania tych napojów. Dlatego mamy obawy, że spożycie soków owocowych spadnie. Może nie będzie to spadek kilkudziesięcio-procentowy, ale popyt o kilka procent spadnie na pewno. Zważywszy na to, jaka jest skala spożycia soków w Polsce, jaka jest skala produkcji, ile wytwarzamy surowca, czyli owoców, które są przeznaczone do wytwarzania soków, mamy obawy i przypuszczamy, że ten podatek uderzy także w polskich sadowników

– dodał prezes Związku Sadowników RP.

Podatek cukrowy zachwieje rynkiem jabłek, który ustabilizował się przez… pandemię koronawirusa

Podatek cukrowy, wprowadzony w czasie trwania pandemii dla jednych będzie jednym z wielu ciosów fiskalnych, dla innych wywróceniem w miarę stabilnej sytuacji rynkowej. Zdaniem posła Mirosława Maliszewskiego, pandemia koronawirusa doprowadziła do stabilizacji na rynku jabłek. Jednak stabilizacja nie może trwać za długo, a producentom nie może być za dobrze, dlatego rząd wprowadza kolejne obciążenie fiskalne.

Niestety widzę w tym rozbieżność, bo z jednej strony prowadzimy kampanię, nakłaniamy rolników do wykorzystywania środków z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw, zachęcając do tego, by jeść więcej przetworów owocowych i samych owoców. Z drugiej strony państwo nakłada podatek, z którego, powiedzmy sobie szczerze, z tego tytułu ma pewne dochody i który absolutnie z tym nie współgra idzie wprost w przeciwną stronę. (...) To w kwestii owoców do przetwórstwa, bo podatek dotyczy owoców przetworzonych w postaci soków

– zaznaczył Mirosław Maliszewski w programie Polska na serio.

Natomiast w kwestii tego, czy COVID-19 spowodował straty, czy jednak przyniósł korzyści, obserwując ceny jabłek na rynku owoców deserowych, można by odnieść wrażenie, że poprzez wzrost tych cen osiągnęliśmy pewnego rodzaju sukces. Przypomnę, co się na to złożyło. Po pierwsze, mamy sytuację z wczesnej wiosny tego roku, kiedy jest wielka panika na rynkach międzynarodowych. Wówczas najwięksi producenci jabłek deserowych, jakimi na świecie są Chiny, a w Europie Włochy, nie mogą sprzedać swoich produktów. Konsumenci zaczęli się obawiać, że jabłka z Włoch i produkty z Chin, mogą być źródłem koronawirusa i dlatego zaczęli sięgać po inne produkty. Tymi innymi produktami dysponowali Polacy. Z polskich chłodni jabłka trafiały wówczas przez udrożnione kanały logistyczne na rynki całej Europy, nierzadko wyjeżdżały również do Północnej Afryki, czy do krajów azjatyckich, zabierając miejsce do tej pory zarezerwowane dla produkcji włoskiej, czy chińskiej

– skomentował poseł PSL-u.

Druga rzecz, która spowodowała wzrost cen i tę teoretycznie bardzo korzystną sytuację, to niskie zbiory w poprzednim sezonie, nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach z powodu przymrozków wiosną 2019 roku. Wówczas zebraliśmy jabłek zdecydowanie mniej i w związku z tym mało ich było w magazynach. Te dwa czynniki spowodowały, że wiosną 2020 roku, a więc kilka miesięcy temu, w Polsce jabłek zabrakło, więc ich ceny gwałtownie poszybowały w górę. Dziś mamy na rynku jabłka ze starych zbiorów oraz z nowych zbiorów i te ceny przeniosły się na tzw. jabłka letnie, dlatego, że one nie mają konkurencji produkcji ubiegłorocznej. Te ceny lekko spadają, w miarę pojawiania się nowych odmian na rynku, ale one nadal są dość atrakcyjne dla polskich producentów

– dodał.

Oglądaj także: Podatek cukrowy uderzy w konsumentów? Komentują Norbert Kaczmarczyk i Ewa Zajączkowska

Podatek cukrowy to jedno, spekulacje cenowe to drugie. Na produkcji owoców wciąż najlepiej zarabiają pośrednicy. Maliszewski: cały świat o tym mówi, że jabłek będzie zdecydowanie mniej na rynku, nie ma żadnych zapasów koncentratów, czy soków z jabłek z poprzednich lat, zainteresowanie sokiem jabłkowym na rynku jest na stabilnym poziomie, więc ceny powinny być atrakcyjne

Podatek cukrowy, ogólnie rzecz ujmując, to jakby jeden z problemów, z którym zmierzą się producenci napojów słodzonych i soków. Odwiecznym problemem dla producentów owoców są pośrednicy i spekulacje cenami w skupach. W momencie, gdy rynek jabłek relatywnie się ustabilizował, spekulacje cenowe i odpowiednie artykuły w mediach, mówiące o nadpodaży owoców na rynku, powodują, że producentom zaniża się ceny w skupach.podatek cukrowy maliszewski

W okresie późnej wiosny, kiedy jabłek na rynku zabrakło, producenci również skorzystali, bo ceny poszły bardzo mocno do góry. Oczywiście skorzystali mniej, niż ci, którzy po drodze tymi jabłkami operują, a więc kolejne ogniwa w handlu. Niestety zawsze jest tak, że producent jest tym ostatnim, który zarabia na wzroście cen. Natomiast ten spadek cen, który obserwujemy w tej chwili jest spowodowany tym, że na rynku pojawiają się nowe odmiany jabłek z tegorocznych zbiorów

– stwierdził poseł Mirosław Maliszewski.

Panika w stosunku do jabłek włoskich minęła i w ostatnich tygodniach bardzo dużo włoskich jabłek znalazło się na rynku Europy Zachodniej, to z kolei spowodowało spadek cen. Mamy nadzieję, że nie będzie on ani długotrwały, ani gwałtowny, dlatego, że sytuacja na rynku dla sadowników wydaje się bardzo korzystna, a zbiory w tym roku będą zdecydowanie niższe niż średnia wieloletnia. (...) Jabłek będzie na pewno zdecydowanie mniej niż w rekordowym roku 2018, kiedy zebraliśmy ok. 5 mln ton, na pewno będzie ich mniej niż średnia wieloletnia i według nas będzie ich też mniej niż w roku ubiegłym. W skali szerszej, praktycznie nie ma w Europie liczącego się producenta jabłek, który będzie miał zbiory większe niż rok temu, czy większe niż średnia wieloletnia. De facto w całej Unii Europejskiej tych jabłek będzie mniej, a także poza Unią Europejską, na Ukrainie, w Mołdawii. (...) Chiny, czyli największy producent jabłek przemysłowych na świecie, wytwarzających ponad połowę jabłek na rynku, czyli 40 mln ton rocznie, również w tym roku będzie miał niskie zbiory. To wszystko oznacza, że na rynku międzynarodowym będzie zapotrzebowanie zarówno na jabłka do produkcji soków, jak i na jabłka deserowe. (...) Myślę, że dużą obawę przed dobrymi cenami ma przemysł przetwórczy, który boi się, że jabłka mogą dojść do poziomu jednego złotego za kilogram i robią pewne ruchy. Po pierwsze jest to kampania, która ma spowodować poczucie, że jabłek będzie bardzo dużo i będzie problem z ich zagospodarowaniem. Tymczasem cały świat o tym mówi, że jabłek będzie zdecydowanie mniej. Po drugie, nie ma żadnych zapasów koncentratów, czy soków z jabłek z poprzednich lat. Zainteresowanie sokiem jabłkowym na rynku jest na stabilnym poziomie, więc ceny powinny być atrakcyjne

– dodał prezes Związku Sadowników RP.


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.