Talk icon

Blog

02-06-2022

Autor: Oliver Pochwat

Anna Bryłka: Europejski Zielony Ład zmniejsza podaż żywności w UE

Anna Bryłka

Anna Bryłka oceniła w rozmowie z portalem ŚwiatRolnika.info, czy Unia Europejska powinna zrezygnować z Zielonego Ładu i skupić się na zwiększaniu produkcji w rolnictwie. 

Wojna na Ukrainie wyeliminowała z eksportu rolnictwo ukraińskie. Coraz częściej pojawiają się głosy, że w niektorych rejonach świata może zapanowac głód. Wydaje się, że jedynym rozsądnym wyjściem, o to postulują zresztą rolnicy z całej Unii Europejskiej i organizacji Copa Cogeca, jest porzucenie Europejskiego Zielonego Ładu. 

ŚwiatRolnika.info: Czy Komisja Europejska powinna zrezygnować z Zielonego Ładu?

Anna Bryłka: Oczywiście, że powinna zrezygnować z Europejskiego Zielonego Ładu. To powinno być priorytetem polskiego rządu na tym wczorajszym, dwudniowym szczycie Rady Europejskiej. Premier Mateusz Morawiecki miał konferencję prasową o tym, że Unia Europejska będzie próbować eksportować zboże ukraińskie z innych portów europejskich, na przykład z tych na Morzu Bałtyckim. Moim zdaniem pierwsza rzecz, jaką powinna zrobić Unia Europejska to co, na co ma wpływ, a ma wpływ na Europejski Zielony Ład. Według wielu ekspertów, według wielu analiz wprowadzenie Europejskiego Zielonego Ładu zmniejszy podaż żywności w UE, w zależności od branży, od 8 do 15-16 procent. Tak więc w mojej ocenie pierwszą konkluzją po wczorajszym szczycie powinno być zawieszenie bądź wycofanie się z Europejskiego Zielonego Ładu, który zmniejsza podaż żywności w UE. Przecież my, jako Europa, moglibyśmy powstałą lukę w tym globalnym kryzysie żywnościowym wypełnić. Jednk zamiast ją wypełniać będziemy ją tylko zwiększać.

ŚwiatRolnika.info: Według założeń Zielonego Ładu europejskie rolnictwo zostanie ograniczone i "wypchnięte" do innych krajów, w tym na Ukrainę. Wszyscy wiemy, co się dzieje na Ukrainie. UE zaczyna być sprzeczna w swoich komunikatach. Z jednej strony mamy Fit For 55, który ma ograniczyć emisję, mamy ograniczanie rolnictwa, z drugiej strony mamy zgodę na korzystanie z węgla. Są to sprzeczne komunikaty – a rolnictwo, jak zwykle, jest wszystkiemu winne…

Anna Bryłka: To prawda, że cały ten program unijny dotyczący polityki klimatycznej, ograniczania emisyjności. Zaczął się w momencie wojny zupełnie nie spinać. Zarówno pod względem surowcowym, energetycznym, jak i żywnościowym. Tak jak Pan Redaktor powiedział. Świetnie, że zawiesiliśmy z Ukrainą na rok cła na wszystkie towary. Pierwszy raz w historii Unia Europejska, tak zliberalizowała przepisy z państwem trzecim. Są branże, które mówią o zalewie konkurencyjnym towarem, na przykład branża drobiarska. W Polsce branża drobiarska musi spełniać wyśrubowane normy narzucone przez unijne przepisy, a na Ukrainie tych przepisów nie ma, zwłaszcza w produkcji zwierzęcej.Sytuacja wygląda tak, że my do rynku wspólnego dopuszczamy towary, które nie muszą spełniać takich norm, jak te unijne.

Wprowadźmy równe zasady dla państw uczestniczących w tym rynku, a nie dla państw unijnych wyśrubowane normy, a państwo, z którym bardzo zliberalizowaliśmy handel, może sobie produkować jak chce i sprzedać jak chce i tym samym negatywnie wpływać na konkurencyjność polskiego sektora rolno-spożywczego. Jeszcze przed wojną, kiedy obowiązywały przecież kontyngenty na różnego rodzaju towary, to te kontyngenty były przewidziane na cały kontynent, ale na koniec dnia większość tych towarów zostawała w Polsce i konkurowała z polskim artykułem spożywczym, a nie niemieckim, francuskim itd. także moim zdaniem ta polityka polskiego rządu oraz unijnych przywódców jest kompletnie nieprzemyślana, nie spina się i powinniśmy jako UE wpływać na to, na co mamy realny wpływ, bo możemy pomóc w eksporcie ukraińskich towarów, ale mamy też obowiązek też wypełnić tę lukę, która się pojawi na rynku żywności a ukraińskie zboże to jest tylko część luki bo mamy przecież też rosyjskie towary żywnościowe.

Przypominam, że Rosja jest największym eksporterem pszenicy na świecie. To jest udział ok. 18-19 procent światowego udziału, a więc to nie chodzi tylko o ukraińskie zboże, ale również i rosyjskie. Moim zdaniem UE nie pracuje na faktach, nie zna faktów.

ŚwiatRolnika.info: To pozwoli Pani, że nawiążę do rozmowy, którą przeprowadzałem już z prezesem Piotrem Lisieckim. Zauważył on, że ogromnym zagrożeniem dla polskiego drobiarstwa jest to, że UE zezwoliła na to, by drób z Ukrainy, zalał rynek europejski. Ja powiem mocniej – dla mnie to jest lek kaca moralnego. Zgadza się Pani z tym stwierdzeniem?

Anna Bryłka: Tak. No trochę tak jest. W Polsce zawsze traktujemy Unię Europejską jako jednorodny byt, gdzie wszystkie państwa członkowskie mają te same interesy. Tak nie jest. Każde państwo członkowskie w UE ma inny interes. Każde państwo członkowskie próbuje ten interes, w ten czy inny sposób reprezentować. Ponosimy gigantyczne koszty jako państwo które, mimo że bezpośrednio nie uczestniczy w wojnie, to te wszystkie skutki wojny odczuwa. To my się angażujemy najbardziej ze wszystkich państw członkowskich. Zaczynając od uchodźców, a kończąc na surowcach, pomocy w eksporcie ukraińskich towarów itd. My to wszystko odczuwamy. Tak samo jak polskie branże, konkretne polskie branże, to odczuwają. Bliskość geograficzną z Rosją, Białorusią, Ukrainą oczywiście sprawia, że my mieliśmy więcej bliskich kontaktów handlowych biznesowych ze wschodem niż inne państwa członkowskie. Nie ma czegoś takiego jak unijna solidarność, każde państwo członkowskie ponosi inny koszt, a Polska ponosi gigantyczny koszt.

Czytaj także: Krzysztof Ciecióra: Wojna na Ukrainie zmienia wszystko w rolnictwie

swiatrolnika.info 2022