Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro

Świat Rolnika | 31 października 2016

Plaga ekoterroryzmu w Polsce [WIDEO]

Plaga ekoterroryzmu w Polsce [WIDEO]

 

 

Organizacje terrorystyczne tego nurtu działają pod hasłami ochrony środowiska. Cechą charakterystyczną jest wymuszanie pewnych decyzji środowiskowych na rządzie, przedsiębiorstwach, społeczności lokalnej na rzecz rzekomej idei obrony środowiska, a także odstępowanie blokowania inwestycji po wpłaceniu przez szantażowanego odpowiedniej kwoty na cele statutowe organizacji.

 

Urzędy miejskie i gminne muszą publikować w Internecie ogłoszenia na temat inwestycji prowadzonych w okolicy. Organizacja ekologiczna, znajdując informację o zamierzonej budowie stacji benzynowej czy supermarketu, ma prawo zgłosić się jako strona opiniująca projekt. Nawet wówczas, gdy dana organizacja zarejstrowana jest w Olsztynie, a budowę planuje się we Wrocławiu. Dalszy plan postępowania jest zwykle taki sam. Gdy urząd przekazuje inwestorowi werdykt o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, wysyła postanowienie również do ekologów. Ci zgłaszają protest i wstrzymują rozpoczęcie prac budowlanych nawet na kilka miesięcy. Najczęściej aktywiści przekonują, że przedsięwzięcie przyczyni się do zanieczyszczenia powietrza, wód gruntowych, okolicznej zieleni, wzrost hałasu i/lub pogorszenie komfortu życia mieszkańców.

 

"Prawo ochrony środowiska" daje stowarzyszeniom ekologicznym bardzo duże uprawnienia. Każde z nich może występować jako strona w postępowaniu administracyjnym przeprowadzanym przy wydawaniu pozwolenia na budowę. Wystarczy sprzeciw ekologów, by całą inwestycję wstrzymać. W Polsce ekoharacze są tak skuteczne, ponieważ w kodeksie prawa administracyjnego nie istnieje formuła "nadużycia prawa publicznego".

 

Oparty na szantażu biznes działa bardzo sprawnie także dlatego, w warunkach polskich zgłoszenie protestu jest o wiele prostsze niż na Zachodzie. Zgłoszenie odwołania od decyzji o warunkach zabudowy to koszt wysokości zaledwie 5 zł. Jeśli protest ekologów po kilku miesiącach zostanie uznany za bezzasadny i odrzucony, a przedsiębiorca otrzyma wreszcie pozwolenie na budowę, wystarczy kolejne 5 zł, by złożyć odwołanie. Skutkuje to wstrzymaniem inwestycji na następne parę miesięcy. Co więcej, jeśli decyzja władz miejskich będzie dla organizacji ekologicznej poraz kolejny negatywna, mogą odwołać się jeszcze do Naczelnego Sądu Administracyjnego. W tej sytuacji protest już nie wstrzymuje budowy, jednak inwestor działa na własne ryzyko. Jeśli NSA przyzna rację ekologom, budowa warta miliony złotych może zostać zamknięta.

 

Ze względów czysto praktycznych przedsiębiorcy ulegają zatem ekoszantażowi, a czasami nawet próbują uprzedzić działania najbardziej zajadłych organizacji, docierając do ich liderów i płacąc z góry od 10 do 50 tysięcy złotych za spokój.

 

newsweek.pl/Riv/Fot. FB Antyekoterroryzm


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.