PILNE!

Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro

Opinie / Rolnictwo / Jan Krzysztof Ardanowski: Przezorny zawsze ubezpieczony

Jan Krzysztof Ardanowski: Przezorny zawsze ubezpieczony

Autor: Oliver Pochwat 2022-08-31 12:00:00
Jan Krzysztof Ardanowski

Jak Krzysztof Ardanowski jest przekonany, że w Polsce powinniśmy iść w kierunku obowiązkowych ubezpieczeń nie tylko upraw i hodowli zwierząt oraz powszechności.

Według danych MRiRW zainteresowanie rolników w przypadku suszy wzrosło w porównaniu do analogicznego okresu 5-krotnie. Niestety ubezpieczenia rolne nie są całkowicie wolne od problemów. Wielu rolników wciąż nie ma ubezpieczonych swoich maszyn rolniczych, inwentarza i upraw. Z czego może to wynikać? 

ŚwiatRolnika.info: Jakie są największe problemy rynku ubezpieczeń rolniczych?

Jan Krzysztof Ardanowski: Przede wszystkim towarzystwa ubezpieczeniowe nie są zainteresowane ubezpieczaniem rolnictwa, uważając je za dział wyjątkowo ryzykowny, zależny także w dużej mierze od  zmian klimatycznych i nieprzewidywalności pogody. Właściwie nawet firmy ubezpieczeniowe, które do tej pory miały podpisane umowy na dofinansowanie rządowe, też zrobili to „na odczepne”. Nie mogą odmówić ubezpieczenia, ale mogą zrobić to na niewielką skalę, bo dla nich nie jest to żaden interes. Towarzystwa ubezpieczeniowe obawiają się przede wszystkim ubezpieczania upraw od suszy dlatego, że to zjawisko zaczyna występować w Polsce praktycznie co roku w różnych rejonach.
Również sposób oceniania skutków suszy jest właściwie nieprecyzyjny i problematyczny. Przez wiele lat ocena była oparta na tzw. „czynniku społecznym”, czyli pracy powoływanych ad hoc  komisji społecznych, w których np. sołtys, radny, delegat izby rolniczej, czy oddelegowany urzędnik gminny,  bardzo często nie mając odpowiedniej i fachowej wiedzy, by ocenić, co jest przyczyną złego stanu upraw, mieli zadecydować o przyczynie i procentowej wielkości strat na polu. Przyczyn, jak możemy się przekonać,  może być wiele i niekoniecznie musi to być susza. Mogą to być np. błędy agrotechniczne, brak makro i mikroelementów w glebie,  źle zastosowane nawozy lub środki ochrony roślin, nieodpowiednie pH gleby itd. Wiele czynników może wpływać na zły wygląd rośliny. Niestety, przez lata ten nieprecyzyjny, zachęcający do nadużyć był podstawą szacowania strat w rolnictwie. Podjęliśmy prace w resorcie rolnictwa, by stworzyć mechanizm precyzyjniejszy, bardziej obiektywny, oparty o weryfikowalne dane pomiarowe dotyczące pogody. Taki mechanizm, zapewne jeszcze nie doskonały udało się zbudować

Zainicjowane przeze mnie prace przejęli moi  następcy, kolejni ministrowie rolnictwa. Monitoring suszy prowadzony jest przez Instytut Nawożenia i Gleboznawca w Puławach, który sprawdza zarówno sumy opadów w określonych przedziałach czasu, w oparciu o dane ze stacji meteo, satelitów i radarów pogodowych,  ale również dysponuje również bardzo dokładnymi mapami  glebowymi całej Polski, każdego jej kompleksu glebowego w każdej wsi, jak i określa przydatność gleb dla konkretnych gatunków roślin. Zwracałem wielokrotnie uwagę rolnikom, że jeśli ktoś chce siać rośliny bardzo wymagające w zakresie wody i robi to na bardzo słabych, przepuszczalnych, łatwo przesychających glebach, to jeśli trafi się mu rok "przekropny', to może plony będzie miał. Jeśli natomiast, co jest bardzo prawdopodobne, przyjdzie rok suchy, to nic mu nie urośnie i nie powinien opowiadać o tym, że jego uprawy dotknęła susza. To jest jakby dylemat jak szacować suszę. Pewnie nad obiektywnymi metodami oceny suszy trzeba jeszcze pracować, ciągle je doskonaląc, ale to jest kierunek słuszny. Nie uznaniowość, ale metody naukowe i weryfikowalne.

Ubezpieczenia w rolnictwie są podstawowym mechanizmem na świecie ratowania gospodarstw przed klęskami. Rzadko kiedy państwa decydują się na bezpośrednią pomoc z budżetu, tak jak uczyniłem to w 2018 i 2019 r. kiedy pojawiła się dramatyczna susza, która zniszczyłaby znaczną część polskiego rolnictwa. Wtedy nie było czasu na zastanawianie się nad budowaniem, czy  modyfikacją systemów. Trzeba było natychmiast pomagać. Skala suszy była wtedy ogromna. Państwo wypłaciło ogromną, jak na możliwości budżetu kwotę ok. 4,5 mld złotych w ciągu dwóch kolejnych lat.

Jan Krzysztof Ardanowski

Żeby zachęcić rolników, stosuje się dopłatę z budżetu państwa w wysokości 65 proc. Na takie wsparcie składki ubezpieczeniowej  pozwalają przepisy unijne. Jest to mechanizm korzystny, jednak on w dalszym ciągu nie sprawia, że rolnicy gremialnie się ubezpieczają. Jest ubezpieczonych ok. 25 proc. gospodarstw. To nie jest zadowalająca liczba.

Problemem jest również to, że powinien być jakiś mechanizm, który sprawiłby, że wszystkie firmy ubezpieczeniowe, mające placówki rozrzucone w terenie, byłyby włączone do ubezpieczeń rolniczych. Uważam, że w rolnictwie najlepiej się sprawdza wzajemność ubezpieczeniowa w postaci towarzystw ubezpieczeń wzajemnych (TUW). Zachęcam rolników do ubezpieczania gospodarstw właśnie w takich towarzystwach. Rząd, nie wiadomo z jakich powodów, zdecydował  się na wzmocnienie tylko jednego TUW, tj. Pocztowego Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych, które ma niewielką skalę oddziaływania na rynku ubezpieczeniowym. Lata muszą minąć, zanim to towarzystwo stanie się rozpoznawalne i będzie mogło odgrywać większą rolę na rynku ubezpieczeń rolnych. Problemem nie jest również samo zawarcie polisy ubezpieczeniowej. To można, mówiąc kolokwialnie,  załatwić w okienku pocztowym, natomiast problemem jest szacowanie szkód, które muszą wykonywać biegli, przygotowani i kompetentni rzeczoznawcy - likwidatorzy szkód. Rolnicy zwracają uwagę na niskie umiejętności lub wręcz na nadużycia ze strony przedstawicieli firm ubezpieczeniowych, którzy mają żywotny interes w tym, aby wykazywać, że straty na polach są niewielkie, albo nie ma ich wcale. Konieczne jest doprecyzowanie  szczegółowych warunkach ubezpieczenia i likwidacji szkód i tu państwo musi być współkreatorem takich precyzyjnych przepisów. Słabość państwa przekłada się na słabość procedur szacowania, a przecież rolnik musi mieć pewność,  że przy ustalaniu odszkodowania nie będzie skazany tylko i wyłącznie na widzimisię likwidatora

Wydaje mi się, że w Polsce powinniśmy iść w kierunku ubezpieczeń nie tylko upraw, i hodowli zwierząt. Ten mechanizm powinniśmy rozwijać, ale jestem przekonany, że powinniśmy to czynić  wprowadzając ubezpieczenia obowiązkowe. Tym się różnię od wielu innych, że chcę wprowadzenia obowiązku ubezpieczenia upraw i zwierząt. Inni mówią o potrzebie powszechności ubezpieczeń bez ich obowiązkowości, choć wiedzą, że nigdy tej powszechności nie będzie, jeżeli będą sytuacje, z jakimi wielokrotnie mieliśmy do czynienia, że czy ubezpieczony, czy nie, jak się pojawi zjawisko przyrodnicze niszczące uprawy, to wszyscy dostaną odszkodowanie od państwa. To jest też pewnego rodzaju nadużycie, bo nie są premiowani ci, którzy ubezpieczają swoje gospodarstwa. Oprócz ubezpieczenia upraw i zwierząt uważam, że w rolnictwie należy wprowadzić także inny rodzaj ubezpieczeń, a mianowicie ubezpieczenie dochodu rolnika. To jest rozwiązanie, które dominuje na rolnym  rynku ubezpieczeniowym w Holandii i w Stanach Zjednoczonych. Jak dobrze pamiętam, w Holandii od warunków pogodowych jest ubezpieczonych raptem 2 proc. upraw. Tam nie ma takiej potrzeby, ponieważ kanały odprowadzają nadmiar wody, klimat jest wilgotny, więc susza raczej nie grozi, zim ostrych nie ma. W związku z tym tylko najbardziej wrażliwe owoce np.: kiwi są ubezpieczane od przymrozku. Rolnicy nie są zainteresowani takimi  ubezpieczeniami, bo ryzyka przyrodnicze są minimalne.

Natomiast chętnie korzystają z ubezpieczania od spadku dochodów rolniczych, które polega na tym, że analizuje się dochód w danym gospodarstwie w danym roku, w porównaniu do średniej z pięciu lat poprzednich lub średniej olimpijskiej, czyli wybranych trzech z pięciu lat, po odrzuceniu  skrajnych.

Jeżeli nie z winy rolnika te dochody spadły w stosunku do lat minionych, bo mogły się pojawić zjawiska przyrodnicze, ale również zachwiania rynku, to wtedy ubezpieczyciel wypłaca stosowne odszkodowanie. To jest może największe osiągnięcie w zakresie zabezpieczenia pewnej stabilności funkcjonowania gospodarstwa. Rolnik nie jest w stanie przewidzieć zmian klimatycznych, ale również gwałtownych wzrostów cen produkcji gazu, ropy, prądu itd. Nie jest w stanie przewidzieć spekulacji giełdowych, które sprawiają, że spadają cen produktów rolnych. Ubezpieczenie od dochodu byłoby dobrym rozwiązaniem. Zamierzałem takie wprowadzić. Oczywiście wiązałoby się ono z koniecznością prowadzenia rachunkowości, bo na jakiej postawie ustalić dochody w gospodarstwie? Myślę, że z tym nie byłoby problemu. Wszyscy więksi rolnicy rozliczają VAT. ok. 10 tys. rolników jest w systemie FADN. Jest to system zbierania danych przez Instytut Ekonomiki Rolnictwa. Wiele osób mając bardzo konkretne korzyści z prowadzenia rachunkowości, zapewne by się do niej przekonało. Trzeba dać kilka lat na dojście do tego, ale ten proces powinien być rozpoczęty.

Ubezpieczenia są jednym z najważniejszych mechanizmów gwarantowania stabilności w rolnictwie. W rolnictwie nie bieżące ceny, tak na prawdę, są ważne. Ważniejsza jest stabilność, która sprawia, że prowadząc gospodarstwo, z pewnym spokojem mogę patrzeć na lata następne.

ŚwiatRolnika.info: Ubezpieczalnie nie chcą ubezpieczać rolników. Przypomina mi się sytuacja z powodzi w 1997 r. kiedy ubezpieczalnie również odmawiały rolnikom, a premier Cimoszewicz powiedział „trzeba się było ubezpieczać”.

Jan Krzysztof Ardanowski: Cimoszewicz dość złośliwie to wtedy powiedział. Słusznie poniósł za to karę. To było lekceważenie obywateli, , wręcz kpienie z nich. Oczywiście, ludzi trzeba zachęcać do ubezpieczeń ale także mieć system, który uczciwie takie ubezpieczenia realizuje. Jednak w naszym kraju jakieś elementy nie działają poprawnie: jest nawoływanie rolników, że mają się ubezpieczać, ale warunki ubezpieczeń są tak skonstruowane, że wielu rolników, pomimo dopłaty, nie chce się ubezpieczać.
Nie będę też rozgrzeszał rolników. Przyzwyczaili się moi szanowni koledzy, że jak coś się niebezpiecznego pojawiało w rolnictwie, to wtedy organizowano protesty i blokady dróg, bo my się domagamy, bo my żądamy, bo my uważamy, że nam się należy i państwo najczęściej ustępowało, i płaciło. Płaciło dlatego, że nie było systemu ubezpieczeń oraz ze strachu przed rolnikami. Nie zawsze dostawali, ci którzy byli najbardziej pokrzywdzeni, ale ci, co najgłośniej krzyczeli.

Wydaje mi się, że należy rozwijać mechanizmy ubezpieczeniowe, które mając uczciwie ocenione ryzyko i skalkulowane składki, z pomocą państwa, przekonałyby obywateli do ubezpieczeń, bo jak w popularnym sloganie: "przezorny zawsze ubezpieczony".

Czytaj także: Ardanowski: Polska powinna szukać nowych rynków zbytu dla swojej żywności