Palą w piecach kablami, plastikowymi butelkami i innymi śmieciami. Ty też ?
Autor: Piotr Pałys 2020-01-30 07:00:55

Palą w piecach kablami, plastikowymi butelkami i innymi śmieciami. Ty też ?

Wielu z nas widziało na własne oczy i czuło kłęby gryzącego dymu z komina sąsiadów. Czy jednak sami jesteśmy „święci”? Czy nie zdarzyło się Wam palić w piecu drewna po budowie, płyt meblowych, ram okiennych, palet nasączonych impregnatami, śmieci z kosza, gazet i miliona innych przedmiotów codziennego użytku?

 

W małych miejscowościach, na wsiach, widać, jak na dłoni, czuć, kto i czym pali w piecu. Tajemnicą poliszynela jest to, że nasz sąsiad, od czasu do czasu, podrzuca nocą do paleniska, wszystko to, co tylko uzna za rzecz palną. Wystarczy, po zmroku wyjść na drogę, by dostrzec zasłonę dymną, której nie powstydziłby się pancernik maskujący swe manewry na oceanie.

Skoro Wiśniewski pali, dlaczego ja mam nie spalić, oszczędzając na wywozie śmieci. Ci, którzy mieszkają na prowincji, doskonale wiedzą, co się dzieje z popiołem z wyczystki lub paleniska. Codzienny, poranny rytuał, polegający na wyrzucaniu na drogę dojazdową lub pole, wszystkiego, co wyskrobie się, czyszcząc komorę spalania jest nagminną praktyką i nikogo to nie dziwi. Coś „z tym” trzeba przecież zrobić!

Sam mieszkam w małej gminie i szumne plany odebrania raz w ciągu sezonu grzewczego (!) popiołu, pod warunkiem zgromadzenia go w workach o wadze nieprzekraczającej 10 kilogramów, wystawionych przed posesję, powoduje popukanie się w czoło, każdego rozsądnego mieszkańca okolicznych miejscowości.

Dwa lata temu, paląc ekogroszkiem, pokusiłem się o zgromadzenie w workach odpadów paleniskowych. W odpowiednim dniu sezonu zimowego, przewiozłem je przyczepą i wystawiłem całą górę przed ogrodzeniem swej posesji, by… Gmina, bez uprzedzenia, nie odebrała mego odpadu.

W zeszłym roku, nie brudziłem już sobie rąk, nie zaufawszy notablom gminnym, dałem sobie spokój z jego gromadzeniem i transportem. Nie pytajcie mnie, co się stało z popiołem, bo i ja nie jestem święty.

Mimo tego, nie palę plastikiem, oponami. Nie spalam mebli. Kiedyś, byłem świadkiem potężnego pożaru komina, którego sadze zapaliły się dzięki paliwu, które dostarczył sąsiad. Spalał lakierowane płyty meblowe. Ogień z komina strzelał na kilka metrów, a koszty ratowania i remontu budynku otrzeźwiły go na zawsze. Dziś nie ujrzę już nad jego posesją choćby szarego dymku. Nauka kosztuje.

Czy i wy nie widzicie niczego strasznego w spalaniu organicznych substancji, ale i odpadów z własnego gospodarstwa?

Fot. pixabay.com

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.