Portal rolniczy - porady dla rolnika - informacje agro

Anna Kołcon | 24 marca 2017

Na Matkę Boską Roztworną wychodzą z ziemi pchły, wszy i pluskwy…

Na Matkę Boską Roztworną wychodzą z ziemi pchły, wszy i pluskwy…

W okolicach Dobrzynia wierzono, że 25 marca – na Matkę Boską Roztworną (Zwiastowanie) wszelkie robactwo wychodzi z ziemi. Również to najbardziej uciążliwe dla człowieka, czyli krwiopijcze: pluskwy, pchły oraz wszy. Dziś problem ich występowania wydaje się być odległy i marginalny. A przecież jeszcze sto lat temu obecność ektopasożytów była dość powszechna. Utrudniały one życie ludziom i zwierzętom. Warto zatem przyjrzeć się temu, jak radzono sobie z tym problemem w odłegłych (choć może nie tak bardzo) czasach.

 

Na ziemiach Mazowsza, Podlasia, Wielkopolski czy Małopolski wszy nazywano gnidami, mendami, mędakami, mędoweszkami, weszkami, wszołami, na Kresach używano natomiast określenia nędza, kuska. Pchły zwano płeszkami, błeszkami, błochami. Pluskwy, zakopiańscy górale określali mianem pleszczyc.

 

O pchłach i pluskwach żartowano na obszarze przedrozbiorowej Polski: "Carniusieńkie, malusieńkie, ale najwięksego cłowieka rusy", "Maleńka, czarnieńka, całą kłodę porusza". Pomimo dowcipów, pluskwy, pchły i wszy były utrapieniem włościan i innych stanów. W zaborze pruskim, wskutek wprowadzenia przepisów higienicznych, problem występowania tych uciążliwych insektów miał marginalne znaczenie. Z kolei ludność w zaborze rosyjskim i austriackim nie łączyła pojawiania się insektów z brudem, dlatego pchły, wszy i pluskwy w niektórych rejonach dawnej Polski miały znakomite warunki bytowania.


Skąd biorą się ci niechciani lokatorzy, mieszkańcy dawnej Polski nie wiedzieli. W związku z tym snuli różne domysły. Niektóre z nich są niezwykle ciekawe. W okolicach Przemyśla panowała opinia, że pluskwy powstają ze smrodu, na Kresach wierzono natomiast, że rodzą się one z mgły. Wszy w różnych regionach ziem polskich postrzegano jako karę boską lub urok rzucony przez czarownicę. Niedaleko Wieliczki sądzono, że "gnidy mo kuzdy cłek w skórze. Musi mieć i pon i zyd i chłop i hrabia najwiąksy. Ale gnidy sie tego najwioncyj trzymajom, kto jest wsawy".

 

Drugorzędną sprawą wydawało się ludziom ustalenie, skąd pochodzą te krwiożercze insekty. Ważne było wypracowanie skutecznych sposobów ich zwalczania. W metodach tych przeważały działania magiczne, niemniej stosowano również środki racjonalne.

 

Wiele działań magicznych, zapobiegających pojawieniu się insektów, związanych było z Bożym Narodzeniem oraz Wielkanocą. W Wigilię Bożego Narodzenia na Kresach nie wypowiadano słów "mak" i "hreczka"(gryka), "bo by przez cały rok były w tym domu pchły tak wielkie, jak hreczka a tak liczne jak mak". Posługiwano się słowami zastępczymi. Na świętego Szczepana, by zapobiec całorocznemu grasowaniu pcheł w łóżkach, palono wiechcie słomy z domowych sienników. W ten dzień nie pozwolono również wejść nikomu do izby, gdy nie była pozamiatana. W ten sposób zapobiegano inwazji insektów. W Małopolsce "w Wielkanocny Poniedziałek, czyli w święty Lejek gospodynie domowników przestrzegają, żeby się nikt nie iskał, a nawet grzebienia do ręki nie brał, boby len w polu zarósł tak chwastem, żeby go nie można oplewić". Na Kresach w Wielki Czwartek gospodyni przed wschodem słońca rozbierała się do naga, zamiatała izbę i wyrzucała śmieci na podwórze. W ten sposób przeciwdziałała pojawieniu się pcheł. W tym rejonie również okadzano izbę pierzem z dudka przeciwko pchłom. A gdy, ktoś usłyszał po raz pierwszy na wiosnę głos tego ptaka, trzykrotnie powtarzał: "niech pchły i wszy wyniosą się za siedem wód". Okadzano izby również proszkiem sporządzonym z ususzonych pijawek, a także wypędzano insekty za pomocą kija, którym zabito wcześniej żmiję. Kij umieszczano za belką w chacie, ku przestrodze. Innym sposobem było wrzucenie na piec kopyta z tylnej nogi padłego konia.

 

Z racjonalnych metod walki z pchłami, pluskwami i wszami większość opierała się na używaniu w tym celu roślin. Niektóre z tych środków należały do niezwykle toksycznych (np. tojad, zimowit jesienny, cięmiężyca, ciemiernik). Należało zachować zdrowy rozsądek i wykazać się dużą ostrożnością przy ich stosowaniu.

 

Rośliny używane do zwalczania pcheł, wszy i pluskiew przez ludność wiejską zamieszkałą na ziemiach polskich w XIX-XX wieku: 

  • bylica piołun (psia ruta, piołun, psyruta, wermut, pilonek) – wkładanie ziela w pościel, wyścielanie chaty;
  • chmiel zwyczajny (chmil) odwar z korzeni, odwar z "szyszek" – do mycia włosów, stosowanie kremu z masła i kwiatów chmielu na włosy;
  • ciemiernik biały (sporzyść, świńska zielina, czamiaryca) – mycie w wywarze włosów;
  • ciemiężyca biała (czemer, czemerycia) – odwarem, czasem z dodatkiem soli i siarki smarowano głowę;
  • czeremcha zwyczajna (smrodynia, pucówka, trzemchą, kocierpka) zakładanie gałązek bydłu;
  • glistnik jaskółcze ziele (gliśnik, celidonia, jaskółcze ziele, cyngalia, roztopaść jaskółecznik, zółtnik, złotnik, listownik) – smarowanie sokiem miejsc, gdzie pojawiały się pluskwy;
  • jaskier ostry (kazły) – okadzanie pomieszczeń, aby "wygubić" pluskwy;
  • kolendra (koriander) – wkładanie nasion w pościel;
  • leszczyna (orzech laskowy, oryszyna, liscyna) – obwijanie głowy liśćmi, wkładanie liści do butów;
  • nerecznica samcza (panna baba, ferecyna) – wkładanie ziela w pościel;
  • ogórek siewny – smarowanie przekrojonym owocnikiem miejsc, gdzie pojawiały się pluskwy;
  • rdest plamisty (dresena) – wkładanie ziela w pościel;
  • rumianek pospolity (kamelki, kamila, marona, roman) – wkładanie kwiatów i ziela w pościel, płukanie włosów w naparze z kwiatów;
  • tatarak zwyczajny (ajer, lepicha, tatar, tatarczuk) – mycie włosów z odwarze z kłącza;
  • tojad (toja, omiak, łabusztan, pantofelki Matki Boskiej, mordownik) – mycie ciała wodnym wy- ciągiem z tojadu;
  • trzmielina brodawkowata (proskuryna) – zmywanie wywarem skóry głowy;
  • trzmieliny zwyczajna (proskuryna) – zmywanie wywarem skóry głowy;
  • wroniec widlasty (widłak wroniec) – zmywanie wywarem skóry głowy;
  • zimowit jesienny – zmywanie wywarem skóry zwierząt;
  • złocień właściwy (jastrun, roman) – sproszkowane ziele złocienia wsypywano w miejsca gdzie gromadziły się pluskwy, okadzanie pomieszczeń.

 

Ciekawym wydaje się fakt, że w dawnej Polsce obecność krwiopijczych insektów wiązała się z wieloma przesądami. Wynikało to zapewne z tego, że pojawianie się tych "lokatorów" było dość powszechne. Na terenach znajdujących się wokół Wadowic panowało przekonanie, że pchła chodząca po ręku, wróży nadejście listu. W wielu rejonach Galicji sądzono, że nadmierna aktywność pcheł (jakże dokuczliwa) wróży rychłe opady deszczu. Natomiast w okolicach Brzeska (Małopolska) zapowiedzią deszczu było iskanie się kur. "Wesz na ucho wyłazi – pogoda" – przepowiadano z kolei na Mazurach i na ziemi dobrzyńskiej. W Galicji i w Przemyskim wierzono, że posiadacz wszy stanie się bogaty. Na Podolu źle dobrana technika szukania wszy mogła spowodować utratę orientacji w terenie: "Szukający za nimi w głowie winien szukać na prawej i lewej połowie głowy, bo inaczej zabłądziłby łatwo i to gdziekolwiek". Przypuszczano również, że pojawienie się na chorym człowieku licznych wszy, zwiastuje jego śmierć.


Anna Kołcon
Fot.: pixabay.com


Przy tworzeniu artykułu wykorzystałam informacje zamieszczone w tekście Lilianny Wdowiak oraz Pawła Wysokińskiego "Postrzeganie niektórych ektopasożytów przez ludność wiejską i walka z nimi na ziemiach polskich na przełomie XIX i XX wieku", który znajduje się w publikacji "Dawna medycyna i weterynaria. Pacjent" – pracy zbiorowej pod red. Mariusza Z. Felsmanna, Józefa Szarka, Mirosławy Felsmann.


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.