PILNE!

Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro

Opinie / Rolnictwo / Andrzej Gantner: Produkcja żywności w Polsce nie została ograniczona

Andrzej Gantner: Produkcja żywności w Polsce nie została ograniczona

Autor: Oliver Pochwat 2022-06-28 13:30:00
Andrzej Gantner

Andrzej Gantner w rozmowie z portalem ŚwiatRolnika.info ocenił, czy przez wojnę na Ukrainie Polsce grozi kryzys związany z brakiem żywnościowy na rynku.

Minister aktywów państwowych Jacek Sasin zapewnił, że Polsce nie grozi niedobór żywności. Przestrzegł jednak przed możliwym wzrostem jej cen. Głód może natomiast wywołać falę migracji z biedniejszych krajów do UE czy Stanów Zjednoczonych. Czy Polska jest jednak bezpieczna? O wyjaśnienia poprosiliśmy Andrzeja Gartnera.

ŚwiatRolnika.info: Czy przez wojnę na Ukrainie Polsce grozi kryzys żywnościowy?

Andrzej Gantner: Obecnie nic nie wskazuje na to, żebyśmy mieli zmagać się w Polsce z  kryzysem polegającym na niedoborze podstawowych produktów żywnościowych. Produkcja żywności w Polsce nie została w żaden sposób ograniczona. Występujące braki niektórych surowców np. oleju słonecznikowego wynikające z ograniczeń dostaw z Ukrainy, są uzupełniane zamiennikami np. olejem rzepakowym.  Zakłady pracują, rolnicy produkują surowce, a z żywnością nie dzieje się nic takiego, żebyśmy mieli obawy, że jej zabraknie. Jesteśmy szóstym co do wielkości producentem żywności w Unii Europejskiej. Mamy dużą nadwyżkę, bo praktycznie 40 proc. produkowanej w Polsce żywności wysyłamy na eksport. To pokazuje jaki bufor bezpieczeństwa mamy w stosunku do potrzeb rynku wewnętrznego. Więc nie ma żadnej przesłanki, żeby twierdzić, że grozi nam jakikolwiek kryzys żywnościowy, a tym bardziej głód. Oczywiście, dopóki trwa produkcja rolna i dopóki trwa produkcja żywności.

ŚwiatRolnika.info: Jednak pomysły Unii Europejskiej takie jak Fit for 55 czy Zielony Ład doprowadzą do ograniczenia produkcji w rolnictwie. Co powinna zrobić Polska?

Andrzej Gantner: Warto zauważyć, że zarówno Zielony Ład, jak i Fit for 55 są strategiami długofalowymi. Tworzono je kilka lat temu, czyli nie są one dopasowane do obecnych warunków, których nikt nie był w stanie przewidzieć. Rodzi się pytanie, czy np. strategia zmniejszenia produkcji żywności poprzez przeznaczenie 25 proc. areału uprawnego na produkty ekologiczne ma sens w momencie, kiedy w skali globalnej mamy niedobór żywności. Ludzi w szybkim tempie przybywa, a zasobów do produkcji żywności nie. Pojawia się pytanie, czy jest sens wprowadzać tego typu rozwiązania i czy w kontekście rozszerzania się obszaru głodu na świecie, jest to działanie etyczne. Należy się zastanowić, czy podejście bardziej zrównoważone, czyli takie, które jednak zwiększy produkcję żywności i jej rentowność, przy jednoczesnym  zatrzymaniu  degradacji środowiska naturalnego, nie jest lepsze, niż takie, w którym  nagle w Europie z nadwyżki, żywności, przejdziemy w jej potencjalny niedobór. Owszem, być może będziemy bardziej zeroemisyjni, przynajmniej na własnym podwótrku, ale pytanie brzmi, kto zapłaci za tego typu ograniczenia. Wszyscy wiemy doskonale, że ograniczenie produkcji przy dużym popycie i windowaniu kosztów prowadzi do wzrostu cen tej żywności. Strategia Fit for 55 nie do końca uwzględnia różnice w sile nabywczej konsumentów, poziomie życia w poszczególnych krajach i wydatkach na żywność. To, co może być znośne dla Niemca, czy Francuza, jeżeli chodzi o podniesienie kosztów i cen, dla Polaka może nie być specjalnie dobre. W budżecie polskich rodzin mamy już bardzo duży  udział wydatków na żywności – sięga on 27 proc.. To wskazuje, że już teraz żywność dla Polaków nie jest tania. Dalsze sztucznie wywołane wzrosty kosztów produkcji i cen mogą mieć opłakane konsekwencje dla całego społeczeństwa. Innym aspektem złych decyzji w obszarze produkcji żywności jest aspekt geopolityczny. Powiększa się obszar głodu na świecie i miliony głodnych ludzi, chociażby z Afryki Północnej, wcześniej czy później zjawi się u naszych bram. Jakie koszty trzeba będzie ponieść z tego powodu, jakie skutki dla stabilności społecznej to przyniesie, tego nikt nie analizuje. Ten aspekt powinien być uwzględniony przy wprowadzaniu strategii od "Od pola do stołu" czy "Fit55".

Andrzej Gantner:

Wydaje się wręcz koniecznością zmodyfikowanie tych strategii w celu zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego i społeczno-gospodarczego w Europie.

ŚwiatRolnika.info: Joe Biden zaproponował, aby w Polsce powstały silosy na Ukraińskie zboże Wielu rolników ma jednak obawy, że ukraińskie zboże zaleje polski rynek. Czy istnieje takie ryzyko? Co będzie to oznaczała dla polskich rolników?

Andrzej Gantner: Jeżeli to zboże będzie koncesjonowane pod kątem tranzytu do krajów trzecich, to raczej nie powinno się tak stać. Cała operacja budowania silosów i ratowania zboża z Ukrainy ma za zadanie –  według wszelkich deklaracji – pomóc krajom, które cierpią na niedobór zboża. Ani Polska, ani Unia Europejska nie zaliczają się do takich obszarów. Cała operacja powinna spowodować, że ukraińskie zboże uda się uratować, a poprzez tranzyt przez Polskę i inne kraje trafi tam, gdzie jest potrzebne. Mam tu na myśli kraje Afryki Północnej, Azję. 80 proc. zboża w Egipcie pochodziło z Ukrainy. Ten kraj ma obecnie bardzo poważny problem. Bardzo źle by się stało, gdyby nagle okazało się, że wspomniane zboże, zamiast trafić tam, gdzie jest potrzebne, utknęło w Polsce i zalało nasz rynek. Na takiej operacji wszyscy stracą, a nie zyskają. Nasi rolnicy ponoszą dużo większe koszty produkcji, przy których cena zboża z Ukrainy jest wręcz ceną dumpingową. To cena na rynki, dużo uboższe od naszego i zboże powinno tam trafić. Mówimy obecnie o 18 mln ton i 40 milionach z nowych zbiorów. To olbrzymia ilość zboża i nawet jeżeli tylko niewielka część zostałaby w Polsce, mogłoby to poważnie zagrozić naszej rodzimej produkcji, co w dłuższym okresie czasu miałoby fatalne skutki dla rolników, ale też naszego bezpieczeństwa żywnościowego w latach następnych.

Czytaj także: Skradzione ukraińskie zboże jest eksportowane przez 10 statków